E-book
6.83
drukowana A5
16.42
Lilith — limited edition czyli historia kryminalna

Bezpłatny fragment - Lilith — limited edition czyli historia kryminalna


Objętość:
41 str.
ISBN:
978-83-8189-348-0
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.42

— A było to tak drogie dzieci…

Tymi słowami starszy mężczyzna zaczyna opowiadać historię swego żywota. Mężczyzna ten znajduje się w parku — wśród rzeszy zgromadzonej wokół niego publiczności. Publiczność składa się głównie z mężczyzn w średnim wieku plus parę osób płci żeńskiej. Opowiadający zaczyna swoją historię od czasów drugiej wojny światowej, z której szybko przechodzi na czasy znacznie późniejsze. Słuchający go są zrozpaczeni, proszą o przerwanie tej opowieści. Starszy mężczyzna nie daje za wygraną — przyspiesza tylko wypowiadanie słów — po chwili jednak gardło odmawia mu posłuszeństwa — ku radości zgromadzonych osób. Jeden z siedzących wstaje, i szybkim ruchem ręki pokazuje palcem na Michała mówiąc :


— Teraz ty!


Michał wstaje, i powoli, trochę niezdarnie, kieruje swoje kroki na miejsce przeznaczone dla mówiących. Michał wygląda na około 30 do 35 lat — średniego wzrostu — bez żadnych cech szczególnych — jednak… coś jest w nim takiego — co przykuwa uwagę zgromadzonych — coś magicznego. Michał w pierwszych słowach prosi zgromadzonych o pozwolenie zapalenia papierosa — gdy go zapala, zaczyna bardzo wolno opowiadać pewną historię :


— Było to latem… upał był straszny… siedziałem sobie w wannie z wodą odpoczywając od tego wszystkiego… a chciałem dodać, mieszkam w starym budownictwie… siedzę sobie w tej cholernej wannie — muzyczka z mojej wieży dobiega z pokoju obok — a obok, w dużym pokoju trwa właśnie włamanie… włamanie do mojego mieszkania — podczas mojej kąpieli — mój kochany sąsiad, przekuwa ścianę łączącą jego mieszkanie z moim — myśląc, że właśnie co on sobie myślał. Jak już mówiłem — byłem tuż obok i nic nie słyszałem. Trwało to może z dziesięć minut — wynieśli wszystko co było wartościowe — nawet cholera stary aparat fotograficzny, co leżał na podłodze miałem w nim zdjęcia z wakacji — właśnie chciałem iść wywołać. Słyszę jak magnetofon nagle przestał grać. Myślę sobie prąd wyłączyli albo ten idiota z góry zaczął znowu coś kombinować z prądem — wszystko w tym

domu jest możliwe — wszystko… zakładałem, że to co się stało… raczej nie wchodzi w grę… a jednak. Zanim wygramoliłem się z tej cholernej wanny… Wychodzę z łazienki — wchodzę do pokoju… zatkało mnie delikatnie mówiąc… nie wiem płakać czy śmiać się… jak w filmie co?


Zgromadzeni wokół Michała tylko mu przytakują… Michał mówi dalej :


— Co robię? po chwili dzwonię na gliny… zanim przyjechali… dzwonili do mnie czy na pewno mają przyjechać — czy sobie jaja robię — wyobrażacie sobie — ale w końcu przyjechali… i w dodatku to moi starzy kumple — jeszcze ze szkoły — zobaczyli to pobojowisko — trochę się zdziwili… o ironio…

zamiast badać ślady… czy co… zaczęliśmy wspominać nasze imprezy które tu… oj działo się…

dopiero po jakimś czasie zaczęli badać ślady. Oczywiście sąsiedzi nic nie widzieli, nie słyszeli… cóż… taka okolica… jednak ślady zebrane wskazały na mojego kochanego sąsiada i jego kumpli…


Jeden z siedzących obok Michała zaczyna ziewać. Michał widząc to, stwierdza :


— Spoko stary… to początek… jeszcze narobisz w gaciory… wspomnisz te słowa.


Michał wyciąga z paczki drugiego papierosa, i spoglądając niedbale na zgromadzonych, zaczyna mówić dalej :


— Jeszcze tego samego dnia poprosiłem mego przyjaciela — zamurowaliśmy dziurę w ścianie…

wiedząc kto jest moim sąsiadem — wiedziałem kto to zrobił — ale dlaczego — sąsiad sąsiada … jak to wóda uderza na mózg… jeżeli ktoś go ma… a mój sąsiad widocznie go nie miał…


Słuchający nie są zachwyceni tą historią, jednak Michał nie przejmuje się tym.


— Nie wiem… nie ogląda filmów — nie wie jak kończą tacy jak on — widocznie nie wie — skoro nie ma mózgu. Kiedy skończyliśmy murować z kumplem tą cholerną ścianę — to już noc była — kolega się ulotnił… wiecie ma żonę — małe dzieci… zszedłem wtedy do piwnicy po pewną rzecz, którą myślałem, że nie będę musiał oglądać. Przyniosłem ją do domu, była cała owinięta — rozwinąłem i ukazała się w okazałości. Parabellum — jeszcze mojego dziadka… z partyzantki.


Widać, że wśród siedzących znacznie ożywia się atmosfera.


— Wiedząc jak działa nasz wymiar sprawiedliwości — nawet jak gnoja złapią — to co mu zrobią…

postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i sam wymierzyć sprawiedliwość… jak mówiłem cały dorobek mojego życia został w ciągu tych paru chwil… dosłownie mówiąc — szlag to wszystko trafił. Mógłbym oczywiście zacząć opowiadać jak działa nasza policja w takich przypadkach, a mogę dodać, że znam paru ludzi w tym resorcie — to jak musi być jak bym nie znał… plus oczywiście wszystkie sprawy z tym związane — jak traktują poszkodowanego… jak tego który im przeszkadza w pracy. Nie życzę nikomu takich przyjemności… no oprócz… zresztą sami wiecie. Mijają dni — tygodnie… i wreszcie przychodzi wiadomość — złapali mojego kochanego sąsiada. Odbywa się pierwsza rozprawa — a on w żywe oczy mówi, że nie wie o co chodzi — rozprawa się przeciąga… po pewnym czasie dowiaduję się, że mój sąsiad uciekł z aresztu… jaja… na całego. Jakoś krótko potem widuję go czasami w sklepie przed moim domem — jak z menelami pije piwo — śmiejąc mi się w oczy. Oczywiście — wtedy dzwonię na policję — że widzę tego a tego osobnika — oni odpowiadają — nie mają obsady do sprawdzenia tego faktu… dobre co. Od tamtego czasu broń, którą przyniosłem z piwnicy mam przy sobie. Później — to znaczy — tak po miesiącu — przeprowadzam się w inne — normalne miejsce — zmieniam pracę — gdy nagle przychodzi wezwanie — złapali mojego dawnego sąsiada… Idę na rozprawę… mój sąsiad zabiera głos — mówi, że włamali się do mnie — bo jestem złym człowiekiem… a ponadto — zabiłem człowieka… trzymam go w piwnicy?

Jest przysypany węglem…


Zgromadzeni w parku wpatrują się teraz w Michała, z dużym zaciekawieniem…

Michał mówi dalej :


— Jak myślicie — co było dalej? Sąd wezwał ekipę śledczą — pojechali sprawdzić… po godzinie przyjechali… zostałem aresztowany — faktycznie znaleźli trupa — przysypanego węglem w mojej dawnej piwnicy. Podczas przygotowań do przewiezienia mojej osoby do aresztu poprosiłem o możliwość skorzystania z toalety — jeszcze w sądzie. Zgodzili się — wchodzę do kibla — widzę otwarte okno — mimo, że to pierwsze piętro — skaczę i uciekam. Dopiero po pewnym czasie dochodzi do mnie co się zdarzyło… po co uciekłem skoro nic nie zrobiłem… a już na pewno — nie zabiłem żadnego człowieka. Siedząc przy kawie na centralnym — podejmuję decyzję. Zaraz idę na policję. Powiem, że byłem w szoku — dlatego uciekłem. Nagle przysiada się do mnie jeden z tych bezdomnych, co siedzą na dworcu. Pyta się bardzo, bardzo grzecznie — czy może usiąść? — pewnie — odpowiadam. Siada i zaczyna opowiadać o historii… F 16. Mówi to w sposób bardzo zabawny. Częstuję go papierosem, widać — jest bardzo nieufny, nie wiem dlaczego. Po chwili podchodzi do nas spora grupa policjantów. Zaczynają bez pytania go pałować. Mało tego — bardzo mnie przepraszają — za te sceny. Właściciel tego baru na zewnątrz, wychodzi mówiąc do bezbronnego bezdomnego — jeszcze raz tu przyjdziesz — to pożałujesz, że żyjesz, tak powiedział — poważnie — dodaje Michał. Wtedy właśnie zweryfikowałem swoje poprzednie postanowienie — nie idę na policję — nie wierzę im… wtedy też poczułem że mam coś ciężkiego za paskiem spodni — tak z tyłu. Wyjąłem… to był pistolet… cały czas go miałem… wyobrażacie sobie. Już prawie o nim zapomniałem. No tak — to jestem teraz jak prawdziwy bandyta. Jeszcze chwila, a będę poszukiwany w całym mieście albo i lepiej. Jak w filmie… co?


W tej właśnie chwili do stojącego Michała podchodzi kobieta ( w średnim wieku ) mówiąc głosem dość krzykliwym :


— Co ty tu robisz… szukam cię wszędzie… chodź idziemy… prędzej nie mamy czasu!


Michał patrzy z nienawiścią na kobietę — opuszcza wzrok — powoli podchodzi do niej — łapie ją za rękę — wymieniają spojrzenia — po chwili — oddalają się w bliżej nieznanym kierunku. Zgromadzeni dookoła ludzie ze zdziwieniem i milczeniem obserwują znikającą parę. Po chwili jeden z siedzących w parku wstaje, i przemawia :


— No cóż… uważam, pierwszy, parkowy, konkurs, mówienia z pamięci scenariuszy filmowych za

zamknięty. Po paru chwilach dodaje jeszcze — głównej nagrody nie przyznano… poniew…

W tym momencie rozlegają się gwizdy, okrzyki oburzenia, ludzie zaczynają opuszczać swoje miejsca… Stojący mężczyzna ( który jest jednym z tuzów, wśród krytyków filmowych ) dodaje :


— Ludzie… za miesiąc znowu się spotkamy… serdecznie zapraszamy.


Siedzący dookoła, jednak nie podzielają optymizmu członków jury — zaczynają wymyślać ich od najgorszych — jeden z uczestników próbuje nawet rzucać w ich kierunku pomidorami…

PO CHWILI — Michał z kobietą ( tą z którą opuścił park ) siedzą w jednym z pubów. Całują się.

Po długim pocałunku kobieta stanowczo, lecz delikatnie zwraca się do Michała :


— Co ty wyprawiasz… chcesz znowu tam wrócić… mamy mało czasu.


Michał odpowiada od razu :


— Wiesz… tak lubię sztukę filmową… akurat przechodziłem przez park… siła wyższa. Nie mogłem sobie odmówić… ja byłem ten dobry… fajnie… podobało mi się… jak w filmie!


Kobieta spogląda czule na Michała… zaczyna go całować coraz bardziej namiętnie — aż oboje prawie

opadają na podłogę. Do siedzących podchodzi kelnerka, prosząc o zachowanie spokoju… Na całujących nie robi to żadnego wrażenia. Po chwili podchodzi barman — prosi o opuszczenie pubu.

Michał sięga ręką za kurtkę — całująca kobieta go powstrzymuje — oboje przepraszają za zachowanie i

wychodzą. Kobieta wraz a Michałem wsiada do zaparkowanego samochodu — Chrysler Grand Voyager. Jadą swoim vanem na peryferia miasta — wjeżdżają na teren dużej posiadłości. Oboje wchodzą do dużego domu ( z zewnątrz wyglądającego jak mały pałacyk ) — w środku za ogromnym stołem siedzi już grupa mężczyzn. Wchodzący nic nie mówiąc siadają za stołem. Cisza. Po chwili — jeden z siedzących mężczyzn przemawia :


— I co… robimy to?


Kobieta usłyszawszy ten tekst — patrzy się na siedzących wokół stołu — po chwili odkrzykuje :


— Mało wam! ile można! beze mnie!


Po wypowiedzeniu tych słów — opuszcza pomieszczenie. Wsiada do vana ( którym niedawno przyjechali ) i odjeżdża. Mężczyźni obserwują tą scenę z przez okno.


— Trudno — powiedział jeden z nich. Ja w to wchodzę — po prostu bierze mnie to!

Kto jest ze mną niech przejdzie na taras — jest tam cały sprzęt.


Przez krótką chwilę nikt się nie rusza z miejsca. Jednak minęło paręnaście sekund… i widać już na tarasie całą grupę mężczyzn — tych siedzących niedawno wokół stołu — oczywiście wraz z Michałem.

Mężczyźni wznoszą toast ( szampan ma kolor błękitny ) — po wszystkim umawiają się w tam gdzie zawsze — jak mówią. MIJA GODZINA.

W jednej z dzielnic willowych widać jak ta sama grupa mężczyzn ( co wyżej ) siedzi w dwóch samochodach, i przygląda się jednemu z domów stojących naprzeciw. W domu tym trwa duży ruch — trwa właśnie montaż fontanny ustawionej przed domem. Pracownicy wykonują już ostatnie prace przy fontannie. Przygląda się tym czynnościom wysoki mężczyzna stojący obok. Po chwili jeden z pracowników oświadcza stojącemu obok — wszystko już działa — tylko włączyć wodę. Wysoki mężczyzna dziękuje wszystkim pracownikom po kolei — odprowadza ich do samochodu. Pracownicy odjeżdżają. Mężczyzna zostaje sam przed domem. Widać jest zamyślony. Jego wzrok pada na kawałek rury leżącej na ziemi. Podnosi ją — widzi jednak — samochód z pracownikami już jest daleko — poza zasięgiem głosu. Rzuca więc rurę na ziemię. Spogląda jeszcze raz na dom stojący obok, następnie podchodzi do swojego samochodu ( Fiata Punto ) i bardzo szybko odjeżdża. Widzą to mężczyźni siedzący w samochodach na przeciwko, uśmiechają się do siebie. Michał mówi do

jednego z mężczyzn siedzącego obok :


— Jesteś pewien… zostawił to w domu?


Mężczyzna szczerząc zęby, odpowiada :


— Musi tak być… poza tym nikogo nie ma w domu… system antywłamaniowy jeszcze nie jest

podłączony.

— Skąd wiesz — mówi Michał.

— Wiem… zaufaj mi.


Po chwili z stojących dwóch samochodów wysiada czterech mężczyzn — wśród nich Michał. W samochodach zostają tylko kierowcy. Mężczyźni powoli, majestatycznie, podchodzą do bramy wejściowej. Jeden z nich naciska klamkę bramy — ta otwiera się bez trudu.


— Widzisz.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.42