E-book
13.65
drukowana A5
24.15
drukowana A5
Kolorowa
43.43
Lapis lazuli

Bezpłatny fragment - Lapis lazuli

czyli Parada bezeceństw


Objętość:
43 str.
ISBN:
978-83-8189-601-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.15
drukowana A5
Kolorowa
za 43.43

Ostrzeżenie!

Książka zawiera treści niepoprawne politycznie i bardzo niestosowne dla dzieci, a także antyklerykalne, obrażające uczucia i z pewnością naruszające czyjeś dobra. Nie polecamy jej też osobom o ograniczonym poczuciu humoru i purystom językowym. Ogólnie rzecz biorąc, raczej w ogóle jej nie polecamy. — tak będzie w dzisiejszych czasach najbezpieczniej.

Wstęp

Prawie każdy wie, co to jest limeryk. Wiadomo na pewno, że to wierszowana głupawka, która zazwyczaj opisuje człowieka w jakimś miejscu na świecie, do tego robiącego głupie rzeczy lub wplątanego w jakąś idiotyczną sytuację. Nie wszystkie wierszyki w tym zbiorku są klasycznymi limerykami. Słowniki opisują ten gatunek wiersza jako żartobliwy wiersz, oparty na groteskowym, absurdalnym dowcipie, mający charakter igraszki słownej, wiążący się zwykle z jakimś nazwiskiem lub nazwą miejscowości. Moje wierszyki czasem faktycznie mają odniesienia do nazw geograficznych, bywa że przez nazwisko lub imię ich nieszczęsnego bohatera, ale nie zawsze. To pewnie je dyskwalifikuje jako limeryki.

Jest jeszcze jedna znana cecha limeryku, o której nie wspomina powyższa definicja: nieprzyzwoitość! Limeryk bardzo często sięga po skojarzenia fizjologiczne, przez co staje się automatycznie dowcipem z niższej półki. Co więcej, ze swym dość prostym schematem, jest po prostu zabójczy dla intelektu: wystarczy napisać cztery, aby następne dni i miesiące tłukły się po głowie kolejne głupawe pomysły.

Z mojego doświadczenia wynika, że dopiero po napisaniu mniej więcej stu można się od nich wreszcie uwolnić. Niestety — limeryki są zaraźliwe. Ostatnio moja koleżanka powiedziała mi: Wiesz, Kazik. Zrobiłeś mi wielką krzywdę. Gdy przerażony spytałem dlaczego, odrzekła: Przez twoje limeryki całymi dniami układam sprośne wierszyki. To okropne!

Przyznaję, to prawda. Limeryki są zaraźliwe i… okropne. Dlatego gdy już napiszecie ich sto, wyrzućcie przynajmniej połowę. A jeszcze lepiej więcej. U mnie ze stu zostało mniej więcej trzydzieści — i tego życzę wszystkim moim potencjalnym naśladowcom.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 24.15
drukowana A5
Kolorowa
za 43.43