drukowana A5
16.09
Krzykiem o ścianę

Bezpłatny fragment - Krzykiem o ścianę


5
Objętość:
38 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-8189-168-4

Zamiast wstępu

nie szukam wykwintnych metafor

nie wznoszę się na wyżyny natchnienia

w najprostszej z wszelkich form możliwych

mówię co mam do powiedzenia


opowiadam ci o tym co widzę

z tego co czuję się zwierzam

nie próbuję cię olśnić swym kunsztem

chcę żebyś usłyszał zrozumiał uwierzył


biały wiersz haiku czy sonet

częstochowski rym czy ballada

jakież to ma znaczenie gdy drugiemu człowiekowi

o czymś ważnym dla siebie opowiadasz?


i choć nie wiem czy mnie wysłuchasz

czy jak grochem o ścianę myśli me uderzyły

staję dzisiaj przed tobą z odsłoniętą duszą

tak nagą i bezbronną jak natura ją stworzyła


* * *


szef jest głupi córka pyskata

syn poszedł znów wczoraj na wagary

sąsiad kupił lepsze auto kumpel willę pod miastem

a on ma tylko stary dom i żonę starą

i do roboty musi jechać choć niewyspany

siada więc ponuro za kierownicą

nagle widzi kota na poboczu

co się waha czy przejść przez ulicę

on mu zaraz pokaże czarnuchowi

kto tu jest bogiem i panem

zaraz zmiażdży go na krawężniku

i poprawi sobie humor z rana


kot nim się zamienił w miazgę krwawą

oczy miał ufne i złote

futro jedwabiste jak aksamit

głośno mruczał i człowieka kochał


tylu ludzi mija strzępy życia

lecz nie spływa ani jedna łza

nie jest warte uczuć kocie truchło

kocia śmierć koci ból koci strach

manekiny widma cyborgi

wykrzykują „człowiek to brzmi dumnie”

wierzą że są dobre i potężne

a zwierzęta to rzeczy bezrozumne


* * *


ojciec burak ale z kasą

synuś gówniarz ale chłopa kawał

kupił tatuś synalkowi auto

(„Niemiec beczał jak je sprzedawał”)

synek umie zaszpanować

— zasuwa aż piszczą opony

kumple sikają z zazdrości

tatko jest zachwycony

z „włatcą” szos żadnych szans nie mają

jeże koty a nawet ptaki

ani się nie zdążą obejrzeć

już je synuś wszystkie załatwi


tylko plama została na asfalcie

z kundla co się wymknął z ogródka

mały chłopiec który to zobaczył

na dni wiele zamilkł ze smutku

później z dziwnie zaciętą miną

i chłodnymi oczyma starca

siadło dziecko przy swoim biurku

i wyrwało z zeszytu plik kartek

zapisało je krzywo i z błędami

bo niedawno się pisać nauczyło

ale treść dziecięcego przesłania

poraziła jego bliskich swą siłą


DO PANA CO PSZET MOJIM DOMEM

MI ROZJEHAŁ MOJEGO SZCZENIAKA

ŻYCZĘ CI ŻEBYŚ SIĘ SAM ZABIŁ

NIKT ZA TOBOM NIE BENDZIE PŁAKAŁ

CHOCIASZ BOZIA SIĘ NA MNIE POGNIEWA

ŻE JESTEM TAKI NIEGŻECZNY

LECZ DZIATKOWIE RODZICE I SUNIA

JUSZ WTEDY BENDOM BESPIECZNI


a tymczasem poniemieckie auto

przejechało po kolejnym kocie

zaś tatunio aż pęka z dumy

że syn ptaki zabija w locie


* * *


ach jakże ludzi dziwi to

że ciebie boli każde zło

że pęka głupie serce twe

dzień w dzień


zastrzelona sarna lis czy dzik

zamęczony kot

zagłodzony pies

na kominku gdzieś wypchany żbik

wilk we wnykach

przejechany jeż


lecz czy nie lepiej byłoby

gdyby czuł każdy tak jak ty

i nigdy nie musiały już

cierpieć znów


zastrzelona sarna lis czy dzik

zamęczony kot

zagłodzony pies

na kominku gdzieś wypchany żbik

wilk we wnykach

przejechany jeż


* * *


udają że nie widzą

machają lekko dłonią

prychają kpiąco

albo

odwracają oczy

bo nie jest wart ich czasu

nawet ich spojrzenia

ból głód czy śmierć

zwierzęcia

nawet gdy w ich mocy

jest im zapobiec

przerwać

skrócić umieranie


oto istoty wyższe

na wzór Boga stworzone

w dopasowanych maskach

za mędrców przebrane

wlokące

niczym ogon

swe aureole

z okrucieństwa

głupoty

i pychy utkane


list do wilka


liście jak listy — jakiż banał!

kroczę przez sterty wiadomości

na których zapisano życie

śmierć radość strach

i brak litości

dziś rano biegła tędy sarna

o oczach jakie anioły mieć muszą

a za nią leciał pocisk

metal ostry

co trafił w sam środek jej duszy


wiewiórka też tu była

na leszczynie migotał wśród gałęzi płowy ogon

orzechy obrodziły tego roku

więc zimą nie zazna głodu

para wędrowców szła

trzymając się za ręce

z plecakami pełnymi czułości i nadziei

minął ich malarz

zbierający do kosza pamięci

faktury światłocienie idee


a teraz tuż przede mną na minutę

wilk przystanął niewidoczny znacząc ślad

czy zrozumiał jak niewiele nas różni

z listu-liścia odczytał jak postrzegam świat?


* * *


wiewiórczęta czekają głodne

nieporadnie zeszły z drzewa na ścieżkę

chociaż im nie wolno


gdzie mama?

już tak dawno

pobiegła w stronę miasta

drogą polną


wyruszyła po orzechy

co rosną

na wprost parkingu

przy cmentarzu

i już nie wróci


nie wiadomo czy kierowca

zamyślony nie uważał

czy za nic miał

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.