E-book
6.83
Jamstainia

Bezpłatny fragment - Jamstainia

Rozalins Gerwereta


4.5
Objętość:
173 str.
ISBN:
978-83-8245-629-5

AUDINA (tom III)

7 krain odnalezionych: ANTALYNTOWY OGRÓD, PARZONE WULKANY, WRZECIONOWY LAS, KROPIONY GAJ, ZŁOTE ZWIERCIADŁA, MROCZNE WOLUM, HIDDENITOWE WZGÓRZE

3 krainy zabronione: PAMPADELA, GATAMANIA, UNDERLANDIA

3 krainy zwodnicze: RIS, MORARANDIA, CZELADANDIA

1 kraina przeklęta: GŁUDNIA

2 krainy przechodnie: TRASENTANIA, OSWALINA

1 kraina odludna: DRANGENONTA

3 krainy zapomniane: FERCHENTA, GRAMANDIA, JAMSTAINIA

2 krainy zmienne: BIRANDA, DAGADANDIA

4 krainy ruchome: BARWENTIA, SZALIZJANDIA, HRUMWERNIA, PALANDANIA

4 krainy wieczne: ARANRERINA, EFRATRANSA, IKLAMINITRAIA,

KOUDERWINIA

4 krainy zwrotne: LOTRENASIA, NURKIRELA, WSZEKHRZENIA, ZERFONSIA

2 krainy święte: WALSAWINA, RMUSTA

Bywalcy: GRANGRINY, WANRINY, SENTRINY, RENRINY

Pośrednio: wartowniczki, orędowniczki, lunatyczki, katy, natariusze, pośredniczki, derenki, okrelki, jakmy

Ludy: Edyta, Wielny, Rzelin, Szelin, Wawira

Bezkrainowcy

Potwory (przyjazne, zwodnicze, neutralne);

Gołoże, Moranty, Gługi, Kanie

Odzwierciedlenie w postaciach: Wodniki, zmory, lesze, upiory, rusałki, mamuny itd.

Zwierzęta domowe: Jędelenie, Wałaki, Tridin, Sarstfe, Bezgłowa

Dusze: Azani, Arceni, Obujcy, Czennicy, Uchnie(Manitki)

Rzędowcy 1—7

Sporadycznie: ludzie (pałac)

Osoby:

Zuwian- dusza, Czennik

Elillia- dusza, Azana

Esyta- córka dziadka Erisa

Danders- wkan, Arowany

Wenders- wkan, Tarany

Merdelisa- lunatyczka

Armila- córka Reiny

Póżniszek- Nantariusz

Uścisajirza- Aklęta

Szczeszczynia- Jakma

Nilam- orędowniczka

Lud Edryta- świecki

Hemunia- córka Obsydii

Rzeszczywira- kat

Mokaia- wartowniczka

Grzegżik- żołnierz

Laumia- okrelka

Erenda- derenka

Ampa- derenka

Lkalia- pośredniczka

Tront- spawacz

Erba- córka Argilii

Reina- siostra Chryzy, królowa

Chryza- siostra Reiny

Gadolini- syn Cynki, służba

Uranini- syn Cynki, służba

Gamelini- syn Underena

Alisander- syn Reiny

Amaranta- córka Adulii

Ama- siostra Hemunii

Izera- pośredniczka

Ryoda- Jakma

Karnota- córka Limburgii

Enargia- córka Chalcedy

Utanta- bezkrainowiec

Grana- babcia Andry

Andra- córka Ilmenii

Ilmenia- mama Andry

Umbotella- kat

Mazonia- zmora

Eudialia- córka Limonii

Obsydia- córka Allanii

Osmira- wartowniczka

Marmu- syn Mercallii

Gandidiera — córka Dialli

Rubia- córka Symety

Szeli — syn Gameliniego

Orethis- mama Dum

Aragonii- syn Morganii, służba

Limera- córka Kopiry

Limora — córka Kopiry

Darga- córka Apnii

Awita- córka Adulii

Igsa, Igma- zaczarowane Lamierki

Ranklinia — zaczarowana Wonilinia, kora

Manitki — dusze, Uchnie

Czirek — Sarstfe

Hemimia- córka Sodalii

Tridin- potwór zwodniczy

Alamea- Elet

Meksa — Olet

Ranyl — syn Ałki

Ałka- córka Prencynii

Peryta- córka Warany

Hemimia- córka Sodalii

Lud Wielny- renriny

Pchile- potwory zwodnicze

Argla — dręczycielka(siedmiorząd)

Łusta- jakma

Adora- matka Awity

Omata- córka Erneny

Tront — spawacz

Framia- jakma

Rotyna- okrelka

Umula- jakma

Rwegia- córka Certrinki

Mylonia- córka Serstiny

Użba- opiekunka

Teryta — odrodzona

Kranel- syn Wawira

Ug i Uga- derenki

Adula- matka Awity

Roszczepa -orędowniczka

Szeleszcząca Mieszczyszczyka- potwór przyjazny

Tront — spawacz

Tofyllia — orędowniczka

Zbesta- okrelka

Yran- nantariusz

Demora- pośredniczka

Diamo- ojciec Andry

Miejsce akcji:

Scena 1- Antalyntowy ogród, Pałac

Scena 2- Wrzecionowy las

Scena 3- Pałac

Scena 4- Złote zwierciadła

Scena 5- Wrzecionowy las

Scena 6- Wrzecionowy las

Akt 1

Scena pierwsza

Dwie zbłąkane dusze w Antalyntowym ogrodzie

Grząskie niwa, skaczą wśród Niecierpków, zostawiając biały proszek

Zuwian


Zobacz, przez gniew Larimy-

Nóżki swe ranimy


Esyta

Bujając się na boki

„Uczka, Uczka nie podchodzi,

Dziecko moje nie przychodzi’’


Zuwian

Obserwując ją

Już wiem skąd wiedziała, przez nią przepadło

Miała trunek depszy niż stare porzekadło


Esyta

Jawi się przed nimi

Tyranio! Strzępki twej władzy, nas obalą

Wyrzeknięci, nadzy, ale czemu palą?

Otwiera, tańczy, skacze

Osmolone, ale płacze

Zbili całą — nie krzyczała

Obiecaną wolność miała,

Teraz nogi w nią wyciera

Pluje, no i sponiewiera

Dłużyzny, sam się odda za te blizny.


Elillia


Wciąga tych, co narzekają

Ziemia osuwa się, wychodzą Jażkirzki


Zuwian


Ale potem wolność dają!


Wchodzi Faszwionka

Elillia


Ha! Domysły,

Tam straci wszystkie zmysły


Zuwian


A tu nie?


Elillia


Tu kłócić może się.


Zuwian


Mam dość!

Czemu cierpię przez twą złość?

Tupie i wpada do podziemi


Elillia

Chowając się

Ciszej, nie jesteśmy sami


Wchodzą Danders i Wenders

Danders

Rzuca skrzynię z Gatamanii, ta go ubiera i maluje

Obrzucili nas darami


Wenders


Nie boisz się o ciało?

Teraz zrozumienia mało

Zagląda do skrzyni


Danders


Przestań, to prezenty


Krzywy zakątek

Wenders


A jak rwali liście z mięty,

Zantari i Merdelisa

Po dziś dzień z gałęzi zwisa

Ściągają Merdelisę

Poczynem ją smarują,

Wtedy młodość zatrzymują —

Tylko rwą jej strupy z ręki


Danders


Odmówiła im podzięki.


Skarpa żalu, stoją podczas wyroku

Wenders

Przywiązują ją do gałęzi

Oczy wtenczas wydłubali,

Teraz wisi i się żali


Danders

Skazują Merdelisę

No, jak oczy ma z marchewki


Wenders


A kto wstydzi się konewki?


Merdelisa

Siedzą, zajadają się jej oczami

Panowie,

Im na zdrowie.


Wenders

Stojąc nad nią

Dziś tak samo płaczę…


Danders


To od czego są bogacze?

Słyszałeś?

Zastygają


Wenders


Przeto ty im lastel dałeś


Elillia

Uciekając między strefą korni

Chodź, tu nas nie złapie

Tylko uważaj na gapie

Czasem tu chodzą

Tragedie żywym rodzą,

Wkanyzastygają na ich widok

Te piękne drzewa chora perta sadzi,

Lecz i tak z chorobą sobie nie radzi

Wżdy młuch sadniczy

Cierpienie to rozliczy,

Remeski tej próżności

Będą czytać z ich nagości.


Zuwian

Ma boleści i zawroty głowy, wchodzi masiczy obłąkany

A czemu te drzewa różny kolor mają?


Elillia


Tajemnice te tylko bliscy znają,

Ale widać po drzew stroju

Są zależne od nastroju —

Eleganckie i szlachetne,

Odskakując na bok

A my szpetne!

Wyplatały cztery lata

Teraz to jest marna wata,

Lecz gdy w domu tym narasta

Drzwiami płynie dobra pasta

Wyginają swoje okna, nakładają opaski

Wedle ich twierdzenia cały świat jest płaski,

Lepiej trzymać się z daleka,

Gdzie nam do człowieka


Zuwian


Czemu ich dotknąć nie mogę?


Elillia


One dają bracie innym wieczną trwogę


Zuwian

Wyciąga rękę w kierunku Unitków, te zaś gryzą go i paraliżują

Ale…


Elillia

Latają dookoła

Ciesz się to Unitki

Woskowe zbitki,

Mądre i kochane


Zuwian


To czemu odpychane?


Zmieniają drogę na RG

Elillia


Chodź, pałac ci pokażę

Ciągnie go


Zuwian


Eh, tak siostro o powrocie marzę,

Wysłała nas tutaj, a sama została!

Frach* powierzyła i soplem się stała.

Zerwało wszystkie dachy, nie ma ratunku

Dali jej wytchnienie w małym opatrunku —

Wszystkie siedem krain przejdziemy,

Nie wierze w to, że ją znajdziemy

Zabiła wiedźmę, więc po nią wróci

Wyskoczy z gałęzi i na nas przerzuci

Za mało tam cierpiała, gdy odwrotność chcieli?

Złożyli na uboczu, tak jak chciała, w bieli

Rozpamiętuje jej śmierć


Elillia

Mimo to nie wrócim nawet po pokucie,

Także nam ostało wspólne bracie snucie

Ty jeden możesz kąsać, zmienić w Santoryję

Co z tego, że zła i z Lodenu pije

Wszystko wybucha, ucieczki nie szczędzi

Wszak w nowych butach wszystko ją swędzi

Zmieniła przysięgę, na nas się mści

Raz w życiu chciała dogodzić ci,

Frywolnie biega — ma ogród cały..


Zuwian


Tylko mi butów wygodnych nie dały


Elillia


Niech się cieszy, że ma

Inny zabić za to ma

Zatrzymują się i rozglądają, słychać śpiew


Zuwian


Głos Ganioła


Wchodzi Armila do labiryntu

Elillia


Ale serce smoła


Zuwian


Bujają się zaklęte

Zawsze były pominięte,

Rangi i Szetiny

Walczą o swe połoniny

Biegają w górę, w dół,

A ty masz nakryty stół,

Więc jak nic Ci nie brakuje

Niech on to samo czuje

Choć jest skąpiec i nędzarz, niech ręką machnie

Tak właśnie siostro pieniądz pachnie

Zrobią z niego gwiazdę, założą koronę

Nikt nie wie, że to dziecko wypaczone

Głupio — skacze i się po głowie klepie

Chcieli kupić mądrość w raju, a kupili w sklepie


Elillia


Nie nam dane ich osądzać


Zuwian


Czemu chcą nas z nimi wiązać?


Elillia


Chodzić umiesz,

A latania nie rozumiesz?

Śmieje się


Zuwian


Gdyby tylko żyć tak chciały

Wchodzą w sezamowy pień


Elillia


By twe ręce zaniedbały


Urydze zlatują się, rozdmuchując sezam, siadają na głowach i skubią

Zuwian


Co ja widzę,

Urydze

Wchodzą katy i wydają wyrok

Hanta ze stoczni miała przelać czerninę,

Ale wzięli ją za fraki i przybili winę

Zanim przyszło do ścięcia

Namówiła ich do zdjęcia,

Wszystkich w rzędzie ustawiła

Sama się nie pojawiła

Chowa głowę pod kurtynę

Namówiła na rutynę

Urydze uwolniła,

A ich zniewoliła

Teraz są w jej aparacie,

Wszyscy takie macie!


Elillia


Dobre wieści,

Bóg w ramionach nas pomieści

Idzie, szybko w krzaki


Zatrzymują się przy Bhundanii

Zuwian


Cóż to za owoce, jakie są ich smaki?


Elillia

Rozbiegają się, ściskając gronostaje nażni

Zostaw! Pianka srogo kara

Wracać tu pozwala,

Lecz będzie dręczony

Ze zgnilizny jest stworzony


Wchodzą na kopielne drobinki, oglądając Armile z daleka

Zuwian


Piękna, lecz smutna się wydaje


Elillia


I choćby chciała, to nie udaje

Tęskno jej za bratem,

A jej matka katem


Zuwian


Chełm marmurowy

Armila przechadza się, skraplając użyczki opelkami


Elillia


Rzadko go zdejmuje z głowy

Nim podlewa

Proszek, co się na nich zbiera

Już się nie rzucają

Sklejone się rozrastają-

Wnet spada


Zuwian


Wciąż do siebie gada?


Elillia

Przekopując ziemię

Tak te drzewa ciężko sadzi,

Lecz je wszystkie zaraz traci

Jej matka nie rozumie,

Że się krzewy kochać umie

Każde drzewo za ofiarę

Biedna, cierpi stale,

A ofiary w dzięki darze

Przybywają kolejne dusze

Wybijają w drzewach twarze-

Wżdy te drzewa węgiel kruchy

Rozgoryczone i bezradne

Ciekną z niego i łzy skruchy

Wykrzywiają się na wietrze


Wenders


A psik..


Skaczą w dole

Zuwian


Opowieści tej chcę jeszcze

Powrót do zamglonej wsi


Elillia


Kiedyś ich palili w kaźni

Teraz chodzi wszystkich drzaźni

Robi to dla człowieczeństwa


Zuwian


Wszystkim brak tu podobieństwa


Wchodzą w głąb wioski

Elillia


Nadziei niech nie traci

Wszak sobie nie wybiera braci


Plac tortur

Zuwian


Zbitek nienawiści, pustki i goryczy


Mijając wyzbytków

Elillia


Jak na razie nikt nie krzyczy


Zuwian


Każdy żyje w swoim świecie

Wracają do ogrodu


Elillia


Bo się w jednym zagryziecie


Zuwian


Nadal palą?


Elillia


Teraz żalem ich smyrają

Każą im się w piersi bić


Zuwian


Sami tak zaczęli żyć!


Elillia


Tyle lat, a ni mądrości

Wrastają w nich uzależnieni od ich korzeni


Zuwian


Wyrastamy z ich podłości

Ty to jeszcze się dorobi,

Lecz co ona tutaj robi?


Elillia


Z nimi gada, wciąż się snuje

Złą opinie wszem buduje

Ludzie myślą bez kontroli

Każdy tu samotność woli,

Wyrywają płaty węgla

A gdy mama duszę traci

Tak jej ona drzewo sadzi

Dusze otwierają Wkany, wchodzą i piszą

By się mogła w drzewie skryć

I szczęśliwa tutaj być,

Choć się tych wyroków boi

Każdy smutek tu ukoi


Zuwian


Biedne dzieci, co w tych drzewach siedzą


Elillia

Na stronie

One jeszcze o karze nie wiedzą


Zuwian


A zaakceptują?


Elillia

Na razie jak my się tu snują

Opiekuje się nimi

Nie mają tutaj nudy

Wynagradza im te trudy

Na zamek je zabiera

Hrybutki z nimi zbiera-

Lecz wracają, by w tym drzewie

Od początku znaleźć siebie


Przechodzą do labiryntu

Zuwian


Co ty powiesz kwiatki,

Lepsze są niż serce matki?


Elillia


Smutne?


Zuwian


Zawczasu stopy utnę


Idą dalej do ślepej jaskini

Elillia


Uważaj, jedna taka była

Wszem mówiła, że źle żyła

Biedną matkę odprawiła,

Teraz żyje na uboczu-

Ma guzy zamiast oczu


Zuwian


Żałuje?


Elillia

Skinsa w jaskini, rozżalona

Powrotu wyczekuje

To zniszczyło ją doszczętnie!

Też byś przeszedł obojętnie?


Armila

Idzie, podziwia ogród i śpiewa

Jak twe serce płonie, gdy się grozy obraz tli

Jak czyste są twe dłonie, tylko wszyscy wkoło źli

Nikt na to nie ma ochoty

Niech leci łza kwiatuszku mój złoty


I myślę — tak — zakwitną tu róże,

I będziemy razem za rękę znów iść

I myślę — tak — zakwitną tu róże,

Ale wkoło nie będzie już nic


Gdy ręka kobiety jest hańbą dla ludu

Wszyscy oczyśćmy te rękę z brudu

Nikt na to nie ma ochoty

Nie zamykaj mi ust kwiatuszku mój złoty


I myślę — tak — znów się oburzę

Bo już są na nic…


Wykonać!

Ścinają Trachta

…na nic są me róże.

Róża więdnie

Loch doraźny, Hemunia męczy ropesty

Póżniszek

Wchodzi razem z Logmą

Bezpieczeństwo i wygoda


Hemunia


Ja jestem panna młoda

Logma ucieka przez stałe drzwi


Chodzą pomiędzy Aklętymi

Póżniszek


Ach, ten anturaż

Dobrze! Proszę, wybierz twarz


Hemunia

Przechadza się, wytykając je palcem

Ohydne i paskudne


Uścisajirza


Takie życie nie jest trudne

Większość się użala


Hemunia


Ale jakość nie powala


Pojawia się Szczeszczynia

Szczeszczynia


Taki wybór, czas decyzji


Hemunia

Bierze Szczeszczynie pod rękę i doradza

Ta ma buty z hipokryzji,

By kto widział takie beczki

Są potulne jak owieczki


Szczeszczynia

Zamyślona szuka tej jedynej

Najpiękniejszą znajdę,

Wtedy wyżej zajdę

Inaczej dużo by stracili

Koło Param położyli


Hemunia

Staje przed Uścisajirzą

A od swych odnóży

Masz podatek duży?

W beczce cię zamknęli

Nic o Tobie nie wiedzieli?


Uścisajirza

Wciska się w krzesło i się wymądrza

O tobie też nie wiedzą

Siedem lat tu nie przesiedzą


Przy frontowych drzwiach

Hemunia


Wiesz, co powiedzieli o Twojej rodzinie,

Że zamknęli ją w kominie

Na siedem lat

Mama, tata, siostra, brat

Więc gdy ci odejdą,

Oni z komina w ziemie wejdą


Ganiają się

Uścisajirza


Parszywa!

Rodzinę mi porywa

Więc wszyscy tu zostaną

Na twą sakwę zakłamaną,

Tyle co tam oszczędności

Nie doczeka się litości

Choć opony to kwadraty

Więcej skąpy niż bogaty


Hemunia


Nie zazdrości,

W sakwie więcej jest miłości

Niżej w tobie


Wyliniała deska, biorąc w rękę kielich, powraca

Uścisajirza


Per perrep, życzę sobie!

Od dziś żyję też dostojnie,

Bo mnie obdarują, hojnie


Hemunia


Opałem,

Bo rodzinę przegadałem

Szczeszczynia upada z Aklętą i się przemienia


Szczeszczynia

Wstaje powoli

Aaaaa.. to TY!


Hemunia


Czemu chcesz dołożyć mi?


Szczeszczynia


Nie! Nie! Nie!

Nie będą chcieli mnie

Nerwowo dotyka twarzy


Hemunia


Wezmą, nawet z taką twarzą

Odwraca Rochitowe lustro


Szczeszczynia


Nie o takiej marzą,

Ledwo co ich przebłagałam

Dorównać miałam,

A teraz co?

Jak im wytłumaczyć to?

Ucieka


Hemunia


Ja wybiorę cię,

Może uszczęśliwisz mnie

Podnosi beczkę, upadają


Póżniszek


Chodź do łaźni

Opuszczają salę


Hemunia


Tam wszyscy nieprzyjaźni

I jak pręty

Wchodzą na drabinki, zaglądają na strych


Póżniszek


No niestety, strych zajęty

Wspinają się po linach


Hemunia


Choć ja stronię od tresury

Będą głaskać moje mury

Siada na łóżku


Póżniszek


Śmierć to naturalna rzecz

Czasem sen, a czasem miecz,

Przełożyli wielkie wiece

I zabili ją za kiecę

Och, litości tak mnie boli

Każdy tu cierpienie woli,

Gałąź spadła, ich zabiła,

A ona dalej żyła.


Hemunia


A ty kogo głaska?

Schodzą się Łęby


Póżniszek


Żelazka


Hemunia


I się opłaciło?

Kręcą się deski, wchodzi Król Erłan


Póżniszek


Parę lat się dobrze żyło,

Ale ci co lizali

Nieczuli zostali

Stoi przed Łębami przy komodzie Hraninie


Hemunia


Pewnie tego tutaj stoją

Zaczynają pochód


Póżniszek


Będą dziś orkiestrą twoją


Hemunia


Więc historię chcę ich znać

Jak mi mają koncert dać


Przy malowniczym oknie

Póżniszek


Ona burzę rozpętała,

Wszak różowa cała

Maliny z krzaków zjadła

I padła,

A gdy się ocknęła

Bransoletkę zdjęła

Za bardzo się wbijała

O jednym zapomniała


Gąszcz słodyczy

Nilam


Zobacz, ile tu słodyczy

I nikt nie liczy

Kluczyk daję tylko Tobie

Bransoletkę miej przy sobie

Wręcza jej kluczyk

Nich się nie boi

Przyjdzie rycerz w białej zbroi

Dalina* patrzy jak odchodzi


Lud Edryta


Obca!

Pewnie też zabiła chłopca

Przerzucają ciała i wytykają Dalinę palcem


Rzeszczywira


To nie ja!


Mokaia

Nachyla się nad nią

Szybko wynieść się stąd ma


Póżniszek


Na strychu się schowała

Odejść nie chciała


Hemunia

Wszyscy znieruchomieli

Tylko z czasem się zastała


Póżniszek


Swój pomysł ma..


Otwiera się Czytch, mieszając, czaruje ich

Rzeszczywira


TAK! Poczują to, co ja

Ten, co się poddaje

Bije nogą w podłogę

Leży i nie wstaje


Wracając

Póżniszek


Krzaki przekonała,

Że jest bezbronna, mała


Rzeszczywira

Siada i się żali

Kolor mój wyśmiali,

Odrzucony strych mi dali

W gąszcze łap ich dzieci!

A gdy Sarym przyleci

Lata nad nimi

Każ im hymn wystukać

No! I wiedzą, gdzie mnie szukać.

Biegnie do domu


Lud szuka zaginionych dzieci

Nilam

Przysiadają się

Na strychu biedna została

Testament zapisała

Tylko wtedy odda dzieci

Jak miło czas jej zleci


Póżniszek


Pobiegli,

I jej strzegli


Widzą Dalinę leżącą

Grzegżik


Z trudem pocierała czoło

I zaklęła ich wesoło

Przemiana


Póżniszek


Na jej wzór się stały,

Kichały i rzucały,

Są też elfy miniaturki

Zrobiła z nich figurki

Żyją i ją zabawiają-

Lecz na jeden dzień przestają


Hemunia


Który?


Wendaranda z widokiem na szczyt

Póżniszek


Gdy rycerz patrzy z góry

To wieczny szczyt


Lud Edryta

Zbiera się przy rynku

Halityt!


Krzyki i wrzaski

Laumia

Wchodzi do Trześni

Walczy z nami

Zsypując ją garściami

Wtedy też jest mgła

Widmo pierwej ma

Ja też widziałam!

Oczy przecierałam

Trzymał dziecko pacholęce

I balony w drugiej ręce-

Co za męka,

Że się człowiek ciągle zlęka


Póżniszek


Budki to wykorzystały

Dzwonić im kazały

Zamykają ich w środku


Hemunia


Jak klauny wyglądają

Odchodzą


Póżniszek


Takie też zadanie mają

Tak, trzeba zrozumieć to

Wiedza to nie cło,

Im więcej kto zapłaci

Tym nie będziemy my bogaci

Zawracają ich


Grzegżik

Wchodzą do zgorzkniałej strefy

Swoje oczka miały

W nich się zanurzały

Były gorsze niż te duchy


Póżniszek


W końcu to telefon głuchy.


Na plac powitalny biegną groźne karety, wchodzą Ampa i Erenda


Erenda


Patrz, jadą już groźne karety

Wtórują je nonety

W każdym zaś się kryje zwierz


Ampa


Co ty o nich wiesz?


Erenda


Tylko w święta

Potem nikt o nich nie pamięta

Karety zioną ogniem, zatrzymują się, otwierają drzwi i sapią


Ampa

Gromadzą się Granginy

Wysiadają,

Zęby się bujają,

Welon długi pod nim dzieci

Byle dusza nie uleci

Armia Wientera na rozkazy

Może żyli ze dwa razy


Wbiega Lkalia

Lkalia


O, na Boga, jak się czuje

Nie przeżywa, nie żałuje

Wstrząsaj mnie ku sobie, bądź zaraz rozdarta

Uleżały na zadrobie, mówią, żeś nic nie jest warta

I przeklęły chłopców, teraz głucha cisza,

Żeby ty jak żywa chodzi i ucisza,

Już ci nie poda ręki, a uderzy surowo

Wżdy ty swoje jęki zaczyna na nowo

Przestarzałe, podłe, małe

Biją w piersi twoją chwałę

Dudni, dudni i w twarz mlaska,

Wszak się boi twego paska.


Erenda


Przestań, leć, wysłuchaj ich, zanim odejdą

Po co osądzać, zanim nie przejdą?

Puka i puka wszak nie jej ręka

Gotowa do życia, jak ty dziś nam stęka

Odczaruj, tyrazem właściwie


Lkalia


Nie ma tu łask, nie będzie uczciwie

Onegdaj, jadła proch z wielkiej beczki,

A im oddała same woreczki

Ty zaś wywierci jej dziurę w brzuchu

Będziesz dręczony mały kłamczuchu

Niech do niej gada, póki jeszcze drży

Ból przeminie, wybaczą Ci


Przybiega tłum, podnosi Hemunie i Alisandra, tworzy się kolejka

Tront


Czas naciąć poliki,

Szykujcie swe koszyki


Erba

Ustawia się z koszykiem przepełnionym Trzami

Służę pomocą, mam zielone papiery

Od Szusta, dla opery

Dam im niewiele, każda się przyda


Tront


Na koniec kolejki, zanim się wyda

Łapiąc rękę Erby odprowadza ją na koniec kolejki


Erba


Oszusty! powiedzieli, że jest pusty-

Odchodząc, do siebie

Jeszcze im pokażę, wydmucham wszystkie szkła

Ja z nim będę do ołtarza szła

Rumbum, Maris ca se

Twoje będzie wszystko, ale serce me

Materiały za wystawy, blask w oczy razi

Będzie miał swój pałac i swoich pazi

Dzwony zabiją, ona się wpół złamie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.