E-book
19.11
drukowana A5
28.97
Jak sobie poradzić ze stresem

Bezpłatny fragment - Jak sobie poradzić ze stresem

Praktyczny Poradnik


Objętość:
114 str.
ISBN:
978-83-8189-696-2
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 28.97

Motto:


„Szaleństwem jest robić to samo co dotychczas i oczekiwać innych rezultatów niż dotychczas”.

Albert Einstein (1879- 1955),

Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki


„W swoim życiu przewidziałem wiele katastrof. Żadna z nich nie wydarzyła się”.

Michel de Montaigne (1533—1592), filozof francuski

Wstęp

Życie mogłoby być znacznie piękniejsze gdyby nie wszechobecny stres, prawda?


Ale niestety on wciąż jest. Boimy się, co będzie jutro, za rok, po maturze albo na emeryturze. Boimy się biedy, choroby, utraty bliskich, kontaktu z tymi, którzy nam źle życzą. A czasem po prostu boimy się. Niekoniecznie wiedząc, co złego miałoby nas spotkać.

To dobrze czy źle, że wciąż wokół szukamy zagrożeń? I dobrze i źle. Po coś ten odruch powstał, ale czy się nam przydaje czy wręcz przeciwnie, zależy od tego, do czego go używamy.

Nasze emocje są po to, aby informować, jaki świat zewnętrzny ma na nas wpływ. Dobry czy zły. Emocje działają dużo szybciej niż rozum i dzięki temu potrafią zawiadomić nas o tym, czego racjonalnym umysłem nie zdążyliśmy nawet jeszcze zauważyć.

Ktoś siada obok ciebie w autobusie i nagle czujesz niczym nieuzasadniony strach? Nie lekceważ tego! Trzymaj mocniej torebkę, wstań, przesiądź się na inne miejsce.

Możliwe, że właśnie zauważyłaś coś, z czego twój świadomy umysł nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Pamiętaj, że intelekt działa znacznie wolniej niż emocje.

Emocje już wiedzą, że jest problem, bo nieświadomie (bez udziału świadomości) zauważyłeś ważne sygnały — porozumiewawcze spojrzenie twojego współpasażera skierowane do innej osoby, drgnienie czyjejś powieki, dziwny gest ręki położonej zbyt blisko twojej torebki.

Zauważamy znacznie więcej niż tylko to, z czego świadomie zdajemy sobie sprawę.

Przypomnij sobie ile razy w życiu zdarzyło ci się poczuć, że coś jest nie tak, wyjaśnić sobie rozsądnie, że tylko ci się wydawało, a następnie ponieść konsekwencje zignorowania rzeczy, o której od dawna wiedziałaś, że jest prawdą? Wiedziałam, czułam, tylko nie przyjmowałam do wiadomości. Było tak, prawda? Raz?

Mogło to dotyczyć wszystkiego — kradzieży w autobusie, zdrady partnera, narkotyków branych przez członka rodziny, skłonności do przemocy kandydata na narzeczonego i wielu innych rzeczy. Sygnały ostrzegawcze były dostrzegane i nasze emocje od razu nas o tym informowały — czuliśmy strach, niepewność, coś nam nie pasowało. To nasze emocje starały się nas ostrzec. A starały się, bo po to właśnie są — aby informować nas o świecie wokół nas, o tym czy jesteśmy w nim bezpieczni czy wręcz przeciwnie.

Są czystą informacją, nieprzefiltrowaną przez rozsądek, który wie, w co powinniśmy wierzyć i w co nam wierzyć wypada, a w efekcie niektórych informacji nie dopuszcza do świadomości. Rozsądek mówi nam czy chcemy w daną informację uwierzyć, ale to nie znaczy, że nie jest ona prawdziwa.

No, bo przecież po prostu nie wypada wstać w autobusie i zmienić miejsca, tylko dlatego, że coś nam w środku krzyczy — uciekaj! Nie wypada! Dlatego zamiast wierzyć swoim emocjom, tłumaczymy sobie rozsądnie, że przecież obok są ludzie, jest dzień, a nie ciemna noc, środek miasta, nie las, w autobusie jest kierowca i nic nam się na pewno nie stanie. Na pewno. Zwyczajnie histeryzujemy, nie warto na nasze odczucia zwracać uwagi.

A potem autobus zatrzymuje się, otwierają się drzwi i siedzący obok pasażer wyrywa nam torebkę, wyskakuje na ulicę i ucieka w siną dal.

Wiedziałyśmy, że coś jest nie tak! Czułyśmy to, tak jak czujemy zapach perfum. Jednak zlekceważyłyśmy sygnały. Może dlatego, bo uczono nas, że emocje są mało wiarygodne i należy posługiwać się rozumem, a nie „histeryzować”, albo że nie wypada zachowywać się nieracjonalnie, a takim jest zachowanie bez „niepodważalnych dowodów”. Albo cokolwiek innego. Ale efekt zlekceważenia emocji, to nasza torebka znikająca w oddali, bez nas! A przecież coś nam mówiło: „zareaguj”, ostrzegało, ale… nie wypadało. Trzeba więc było to zagłuszyć.

Przypomnij sobie takie sytuacje, bo nie wątpię, że je w życiu miałaś. Gdy wszystko w tobie krzyczało „uważaj!”, a nie zrobiłaś nic. Dlaczego wtedy nie zareagowałaś? Przypomnij sobie, co mówił ci głos w twojej głowie: czy że nie wypada, nie należy, nie trzeba? Co mówił?

Odcinając się od emocji, kierując w życiu jedynie rozumem, żyjemy jak półślepiec, który zdecydował, że będzie na świat patrzył tylko prawym okiem. To nie ma sensu, prawda?

Dlatego nigdy nie lekceważ swoich emocji! One są po to żeby ci pomagać. Żeby jak najszybciej informować o tym, czego jeszcze świadomie nie wiesz. A dzięki temu cię chronić.

Z drugiej strony, nasz system wczesnego ostrzegania, jakim są emocje, może się rozregulować.

Może to nastąpić pod wpływem traumatycznych doświadczeń, przez jakie przeszliśmy w życiu albo lęków przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Może się rozregulować w efekcie świadomego odcinania się od niektórych emocji, tych, których z jakiegoś powodu odczuwać nie chcemy, a także na skutek wciąż rosnącego poziomu komplikacji otaczającego nas świata, a w efekcie konieczności reakcji w każdej chwili na miliony bodźców. Wtedy nasz wewnętrzny kompas traci orientację.

W efekcie czujemy się w świecie jak ślepiec, który wie, że nie będzie w stanie zauważyć zbliżającego się zagrożenia, więc wciąż się tego świata boi. I tak, żyjemy w ciągłym lęku, który nas niczego nie uczy, zupełnie nie chroni, za to powoduje, że każdy dzień staje się przerażający i trudny do zniesienia.

I wtedy właśnie mówimy, że: żyjemy w stresie.

A to oznacza, że nasz kompas wewnętrzny rozregulował się.

Jeśli znaleźliśmy się w takiej sytuacji, mamy 3 wyjścia:

1. Męczyć się nadal. Schować pod kołdrą, nie wychodzić, umierać ze strachu i coraz bardziej tracić zdolność do spokojnego, radosnego życia.

2. Próbować odciąć się od lęku zagłuszając go dowolnymi metodami: lekami, pracoholizmem, alkoholem, życiem w ekstremach, wiecznymi konfliktami z ludźmi wokół, albo stałym zmienianiem partnerów.

Dzięki temu może rzeczywiście uciekniemy od niechcianej emocji, tyle, że nie da się zagłuszyć tylko jednej wybranej. Jeśli staramy się zagłuszyć jakąś emocję, odcinamy również wszystkie pozostałe.

Emocje to system. Nie można znieczulić się trochę i tylko na wybranym obszarze. Można znieczulić całość. Może wtedy nie będziesz czuł lęku, ale miłości też już nie. Jeśli wybierzesz takie rozwiązanie, to w końcu nie będziesz czuł nic.

I trzecie rozwiązanie:

3. Naprawić swój własny rozregulowany system emocjonalny, naoliwić, spowodować, aby znów działał sprawnie. Wyregulować to, co się rozregulowało, przywrócić do stanu wyjściowego, tak, aby korzystać z niego zamiast się z nim męczyć.

Nasz system emocjonalny nie jest naszym wrogiem, jest ważną częścią nas. Wieczny stres, który odczuwasz (i to niezależnie od okoliczności), to po prostu zacięcie tego naturalnego mechanizmu.

Pozostaje, więc go naprawić, nauczyć się dobrze używać, aby przynosił pożytek i wreszcie był miły w obsłudze.

Możesz to porównać do hamulców w samochodzie.

Jeśli w twoim samochodzie hamulce działają sprawnie, czujesz się bezpiecznie, jazda to sama przyjemność, a o hamulcach podczas jazdy w ogóle nie myślisz.

Jeśli jednak jeździsz samochodem, który ma uszkodzone hamulce, wtedy myślisz o nich przez cały czas, boisz się, co się wydarzy i jazda staje się męką.

I podobnie jest ze stresem

W takiej sytuacji możesz: nie jeździć samochodem w ogóle, odłączyć hamulce albo naprawić.

I podobnie jest ze stresem

Którą więc opcję wybierasz? Bo wybór należy do ciebie.

Jeśli wybrałeś opcję 1 lub 2 — męczyć się nadal lub odciąć od stresu, ta książka ci nie pomoże.

Jeśli wybrałeś opcję nr. 3 — naprawić twój własny system wczesnego ostrzegania, tak, aby było łatwo i przyjemnie korzystać z jego pomocy, zamiast dalej się męczyć — to jesteś we właściwym miejscu i zapraszam do lektury.

Najpierw przeczytaj tę książkę w całości. Niektóre tematy mogą się pojawiać w różnych kontekstach, abyś mógł zobaczyć je z innej perspektywy. Następnie skup się na wybranych rozdziałach lub tylko tych fragmentach, które są najbliższe twojemu doświadczeniu i potrzebom.


Pamiętaj, że ciągły stres nie jest naturalną częścią życia i może przestać być częścią twojego.


Powodzenia!

Czym właściwie jest stres?

Stres naszych przodków a współczesny świat — CIAŁO

Jeśli zdecydowałeś się czytać dalej, to najpierw kilka słów o tym skąd dokładnie bierze się ta emocja, którą określasz mianem stresu, (dlaczego informacja o zagrożeniu, jest właśnie taka a nie inna), abyś dobrze wiedział, z czym masz do czynienia.

Przypomnij sobie sytuację, która wywołała to, co określamy mianem silnego stresu. Może to był egzamin, rozwód, trudna rozmowa z szefem, kłótnia. Cokolwiek. Przypomnij sobie jak się wtedy czułaś. Walące serce? Spocone dłonie? A może nie jedynie dłonie, ale miałaś wrażenie, że mokra jesteś cała. Napięcie mięśni. Płytki oddech. Strach i chęć ucieczki albo agresja i chęć walki. Czułaś potrzebę, aby coś natychmiast zrobić, nie ważne co, byle by natychmiast! Może zacząć krzyczeć, wybiec i trzasnąć za sobą drzwiami albo rzucić wazonem — wszystko jedno co, byle tylko to niemiłe samopoczucie się skończyło. NATYCHMIAST. A przede wszystkim w takiej chwili przestawałeś logicznie myśleć. Zgadza się?

Zapewne masz takie doświadczenia, jeśli czytasz tę książkę.

Bo w sytuacji, którą nasz organizm oceni jako zagrożenie, tak właśnie reaguje. Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego właśnie tak? Przecież taka reakcja życia nie ułatwia. Podczas trudnej rozmowy z szefem, po co nam spocone ręce? Przy wystąpieniach publicznych, gdy stoimy przed mikrofonem i patrzy na nas setka osób, co wnosi do sytuacji nasze walące serce, które mamy wrażenie, że słychać przez mikrofon na całej sali? Pustka w głowie, gdy nie pamiętamy, o czym mieliśmy mówić, też raczej nie pomaga. Dlaczego więc tak się dzieje? Nie widzimy w tym żadnego sensu. Wydaje się, że nasz organizm „się zaciął”, reaguje nieracjonalnie, a taką niewłaściwą reakcję należy po prostu zagłuszyć. Może alkoholem, może lekami, albo nie wychodzeniem już nigdy na scenę i unikaniem mikrofonu, a może obgryzaniem paznokci. Wydaje się nam, że coś z nami jest nie w porządku, jeśli tak reagujemy i przez to jeszcze bardziej tracimy pewność siebie.

Tyle, że z nami wszystko jest w porządku. Ta reakcja jest prawidłowa, tyle, że troszkę nie na temat. Ten odruch liczy sobie miliony lat. Jest reakcją wspólną dla różnych organizmów żywych I służy temu, aby w sytuacji zagrożenia pomóc nam uciekać albo walczyć.

Taka reakcja wynika z tego, że w sytuacji, której się obawiamy, rośnie w naszym organizmie poziom adrenaliny — to jest właśnie ta substancja, która nie pozwala ci usiedzieć na miejscu. Wstajesz, chodzisz, siadasz, wstajesz, pocierasz ręce. Coś cię „nosi”. A nosi cię po to, abyś MUSIAŁ coś zrobić. Adrenalina fizycznie zmusza cię do działania. Abyś uciekł albo walczył! Bo w sytuacji realnego zagrożenia fizycznego, a takiej sytuacji ta reakcja dotyczy, innej opcji nie masz.

Jeśli stoisz przed wielkim tygrysem, który już oblizuje się na myśl, że zaraz cię zje, nie ma miejsca na rozważania, nie ma miejsca na konwersacje, nie ma miejsca na tracenie czasu — musisz działać! I to natychmiast! I do tego właśnie twoje ciało (i adrenalina) cię zmusza.

Opcje masz dwie: uciekać albo walczyć. Co wybierzesz zależy od tego jak ocenisz swoje szanse w konfrontacji z przeciwnikiem. Jeśli słabo, to lepiej uciekać. Jeśli wysoko, to lepiej walczyć i pokonać wroga, bo wtedy nie zagrozi już twojej rodzinie.

Ale na pewno nie wolno ci w takiej sytuacji stać, nic nie robić i rozmyślać. Bo zanim zdążysz się namyślić, to tygrys cię po prostu zje. Z tygrysem nie ponegocjujesz, on nie poczeka, aż rozważysz możliwości albo zadzwonisz do przyjaciela. Zaatakuje. Dlatego właśnie twój organizm zmusza cię, żebyś zrobił cokolwiek, byle NATYCHMIAST. A robi to, bo cię chroni.

A może bledniesz, gdy się stresujesz? Wiesz dlaczego tak się dzieje? To twój mądry organizm odprowadza krew z zewnętrznych obszarów twojego ciała. Robi tak, żeby ci pomóc. Po pierwsze dlatego, że pompuje ją do mięśni — abyś miał więcej sił do ucieczki lub walki, a po drugie, im mniej krwi będziesz miał blisko powierzchni zewnętrznych ciała, tym mniejsze będzie krwawienie w przypadku zranienia. Dlatego odprowadza twoją krew głębiej i w efekcie bledniesz.

Przestajesz logicznie myśleć gdy się zdenerwujesz? I bardzo dobrze! Bo to twój organizm dba o to, abyś w sytuacji zagrożenia za bardzo nie rozmyślał, bo myślenie spowalnia reakcję. Myśli działają wolniej od emocji i dodatkowy czas, który wykorzystasz na myślenie zamiast reagowanie, może cię kosztować życie.

Myśli generują też wiele możliwości: uciec w prawo? A może w lewo? A może jednak w prawo? A może prosto? I zanim postoisz i się namyślisz, to już nie będzie po co uciekać, bo tygrys cię w międzyczasie po prostu zje. W sytuacji zagrożenia należy DZIAŁAĆ! Natychmiast! Myślenie spowalnia to „natychmiast”. Dlatego nie jest wspierane przez twój organizm w takiej sytuacji. I dlatego, w sytuacji, którą twój mózg postrzega jako zagrożenie przestajesz myśleć, nagle czujesz pustkę w głowie, a dzięki temu szybciej reagujesz, fizycznie.

Wszystko, co określasz mianem reakcji stresu, dzieje się w tym samym celu, abyś przeżył. A to oznacza, że musisz działać natychmiast tj. uciekać albo walczyć, nie zawracać sobie głowy myśleniem ani gadaniem, bo nie ma na to czasu!

W obecnych czasach tygrysów na ulicach raczej brak, ale zamiast tygrysa wyobraź sobie burzę i spadające na ciebie drzewo. Chcesz przeżyć? Zakładamy, że chcesz. To musisz ZAREAGOWAĆ. I to natychmiast! Nie rozważać czy drzewo jest ładne czy nie, ani czy to jest sprawiedliwe, że spada właśnie na ciebie. Nie kłócić się z nim, nie myśleć, o tym, co miałeś zamiar kupić na kolację, ani o tym, że zniszczysz sobie nowe buty. Trzeba łapać to drzewo, jeśli ocenisz, że na tyle jest niewielkie, że dasz mu radę. Albo natychmiast uciekać, jeśli nie jest!. Jak najszybciej i jak najdalej!. Twój organizm właśnie w tym ci pomaga, wywołując w twoim ciele zmiany, jakie zwykle nazywasz reakcją stresową. Zmusza cię do: rusz się, działaj, nie myśl, nie stój.

Dzięki tym właśnie reakcjom chemicznym, jakie wtedy dzieją się w twoim wnętrzu, a które odbierasz jako stres, będziesz biegł szybciej i mocniej walczył, mniej będziesz czuł ból i zmęczenie, wszystko po to abyś przeżył. Albo żeby przeżył ktoś, na kim ci zależy i kogo chcesz ratować.

Nasz organizm nam pomaga. Automatycznie i bez zastanowienia. Naturalna reakcja na zagrożenie, czyli syndrom Uciekaj albo Walcz, jest po to, aby nas ratować, a nie po to, aby utrudniać nam życie

Natomiast ta reakcja nie zawsze pasuje do okoliczności.

A nie pasuje, gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia fizycznego. Gdy nic nam nie spada na głowę, nic nas nie atakuje. A w zdecydowanej większości sytuacji, we współczesnych czasach, nasze poczucie zagrożenia nie wynika z czynników fizycznych — nie boimy się tygrysa, ani burzy, ale raczej tego, że stracimy pracę, zostawi nas partner, albo, że ktoś nam bliski zachoruje.

I wtedy ta reakcja zupełnie się nie sprawdza. Ale mimo to nadal jest, bo nasz organizm nie całkiem odróżnia zagrożenia. Po tysiącach lat ewolucji, gdzie problemy organizmów żywych sprowadzały się do (i wielu organizmów poza ludzkim nadal sprowadzają się do): jeść, spać, mieć ciepło, nie dać się zjeść albo zabić, nasz skomplikowany świat, gdzie problemem jest urząd skarbowy, a nie tygrys, kończąca się umowa o pracę, a nie wybuchający wulkan, istnieje od bardzo niedawna i stare wzorce, nastawione wyłącznie na fizyczne zagrożenie, nadal dominują nasze reakcje.

I tak, reakcja, o której mowa, doskonała w sytuacji nagłego zagrożenia fizycznego, gdy takiego nie ma głównie przeszkadza. Dzięki niej przestajesz myśleć i nie wiesz co powiedzieć, a walące serce i spocone dłonie, nie ratują cię przed tygrysem, a wywołują pogardliwe uśmieszki kolegów na zebraniu w twojej firmie.

Co więcej w realiach współczesnego stresu, nie mamy jak rozładować wszystkich substancji chemicznych, jakie wydzielają się do naszego organizmu w sytuacji, którą nasz mózg oceni jako zagrożenie. Nasz przodek zaraz po wystrzale adrenaliny, uciekał przed tygrysem, albo z nim walczył, a wtedy wszelkie substancje chemiczne wydzielone w jego ciele pod wpływem stresu, były wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem, wydalane i nie pozostawały na dłużej.

W naszych czasach jest inaczej. Trudna rozmowa z szefem czy partnerem, nie kończy się wyczerpującym biegiem (ucieczka), ani wyczerpującą fizycznie walką, która pozwalałaby od razu usunąć z naszego organizmu całą tę „ratunkową chemię”. Trudna rozmowa z szefem kończy się zwykle panowaniem nad reakcją i „odejściem z godnością”, co powoduje, że wydzielone przez organizm substancje, niezużyte do ucieczki lub walki, gromadzą się w naszym organizmie powodując, że przebywamy wciąż i wciąż w stanie gotowości na zagrożenie. Czyli inaczej w stanie permanentnego stresu. Tym silniejszego im więcej nierozładowanych sytuacji stresowych miało miejsce w naszym życiu. Nasze ciało zalewane adrenaliną, stale gotowe jest do ucieczki lub walki, a przez to stale rozglądamy się w poszukiwaniu zagrożenia.

I pierwszy klucz do uzdrowienia naszego stresu to — CIAŁO.


Oczyść ciało z substancji po starych stresach, aby nie dawało nieprawdziwych sygnałów, utrzymując wiecznie w poczuciu zagrożenia, a wtedy odczujesz spokój.


(Do tematu ciała wrócimy w rozdziałach z grupy CIAŁO)

Stres braku kontroli — WYOBRAŹNIA

Nasi przodkowie, którzy przekazali nam w genach swoje reakcje, musieli mierzyć się z wieloma rodzajami zagrożeń. Głodne tygrysy nie wyczerpywały możliwości otoczenia.

Wyobraź sobie burzę. Jesteś w środku lasu albo na polu. Zaczyna grzmieć i błyskać. Jesteś neandertalczykiem. Nie chodziłeś do szkoły i nie wiesz co to burza. Zresztą nie wiesz co to szkoła. Za to słyszysz głośny huk, widzisz przerażający błysk. Zaczynasz więc uciekać, bo walczyć z czymś takim się nie da. Przerażony wpadasz do jaskini, kulisz się ze strachu przy najbardziej odległej od wejścia ścianie. A na zewnątrz dalej grzmi i błyska.

Czujesz się bezpiecznie, bo znalazłeś schronienie? Niekoniecznie. Jeśli nie wiesz, czym jest burza, to również nie wiesz, co jeszcze może się wydarzyć.

Przecież poprzednim razem, gdy uciekałeś, piorun uderzył w stojące nieopodal drzewo. Był huk i ogień. Byłeś przerażony! Niewiele brakowało, żeby to coś z nieba trafiło w ciebie. Chwilę wcześniej stałeś przy tym właśnie drzewie! A może miało trafić w ciebie??! Może te przerażające siły, które grzmią i błyskają, właśnie tobie chcą zrobić krzywdę? Tylko wtedy akurat przypadkowo nie trafiły. Każdemu może się zdarzyć nie trafić. Ktoś źle wyceluje i pocisk ominie cel. Wiesz to z własnego doświadczenia, z własnych polowań, że nie zawsze trafisz celnie. I może tym razem, ten ktoś właśnie nie trafił. Wycelował w ciebie i nie trafił. Ale co będzie następnym razem? Może następnym razem pójdzie mu lepiej i już nie uda cię się uciec. To przecież nie twoja liga, żeby walczyć z tymi przerażającymi hukami i ogniem z nieba.

I teraz siedzisz w jaskini i zastanawiasz się czy kamienne sklepienie nad twoją głową za chwilę się nie rozpadnie, gdy ta straszna siła, ten huk i błysk, w nie uderzy. Bo jeśli ten ktoś celuje w ciebie…

A jeśli tym razem znów przeżyjesz, to zaczynasz zastanawiać się, czy to przerażające zjawisko ponownie się wydarzy. A jeśli tak, to kiedy? Jutro, pojutrze czy za tydzień? Nie wiesz kiedy, nie wiesz czy, nie wiesz co to jest, nie wiesz kto ci to robi. Wiesz tylko, że może wrócić, jeśli raz już było. I boisz się, że wróci.

Dlatego szczękasz ze strachu zębami, mimo, że w tym momencie burza już minęła, na niebie świeci słońce, a w twojej jaskini jest ciepło i sucho. Tu i teraz jesteś bezpieczny. Ale mimo to tu i teraz kulisz się przerażony w najciemniejszym kącie jaskini. Bo nie wiesz co będzie jutro.


Drugi klucz do uzdrowienia stresu to — WYOBRAŹNIA.


Wpłyń na swoją wyobraźnię, aby nigdy nie straszyła cię przyszłością. Teraz jesteś bezpieczny. Nie wiesz co będzie jutro. Nikt nie wie. A mimo to tworzysz w wyobraźni obrazy, które niszczą cię tu i teraz, nawet, jeśli tu i teraz jesteś zupełnie bezpieczny. Nie rób tego!


(Do tematu pracy z wyobraźnią, wrócimy w rozdziałach z grupy WYOBRAŹNIA)

Stres braku możliwości — PLAN DZIAŁANIA

No i tak siedzisz sobie w tej jaskini i coraz bardziej kulisz się pod ścianą. Nie masz pojęcia, co mógłbyś zrobić, żeby się zabezpieczyć przed taką straszną burzą w przyszłości. A im silniejszy lęk, tym mniejsza szansa, że coś wymyślisz, bo odruchowa reakcja stresowa odcina ci myślenie i twoje możliwości działania ograniczają się do biegania (ucieczka), albo uderzania w coś (walka).

No, ale przecież nie będziesz biegać w kółko po jaskini, ani walić pięścią w ścianę, bo w resztkach zdrowego rozsądku zdajesz sobie sprawę, że to nie ma sensu. No to siedzisz pod ścianą, kulisz się i czekasz nie wiadomo na co.

Masz poczucie, że kompletnie nie masz kontroli nad sytuacją i nic od ciebie nie zależy. Jesteś skazany na to, co przyniesie zupełnie nieprzewidywalne otoczenie, wrogie ci istoty, czy twój los. I boisz się coraz bardziej.

Zwykle jednak nie jesteś tak bezbronny jak ci się wydaje i masz znacznie więcej możliwości niż tylko bieganie w kółko i agresja (albo w ostateczności bierne leżenie pod ścianą). Jednak, aby być w stanie te możliwości zobaczyć, potrzebujesz choć na chwilę przestać się bać. Bo tylko wtedy będziesz w stanie myśleć. A tylko myślenie pozwoli ci zobaczyć sprawy z innej perspektywy.

Myślenie otwiera przed tobą wiele możliwości działania (a może uciec w prawo, a może w lewo, a może do przodu, a może wejść na drzewo, a może… Co prawda opóźnia ucieczkę w sytuacji zagrożenia, ale jest nieocenione, gdy możesz poświęcić czas na znalezienie rzeczywiście najlepszego rozwiązania.)

Pamiętaj, że wyłącznie intelekt pozwala ci znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji, a nie reakcje emocjonalne. Tylko, abyś mógł z niego skorzystać, najpierw potrzebujesz się uspokoić. Bo stres blokuje myślenie. Im silniejszy tym bardziej.

Gdy jesteś w stresie, reagujesz odruchowo, co oznacza, że dokładnie tak, jak poprzednio, bo taka reakcja jest najszybsza. A jest najszybsza, bo najlepiej znana. I w sytuacji zagrożenia (stres jest takim właśnie poczuciem zagrożenia), gdy wiesz, że trzeba reagować jak najszybciej, robisz to, co najlepiej znasz. Nie to, co jest w danej sytuacji najlepsze, ale to, co jest najlepiej ci znane.

Dotyczy to nie tylko tygrysa czy walącego się drzewa, ale też naszych współczesnych czasów. Bo jak reagujesz, gdy się z kimś pokłócisz? Milczysz, rzucasz wazonem, czy może zaczynasz płakać? Jakkolwiek reagujesz, to zapewne za każdym razem tak samo. Bo to jest nawyk, odruch, twoja najlepiej wyuczona reakcja, a dzięki temu najszybsza. Dlatego to właśnie to ona się pojawia, w sytuacji, która cię zdenerwowała. Pojawia się szybciej niż zdążyć pomyśleć, nawet, jeśli przysięgałaś sobie, że nigdy więcej tego już nie zrobisz. Ale robisz. Nie dlatego, że to najlepsze rozwiązanie, ale dlatego że reagujesz, zanim jeszcze włączy się myślenie. I w efekcie masz poczucie, że nie masz żadnej kontroli nad sytuacją, że nie było innego wyjścia, albo bo ty po prostu taka jesteś. Zaczynasz mieć poczucie, że po prostu nie masz innych możliwości.

Jeśli chcesz móc zacząć widzieć inne możliwości, najpierw potrzebujesz uspokoić się. A żeby to zrobić potrzebujesz spowolnić działanie.

Jeśli więc czujesz wewnętrzny przymus zrobienia czegoś NATYCHMIAST (a jednocześnie nie ma bezpośredniego FIZYCZNEGO zagrożenia), to przez chwilę nie rób NIC. Dokładnie nic. Nie reaguj.

W sytuacji stresu, gdy czujesz natychmiastową potrzebę zareagowania, zaciskają ci się mięśnie (przygotowujące się do ucieczki albo walki).

Dlatego ten czas, kiedy nie reagujesz (punkt powyżej), wykorzystaj na świadome rozluźnienie mięśni. Poczuj gdzie się spinają i świadomie je rozluźnij.

Pozostaje ci jeszcze oddech. W sytuacji zagrożenia oddech przyspiesza. Staje się szybki i płytki. Dlatego świadomie zwolnij go i pogłębij.

Odetchnij kilka razy głębiej, wolniej, uspokój oddech.

Czyli odwróć odruchową reakcję!

Jeżeli połączysz te 3 elementy:

— nie reaguj, choć przez chwilę

— w tym czasie rozluźnij ciało i

— uspokój oddech,

wtedy przestaniesz mieć poczucie zagrożenia.

W efekcie nie rzucisz wazonem jak zwykle, ale zamiast tego poprosisz o przeniesienie tej rozmowy na jutro, bo musisz się zastanowić nad tym, co usłyszałaś.

Nie rozpłaczesz się jak zwykle, ale zamiast tego zaczniesz myśleć o tym, co usłyszałaś i szukać rozwiązań.

Zamiast milczeć (tak jak zwykle reagujesz), powiesz, że nie zgadzasz się z tym, co słyszysz i chcesz sobie to przemyśleć zanim odpowiesz.

Nie poddasz się presji. Nie pójdziesz za nią. Nie zrobisz tego, co zawsze. Nie zareagujesz natychmiast. Znajdziesz dla siebie przestrzeń na coś nowego. A w tym celu potrzebujesz po prostu zwolnić to, co przyspiesza — nie reagować, rozluźnić ciało, uspokoić oddech. A gdy zwolnisz reakcję stresową, znów włączy ci się intelekt i będziesz w stanie dostrzegać inne możliwości niż tylko odruchowe. Szukać rozwiązań, obmyślać i planować.

I właśnie wtedy wstajesz spod ściany, pod którą leżałaś skulona, wychodzisz na zewnątrz jaskini i zastanawiasz się: co rzeczywiście mogę zrobić, aby zabezpieczyć się przed kolejną burzą?

Rozważasz możliwości. Opracowujesz plan. Potem punkt po punkcie go realizujesz.

Wtedy się już nie stresujesz, bo skupiasz się na możliwościach, zamiast na ich braku. A na to organizm reaguje zupełnie inaczej.

A oprócz tego, że twój stres siedzi cicho i wreszcie daje ci od siebie odpocząć, to, gdy zajmujesz się działaniem, równocześnie wprowadzasz do swojego życia nowe praktyczne jakości, które są możliwe tylko dzięki planowaniu i szukaniu rozwiązań.

Popatrz jak świat poszedł do przodu od czasów jaskiniowców. Ile rzeczy wymyślono, także takich, w których istnienie nasi praprzodkowie nie byliby nawet w stanie uwierzyć. Ile z tych wynalazków, efektów myślenia, planowania i świadomego działania, ułatwia nam teraz życie. Już nie boimy się burzy, bo wiemy czym jest i jak się przed nią zabezpieczyć. Nie boimy się zimna, bo mamy ciepłą odzież. Nie uciekamy przed tygrysem, bo wybudowaliśmy swoje bezpieczne domy. I tak dalej.

Myślenie jest niezbędne!

Żeby być w stanie myśleć, najpierw potrzebujesz się uspokoić (zwolnić reakcję odruchową), a później skoncentrować swoją uwagę na szukaniu możliwości i planowaniu działań, zamiast uciekać i walczyć, ewentualnie kulić się ze strachu w najciemniejszym kącie jaskini, jaki znajdziesz.


Dlatego trzeci klucz do uzdrowienia stresu to — PLAN DZIAŁANIA.


(Do tematu planu działania wrócimy w rozdziałach z grupy PLANOWANIE I DZIAŁANIE)

To czym właściwie jest stres?

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia — stres jest ratunkiem i najlepszą pomocą, jaką możemy otrzymać od naszego organizmu.

W pozostałych sytuacjach — jest tylko szkodliwym nawykiem, który nam utrudnia życie zamiast pomagać, bo kompletnie nie pasuje do okoliczności.

Stres jest odruchową reakcją ciała na zagrożenie.

Niestety nie odróżnia czy zagrożenie jest faktycznie tu i teraz, czy jedynie dzieje się w naszej wyobraźni.

A że ze względu na swoją funkcję stres wymusza natychmiastową reakcję, to aby jej nie spowalniać, chwilowo odcina nam myślenie.

Podsumowując to, o czym do tej pory wiemy:

Słuchaj swoich emocji, one po to są, aby cię informować, o tym, co uważają dla ciebie za ważne.

Jeśli uznasz, że istnieje, nawet potencjalne fizyczne zagrożenie tu i teraz, albo nie jesteś zupełnie pewna, że go nie ma (np. złodziej w autobusie), a twoje emocje głośno krzyczą, to dostosuj się do nich i podejmij działania, do których cię skłaniają. One są mądre. Te twoje emocje. Pamiętaj o tym!

Czyli odejdź z miejsca, w którym czujesz się niepewnie (zmień miejsce w autobusie, możesz nawet ostentacyjnie). Poszukaj pomocy — zadzwoń do kogoś, jeśli idziesz ciemną alejką i rozmawiaj z nim głośno, albo chociaż udawaj, że rozmawiasz. Poproś przechodnia o odprowadzenie cię w jaśniejsze miejsce, bo tu się boisz być sama. A jeśli trzeba to Walcz! Krzycz, kop, gryź. Albo uciekaj najszybciej jak potrafisz.

I nie myśl czy wypada.

Jeśli jednak jesteś pewna, że nie ma żadnego FIZYCZNEGO zagrożenia tu i teraz, to zachowaj się inaczej.

Pamiętaj, że może twój szef rzeczywiście cię zwolni i będziesz miała problem z pracą i środkami do życia, jeśli tego właśnie się boisz, ale to jednak będzie później. Tu i teraz nie ma żadnego fizycznego zagrożenia dla twojego przetrwania. Szef raczej nie uderzy cię podczas rozmowy, nie ukradnie portfela z torebki, ani nie rzuci się na ciebie z nożem.

Lęk, który czujesz, to inny rodzaj strachu. Boisz się tego, co może nastąpić w przyszłości. Nie tego, co jest tu i teraz, nawet, jeśli to tu i teraz odczuwasz lęk.

Taki lęk, niczemu nie służy. Utrudnia ci funkcjonowanie zamiast pomagać. Należy mu podziękować za troskę i się go pozbyć. Nie tylko nic nie wnosi, ale jako skutek uboczny, utrudnia ci podejmowanie decyzji. A myślenie jest niezbędne, żeby zadziałać jak najlepiej dla swojej przyszłości.

Tu i teraz reagujesz, przyszłość planujesz.

Żeby planować, potrzebujesz myśleć, tylko to pozwoli ci rozważyć różne warianty działania.

Zastanów się więc, nie gdzie, a kiedy jest zagrożenie.

Od tego zależy twoja właściwa reakcja.

W sytuacji, gdy nie grozi ci nic fizycznie tu i teraz, nie reaguj natychmiast. Nie ulegaj impulsowi!

Zamiast tego: rozluźnij ciało, weź głębsze oddechy i dopiero, gdy się uspokoisz, działaj.

Poza tym uważaj na swoją wyobraźnię.

Zdrowy strach to reakcja na wydarzenie — coś się dzieje i w tym momencie działasz.

Niezdrowy, gdy wracasz do domu i wciąż myślisz o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. Kłócisz się w myślach, wyobrażasz sobie przyszłość w czarnych barwach, widzisz swoją przyszłą klęskę, utraconych znajomych, stracony dom na wsi, albo samotność na starość. Wyobrażasz sobie barwne katastroficzne scenariusze wciąż i wciąż. I tak stres trwa i rozwija się w twojej wyobraźni. Mimo, że na zewnątrz nic się nie dzieje.

Im bardziej nabrałaś wprawy w zamartwianiu się, tym łatwiej zareagujesz w taki sposób nawet na drobiazgi.

W końcu nie potrzeba ci będzie żadnego impulsu (utrata pracy, rozwód itp.), żeby się stresować, bo boisz się cały czas po prostu tego, „że coś MOŻE się wydarzyć”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 28.97