E-book
1.37
drukowana A5
29.95
drukowana A5
Kolorowa
58.94
Jak pióra orła białego — II

Bezpłatny fragment - Jak pióra orła białego — II

Brakujące kartki historii


5
Objętość:
218 str.
ISBN:
978-83-8189-271-1
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 29.95
drukowana A5
Kolorowa
za 58.94

Słowo wstępne


Od uzyskania niepodległości w 1918 roku minęło sto lat, okrągły wiek. W tym krótkim okresie historycznym Rzeczpospolita czterokrotnie zmieniała nazwy, trzykrotnie zmieniały się ustroje. Za czwartym razem elity wyrosłe z tego samego pnia obywatelskiego również nie pogodziły się co do modelu państwa. Te zmiany pociągały za sobą podziały w społeczeństwie, które w niezgodzie zmagało się i nadal walczy w dążeniach o swoją poprawność, o władzę dającą przywileje i profity według odwiecznej moralności elit — ile sukna w garść się zmieści. Zwyczajna prawidłowość plemienna doświadczana we wszystkich krajach świata. Dzieje Pierwszej Rzeczypospolitej wpisały się ostatecznie na karty historii, są źródłem dumy narodowej, chociaż nie brakuje w nich lat i ludzi niegodnych pamięci. Długie lata rozbiorowe zrodziły kilka pokoleń, które zapisały swoje dzieje, zastygłe już na pożółkłych kartach podręczników do nauki historii. Tak samo kilka pokoleń urodziło się w Niepodległej Rzeczypospolitej, a ich dzieje są jeszcze świeże, są jak niegojące się rany. Wydawać by się mogło, że historycy powinni uporać się z tym wiekiem, zamknąć w jedne ramy czyny bohaterskie i nikczemne, pogodzić zwaśnione strony, które przecież w przeważającej większości spoczęły w grobach. Tak nie stało się z przyczyny wspomnianej, czterokrotnej zmiany modelu i ładu państwa, w których to przemianach czynnie uczestniczą też historycy ubabrani polityczną poprawnością po łokcie. Każda zmiana ma swoich bohaterów wyrastających jak przysłowiowe grzyby po deszczu w sosnowych borach. To borowiki każdej dobrej zmiany w ocenie elit ustawiających się przy władzy. Tak częsta zmiana rodzi zapotrzebowanie na nowe bohaterskie dzieje tworzące historię zawsze poprawną dla danej formacji. W obecnym czasie byłoby nieuzasadnione podejmowanie próby rozwikłania toczących się sporów żyjących uczestników, tworzących ład społeczny, ale nadchodzi pora rozliczenia ostatecznego dziejów „od Niepodległości do Solidarności”. Tam rodziły się czyny bohaterskie w służbie Ojczyzny, tam też zagnieździły się czyny nikczemne i niegodne. Nadal obowiązująca poprawność koniunkturalna, najczęściej bezmyślna powoduje, że wiele kart zacnych pozostało w mroku tego stulecia, a czyny ludzi wykazujących bohaterskie i patriotyczne postawy uległy zatarciu w zbiorowej pamięci historycznej. W czasach pokoju zwyczajne postawy są prozą życia, pozostają w pamięci bliskich, na fotografiach, w dokumentach. W ostatnim stuleciu były co najmniej dwa wielkie wyzwania wymagające niecodziennego poświęcenia. Ileż to istnień tkwiących na „barykadzie ojczyźnianej” pod bronią pochłonęła okupacja niemiecka w latach 1939—45, ile bohaterskich postaw wyzwolił zryw obywatelski lat osiemdziesiątych. Były ich setki tysięcy na tle milionów. Historia o nich indywidualnie nie pamięta, ich karty zostały wydarte z oficjalnego nurtu. Każdy, kto ma taką możliwość powinien doklejać kolejne kartki, nawet nie po to, by tworzyć nowych bohaterów, ale dla zwyczajnej sprawiedliwości nazwać ich postawę tak jak na to zasługuje. W przyszłości będą to źródła dziejów okresu po odzyskaniu niepodległości. W 2018 r. nadarzyła się okazja, by podziały złagodzić. Na 100-lecie prezydent i marszałek senatu ogłosili programy Patronatu Narodowego i Honorowego, na inicjatywy i publikacje rocznicowe. Powstała nadzieja, że te inicjatywy wyzwolą mocno skrępowaną prawdę historyczną o dziejach stulecia, pogodzą zwaśniony naród. Książka ta, zgłoszona do objęcie takimi patronatami, nie uzyskała przychylności prezydenta i marszałka. Nic dziwnego, poprawność nadal dzieli, a nie łączy. Nawet marsze niepodległości odbyły się w rozproszeniu, bez jedności zwaśnionych stron. Po stu latach, tak jak na początku jest jedna Rzeczpospolita, a w niej trzy Polski. Na szczęście dzieli tylko polityka, bo ludzie byli i są jak pióra orła białego, jedne lśniące i czyste, inne zabrudzone w locie, to natura. Mając ten obraz przed sobą, szukając przyczyny, podjąłem próbę naświetlenia niejasnych wątków dziejowych, które naprzemiennie traktowane były jako niepoprawne, niewarte upamiętnienia, często przeinaczane co do postaw patriotycznych. Odrzucając jako przyczynę partyjne wojenki wydaje się, że odmienny osąd wydarzeń historycznych to skutek rozbiorowej barwy patriotyzmu, wszak kilka kolejnych pokoleń rodziło się na ziemiach administrowanych przez zaborców, w innej obcej kulturze i obyczajowości, w innym modelu wychowania. Patriotyzmem porozbiorowym nasiąkało pokolenie w domach, ale też w przekazie nieustającej walki o sukno i przywileje. To przekleństwo elit nie mieszczące się w definicji czystego patriotyzmu przeniosło się jak zaraza na szerokie rzesze obywateli. Demokracja nieobywatelska, od początku stulecia niepodległości partyjna, wyłania coraz to nowe pająki, które oplatają na lata naród w swoistą sieć, jakby pajęczą, utkaną misternie bezdusznymi ustawami. Podległość narodu wybierającym się samoistnie elitom jest zjawiskiem naturalnym w przyjętym modelu demokracji. W książce tej staram się wskazać kilka zaledwie przykładów wydarzeń, o których oficjalna historia w poszczególnych ustrojach Rzeczpospolitej, od Drugiej po Czwartą, stara się przemilczeć lub naświetlić ją w innym kontekście, pasującym do aktualnie kreowanej poprawności politycznej i rodowodu partyjnego samozwańczych elit.


Niepodległość

Portret Piłsudskiego z kolekcji własnej galerii BPiWA

Jak trudno było wybić się na niepodległość wiedzą tylko ci, którzy ją utracili, a potem pokolenia zrodzone w czasach rozbiorowych. Utracona w 1772—1795 wskutek rozbiorów, odzyskana jesienią 1918 wskutek zakończenia wojny światowej. Wcześniej, bo już w marcu 1917 r. abdykował car i rząd rosyjski, co stworzyło szansę na wyrwanie okupowanych ziem zaboru rosyjskiego dla nieistniejącej od niemal półtora wieku Rzeczypospolitej. Powołana tam rada i tymczasowy rząd uznały za celowe utworzenie na okupowanych ziemiach niepodległego państwa polskiego jako gwarancję rodzącego się pokoju. Sugestię tę przyjęły z aprobatą państwa zachodniej Europy, a upadek państw centralnych i koniec wojny był dobrym momentem na niepodległość. To się stało niebawem, niepodległość rodziła się od października w zaborach rosyjskim i austriackim do grudnia 1918 r. w zaborze pruskim. Minęło sto lat od narodzin Drugiej Rzeczypospolitej, czas na jedno życie w zdrowiu, a urodziło się na obchody tej rocznicy niepodległości już czwarte pokolenie, dla Czwartej Rzeczypospolitej. W czasie trwania rozbiorowej luki dziejowej urodzili się i walczyli słowem najwięksi pisarze polscy. Henryk Sienkiewicz ( 1846—1916) pisał ku pokrzepieniu serc Trylogię i wiele innych dzieł literackich. Stefan Żeromski — ten dożył wolnej Polski (1864—1925) –pisał Popioły z myślą o nadziei legionistów na sprawczą moc wyzwolenia u boku Napoleona. Tragiczne losy powstańców przedstawił w Wiernej Rzece. Podobnie Adam Mickiewicz (1798—1855) opisujący ostatni zajazd na Litwie w Panu Tadeuszu, a potem nieudaną kampanię napoleońską na Moskwę dokończył znowu Żeromski w Popiołach. Stanisław Wyspiański (1869—1907) próbujący w Weselu wzniecić bez nadziei zryw narodowy. Eliza Orzeszkowa ( 1841—1910) przywołująca bohaterską postawę powstańców styczniowych. Książkę tę napisaną na 100 — lecie odzyskania niepodległości dedykuję tym wszystkim, którzy o niepodległej Rzeczypospolitej marzyli i tym, którzy o nią walczyli. Natomiast wykluczam spod dedykacji tych, którzy donosili i nadal donoszą na swoich przyjaciół i na Polskę, którzy starają się zakłamać i przemilczeć szlachetne dzieje Polski. Obchodząc stulecie odzyskania niepodległości nie powinniśmy przeoczyć zmagań, nadziei i nawoływań najwybitniejszych twórców kultury narodowej. Prawdą jest, że nasi rodacy walczyli i ginęli z nadzieją na frontach wojennych i w powstaniach bez rezultatu. Wolność przyszła w sposób nieoczekiwany wskutek upadku carskiej Rosji i zakończenia wojny światowej klęską państw centralnych. Nasi przodkowie byli na nią gotowi. Oprawą obchodów stulecia niepodległości powinny być wydarzenia i fakty historyczne, ale nie powinno zabraknąć wysiłków pisarzy polskich i licznych patriotów urodzonych przecież w niewoli, a marzących o wolnej Ojczyźnie. To był ich oręż, który pozwolił przetrwać narodowi w polskości. Ku myśli tej przybliża program prezydenckiego Narodowego Czytania. Liczne publikacje i ogólna wiedza szczegółowo opisuje wydarzenia sprzed i po dacie przyjętej za dzień oficjalny odzyskania niepodległości. Do tej oficjalnej wiedzy dorzucam znany, a być może w szczegółach zapomniany dzień wyzwolenia Małopolski, a ściślej Krakowa. Podczas konserwacji Kapsuły Stanisława Wyspiańskiego, z datą na denku 1932 — sugerującej jej utworzenie na 25 lecie po tym twórcy dzieł największych dla regionu, ujawnił się zdeponowany tam zwitek tekstu relacjonującego wydarzenia niepodległościowe 31 października 1918 roku w Krakowie. Jak wcześniej pisałem, w zaborze rosyjskim niepodległość rozkwitła już 7 października, to na pełną niepodległość Rzeczypospolitej trzeba było poczekać do listopada, a w zaborze pruskim do grudnia 1918. Przyszła. Vive la Pologne — można było powtórzyć słowa Cesarza zanotowane przez Żeromskiego w „Popiołach”. Zwitek kapsuły wyprasowany, zeskanowany ponownie trafił do swojej skrytki na kolejne być może 100 lat. Z całą pewnością ta relacja Zygmunta hr. Lasockiego znajduje się w zbiorach Muzeum Historycznego miasta Krakowa, jest bowiem stroną z biuletynu. Niemniej szukanie źródeł w tym historycznym „stogu” musi być zmotywowane okolicznościami, a o motywację w czasach światłości internetowej nie jest łatwo, najłatwiej doszukiwać się wiedzy klikając. Tej relacji tam w chmurze jeszcze nie znalazłem.

Relacja z przejęcia władzy w Krakowie — 1918

Przedruk: „Wydarzenia na froncie bułgarskim we wrześniu 1918 r. dowodziły załamania się potęgi militarnej państw centralnych. W dniu 7 października Rada Regencyjna w Warszawie proklamowała zjednoczoną i niepodległą Polskę. W kilka dni później pojawił się manifest cesarza Karola z 16 października, świadczący wymownie o rozkładzie dawnej Austrii. Zawierał on miedzy innymi zdanie: Austria stać się ma państwem związkowym… Fakty te wskazywały wyraźnie na konieczność bezzwłocznego porozumienia się Polaków zaboru austriackiego, celem jak najszybszego ujęcia władzy na obszarach monarchii austro — węgierskiej, zamieszkałych przez ludność polską. Przedstawiciele innych narodowości poczynili już byli daleko idące przygotowania w tym kierunku, a i Ukraińcy utworzyli w dniu 18 października we Lwowie „Ukraińską Radę Narodową”, „konstytuantę części narodu ukraińskiego, zamieszkałej w monarchii austro — węgierskiej”. Następnego dnia utworzono reprezentację ludności polskiej na Śląsku: Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego. Brak porozumienie pomiędzy polskimi stronnictwami, a w szczególności spory pomiędzy socjalistami, a narodowcami i demokratami opóźniały jednak powzięcie decyzji przez Polaków w Galicji. Dopiero w dniu 28 października zebrali się przedstawiciele parlamentarni wszystkich stronnictw polskich na wspólne narady w Krakowie. Przybyli również delegaci utworzonego przed kilku dniami pierwszego trój — dzielnicowego rządu polskiego, ministrowie: Głąbiński i Wład. Grabski. Stwierdzono przede wszystkim, że ziemie polskie w obrębie monarchii austro — węgierskiej należą już do państwa polskiego. Następnie uchwalono utworzenie komisji likwidacyjnej, złożonej z 23 przedstawicieli stronnictw, która miała przeprowadzić likwidację stosunków z Austrią i objąć zarząd najważniejszych działów życia publicznego. W kwestii, czy komisja likwidacyjna ma być tylko organem rządu warszawskiego, cz też prowizorycznym rządem dzielnicowym, były zdania podzielone. Socjaliści byli przeciwni podporządkowaniu się rządowi Świerzyńskiego, uważając go za jednostronny, złożony przeważnie z narodowych demokratów lub ich sympatyków. Poseł Skarbek, imieniem narodowych demokratów, oświadczył, iż stronnictwo jego udział w komisji likwidacyjnej czyni zależnym od uznania tej komisji przez rząd polski, zaś poseł Moraczewski, imieniem polskiej partii socjalistycznej, uzależnił jej współudział od uchwały kierownictwa partii. Wobec tego nie nastąpiło ukonstytuowanie się komisji. Przyjęto jednak wniosek posła Daszyńskiego, by tymczasowo jej agendy w najpilniejszych sprawach wykonywało prezydium zgromadzenia, tj. przewodniczący, poseł Witos i jego zastępcy, posłowie Daszyński, Skarbek, i Tertil, tudzież ks. Londzin z Cieszyńskiego. Jako siedzibę komisji uznano Lwów, wbrew zdaniu pos. Daszyńskiego za Krakowem. Pos. Tetmajer domagał się, by powierzono organizowanie milicji pułkownikowi 4 p. leg. B. Roii. Wobec sprzeciwu pos. Daszyńskiego, wniosek ten odesłano do komisji. Po tych mało owocnych obradach posłowie udali się bądź do swoich siedzib, bądź do Wiednia, gdzie miało się odbyć 30 października posiedzenie parlamentu i jak przypuszczano omówienie likwidacji Austrii. Posiedzenie to nie odbyło się jednak. Parlament austriacki przestał istnieć. W Krakowie pozostało kilku posłów, m. innymi Daszyński, Skarbek, Tetmajer, którzy czynili przygotowania do odebrania władzy Austriakom. Tego samego dnia, w którym odbywały się narady naszych parlamentarzystów, tj. 28 października, nastąpił przewrót w Czechach. Władzę objęła tam rada narodowa „Narodni Vybor”. Gdy wiadomość o tym nadeszła do Krakowa, Skarbek postanowił działać. W dniu 31 października koło godziny 9-wiatej rano zeszli się posłowie Grzędzielski, Lasocki, Ptaś, Skarbek i Tetmajer w magistracie krakowskim. Skarbek przedstawił sytuację, oznajmił, że zgłaszali się do niego oficerowie Polscy, ofiarowując swą pomoc w razie wystąpienia przeciwko Austriakom i że porozumiał się już w tym względzie z brygadierem Roją, oświadczył wreszcie, że zaprosił przedstawicieli władz wojskowych austriackich, celem zażądania od nich kapitulacji, a w razie oporu z ich strony — jest za użyciem siły. Na zarządzenie Skarbka zgodzili się inni posłowie w zupełności i przez podanie ręki zobowiązali się z nim współpracować. Pierwszą ich czynnością było mianowanie brygadiera Roii komendantem siły zbrojnej. Udał się po niego poseł Włodzimierz Tetmajer. A redaktor Józef Rączkowski, który wraz z radcą magistratu Edwardem Kubalskim pomagał posłom w ich czynnościach, zaczął pisać dekret nominacyjny. Czynność tę przerwało wejście gen. austr. Benigni’ego wraz z szefem sztabu płk. Grimmem, ppłk. Morawskim i paru innymi oficerami. Rozpoczęły się pertraktacje pomiędzy posłami, a przybyłymi oficerami austriackimi o bezzwłoczne poddanie się i oddanie wszystkich obiektów wojskowych przedstawicielom władz polskich. Poseł Skarbek w krótkim, a bardzo stanowczym przemówieniu przedstawił żądania ze strony polskiej, poczym zaznaczył, że w razie niespełnienia ich poleje się krew. Przyszło do ostrej wymiany zdań. Generał Benigni był bardzo przygnębiony, łzy kręciły mu się w oczach i zachowywał się stosunkowo biernie. Ostrzej stawiał się płk. Grimm i przemawiał podniesionym głosem. Inni również podnosili głosy, zaś ppłk Morawski wyciągnął rewolwer i oświadczył, że jest Polakiem, jednak jako oficer nie zwolniony od przysięgi broni składać nie może, a gdyby kto chciał ją przemocą odbierać, położy go trupem, a następnie siebie zastrzeli. Pos. Lasocki podszedł do niego, by go uspokoić i dał mu do przeczytania pismo ministra wojny do prez. Koła polskiego, dra Tertila, w którym minister zapraszał prezesa Koła do porozumienia się w sprawie dalszych zarządzeń co do wojska i obiektów wojskowych. Ppłk. Morawski zagłębił się w czytaniu tego rozwlekłego i w zawiłym stylu urzędowym napisanego listu. Odgłosy owej głośnej konwersacji pomiędzy oficerami austriackimi, a posłami doszły widocznie do oficerów Polaków, zgromadzonych w poczekalni ( kapitan Haller, kapitan Łuczyński, porucznik Fangor i inni), ponieważ zawiadomili oni posłów, że jeżeli tamci stawiają opór, to ich siłą rozbroją i zatrzymają. Reprezentanci zaś prasy, których się sporo zebrało w ratuszu, rozbiegli się po mieście ściągając oficerów i żołnierzy Polaków, w przypuszczeniu, że przybędzie odsiecz dla sztabowców austr. zatrzymanych na ratuszu i przyjdzie do starcia z Austriakami. Pomocy tej już nie było potrzeba. Widok groźnych postaci uzbrojonych oficerów polskich, których sztabowcy austriaccy ujrzeli przez otwarte drzwi, wpłynął na nich uspokajająco, rozpoczęli bowiem omawiać warunki kapitulacji, które poseł Grzędzielski zaczął spisywać. Zjawił się wtenczas brygadier Roja w uniformie legionowym i przedstawił się jako dowódca siły zbrojnej polskiej. Otrzymał od posłów polecenie zajęcia wszystkich obiektów wojskowych, zaś oficerom austriackim oświadczono, że pozostaną na ratuszu tak długo, aż brygadier Roja odbierze obiekty, wzg. przeprowadzi rozbrojenie tam, gdzie uzna za wskazane. W tym czasie nadszedł też pos. Daszyński, który widocznie w poczuciu ważności chwili, nie tylko nie sprzeciwił się wydanym już zarządzeniom, a w szczególności nominacji brygadiera Roii, ale począł gorliwie z innymi posłami współpracować i wystąpił z inicjatywą w całym szeregu spraw. Zgodnie załatwiono kilka naglejszych kwestii i mniej ważnych: posła Tetmajera wyznaczono na komisarza dla spraw wojskowych, zawieszono „Krakauer Zeitung” itd. Na życzenie posła Daszyńskiego uchwalono wysłać pos. Lasockiego do ks. biskupa Sapiechy, prosząc, by za pośrednictwem duchowieństwa wpłynął na ludność w tym kierunku, ażeby nie dopuszczała się korzystając z powrotu, ekscesów antyniemieckich. Książę biskup wskazał na to, że niedawno publicznie potępił wybryki przeciwko Żydom i oświadczył, że dalej działać będzie w kierunku uspokojenia ludności. Gdy brygadier Roja doniósł, że wszystkie ważniejsze obiekty wojskowe zajął, poseł Daszyński, stosownie do powziętej uchwały, zarządził uwolnienie oficerów austriackich, znajdujących się na ratuszu. Z oficerami tymi obchodzono się grzecznie…. Tymczasem młodzież szkolna i legioniści rozbiegali się po całym mieście, mniej lub więcej energicznie skłaniali oficerów i żołnierzy austriackich do zdejmowania „bączków” z orłami austriackimi z czapek. Z gmachów państwowych usuwano również orły austriackie. Oficerowie i żołnierze Polscy w uniformach austriackich przypinali sobie to czapek orzełki polskie lub kokardki o barwach narodowych. Formowano również oddziały polskie. Jedne z pierwszych były pod dowództwem poruczników Iwaszki i Stawarza. Wzruszającym było pierwsze objęcie warty na odwachu w Rynku krakowskim przez oddział polskich żołnierzy, wśród entuzjazmu zgromadzonych tłumów. W Krakowie panował nastrój radosny i podniosły zarazem, niezamącony żadnym poważniejszym starciem lub krwi przelewem. Po południu przybyli z Tarnowa posłowie Witos i Tertil, i razem z obecnymi w Krakowie członkami prezydium, Daszyńskim i Skarbkiem, objęli władzę imieniem Polskiej Komisji Likwidacyjnej. Jedną z pierwszych czynności prezydium P.K.L. było wydanie odezwy wzywającej wojsko do poddania się rozkazom bryg. Roii.”

Potocznie zasługi niepodległościowe przypisuje się słusznie Piłsudskiemu. Zanim niepodległość ogarnęła Rzeczypospolitą, on wraz ze swoimi legionami próbował wiele razy bić się o wyzwolenie. Uwięziony, a potem zwolniony 10 listopada 1918 przez zaborcę pruskiego miał być gwarantem płynnego wycofania się wojsk niemieckich z frontu wschodniego. Stał się gwarantem Niepodległej Rzeczypospolitej. Polska wróciła na mapy Europy, lecz ludzie długo jeszcze nie potrafili zrozumieć, że są jednym narodem. Urodzeni w trzech różnych państwach rozbiorowych nagle mieli stać się Polakami. Rzeczpospolita stała się suwerennym państwem, a ludzie zachowali swoje odrębne kody, jakby genetyką zaborczą. Nie tylko mowa, ale też zwyczaje, nawet jedzenie, nazwy są regionalne. To wszystko czyni Polskę bogatszą kulturowo. Są też negatywne znamiona dawnych nawyków. Byli w okresie rozbiorowym ludzie gotowi do współpracy z obcymi narodami, często dla własnej korzyści, nierzadko w imię dokuczenia elitom, z którymi wchodzili w spory. Ten nawyk przetrwał po stu latach i ujawnił się z całą mocą, gdy Polska weszła w struktury europejskie. Wypełzły rzesze przeciwników istniejącego stanu ustrojowego gotowych na sprzymierzanie się z obcymi, wrogimi Polsce ugrupowaniami i państwami. Konstytucja i porządek prawny zezwala im na takie zachowania, lecz moralność kłóci się z patriotyzmem.

Bycie patriotą jest czymś wstydliwym? –Wirtualna Polska zapytała w moim imieniu publicznie.” Czy patriotyzm jest czymś wstydliwym?. Widziałem uroczystości rocznicowe pod pomnikiem w centrum małego miasteczka na rubieżach Rzeczypospolitej, w dawnym Księstwie Cieszyńskim. Tu od 1298 roku była zagranica z woli hołdowników. Królestwo, później cesarstwo jednego z państw rozbiorowych, które rozciągało się od morza do morza. Wyzwolenie przyszło w 1918 roku, a granicę wytyczono dopiero w 1920 roku. Pod pomnikiem grała orkiestra dęta, było kilkanaście osób w cywilu, staruszkowie i dzieci. Przywiódł ich tu patriotyzm, tradycja, czy byli to bliscy orkiestry? Widziałem burmistrza i kilku radnych, proboszcza. Trwało to kilka minut, bo była jesienna pogoda. Inaczej wyglądała niedawna feta rocznicowa związana z przejazdem przez miasteczko „Najjaśniejszego Pana”. Tym razem korowód był barwny i kwiecisty. Inny patriotyzm, inni ludzie. Nie umiemy świętować, czy też patriotyzm został strawiony przez wszechobecne pokolenie osób, którzy widzą nowe cesarstwo europejskie jako coś naturalnego, dobrego i zbawiennego?. Wydaje mi się, że patriotyzm jest jak portret Piłsudskiego. Kolorowy, w miarę wyrazisty, ma ordery w klapie, więcej niż mu się należało. Za to jest podarty, ma też wydartą „Kasztankę”, na której siedział. Czy symbolizuje spór o historię, utratę tradycji i patriotyzmu?. Co polskiego mamy jeszcze w Polsce? Czy jesteśmy zwolennikami urojonej wizji zjednoczonej Europy? Czy też wasalami układu, który się stworzył i rośnie pienny jak jemioła? Czy lepiej w tych nowych czasach być jemiołuszką, a nie orłem?”

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 29.95
drukowana A5
Kolorowa
za 58.94