E-book
20.48
drukowana A5
39.75
drukowana A5
Kolorowa
68.19
Hacjenda Bermudez

Bezpłatny fragment - Hacjenda Bermudez


Objętość:
266 str.
ISBN:
978-83-8155-024-6
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 39.75
drukowana A5
Kolorowa
za 68.19

Słowo Od Autora

Czasami żyjąc z ludźmi, których kochamy i na których

powinno nam zależeć, bo odgrywają ważną role

w naszym życiu, to mamy wrażenie, że społeczeństwo

wymiera, a to wszystko przez brak wzajemnego

szacunku. Patrząc z boku, to wydaje się, że ludzie

nie rozumieją siebie samych i to wszystko jest dziś

powodem różnych sporów i kłótni.

Największym problemem jest brak akceptacji i tolerancji,

co jest to podstawą do porozumienia się.

Granice są przełamane kiedy prawda i moralność zostaje

pozostawiona w tyle. Kłamstwa zastępują nam wszystko

co jest dobre, piękne, czyste, głębokie i prawdziwe,

dlatego stawiamy je na pierwszym miejscu.

Jesteśmy pozbawieni wstydu.

Obłudą dla nas staje się wiara, a egoizm od tego

jest ważniejszy. Sumienie jak karta przetargowa zostaje

wystawiona na sprzedaż, bo wszystko co robimy

ma swoją cenę.

Dlatego z tego powodu postanowiłam napisać tą powieść,

która będzie mówić o rodzinie silnej i potężnej.

Nie bez przyczyny nazwałam ją „Hacjenda Bermudez”.

W ten sposób chciałam, aby sam tytuł kojarzył się

wszystkim z czymś wielkim i ogromnym,

ale mówił wprost, że jest to opowieść o pewnej

rodzinie. Rodzina jest to tradycja, która nie zmienia się,

dlatego tak wiele pokoleń ukazane jest w tej książce.

Mimo zmieniających czasów dom trwa, trwa

i trwa. Wydaje się być twardy jak skała, którą nic

nie złamie. Nienawiść i poczucie bycia lepszym zdarza się

tak często, że trudno o tym nie wspomnieć.

Dom, który pokazany jest to ludzie, których los splątał

różne historie, bo jest to nic innego jak życie i codzienność,

z którą każdego dnia my sami spotykamy się.

Spotykając się z bohaterami tej powieści, to w głowie

pojawia się tylko jedno pytanie jaki będzie koniec

ciągłej nienawiści, która istnieje od pokoleń.

Z całego serca

Agata Duma.

Fatalnie zakończenie

Piękne słowa wypuszczone z ust jak dym

Muszą przeminąć tak szybko, że nikt

Nie będzie pamiętał ich sensu,


Raz przegrany los musi pozostawić

Po sobie ślady, których nic nie usunie

Głupoty są zapisane w czasie,


Kiedy chmury pojawią się na niebie

To w domu już zapada zmierzch

Prawdziwe łzy zdarzają się po północy

I nie słychać szmeru ciszy..


Ta Hacjenda Bermudez

Żyję w swojej codzienności kłamstwami

Wspomnienia wracają z przeszłością

Nadchodzi burza i z rąk znika szczęście

I kto się odważy ocalić tu tą miłość

Zbliża się fatalnie zakończenie.


Zdrada jest zaszyfrowana w uśmiechu

Nie zdarzają się tutaj żadne przypadki

I nie da się wszystkiego puścić w zapomnienie,


Wiara została wystawiona na sprzedaż

Ignorancja nie jest już oznaką siły

Wolność kończy się tuż za progiem drzwi,


Kiedy chmury pojawią się na niebie

To w domu już zapada zmierzch

Prawdziwe łzy zdarzają się po północy

I nie słychać szmeru ciszy..


Ta Hacjenda Bermudez

Żyję w swojej codzienności kłamstwami

Wspomnienia wracają z przeszłością

Nadchodzi burza i z rąk znika szczęście

I kto się odważy ocalić tu tą miłość

Zbliża się fatalnie zakończenie..


Hacjenda Bermudez.

Wstęp

To historia o wielopokoleniowej rodzinie, która mieszka

we wspólnej hacjendzie.

Rozdział 1

Część Pierwsza.

Rok 1934 San Andres.


Alvaro Bermudez właściciel kopalni i licznych ziem,

które przekazali mu rodzice.

Trzydziestoletni mężczyzna o piwnych oczach

i kruczo — czarnych włosach, ubrany w jasno kremowy

garnitur z kapeluszem na głowie.

Wychodzi z czarnego samochodu i śmiało

zmierza w kierunku posiadłości rodziny Gutierrez,

do swojego wuja, który także jest jego chrzestnym.

Za nim widać jak idzie mężczyzna ze siwizną na głowie,

który ma około 60 lat, elegancki pan ubrany na szaro,

trzyma w prawej dłoni czarną laskę.

Jest to Carlos Bermudez, ojciec Alvara.

Panowie jeszcze nie zdążyli wejść do domu,

a tuż przed progiem drzwi

wita ich ciepło Horacy Gutierrez, brat Carlosa.

Wygląda na to, że mężczyzna oczekiwał ich,

ponieważ od dłuższego czasu nie widzieli się.

Także równie ciepło przywitała panów Horacego żona,

Gabriela Gutierrez. To dystyngowana dama,

sprawia wrażenie ostrej i oschłej kobiety,

ale w głębi serca jest przyjaźnie nastawiona

do rodziny swojego męża. Jej prawdziwą udręką jest

bycie żoną, bo jej kochany mąż często okazuje się

być lekkoduchem i dość często to ona musi

rządzić w hacjendzie Guttierez.

Horacy pokazuje bratu i chrześniakowi ile zmieniło się

w jego hacjendzie od ostatniej ich wizyty.

Mężczyzna mówi wszystkim ile ciężkiej pracy

musiał włożyć, aby dobrze utrzymać tak dużą posiadłość,

choć tak naprawdę to wszystko jest zasługą jego żony.

Pan domu zazwyczaj zapomina o tym, że jest

właścicielem dużej posiadłości, a także, że ma

na utrzymaniu dzieci i żonę, bo częściej można go spotkać

w knajpach z przyjaciółmi pijąc whiskey, paląc cygara

i grając w karty albo w inny hazard, niż zobaczyć

jak Horacy dzielnie pracuje, troszczy się i stara się

wytrwać w utrzymaniu hacjendy.

Mimo swoich wad, z których może zdawał sobie sprawę,

to postanowił, że będzie się pilnował i nie będzie się

kompromitował przed swoim bratem, który

inaczej na jego bezmyślność zapatruje się, niż on.

Postanowił na czas wizyty rodzinnej powstrzymać się

od okolicznych barów, tanich cygar, popijaw w gronie

kolegów, a także od hazardu, przez który ma wiele

problemów on i cała jego rodzina.


***

Atmosfera podczas rodzinnego spotkania

jest ciepła i miła. To był dobry pomysł,

aby ponownie spotkać się ze swoimi kuzynami,

którzy jeszcze mieszkają w rodzinnych stronach

tak jak Ignacio, Jacobo, Paco i Pablo.

Alvarowi podobało się bardziej, że mógł

uściskać się po bratersku ze swoimi kuzynkami,

a zwłaszcza z Elleną, Sofią i Jimeną. Z tą ostatnią

często wychowywał się podczas wspólnych wakacji.

Rodzice Alvara i Jimeny mieli nadzieje, że

może kiedyś mogłoby coś ich połączyć, ponieważ

Jimena jako mała dziewczynka została sierotą

jej rodzice ciężko zachorowali i zmarli, a rodziny,

która zajęła by się nią to nie miała, więc Gutierrezowie

jako bliscy sąsiedzi to postanowili zaopiekować się

i zapewnić jej odpowiednie wykształcenie

i za to do końca życia Jimena będzie im wdzięczna.

Jimena jest tylko o kilka lat od Alvara młodsza,

zawsze można zobaczyć ją uśmiechniętą

i szczęśliwą i może właśnie tym najbardziej

zauroczyła młodego Bermudeza.

Tym, że mimo swojego nieszczęścia jakie przeżyła

to potrafi cieszyć się wszystkim co daje jej los.

Ma naturę ciepłej osoby i optymizm, którym

łatwo się zarazić przebywając z nią, a także ma

hebanowe włosy, które lekko upina.

Alvaro i Jimena traktują się jak przyjaciele,

przez długi czas obydwoje pisali do siebie listy

kiedy to jeszcze młody Bermudez mieszkał w Madrycie

w rodzinnej posiadłości jego rodziców, a Jimena

tu z rodziną Gutierrez, ale później jak Alvaro wyjechał

to ich tak zażyła znajomość urwała się.

Teraz widząc młodego Bermudeza dziewczyna

ma nadzieje, że może ich związek odżyję,

ponieważ Alvaro też nie krył radości jak po wielu latach

ponownie zobaczył dziewczyną. Może odżyły w jego sercu

tak jak w sercu Jimeny dawne wspomnienia i marzenie,

które nigdy nie zostały zrealizowane.

Kolacja przebiega w spokoju i nikt nie pomyślałby,

że Gutierrezowie mają duży problem do zmartwień.

Alvaro czując się już znużony siedzeniem

przy rodzinnym stole, słuchając rodzinnych

wyznań i opowieści, postanawia zapalić cygaro

i zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza,

przeprasza wszystkich i zmierza ku drzwi.

Idąc korytarzem w kierunku wyjścia spotyka tam

młodą pokojówkę Marię Perez,

która właśnie tamtędy przechodziła.

Na widok dziewczyny serce zaczyna bić mu szybciej.

Wydaje mu się, że to jest zupełnie inne uczucie,

niż jakim darzy swoją kuzynkę Jimene.

To uczucie, którego młody Bermudez jeszcze nie zna,

a które wydaje się, że jest lekarstwem na jego dusze.

To coś co trudno mu zrozumieć ani wyjaśnić

czy opisać słowami. Maria to dziewczyna zupełnie inna,

niż wszystkie kobiety jakie poznał w swoim życiu

w rodzinnym mieście Madrycie czy podczas studiów,

też mocno różni się od Jimeny. Maria jest prostą,

ale skromną dziewczyną i kiedy nie wie co ma powiedzieć

to woli nic nie mówić, nie tak jak Jimena, która

wszystko obraca w żart. Mężczyźnie wydaje się, że

od razu zakochuje się w Marii bez pamięci.

Dziewczyna ma bladą cere i długi brązowy warkocz

pleciony na prawą stronę sięgający jej za piersi.

Ma również dobre serce i głębokie spojrzenie,

choć wydaje się być nieśmiała.

Jej matka zmarła przy porodzie,

a ojciec samotnie ją wychowywał,

ale właśnie dwa lata temu zmarł.

Spotkanie trwało tylko kilka minut, a właściwie sekund,

bo Maria tylko przechodziła z jednego pomieszczenia

w drugie, pewnie do kuchni, bo pokojówki

większość czasu spędzały w kuchni.

Gdy kobiety nie było już widać, a Bermudez

zdążył już ochłonąć to wyszedł na zewnątrz.

Podobno na powietrzu zawsze lepiej się myśli,

więc Alvaro w samotności przy świetle księżyca

postanawia rozmyślać o dzisiejszym dniu,

o tym rodzinnym spotkaniu, może o Jimenie

i może jeszcze o kimś..

Stojąc chwile przed hacjendą zdążył wypalić

tylko jedno cygaro i szybko zmarzł,

dlatego wracając ponownie do środka

słyszy rozmowę służących, która mocno go zaniepokoiła.

Chcąc upewnić się czy plotka jest na pewno prawdą,

zamierza poczekać na swojego wuja, aż skończy jego ojciec

z właścicielem wspominać wspólne dzieciństwo.

Bo w tym czasie kolacja właśnie dobiegła już końca.

Pijąc w salonie whiskey i siedząc obok kwiatów,

które zasłaniają jego sylwetkę widzi jak Carlos odchodzi,

więc podchodzi do niego po cichu tak,

aby nikt nie słyszał jego kroków.

Staje za Horacym paląc cygaro i pytając go.

— To prawda, że hacjenda wkrótce zmieni właściciela?

— Kto ci to powiedział?

— Nie ważne, powiedz czy to prawda.

— Każdy ma swoje problemy. — odpowiedział

Gutierrez wstydząc się tego co wkrótce może się stać.

— A jaki jest powód, że sprzedajesz tą hacjendę

i wszystkie inne swoje posiadłości? —

z zaciekawieniem pyta Bermudez.

— Mam problemy.

— Jakie?

— Długi.

— Ile?

— Nie tak dużo.

— Widzę wuju, że od ostatniej wizyty w tym domu

nic się nie zmieniłeś, nadal tak łatwo ulegasz pokusą.

— O czym ty mówisz, jakim pokusą?

— Mam na myśli hazard.

Alvaro na chwile zamyślił się po czym powiedział:

— Pomogę ci wyjść z tych kłopotów, ale ty w zamian

sprzedasz mi hacjendę w San Jaun.

— Mam ci sprzedać jedną ze swoich posiadłości,

tak jakbyś miał ich mało.

— Ale spłacisz długi

i jeszcze coś ci tam zostanie.

— Nie mam zamiaru nic ci sprzedawać.

Rozumiesz nic ci nie sprzedam —

odpowiedział stanowczo Gutierrez.

— Zastanów się dobrze

i daj mi jutro znać o swojej decyzji.

Alvaro zanim skończył mówi, w rozmowie

przeszkodziła im jedna ze służących

i to była Maria, która przechodziła

przez salon, w którym właśnie toczyła się

ta bardzo ważna rozmowa dla rodziny Gutierrez.

Paląc cały czas cygaro podszedł do niej Alvaro

i szepnął jej do ucha na głos — A panią proszę

o herbatę, którą oczekuje w swoim pokoju.

Po czym odszedł.

Rozdział 2

Przez całą noc Jimena rozmyślała o Alvarze,

mówiła o nim Ellenie i Sofii, z którymi dzieli swój pokój,

a które traktuje jak siostry, bo są dla niej rodzeństwem

od dnia, w którym państwo Guttierez postanowili

zaopiekować się małą Jimeną gdy została sierotą.

Dziewczyna z wielkim zdumieniem wspominała

dzieciństwo a przede wszystkim wspólne wakacje,

kiedy to ona i młody Bermudez byli jeszcze dziećmi

i planowali wspólną przyszłość.

Opowiadała bardzo szczegółowo o dzisiejszym spotkaniu,

że wzbudziło w niej tak silne emocje po latach

a także ma nadzieje, że teraz los okaże się być łaskawy

dla niej i dla młodego Bermudeza.

Wyznała swoim siostrom w sekrecie, że wierzy w to, że

dzisiejszy dzień jest jej przeznaczeniem.

Rozmowy o Alvarze upłynęły dziewczyną, aż do rana.

Tym czasem Horacy Gutierrez po wymianie zdań

z chrześniakiem, nie mógł spokojnie zasnąć w nocy.

Wciąż zastanawiał się co ma zrobić z propozycją

jaką zaoferował mu młody Bermudez.

Nie wiedział czy jak sprzeda mu hacjende

to czy to będzie dobre rozwiązanie

a jeśli zadecyduje inaczej to co się stanie z jego rodziną,

co będzie z losem jego dzieci i wszystkich pracowników.

Gdy już udało mu się podjąć tą trudną decyzje

i wiedząc, że lepsze rozwiązanie nie istnieje,

to nie czuł się z tego powodu szczęśliwy.


Z samego rana zanim Alvaro zdążył zejść na śniadanie,

które zazwyczaj było przygotowywane na ósmą rano.

To do jego pokoju ktoś zapukał.

W drzwiach stał jego wuj Horacy

i Gutierrez powiedział:

— Dobrze sprzedam ci tą hacjende,

poźniej omówimy wszystkie sprawy

dotyczące sprzedaży.

Po czym odszedł.

Alvaro może był tym trochę zaskoczony,

bo wczorajszego wieczoru

wuj wyraźnie powiedział, że niczego mu nie sprzeda,

to był z tego zadowolony.

Nie zdążył nawet zareagować,

bo zanim otworzył usta,

aby coś powiedzieć to Horacego już nie było.

Atmosfera podczas śniadania wydawało się

być trochę napięta,

Horacy prawie nie odzywał się,

tak jakby był obrażony na wszystkich

a Alvaro też był poważny.

Carlos od razu wyczuł, że jego brat i syn

zachowują się tak jakby byli skłóceni.

Kuzyni młodego Bermudeza postanowili szybko

odejść od stołu, ponieważ nigdy nie lubili

brać udziału w rodzinych rozgrywkach

a oni tak samo jak Carlos wyczuli, że

zanosi się na jakąś dużą burze.

Carlos obserwując zachowanie syna

i brata od razu domyślił się, że

coś jest nie tak i postanowił zapytać ich o to:

— Czy coś się stało?

Spojrzenia obu panów były pełne zimna,

w końcu Horacy odezwał się:

— Twój syn kupuje ode mnie hacjendę w Santa Jaun.

— Alvaro na co ci ta hacjenda? — pyta

ojciec z przejęciem.

— Twoj brat a mój wuj najwyraźniej

nie powiedział, że jest w tarapatach

a ta sprzedaż to forma pomocy.

— W jakich tarapatach? — pyta Carlos.

— Nie ma o czym mówić.

Odezwał się Horacy sprawiając wrażenie, że

nie przejmuje się swoimi kłopotami finansowymi.

— Mówcie, bo naprawde martwię się.

Horacy tylko pokręcił głową

mając nadzieje, że jego brat

będzie znudzony rozmową o jego problemach.

Więc pomyślał, że przemilczy a po chwili ciszy Alvaro

odważył się wyznać ojcu prawde.

— Wuj wpadł w poważne długi przez swój hazard.

Carlos słysząc to jest załamany bezmyślnością brata.

Na śniadaniu, na którym nie było kuzynek

Alvara, też nie zaszczyciła ich swoją obecnością

Gabriela, panie postanowiły zjeść te śniadanie osobno.

Gdy Jimena zauważyła z sąsiedniego salonu, że

Alvaro wychodzi z jadalni, to postanowiła

od razu pobiec do niego, aby zaprosić mężczyznę

na popołudniową przejażdżkę do miasta.

Alvaro nie był tym zaskoczony, też nie okazał zdziwienia.

Pocałował dziewczynę w jej różowy policzek,

mówiąc jej, że zgadza się z nią wybrać do miasta.

Jimena nie zauważyła tego, że zaproszenie

go na wspólną przejażdżkę nie wzbudziło w mężczyźnie

żadnych uczuć oprócz obojętności.

Była jego odpowiedzią tak szczęśliwa, że

nie widziała i nie chciała dostrzec, że Alvaro

na jej zaproszenie wcale nie zareagował.

Mężczyzna odszedł szybko, aby móc porozmawiać

o interesach ze swoim wujem a Jimena

pobiegła szczęśliwa do swoich sióstr, które

właśnie wybierały się do ogrodu.


***

Horacy z Alvarem długo rozmawiali

za zamkniętymi drzwiami

i nikt nie mógł im przeszkodzić,

bo rozmowa dotyczyła sprawy

sprzedania hacjendy, która odbywała się w ciszy

i bez niepotrzebnych emocji.

Na koniec Alvaro oznajmił wujowi, że ma zamiar

być jego gościem jeszcze przez jakiś czas,

dlatego prosi go o wyrozumiałość.

Horacy może był tym zdziwiony,

ale czuł, że nie może odmówić chrześniakowi,

dlatego też wolał nie pytać jaki jest tego powód.

Wychodząc z gabinetu Alvaro postanowił

poszukać swojej ciotki Gabrieli, aby przekazać

cudowną wiadomość, że jej rodzina jest już bezpieczna.

Znalazł kobietę, które przebywała w swoim pokoju

czytając książkę i pijąc kawę.

Wszedł do jej sypialni, ale zanim przekroczył

próg drzwi do zapukał i poczekał, aż ciotka

pozwoli mu wejść. I powiedział:

— Witaj ciociu.

Kobieta odpowiedziała mu w ten sam sposób

przekręcając głowę w prawo, aby okazać

szacunek i zainteresowanie gościem, który odwiedza

ją w jej własnym pokoju.

— Witaj Alvaro.

Co cię do mnie sprowadza? — pytała grzecznie kobieta.

— Mam dla ciebie dobrą wiadomość.

— Tak, to wspaniale. Tylko czego dotyczy ta

dobra wiadomość?

— Oczywiście Was i Waszej hacjendy.

Wuj wspomniał mi o kłopotach jakie z jego winy

może doznać rodzina i hacjenda.

W tym momencie kobieta przerywa czytanie

książki, ściąga okulary z nosa i wstaje twarzą

do Alvara a wszystkie te ruchy wykonuje

z temperamentem i z zdenerwowaniem.

— Tak sam z siebie ci powiedział?

To dziwne, to bardzo dziwne, bo Horacy zazwyczaj

jak to on nie pamięta o tak przyziemnych rzeczach.

— Nie wiem tego od niego. — westchnął Alvaro.

Tylko usłyszałem wczoraj wieczorem

rozmowę służących. Pracownicy boją się

tego co z nimi się stanie.

— Nie tylko oni się tego boją. My też.

Ale Horacy się tym nie przejmuje.

— Ciociu, wuj też o tym myśli. Uwierz.

— Tak o nas myśli, że niedługo będziemy mieszkać

bez dachu nad głową przez jego bezmyślność.

— O nic się nie martw. Pomogę wam.

— A co ty możesz zrobić?

Zrozum — kontunując dalej swoją wypowiedź,

kobieta powoli podchodzi do Alvara.

Nie mamy więcej pieniędzy, aby dalej

płacić długi Horacego.

Alvaro widząc przerażenie w oczach ciotki

podchodzi do niej, dotyka i trzyma ją za dłonie

a znaczy to, że chcę okazać pocieszenie.

— Ciociu uspokój się, te nerwy są niepotrzebne.

Zaproponowałem wujowi, że kupię od niego

hacjendę w San Jaun za dużo, dużo większą kwotę.

Aby mógł spłacić swoje długi i żeby zostało mu trochę

abyście mogli zacząć nowe życie w tym domu.

— I zgodził się?

— Tak zgodził się, ale jest jeden warunek.

— Jaki?

— Że to ty od teraz przejmiesz kontrolę nad wszystkimi

sprawami i interesami w tym domu.

— Ja miałabym prowadzić interesy?

— Owszem. Bardzo cenię twoją roztropność

i darzę cię wielkim szacunkiem, bo wuj o sprawach

finansowych nie ma pojęcia.

Wciąż zachowuje się jak dziecko.

— I co na to wszystko Horacy?

— Przecież nie miał wyjścia i musiał się zgodzić.

— Ach, to znaczy, że teraz to ja

będę tu wszystkim zarządzać.

— Tak ciociu, teraz ty.

— Alvaro jakiś ty dobry.

Pamiętaj, że możesz prosić mnie o co chcesz.

— Dziękuję ciociu.

Widać było na twarzy kobiety, że podoba je się

perspektywa, że to ona będzie miała swój głos

w tym domu, w tej hacjendzie, we wszystkich

sprawach finansowych a jej mąż nie będzie

mógł się sprzeciwić temu co ona powie.

W tym szczególnym stanie zadowolenia,

Alvaro zostawił ciotkę samą i wyszedł z jej pokoju,

ale zaraz zmierzył do kuchni gdzie była obecna

większość służby a w tym Maria.

Dziewczyna stała odwrócona tyłem do Alvara,

więc nie zauważyła jak mężczyzna wszedł.

Alvaro pokazał ręką, że chce, aby pozostali wyszli,

bo ma zamiar porozmawiać sam z pokojówką Marią.

Podstępnie uśmiechnął się i powiedział:

— Nie dostałem wczoraj herbaty, o którą prosiłem.

Słysząc głos młodego Bermudeza

dziewczyna szybko odwróciła się,

aby spojrzeć mu w twarz, choć była trochę przerażona.

— Herbata czekała na Pana w salonie.

— Szkoda, naprawde szkoda.

Widząc, że dziewczyna czuje się niezręcznie

podczas tej rozmowy to odchodzi.

Tego samego dnia, ale już popołudniu

uplynęło może trzy godziny od tej lekkej wymiany zdań

a Alvaro widząc z okna jak Maria samotnie wybiera się

na spacer w stronę rzeki,

to postanawia dziewczynę dogonić.

Okolica wydaje się być spokojna i piękna,

wiatr lekko przerywa głuchą ciszę, kiedy w dali można

usłyszeć tylko kroki mężczyzny.

Alvaro biegnie tak szybko, aby dogonić kobietę.

I udaje mu się z jego oczu można dowiedzieć się, że

ma nadzieje teraz nad tą cudowną rzeką uda mu się

nawiązać wspólną nić porozumienia z Marią.

Najpierw oboje długo milczeli, kobieta starała się

nie zwracać swojej uwagi, że Alvaro stoi tuż obok niej.

Zdawała sobie sprawę, że to jest trudna sytuacja,

bo Alvaro wydaje się jej być sympatycznym młodzieńcem,

ale dobrze wie, że nie jest on dla niej.

Z jednej strony chciałaby zbliżyć się do niego,

aby bliżej poznać wszystkiego jego wady i zalety,

upodobania i gusta, aby jeszcze raz usłyszeć jego głos.

Gdy sięgnęła wstecz pamięcią do chwili kiedy

po raz pierwszy go zobaczyła to w tedy też coś poczuła.

Boi się do tego przyznać nawet do siebie samej

a dużo bardziej boi się wyznać to młodemu Bermudezowi.

Wie, że nawet jeśli kiedyś połączyło by ich jakieś większe

uczucie to jest to całkowicie niemożliwe bycie razem.

Ponieważ Maria dobrze rozumie to, że ona jest

tylko służącą, która pracuje u jego wuja

a on jest zamożnym człowiekiem, który przede wszystkim

musi patrzeć na to co robi żeby nie narazić

na straty honoru całej swojej rodziny.

Stanie nad rzeką obok Alvara sprawia u Marii wyrażeniu,

że w którejś chwili może stać się coś na co

nie będzie miała wpływu ani Alvaro ani Maria

a konsekwencje tego spotkania może ponieść tylko kobieta,

którą pewnie zwolnili by z pracy Gutierrezowie

za tak bliską znajomość służącej z młodym Bermudezem.

Czas szybko mija i milczenie dwóch pokrewnych

dusz, czyli Marii i Alvara przemienia się

w sympatyczną rozmowę.

To chwila kiedy bez znaczenia jest to jakie różnice

są między ludźmi a jeśli dobrze rozumieją się

to nie ważne są sfery społeczne. Niestety społeczeństwo

a zwłaszcza społeczeństwo ludzi zamożnych

tego jeszcze nie rozumie i nie akceptuję.

Patrząc na nich z pewnej odległości to można

sądzić, że dla nich czas stanął w miejscu.

Tym czasem przed hacjendą Gutierrez czeka na Alvara,

Jimena, trochę zdenerwowana i zaniepokojona

tym, że mężczyzna nie zjawia się a był z nią umówiony.

Czuję się zawiedziona i jest coraz bardziej

zniecierpliwiona, bo nie rozumie jego zachowania.

Chce go poszukać, aby wyjaśnił jej dlaczego

zrezygnował z wspólnej przejażdżki do miasta.

Czy tylko o tym zapomniał a może nie interesowało

go towarzystwo Jimeny, właśnie te pytania

najbardziej dręczyły dziewczynę. Szukając Alvara

w hacjendzie, Jimena słyszy rozmowę pracowników,

że widziały młodego Bermudeza nad rzeką

w towarzystwie jakieś kobiety, która ma na imię Maria.

Jimena wie, że to imię coś jej mówi, ale nie potrafi

przypomnieć kim może być ta tajemnicza osoba

o tym imieniu. Jest załamana, bo Alvaro nic nie powiedział,

że z kimś spotyka się, przecież na początku bardzo

ucieszył się, że będzie mógł odnowić znajomość

z kuzynką a teraz nie przyszedł, aby cokolwiek powiedzieć

dziewczynie, że ich głębsza znajomość nie ma już sensu.

Rozdział 3

Po tym jak to dotarło do Jimeny gdy próżne nadzieje,

że Alvaro mógłby obdarzyć ją swoją miłością

właśnie w tym momencie runęły w przepaść.

Dziewczyna czuję się tak jakby cały świat się

dla niej skończył, zabolało ją to, że Alvaro

nie miał tyle odwagi, aby powiedzieć zakochanej

w nim dziewczynie, że w jego życiu jest ktoś inny,

że jego serce należy do innej kobiety a to co kiedyś

łączyło ich w dzieciństwie to należy to do przeszłości.

Najbardziej z tego wszystkiego zraniło jej serce

sposób w jaki dowiedziała się, że dla Alvara

liczy się ktoś inny, o kim nie miała pojęcia, że istnieje.

Nie wie co ma robić i gdzie pójść, aby być sama,

aby uspokoić się, ochłonąć i popłakać w samotności.

W tym żalu, który wypełnia jej serce i wściekłości,

która próbuje przejąć kontrolę nad jej zmysłami

z oczami pełnymi łez, biegnie w stronę domu.

Wpada do hacjendy tak szybko, że nawet nie zauważyła

ile hałasu robi biegnąć po schodach do swojego pokoju,

w którym nikogo nie było.

Jej zachowanie zauważył Carlos, ojciec Alvara,

który postanowił pójść za dziewczyną,

gdyż wyczuł, że musiało stać się coś złego

albo ktoś zrobił jej jakąś przykrość.

Otwiera drzwi, tak żeby nie wystraszyć Jimeny

i widzi ją siedzącą na parapecie okna.

Pyta zaniepokojony:

— Jimena co się stało? Dlaczego płaczesz?

— Nic się nie stało? — odpowiedziała z drżącym głosem

tak żeby wszyscy dali jej spokój.

— Ktoś ci zrobił jakąś przykrość?

Carlos chwile czekał, że dziewczyna coś mu powie,

ale Jimena oprócz płaczu nic nie odpowiadała.

Z jej twarzy można było sądzić jak bardzo jest teraz

nieszczęśliwa tylko nikt nie wiedział z jakiego powodu.

Gdy dziewczyna długo nic nie mówiła,

więc postanowił dalej pytać o przyczynę jej smutku.

— A gdzie Alvaro? Nie było z tobą Alvara?

Przecież miałaś spotkać się z nim czy coś się zmieniło?

— Alvaro nie jest już zainteresowany spotkaniami

ze mną — odpowiedziała Jimena mając wiele żalu.

— Jak to? Przecież lubicie się i to bardzo.

— Nie przyszedł.

— Na pewnie jest jakieś na to wytłumaczenie,

jak wróci to wszystko to wyjaśni. — rzekł Carlos

próbując pocieszyć załamaną dziewczynę.

— Alvaro spotyka się kimś innym,

pracownicy widzieli go z jakąś kobietą nad rzeką.

— Jacy pracownicy?

— Hacjendy.

— Może go pomylili.

— Nie, opisali go bardzo dokładnie, to był Alvaro.

Zapomniał o mnie. — Po tym wyznaniu Jimena

rozpłakała się jeszcze bardziej, że Carlos nie mógł

w żaden sposób ją uspokoić. Przyszło mu do głowy

tylko jedno, aby poszukać syna i zażądać od niego

wyjaśnienia tej sprawy a także naprawienia błędu,

przez który teraz Jimena jest w takim stanie.

Wyszedł z hacjendy i poszedł w kierunku rzeki.


Carlos, ojciec Alvara zmartwiony postępowanie syna

długo nie wracał, trochę błądził, bo od czasu

ostatniej jego wizyty w San Andres wiele się zmieniło.

Kiedy już znalazł się nad rzeką i widzi swojego syna

całującego się z jakąś kobietą od raz rozpoznał, że

jest to pokojówka Horacego, Maria.

Zrozumiał, że Jimena nie przesadzała w tym, że

Alvaro ma romans tylko nie wiedziała, że

ta kobieta jest służącą w dodatku jego brata.

Postanawia nie czekać, aż Alvaro wróci do domu

i wyjaśni mu całą tą sytuacje,

dzwoni do swojej żony Estefanii

i o wszystkim ją informuje.

Po powrocie Alvara w hacjendzie czeka na niego już ojciec,

który bardzo jest zburzony zachowaniem syna.

Postanawia, że zaczeka na niego w pokoju,

który zajmuje Alvaro na czas wizyty u rodziny Gutierrez.

— Ojcze nie spodziewałem się ciebie tu.

Carlos podchodząc do syna, policzkuje go w lewy policzek.

— Któregoś dnia wprowadzisz mnie do grobu

takim postępowaniem.

— O co ci chodzi?

— O twój romans z pokojówką i zażyłość z Jimeną.

— Kto ci powiedział?

— Nie ważne i wiem, że to prawda,

więc nie próbuj mnie okłamać.

— Dobrze powiem ci prawdę.

Bardzo lubię Jimene, ale to Marię kocham.

— Służącą?

— Tak tą służącą, zresztą to bez znaczenia.

— Może dla ciebie to nie ma znaczenia,

ale dla naszej rodzimy ma.

A Jimena wyjaśniłeś jej to

— Zupełnie zapomniałem, że maiłem się

dzisiaj z nią spotkać.

— Tak ty zapomniałeś, ale ona nie.

Straszną przykrość jej wyrządziłeś.

— Nie martw się tato porozmawiam z nią

wszystko jej wyjaśnię.

— Nie wiem czy tylko ona będzie chciała

wysłuchać twoich wyjaśnień.

Zanim Carlos wyszedł z pokoju syna, to Alvaro

tylko krzyknął do ojca:

— Obiecuje, że naprawie ten błąd.

Wszystko wytłumaczę Jimenie.

Carlos nie chciał słuchać żadnych argumentów syna

jeśli chodzi o znajomość z Marią.

Wiedział jedno, że Alvaro robi źle zrywając znajomość

z Jimeną, z którą zna się od wielu lat

a zawiązując bliższą relacje z Marią, prostą służącą.

Nie wiedział co ma synowi powiedzieć

jak przemówić mu do rozumu, skoro Alvaro

nic w tym złego nie widział.

Carlos też nie uważał za stosowne, aby informować

syna, że jego matka już o wszystkim wie

i właśnie jest w drodze do San Andres.

Może bał się reakcji Alvara albo wolał żeby to wszystko

syn usłyszał jeszcze raz z ust swojej matki

która pewnie nie pozwoli mu na coś takiego

jak związek ze służącą, który jest absurdalnym pomysłem.


Żona Carlosa, która w tych sprawach jest zaborcza,

ku zaskoczeniu następnego dnia

przyjeżdża do hacjendy Gutierrez.

Jest to kobieta po piędziesiątym roku życia,

wysoka, szczuła o pociągłej twarzy

i kasztanowych włosach

w długiej czarnej sukni.

Wchodząc do hacjendy wszyscy od progu kłaniają się

jej tak jakby czuli przed nią strach,

ale ona nie zwraca uwagi na to co dzieje się

i podąża dalej.

Wchodzi po schodach i spotyka tam Horacego,

który pragnie przywitać i uściskać się z bratową,

ale ona udaje, że go nie zauważyła.

Idzie dalej bez zatrzymania

nie informując swojego męża Carlosa

o tym, że właśnie przybyła.

Tylko dalej zmierza do pokoju Alvara.

— Synu co ty wyprawiasz? — wrzasnęła

od progu kobieta,

wchodząc do sypialni syna bez pukania.

Alvaro zaskoczony wizytą matki odwraca się

siedząc w fotelu i na stoliku

stawia poranną kawę, którą właśnie pił.

— Matko co ty tu robisz? Kiedy przyjechałaś?

— W nocy,

wczoraj po południu twój ojciec

dzwonił do mnie, aby powiedzieć mi o twoim romansie.

— Jakim romansie?

— Nie udawaj, widział cię nad rzeką z pokojówką.

— Ach, o tym mówisz, ale to jeszcze nie romans.

— Co chcesz przez to powiedzieć? — pytała

zdenerwowana matka.

— Dobrze jeżeli chcesz wiedzieć to powiem ci

jakie mam plany.

Zirytowana kobieta starała się

w spokoju wysłuchać syna.

— Nie mam romansu z Marią, ale zakochałem się w niej

i mam zamiar ożenić się a później zamieszkać z nią

w hacjendzie kupionej od wuja Horacego.

— I to moją być te twoje plany?

A gdzie w tym wszystkim jest Jimene?

— Matko Jimene traktuje tylko jak przyjaciółkę

i nie mogłbym się z nią nigdy ożenić.

Wiem, że źle to wszystko wyszało.

Może Jimena liczyła na coś więcej z mojej strony,

może na jakąś deklaracje, na jakiś gest ode mnie,

ale uwierz matko, że prędzej czy później

to by ją bardzo zraniło.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 39.75
drukowana A5
Kolorowa
za 68.19