E-book
6.83
Głudnia

Bezpłatny fragment - Głudnia

Kropiony gaj


4.2
Objętość:
74 str.
ISBN:
978-83-8245-628-8

Audina Tom III

7 krain odnalezionych: ANTALYNTOWY OGRÓD, PARZONE WULKANY, WRZECIONOWY LAS, KROPIONY GAJ, ZŁOTE ZWIERCIADŁA, MROCZNE WOLUM, HIDDENITOWE WZGÓRZE

3 krainy zabronione: PAMPADELA, GATAMANIA, UNDERLANDIA

3 krainy zwodnicze: RIS, MORARANDIA, CZELADANDIA

1 kraina przeklęta: GŁUDNIA

2 krainy przechodnie: TRASENTANIA, OSWALINA

1 kraina odludna: DRANGENONTA

3 krainy zapomniane: FERCHENTA, GRAMANDIA, JAMSTAINIA

2 krainy zmienne: BIRANDA, DAGADANDIA

4 krainy ruchome: BARWENTIA, SZALIZJANDIA, HRUMWERNIA, PALANDANIA

4 krainy wieczne: ARANRERINA, EFRATRANSA, IKLAMINITRAIA,

KOUDERWINIA

4 krainy zwrotne: LOTRENASIA, NURKIRELA, WSZEKHRZENIA, ZERFONSIA

2 krainy święte: WALSAWINA, RMUSTA


Główne rody: Szelindaranie, Ferindaranie, Werindaranie, Gerindaranie

Bywalcy: GRANGRINY, WANRINY, SENTRINY, RENRINY

Pośrednio: wartowniczki, orędowniczki, lunatyczki, katy, natariusze, pośredniczki, derenki, okrelki, jakmy

Ludy: Edyta, Wielny, Rzelin, Szelin, Wawira

Bezkrainowcy

Potwory (przyjazne, zwodnicze, neutralne);

Gołoże, Moranty, Gługi, Kanie

Odzwierciedlenie w postaciach: Wodniki, zmory, lesze, upiory, rusałki, mamuny itd.

Zwierzęta domowe: Jędelenie, Wałaki, Tridin, Sarstfe, Bezgłowa

Dusze: Azani, Arceni, Obujcy, Czennicy, Uchnie(Manitki)

Rzędowcy 1—7

Sporadycznie: ludzie (pałac)

Akt 3

Scena pierwsza

Kropiony gaj

Przed płynną grotą

Mirabilia


Dziewiąty dzień mija

Ile jeszcze trzeba czekać na Zalyja?

Brat jego rodzony, żyje przy ruczaju

Uczyć innych ma w zwyczaju,

Lecz Grangriny, mości; Panie

Odpychają pojednanie

Mogę cię wyręczyć,

A ty pójdziesz im poręczyć

Siada przy Baltado


Baltadolo


Ja tu nie na darmo siedzi


Mirabilia


Do spowiedzi?


Baltadolo


Słusznie, odprawili dobrodusznie


Mirabilia


Obłudnicy


Baltadolo


Ty też żeś z ulicy


Mirabilia


Czasem gorzej bywa,

Lecz się do nich nie umywa

Wstaje

Pęka! Czas powitać Raróga

Wrota otworzy, będzie nasz sługa


Baltadolo


Wykluwaj się dziecino, już pora

Grzeją ramiona, dla tego stwora,

Czasem nawet rękę poda-

A jak kłoda!

Zalyji budzi się


Mirabilia


Darmo! Gdzie jesteś karmo?

Matkę moją znajcie

Bilet do wolności dajcie

Pewnie kryje się w pałacu


Podchodzi do nich Remol

Remol

Więc co robisz tu pajacu?


Mirabilia


Żyję


Remol

Siada

A ja do księżyca wyję

Tak jak on,

Lecz nie przywykł do tych stron

Takie zimne nóżki masz


Mirabilia


A co płachtę swoją dasz?

Dalisy! na co mi twe podpisy

Piękny umysł same pręgi

Chciałby tylko ścinać wstęgi,

Aż parobki po stu dniach

Wchodzą pod twój dach


Remol

Albo sypią na doń piach


Mirabilia


Zwykło się, w ruczaju

Dzieci kusi, Tato!

Żyjemy w takim kraju-

Kary nie ma za to


Remol


Ty też dziecko, głos się łamie

Czy dorówna pięknej damie


Pojawia się Ririnda na koniu

Ririnda

Podaje rękę

Choć, na Birandzie wciąż czekają


Mirabilia


Nadzieji mi nie dają

Darli łachy, język tną,

Tu mam już jaskinie swą

Swoje Nigry i Włachty

Nie obchodzą mnie ich płachty


Remol


Zmora ty, czy duch?

Wszystkie dzieci zmieniasz w puch


Ririnda


Kara przyjdzie bracie

Wszyscy wolną drogę macie

Znika


Remol

Łapie Mirabilię i zabija

Twoja zguba!


Wychodzą dusze i Marniny

Gelia

Pokazując na wederery

Niech im oczy słoni


Raunia


A żal Ci swoich dłoni?


Pojawia się Harana

Harana


Czemu patrzy tak z ukrycia

Też nie macie życia!


Gelia


Trzeba uszyć wieńce, dalej-

A ty kadzidła zalej

Podaje kosz


Raunia


A ten pył dlaczego żarzy

Dotyka i znika


Gelia


On wolnością ją obdarzy


Raunia


To dziecko jest niczyje

Choć haftką ją okryje

Podchodzi i ją okrywa


Gelia


W błękicie?


Harana


Może da jej wieczne życie

Stoją nad nią


Gelia


Ale czekaj barwę zmienia

Jest fioletem tak jak ziemia

Odda kolor nam zieleni


Harana

Gdy ktoś śmierć jej doceni


Raunia


Żeby było głośno w świecie

Trzeba o tym mówić przecie

Wiąże kokardę na drzewie


Gelia

Nie ma głosu, śmieją się z jej losu


Raunia


A kto go wygoni z lasu?


Harana


Sam odejdzie z biegiem czasu,

A nam dziewczę z Ardrobii

Cały las ozdobi

Wszystko rozkwita


Raunia


Żeby chociaż kara tykła

Do trwogi już przywykła

Wszyscy znają,

Lecz się pochowają


Gelia

Krzyczy

Może się do woli chować

Później będzie się żałować


Pojawia się Auperinia

Auperinia


Ty też?


Gelia


Zapomniana zostać chcesz?

Wszystkie te stracone duszę

Opłakiwać co dzień muszę

Nic się nie nauczyły

Zawczasu kiedy żyły


Dusze


My dzieci!

Wychodzą


Gelia


A tu wolniej czas wam leci?


Dusze


Stoi


Gelia


To wybawiciele twoi

Niech się dowie

Koronę ma na głowie


Raunia


Z cierni

Krew leci z jej głowy


Harana


Przynajmniej są jej wierni

Kleczą przed nią


Gelia


Chyba idei

Utrzymywać tych złodziei

W podzięce, zatrze ręce

Nieprzychylne twoje wieńce

Wieńce wciągają dusze


Mirabilia


Jak to się dzieje?


Gelia


Opaczność w twarz się śmieje

Zbiera w nich proch


Harana


Nie weźmie twojej strony,

To gaj kropiony


Wchodzą do kropionego gaju

Mirabilia


A to poidła


Gelia


Kropidła

Myją im nogi


Harana


Stoją i są ostoją twoją


Gelia


Lecz gdy woda zbiera

Na spacer się wybiera

Wstają i idą dalej


Raunia

Biorą butelki

Napełniają swe butelki

Adekwatnie jak ból wielki

Ty się nie trudzi

Tu nie ma ludzi

Dusze wypijają i toną

Zamieszkują swoje szyszki

Na zadyszki

Każdy przy nich taki mały

Otwiera wrota


Mirabilia


Wygląd niebywały

Wielka cała żółta

Do połowy już wyzuta

Ziemia jest z gałązek świerku

I postacie z moheru

Jakie ciepłe jakie miłe

Dotykają Oski


Tererki


A ty dziecko lriłe


Gelia


Zobaczcie już osiadają

Różne kształty mają,

Zsyła je Oroda

Poronica młoda

Widzą odbicie Orody

Jej matka wyszła z Głudnii

Zajrzała do tej studni

Dali w torbie jej zaklęcia

Nie dożyła do poczęcia,

Ale tarli wiechciem słomy

Tak powstały piękne domy

Wioska Ardery


Raunia

Przenoszą się do domu

Ona zamiast je pochować

Chciała w szafie swojej schować

Otwiera szafę

Tak się stało,

Lecz słyszała jak płakało

Nie mogła tego znieść

Widzą jak siedzi na łóżku, szalona

Zaczęła więc warkocze pleść

Za mało włosów miała

Więc kolejne przyszywała

Doszywa włosy do głowy

Całe ciało już zajęte,

A czy święte?

Wracają do wioski


Gelia


Wosk zbierają

I się urządzają,

A te z dołu krzyczą biada!

Z naszego nam wyjada

Ha! Tak było wszak Oroda

Ma swą studnie, a w niej woda

W wodę wosk wlewała

Mieszała, czarowała

Tworzyła swoją armie

By dorównać karmie,

Za ten trud i znoje-

Zabite dziecko twoje

Jest zła, że taki żywot ma..


Raunia


Stworzyła płatki,

A im żal było matki

Wosk zbierały,

Ale oddać jej nie chciały

Przekupiła te na dole-

Wosk wasz trzymają w stole,

A one też złe-

Co dzień tak ogląda mnie


Harana


Postawiła dwa jelenie


Lamis


Ja twój żywot zmienię


Gelia


Były burgundowe

Zjadły drzewo lawendowe

I znieruchomiały

Złote rogi miały

Obwieszone lampkami

I bąbkami

Ruszać się nie mogą,

Ale ci pomogą


Lemis


Weź tą lornetkę

I połóż na baretkę

Patrzy kiedy chce

Nikt nie dostrzeże cię


Gelia


Więc po kryjomu

Zaglądają im do domu,

A tam wosk się wszędzie lał

Potem sztywno stał

Między sobą przekazują

Myją się i malują


Tererki


Wstydu nie wymaże-

Jeszcze was ukarze


Raunia


Wielki żal mieli,

Że się z nimi nikt nie dzieli


Gelia


Chodzi lamentuje,

A ta cała się smaruje

Szyszki też natarły

Nieważne, że się darły

Nacierają wszystkich wkoło,

Lecz nie wszystkim jest wesoło

Przy wielkich stołach marmurowych


Tererki


Wieczerza stół nakryty

Wysyłajcie im wedryty


Raunia


Na nic nie zważają

Swoje domy ozdabiają,

Zasłały stół

Tak ogromny, tłusty wół

Jedzą i śpiewają

Prezenty obrywają


Gelia


A w środki ogniki

Pośmiertne niegodniki,

Wykupiły ich dusze i wysłały

Po kolei podpalały

Ogień chłonie, ach się palą

Szyszki się na ziemie walą

Uciekają


Raunia


Nieprzyjazne te prezenty


Gelia


Nikt tu nie jest święty


Raunia


Ostał tylko jeno stół

Też byś zeszła w dół


Gelia


No i zeszły,

Aż im latarki w oczy weszły

Stoją przy studni


Raunia


Nie musze mówić kto na tym zyska

Lecą po razie ze studni pyska

Cały wosk jej przyniosły,

A mamy warkocze w tę ziemię wrosły

Teraz zmieniły się w łańcuch złoty,

Ale go sprzedać nie ma ochoty!

Znikają.

Akt 3

Scena druga

Siedzą przy sprężynowym stole

Unakia


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.