E-book
9.56
drukowana A5
49.14
Falcon III

Bezpłatny fragment - Falcon III


Objętość:
392 str.
ISBN:
978-83-8189-109-7
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 49.14

Konflikt czerni i bieli

Robię wdech i upadam na mokrą od krwi podłogę. Czerwona ciecz farbuje materiał moich spodni. Szkarłatna kałuża, po środku której jesteśmy, rośnie z każdą sekundą. Obezwładniające zimno przeszywa mnie na wskroś. Do nozdrzy trafia dziwny zapach. Czyżby tak pachniała śmierć? Mam wrażenie, że czas nieubłaganie dobiega końca, a ogień w moim sercu wypali się zaraz doszczętnie.

A mogłam postąpić zupełnie inaczej. Dopiero teraz zastanawiam się, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybym nie dbała o to, czy Trzy kiedykolwiek pozna moje uczucia. Czy nie byłoby łatwiej, gdybym sumiennie ukrywała je pod maską przyjaźni? Nie byłoby bezpieczniej, gdybym śmiała się, widząc, jak próbuje być szczęśliwy? Może z czasem zaczęłabym zapominać… wspomnienie, po wspomnieniu, aż w końcu serce przestałoby go pragnąć, a to, że go kocham pozostałoby tajemnicą do końca życia.

Ale ja nie mogłam patrzeć w jego niezwykłe oczy i kłamać. Nie dałam rady oprzeć się pokusie. Może gdybym odcięła sobie rękę, która tak zachłannie po niego sięgała, nie leżałby teraz martwy w moich ramionach?

Spoglądam na jego ciało i czuję, jak dusza rozrywa mi się na strzępy. Nieodwracalnie… boleśnie. Jestem całkowicie rozbita i ledwo co, ostatni raz, oddycham. Pochylam się głębiej, kładąc twarz na jego piersi, a serce przestaje mi nagle bić, jakby chciało dotrzymać towarzystwa jego. Ale jeżeli to sposób, by utrzymać go przy życiu, pozwolę odebrać sobie nawet oddech.

Ciągle wołam o pomoc. Mam wrażenie, że minęła już cała wieczność. W oddali słyszę zbliżające się kroki. Trzask uderzających o beton butów zdradza nerwowość biegnących do nas osób.

Ktoś otwiera szybko drzwi, które uderzają o ścianę z głośnym hukiem. Nie oglądam się za siebie, nie mogę oderwać oczu od bladej twarzy Trzy. Jego usta robią się coraz bardziej sine. Kolor oczu powoli blaknie jak farba, do której dolało się wody.

Po chwili czuję silne dłonie zaciskające się na moich ramionach. Uporczywie ciągną mnie w górę, odrywając od zakrwawionego chłopaka. Usilnie próbuję się przeciwstawić, ale jestem bezradna w obliczu Jeden. Szarpanie się nic nie daje. Nie jestem w stanie uwolnić się z jego uścisku. Nieważne, ile treningów przeszłam w Falconie i jak wiele się nauczyłam. Jeden zawsze będzie silniejszy i zwinniejszy.

Ostatnie, co widzę, zanim zostaję wytargana z pokoju, to Dwa kładąca drobne dłonie na piersi Trzy. Obserwuję ciętą ranę na szyi chłopaka, ale nie zauważam żadnych zmian. Ogarnia mnie jeszcze większe przerażenie. Czyżby było za późno?

— Uspokój się. — Słyszę cichy, opanowany głos Jeden. — Twoja histeria w niczym nie pomoże! — Nie wiem, czy powinien mnie dziwić jego spokój. Nie przejmuje się leżącym na podłodze, wykrwawiającym się na śmierć Trzy. Ciągle jest pod wpływem Falconu. W gruncie rzeczy nie ma nic wspólnego z otaczającymi go osobami. Jedyną, którą zna, jestem ja. — Może teraz przejrzysz na oczy i będziemy mogli w końcu wrócić do domu! — Zaciskam zęby ze złości. Nie gniewam się na Jeden, on nie może nic na to poradzić, że został zmanipulowany przez Organizację. Całą nienawiść kieruję w stronę Jacka i jego podwładnych.

Jeden wypycha mnie na słabo oświetlony korytarz, a to, że tracę Trzy z pola widzenia doprowadza mnie do szału.

— Falcon nigdy nie był twoim domem! — krzyczę z wściekłością. — Puszczaj mnie natychmiast! — rozkazuję, bo w końcu zaczynam trzeźwo myśleć.

Chłopak niemal od razu spełnia żądanie. Nie uchodzi mi jego kwaśna mina i niechęć, którą mnie obdarza. Jest zbulwersowany moim zachowaniem. Nie potrafi uwierzyć w to, co widzi. Musiałam odegrać swoją rolę bardzo dobrze, skoro nawet on połknął haczyk.

— Co takiego powiedział ci ten zdrajca, że postanowiłaś napluć na to, co nas łączy? — wykrztusza z wyrzutem, dotykając otwartą dłonią swojej klatki piersiowej. — Nie rozumiem tego! — Kręci głową, a jego ciemne kosmyki włosów kołyszą się to w prawo, to w lewo, delikatnie muskając wyraźnie zarysowanych brwi. — Czy on jest naprawdę tego warty? — pyta, a moje serce mimowolnie się ściska, kiedy widzę ból wypisany na jego twarzy.

— Masz rację — mamroczę, po czym przełykam zebraną w ustach gorycz. — Nie rozumiesz tego — mówię prawie szeptem, cofając się od niego kolejnych parę centymetrów. — Jesteś dla mnie ważny, Jeden — przyznaję ze smutkiem. Przygryzam dolną wargę, zakładając niesforne pasma włosów za ucho. — Musisz sobie przypomnieć. Proszę… proszę cię, przypomnij sobie — dukam zrozpaczona. — To, w co wierzysz, to przebrzydłe kłamstwo — oznajmiam, zaciskając dłonie w pięści. — Organizacja bawi się tobą jak marionetką pozbawioną wolnej woli, a ty im na to pozwalasz! — zarzucam mu ze złością. — Ocknij się, Jeden.

Patrzę na niego z politowaniem, po czym otwieram drzwi do pokoju, z którego zostałam siłą wyciągnięta.

— Chyba sobie żartujesz! — Niespodziewanie zostaję zatrzymana przez Cztery. Szatyn tamuje mi drogę, robiąc wielkie oczy. Strach i zdenerwowanie całkowicie opanowują jego rysy twarzy. — Za żadne skarby nie wejdziesz z powrotem do środka! — wrzeszczy, wyrzucając mnie na korytarz.

Nie wiem, co on sobie myśli. Chyba zapomniał, że przez ostatnich kilka miesięcy zostałam szkolona w Organizacji i bez większego trudu mogłabym powalić go na łopatki. Poza tym, chyba mam prawo dowiedzieć się, co stało się z Trzy. Nie dopuszczam do siebie myśli, że to koniec. Nabieram łapczywie powietrza w płuca i przygotowuję się na staranowanie mojej przeszkody.

— Nawet o tym nie myśl! — ostrzega Cztery, przewidując moje posunięcie. — Trzy przeżyje — oznajmia wreszcie, a mi spada kamień z serca. Mam wrażenie, że drut kolczasty zaciskający się na mojej strapionej duszy nagle znika, pozwalając mi głęboko odetchnąć. — Jest jeszcze osłabiony, ale przytomny — informuje, ciągle stojąc mi na drodze. — Nie możesz się do niego zbliżać.

— Co ty pieprzysz?! — burczę wkurzona, odpychając go od siebie z całej siły. Od razu ląduje na twardej podłodze.

— Siedem kazała mu cię zabić, Alex — woła pospiesznie, wyciągając do mnie rękę, powstrzymując od wparowania do pokoju. — Dla własnego dobra, nie zbliżaj się do niego! — nakazuje po raz drugi.

Zamieram. Zastygam jak uwięziony w pętli czasu posąg. Czuję, jak krew w żyłach zaczyna się gotować. Ledwo powstrzymuję się, by nie wybuchnąć. Zamieniam się w wielki strzępek nerwów. Kładę dłoń na klamce drzwi, ale nie odważam się ich otworzyć. Niespodziewanie słyszę cichy śmiech Jeden. Mrużę oczy, odwracam się do niego i przeszywam go morderczym spojrzeniem. Mam ochotę zniszczyć wszystko wokół siebie.

— Muszę przyznać, że ma dziewczyna wyobraźnię — przyznaje, opierając się o przeciwległą ścianę. — Nie doceniałem jej.

— Stul pysk! — warczę przez zaciśnięte zęby. Nie jestem w stanie się opanować. To nie jest mój Jeden. Osoba przede mną stojąca jest mi całkowicie obca. — Jeszcze pożałujesz swoich słów! Prędzej czy później przejrzysz na oczy. — Pokazuję na niego palcem, jakbym chciała go czegoś nauczyć. — To niemożliwe, że niczego nie pamiętasz! Nie byłeś taki słaby, kiedy cię poznałam. Mój Jeden dałby radę przeciwstawić się Falconowi! Do cholery, przecież ty nienawidzisz Organizacji! Gdybyś tylko mógł, zabiłbyś każdego, kto do niej należy, gołymi rękami! Obudź się w końcu i zacznij myśleć!

Nie dostaję żadnej odpowiedzi. Jeden mierzy mnie tylko wzrokiem, jakbym doszczętnie postradała zmysły, odpycha się od ściany i powolnym krokiem sunie w głąb korytarza, znikając nam z oczu.

Może to i dobrze. Nie mam cierpliwości ani siły, by się z nim kłócić. Niczego nie wskóram, jest na to stanowczo za wcześnie.

— Nic mu nie jest? — dopytuję zatroskana, zwracając się ponownie do Cztery.

Chłopak ostrożnie wstaje na równe nogi, otrzepując kurz z nogawek spodni. Podchodzi nieufnie, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów ode mnie.

— Dwa zdążyła w ostatnim momencie zasklepić ranę. Stracił bardzo dużo krwi, ale wyjdzie z tego — przekonuje. — Nic mu nie jest, Alex — powtarza, widząc moją sceptyczną minę. Wzdycha ciężko, a jego usta formują się w cienką linię. — Powiedział nam, że jest pod wpływem rozkazu Siedem — tłumaczy, próbując nie uciekać ode mnie wzrokiem. — Dziewczyna zażądała twojej śmierci. Trzy miał odebrać ci życie, jak tylko znajdziecie się sami. Prawdopodobnie nie chciała, by któreś z nas próbowało go powstrzymać. Nie spodziewała się, że Trzy posunie się do tak radykalnego rozwiązania.

Moje usta samoczynnie się otwierają. Ciągle nie mogę uwierzyć własnym uszom. Wiedziałam, że Siedem nie można ufać, ale nie przyszłoby mi do głowy, że będzie w stanie zrobić coś tak podłego. Czym się kierowała? Co siedziało w jej chorej głowie, kiedy wydawała rozkaz?

— To znaczy, że nie mogę zostawać z nim sam na sam — stwierdzam, kierując klamkę w dół. Kąciki moich ust delikatnie się poruszają, tworząc na twarzy subtelny uśmiech.

— Stój! — Cztery ponownie mnie powstrzymuje, kładąc dłoń na ramieniu. — Trzy nie chce ryzykować — informuje. — Możliwe, że za drugim razem nie będzie umiał się powstrzymać. Nie wybaczyłby sobie, gdyby coś ci się stało… na dodatek z jego ręki.

— Moglibyśmy przynajmniej spróbować — mamroczę przepełniona smutkiem i żalem, a nadzieja niknie we mnie z każdą kolejną sekundą. — Podjąć choć jedną próbę…

— Przestań — przerywa mi, mrużąc delikatnie oczy i kręci głową na boki. — Doskonale wiesz, że żadne z nas nie byłoby w stanie cię przed nim obronić, gdyby doszło do takiej sytuacji.

Milczę. Zatrzymuję wzrok na podłodze i próbuję wymyślić wystarczająco przekonujący argument na dowód tego, że się myli. Niestety w mojej głowie panuje pustka.

Jedynym wyjściem z opresji byłoby zabicie Siedem, ale to nie wchodzi w grę… przynajmniej nie teraz. Nie mamy takiej możliwości. Siedem została w Głównej Kwaterze. Jej ciało jest prawdopodobnie całkowicie sparaliżowane, co nie oznacza jednak, że dziewczyna nie żyje.

Siedem ciągle oddycha… wiem to na pewno. W przeciwnym razie jej rozkaz nie miałby żadnego wpływu na Trzy. Więź między Opiekunem i jego Bronią zostaje natychmiastowo przerwana wraz ze śmiercią jednego z nich.

Kiedy dochodzi do mnie, że to już koniec, że nie ma innej drogi… zamykam oczy w totalnej rezygnacji, po czym osuwam się w dół, spoczywając na betonowej podłodze. Chowam twarz w dłonie, odpuszczam, daję upust wszystkim zgromadzonym emocjom.

Łzy same ciekną mi z oczu, nie ma sensu ich powstrzymywać. Płaczę z ulgi, ze smutku, ze złości. Ogarnia mnie nieopisana radość, że Trzy żyje, ale jednocześnie umieram z żalu i przygnębienia, bo nie mogę go zobaczyć, nie mogę go dotknąć, nie mogę poczuć…

Ołowiane skrzydła

Umieranie było dziwnym, ale ciekawym doświadczeniem. Mieszanka uczuć, które uderzają do głowy, jest tak wybuchowa, że człowiek nie nadąża za żadnym z nich.

Prawdopodobnie minęły zaledwie sekundy, ale dla niego były to długie godziny. Jakby czas nagle się zatrzymał, dając okazję na pożegnanie, krótkie przeanalizowanie zaistniałej sytuacji. A tu przecież nie było nad czym rozważać. Zrobił to, co było konieczne. Taki był jego wybór. Nikt go nie zmusił, nikt o to nie prosił. Nie musiał się długo zastanawiać, doskonale wiedział, czego chce.

Najtrudniej było się przeciwstawić. Oprzeć temu cholernemu naciskowi, tej ogromnej chęci spełnienia rozkazu Siedem. To jakby chciał przestać oddychać. Oddychanie było tak naturalne, tak oczywiste… człowiek musi oddychać, to nieodłączny proces jego żywotności. Ale jeśli się tego bardzo chce, jeśli ma się na tyle siły, by zaryzykować, stawi się czoła wszystkim trudnościom.

A więc wstrzymał oddech, uparcie przetrwał próbę czasu i zapieczętował swoją decyzję jednym, szybkim cięciem. Bez jakiegokolwiek zawahania, bez obaw.

Ostrze noża wtopiło się w jego skórę jak w masło. Na przemian fala chłodu i ciepła. Jakby zamarznięty sopel lodu przejechał po jego szyi, a chwilę potem ktoś przyłożył ciepły kompres.

Nie widział obrazów z przeszłości. Nie czuł bólu, co było zdumiewające, bo przecież wykrwawiał się na śmierć. Z każdym krótkim oddechem krew napływała mu do płuc, sprawiając, że potwornie się krztusił. Ale nie ogarniał go strach. Na bladej twarzy gościł jedynie uśmiech satysfakcji. Udało się, dopiął swego. Zwyciężył w starciu Dawida z Goliatem. A przecież była to walka, w której z góry był skazany na porażkę. A jednak niespodziewanie wygrał.

Skupił się na szmaragdowych oczach Alex, a jego oczy zaczynała spowijać gęsta mgła. Przerażenie malowało się na jej pięknej, zatroskanej twarzy. Chyba nie jest zachwycona obrotem spraw, pomyślał sarkastycznie.

Słyszał, jak zrozpaczona dziewczyna woła o pomoc, trzymając go w ramionach. Cała się trzęsła. Nerwowo wodziła wzrokiem po drzwiach pokoju, jakby wypatrywała jakiegoś zbawcy.

Drobnymi, lekko zmarzniętymi dłońmi próbowała daremnie powstrzymać krwotok. Po jej zaczerwienionych policzkach ciekły strużki łez. Była bezradna.

Powieki Trzy powoli odmawiały posłuszeństwa. Samoczynnie zaczęły się zamykać, zasłaniając widok na bieg wydarzeń. Był senny i tak bardzo zmęczony. Możliwe, że nadszedł już czas, by odpuścić i odpocząć. Pożegnać się z tym podłym światem. Przecież nie trafi do piekła — już w nim był. To, co czekać go będzie po śmierci, nie mogło być gorsze niż dotychczasowe życie.

— Uspokój się. — Usłyszał znajomy, męski głos.

Ktoś zaczął odciągać od niego Alex wbrew jej woli. W pomieszczeniu znalazło się więcej ludzi. Nie widział ich twarzy. Jego oczy nie chciały się już otworzyć. Usypiał, ulegle podążał na drugą stronę. Wokół zaczęła panować kojąca cisza. W oddali cichy szum. Wszystko zatrzymało się w miejscu, jakby przestało istnieć. Nieznany mu dotąd spokój ogarnął umysł i ciało.

Ale coś uporczywie nie dawało mu odejść. Coś za wszelką cenę chciało utrzymać go przy życiu. Ktoś wyciągnął do niego rękę, próbując wyłowić z dna bezkresnego oceanu.

— Trzy, do diabła! — wrzasnęła Dwa. — Nie masz prawa umierać — nakazała z wyczuwalnym zawzięciem w głosie. — Nawet nie myśl, że pozwolę ci w tak głupi sposób odejść! — Z całej siły walnęła w jego klatkę piersiową. — Trzy!

Głęboka rana przecinająca gardło zaczęła się powoli zasklepiać. Proces gojenia przyspieszył tempa, zostawiając po sobie idealnie gładką skórę. Żadnej blizny ani najmniejszego śladu po makabrycznym urazie.

— A miało być tak pięknie — wymruczał Trzy, nie powstrzymując się od ironicznego uśmiechnięcia. — Nawet w spokoju umrzeć sobie nie można — dodał, leniwie otwierając powieki.

— To twoje umieranie wyżarło ci chyba resztki rozumu — burknęła Dwa, kręcąc głową. — Co to miało być? — zapytała, nie mogąc pojąć zaistniałej sytuacji.

Trzy nagle spoważniał. Ostrożnie podniósł się z podłogi i bezwiednie przejechał opuszkami palców po szyi. Rozejrzał się dookoła, zatrzymując wzrok na chłopaku o kasztanowych, kręconych włosach i brązowych, lekko wystraszonych oczach. Poza Dwa i Cztery nikt więcej nie znajdował się w pokoju. Trzy przełknął ślinę, wymieniając się z szatynem przenikliwym spojrzeniem, po czym zwrócił się do klęczącej ciągle na betonowej posadzce dziewczyny.

— Gdzie jest Alex? — zapytał, wyciągając do niej rękę i pomógł wstać.

— Jeden dosłownie wyniósł ją z pokoju — wyjaśniła, zerkając w kierunku zamkniętych drzwi wyjściowych.

— Dobrze. — Odetchnął z ulgą, przeczesując kosmyki włosów do tyłu. — Gdybym wiedział, do czego posunie się ta zdzira, skręciłbym jej kark, jak miałem ku temu okazję — burknął przez zaciśnięte zęby, zakładając ręce na piersi. — Nawet po niej bym się czegoś takiego nie spodziewał.

— O czym ty mówisz? — Cztery włączył się nagle do rozmowy. Przymrużył oczy, przyglądając się kwaśnej minie wysokiego chłopaka.

Trzy odwrócił się do zmieszanej dwójki plecami. Nie chciał, by patrzeli w jego oczy, próbując odgadnąć, co czuł. Nie chciał również patrzeć w ich oczy. Nie miał zamiaru obserwować, jak mu współczują, jak go żałują…

— Wiecie, że nie musimy być przytomni, by wydano nam rozkaz, co? — zapytał, ale nie czekając na odpowiedź, ciągnął od razu dalej. — Dopiero kiedy go wykonujemy, zdajemy sobie sprawę, kiedy nam go wydano — wytłumaczył. — Siedem kazała mi zabić Alex — oznajmił opanowanym, neutralnym głosem. Jakby nic sobie z tego nie robił, jakby cała sprawa w ogóle go nie obchodziła. — Miałem zaczekać, aż znajdziemy się sami. Wiedziałem, że coś ze mną jest nie tak, ale nie miałem pojęcia — przerwał, zwilżając wargi językiem. — Powiedz, że nic jej nie jest? — zerknął przez ramię na zszokowaną twarz Dwa.

Dziewczyna potrzebowała krótkiej chwili, by przeanalizować słowa chłopaka. Zamrugała kilka razy, przywołując się do porządku. Nie zastanawiając się długo, podeszła do Trzy, kładąc na jego spiętych plecach dłoń. Sama nie była do końca pewna, co chciała tym gestem wskórać. Możliwe, że pragnęła go pocieszyć, wesprzeć na duchu i pokazać, że nie jest sam.

— Alex jest cała i zdrowa — zapewniła. — Jest zdruzgotana i zdezorientowana, ale nic jej nie jest — dodała półgłosem.

Nie mogła zrozumieć decyzji Siedem. Domyślała się, że Trzy był dla niej wszystkim, ale nigdy nie pomyślałaby, że dziewczyna będzie chciała zatrzymać go przy sobie za wszelką cenę. Jak zdesperowanym trzeba być, by posunąć się do czegoś tak bestialskiego? Dwa zastanowiła się przez chwilę, czy jakby była na jej miejscu, zrobiłaby podobnie. Nie potrafiła jednak odpowiedzieć na to pytanie. Kto wie, jak wyglądałaby jej reakcja? Cztery był najważniejszą osobą w jej życiu. Nie miała zielonego pojęcia, co by się stało, gdyby się od niej odwrócił, gdyby ją znienawidził i otworzył się przed inną.

Dźwięk otwierających się drzwi sprawił, że cała trójka odwróciła się w stronę wejścia. Spanikowana Dwa pospiesznie kiwnęła głową w kierunku Cztery, sygnalizując mu, że powinien czym prędzej powstrzymać intruza, którym zapewne była Alex.

Chłopak bez dłuższego namysłu ruszył w stronę drzwi. Zdawał sobie sprawę, że Alex za wszelką cenę będzie chciała zobaczyć się z Trzy. Choć żadne z tej dwójki nie mówiło o swoich uczuciach otwarcie, nietrudno było zauważyć iskry w ich oczach, gdy na siebie patrzeli. W ostatnim momencie powstrzymał zdenerwowaną dziewczynę, wypychając ją z powrotem na korytarz, po czym zatrzasnął za sobą drzwi.

Dwa odetchnęła z ulgą. Nie chciała nawet myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby Alex i Trzy znaleźli się w jednym pomieszczeniu.

— Muszę stąd czym prędzej zniknąć! — Głos Trzy wyrwał Dwa z przemyśleń. — Stanowię zagrożenie dla Alex… tak właściwie, stanowię zagrożenie dla was wszystkich — oznajmił, gorzko się uśmiechając. Powoli odwrócił się ponownie do Dwa. Westchnął ciężko, widząc strach w jej dużych, niebieskich oczach. — Nie patrz tak na mnie — wymamrotał, łapiąc się za tył szyi i masując spięte mięśnie. — Doskonale wiesz, że nie ma innego wyjścia.

— Moglibyśmy was odseparować — zaproponowała, wymachując niespokojnie rękami, a kiedy chłopak stanowczo pokręcił głową, zrobiła krótką przerwę, by się zastanowić. — Ale utrzymamy ze sobą kontakt? — zapytała w końcu niepewnie. — Możemy ze sobą telefonować…

— Pod żadnym pozorem — wtrącił twardo, spoglądając znacząco na Dwa. — Nie będę niepotrzebnie ryzykował! — oznajmił kategorycznie. — Nie potrafisz sobie nawet wyobrazić, jak się w tej chwili czuję! — podniósł głos. — Wiem, że Alex jest tuż za tymi przeklętymi drzwiami — warknął, wskazując na wyjście. — Wszystko we mnie krzyczy, by do niej pobiec! Powstrzymuję się resztką sił, by tego nie zrobić, ponieważ wiem, że kiedy stanę z nią twarzą w twarz, skręcę jej kark! — Zacisnął kurczowo zęby, aż zazgrzytały.

— Trzy. — Dwa wyszeptała jego imię, dając sobie chwilę do namysłu. — Rozumiem, że nie chcesz z nami zostać, naprawdę. Jednak nie wyobrażam sobie, żebyśmy utracili ze sobą całkowity kontakt. Stoimy po tej samej stronie. Musimy sobie wzajemnie pomagać. Nie musisz rozmawiać z Alex, możesz komunikować się z jednym z nas. Bez problemu przekażemy jej wszystko, co będziesz miał do powiedzenia…

— Stop! — przerwał jej ostro. — Uwierz mi, że urwanie kontaktu z wami to ostatnie, czego chcę, ale nie mam wyboru, Dwa. — Zwilżył usta, spuszczając na moment wzrok. — Obawiam się, że wystarczy nawet najmniej znaczący szczegół, by wywołać u mnie chęć wykonania rozkazu Siedem. Nie mam pojęcia, czy z czasem nie będzie mi jeszcze trudniej powstrzymać się od… — przerwał, spinając mięśnie — od jej zabicia. — Zerknął na drzwi. — Zgadzam się z tobą, jesteśmy po tej samej stronie i dążymy do tego samego. Obiecuję ci, że choć nasze drogi się rozejdą, nie przestanę szukać wyjścia z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Jednak teraz… najlepiej będzie, jak odejdę.

Dwa nie zastanawiała się już dłużej. Trzy miał rację, jego moc była na tyle silna, że przeciwstawienie się mu wymagało nie lada wysiłku i odwagi. Nie było co ryzykować, tym bardziej że w najgorszym wypadku chłopak mógłby pozbawić życia ich wszystkich. Pokręciła bezradnie głową, odpuszczając sobie dalsze próby przekonania Trzy.

— Dokąd chcesz pójść? — zapytała nieśmiało, spuszczając na moment wzrok. — Twoja rodzina nie żyje — przypomniała i niemal natychmiast skarciła się za to w duchu. Przełknęła ślinę, następnie odważyła się spojrzeć w przenikliwe oczy Trzy.

— Nawet, gdyby żyła — zaczął z niechęcią w głosie — nie wiem, jak zdesperowany musiałbym być, by zwrócić się do tych osób o pomoc — burknął, a górna warga subtelnie uniosła się w górę, zdradzając awersję dla rodziców. — Nie musicie się mną przejmować — stwierdził po chwili, nieco się rozluźniając. — Doskonale sobie sam poradzę.

Dwa nie była zdziwiona słowami Trzy. Znała go wystarczająco długo, by przewidzieć tę reakcję. Może i zgrywał samotnika, który ma wszystko i wszystkich głęboko gdzieś, ale tak naprawdę martwił się o każdego z nich. Nie musiał mówić, jak ważni dla niego byli i ile znaczyli — wystarczyły jego czyny.

— Alex będzie chciała wiedzieć, gdzie jesteś — oznajmiła z rezygnacją, łapiąc się za ramiona. — Co mam jej powiedzieć? — zapytała lekko zachrypniętym głosem. Czuła, jak gorycz sznuruje jej gardło, nie pozwalając na dalsze mówienie.

Trzy zakrył dłońmi ciągle bladą twarz i przejechał powoli do góry, przeczesując kruczoczarne kosmyki włosów. Był zmęczony, a jego bezradność doprowadzała go do szału. Nie cierpiał tego uczucia. Nie był w stanie niczego zrobić, by poprawić ich sytuację. Ta bezsilność i brak kontroli były nie do zniesienia.

Mimowolnie szukał w głowie innego rozwiązania, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że takowe nie istniało. Więź między nim a Siedem nie była tak silna jak kiedyś, ale wystarczająco, by wydany przez nią rozkaz został prędzej czy później wykonany.

Mógłby zabić Siedem, ale póki co nie było takiej możliwości. Dziewczyna została w Głównej Kwaterze i zapewne była otoczona dobrze wyszkolonymi żołnierzami. Była całkowicie sparaliżowana, co uniemożliwiałoby jej wydanie nowych poleceń, ale dostanie się do niej było praktycznie niewykonalne.

— Powiedz jej, co tylko chcesz — oznajmił w końcu, próbując ukryć żal i smutek, które z sekundy na sekundę obezwładniały jego serce. — Wszystko jedno — dodał, wzruszając obojętnie ramionami.

Dwa zrobiła sceptyczną minę, patrząc na postawnego chłopaka z niedowierzaniem. Przechyliła głowę na bok, zerkając z ukosa w jego oczy. Nie była głupia, domyślała się, dlaczego Trzy zachowywał się tak, a nie inaczej. Wolał, żeby nikt za nim nie tęsknił, żeby nikt nie płakał i nie marnował czasu na myślenie o nim. Wolał być zapomniany, wymazany z pamięci jak zeszłoroczny śnieg. Wolał zniknąć, nie zostawiając za sobą żadnego śladu. Prawdopodobnie chciał oszczędzić swoim kompanom bólu. Będzie im łatwiej pogodzić się z jego odejściem, jeśli będą myśleć, że nie mieli dla niego większego znaczenia.

— Alex nie da sobie wcisnąć pierwszej lepszej bajeczki — spostrzegła, zakładając ręce na piersi. — Będzie chciała cię szukać — oznajmiła, przekonana o swojej słuszności. — Jesteś jej winny wytłumaczenie.

Trzy parsknął śmiechem, podparł ręce na biodrach, po czym zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu, robiąc wątpiącą minę.

— Mam się jej wytłumaczyć? — zapytał głosem pełnym sceptycyzmu. — Przed, czy po tym, jak ją zabiję?

Dwa przełknęła nerwowo ślinę, zaciskając usta, które uformowały się w cienką linię. Przymrużyła na moment oczy, szukając sensownego, racjonalnego rozwiązania.

— Napisz do niej — wykrztusiła w końcu.

Ciemne, gęste brwi chłopaka wysoko się uniosły. Przejechał po Dwa niedowierzającym wzrokiem, jakby powiedziała coś zupełnie niedorzecznego.

— Co ja jestem, jakiś pieprzony Romeo? — zapytał ironicznie. Był przekonany, że zdjęcie maski twardego, bezuczuciowego macho nie było najrozważniejszym posunięciem. Nie w tej chwili.

Dziewczyna wywróciła oczami, opuszczając ręce w bezsilności. Była świadoma, że Trzy nie lubi rozmawiać o swoich uczuciach. Był uparty i zamknięty w sobie. Prędzej niebo spadłoby na ziemię niż on przyznałby, że ma serce.

Dwa spostrzegła w kącie pokoju niewielkie, drewniane biurko. Nie namyślając się długo, podeszła do niego, otwierając jedną, a później drugą szufladę mieszczącą się tuż pod blatem. Postanowiła nie zwracać uwagi na reakcję chłopaka. Kiedy znalazła mały stos kartek, od razu chwyciła za jedną z nich, po czym przeszukała pospiesznie dno kaszty, wypatrując czegoś do pisania. Pod jej smukłe palce wpadł cienki długopis.

Bez zbędnych słów wręczyła obie rzeczy chłopakowi, rzuciła mu znaczące spojrzenie, po czym opuściła pokój, zostawiając go samego.

Słońce już dla nas zaszło

Jak mogłeś? Jakim prawem podjąłeś taką, a nie inną decyzję, nie pytając mnie o zdanie? To przecież niesprawiedliwe! Odszedłeś, zostawiając mnie z przytłaczającym chaosem.

Moje serce jest dziwnie ciężkie, mam wrażenie, że przestało należeć do mnie. Zakneblowane, złamane i zamknięte za grubymi, stalowymi kratami. Nie słyszę już jego bicia. Milkło z sekundy na sekundę, aż w końcu całkowicie umarło, pozostawiając jedynie bolesną pustkę i nieznośną ciszę.

Ostrzegałeś mnie przed sobą, ale ja nie chciałam słuchać. Myślałam, że dam radę. Byłam przekonana, że udźwignę ciężar, który spoczywał na twoich barkach.

Zostawiłeś mnie, a to, co jest po tobie, to wewnętrzne rozbicie. Czuję, jak bardzo słaba jestem. Krew zdążyła w pełni nasiąknąć niepewnością, lękiem i strachem. Zamieniam się w cień człowieka, a to wszystko z twojego powodu. To ty mi to zrobiłeś!

Lepiej by było, jakbyś zabrał mnie ze sobą. Byłoby o wiele lżej, o wiele łatwiej niż teraz. Tęsknota za tobą, za twoim dotykiem, za dźwiękiem twoich słów staje się tak uciążliwa i wyczerpująca, że czuję się doszczętnie wypłukana z sił.

***

„Nie jestem typem romantyka, więc nie spodziewaj się listu miłosnego nafaszerowanego ckliwymi bzdetami. Piszę, bo wiem, że na to zasługujesz. Cóż mam powiedzieć — lubię Cię. Mam nadzieję, że zrozumiesz mój zawiły tok myślenia. Mówię, że Cię lubię, bo nie wiem, jak inaczej to powiedzieć. Przecież mnie znasz, doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie jestem dobry w czymś takim, nie potrafię tego. Lubię Cię, bo jesteś inna niż wszystkie inne. Mógłbym wyliczać setki rzeczy, które u Ciebie lubię, ale, uwierz mi, mimo to, nie powiedziałbym o Tobie niczego.

Zmieniłaś się. Przerażona Alex, lękająca się nawet własnego cienia zniknęła. Nigdy Ci tego nie powiedziałem, ale jestem z Ciebie dumny. Stałaś się odważną, silną kobietą, której nie dałem rady dłużej ignorować.

Nie proszę Cię o to, byś zapomniała — wprost przeciwnie. Choć wiem, że to egoistyczne i samolubne, nie potrafię inaczej. Pragnę byś mnie pamiętała.

Nikt, nigdy nie darzył mnie tak dobrym, szczerym i prawdziwym uczuciem jak Ty. Nikt przed Tobą nie uświadomił mi, że możliwości pojawiają się jedynie wtedy, gdy ich poszukujemy.

Dziękuję Ci, że pokazałaś mi moje lepsze oblicze. Zaczynam wierzyć, iż posiadam jeszcze serce, a to nie lada wyczyn z Twojej strony.

Chciałbym, byś wiedziała, że rzeczy, o których Ci nigdy nie powiedziałem, to te, których nie potrafiłem wyrazić słowami. Może Ci się wydawać, że wiesz o mnie tak mało, ale tak naprawdę wiesz o mnie więcej niż ja sam.

Trzy Blake”

W moich ustach robi się nieprzyjemnie sucho, mimo to przełykam resztki śliny, wpatrując się tępo w zapisane na białej kartce słowa. Serce ciągle przyspiesza, dudniąc w uszach jak oszalałe. Jest mi na przemian ciepło i zimno. Nie wiem, co myśleć, co zrobić, jak się zachować. W jednej chwili podejrzewam, że list ten wcale nie został napisany przez Trzy, ale w drugiej nie mam żadnej wątpliwości, iż to on jest autorem. Chyba jeszcze nigdy przedtem nie byłam tak zdezorientowana jak teraz.

— Blake — szepcę po cichu jego imię i ciągle nie mogę uwierzyć, że ten, niby tak błahy i mało istotny fakt nie jest już tajemnicą.

Mój umysł przepełnia wiele trosk. Boję się, że mimo wszystkich zapisanych przez niego słów, kiedyś zapomni o mnie. Tak bardzo chciałabym, by wiedział, że ja nigdy nie zapomnę. Zajął w moim sercu specjalne miejsce. Choć zdaję sobie sprawę, że on boi się tego słowa, ja doskonale wiem, że go kocham. Pragnę czuć jego wzrok na sobie. Ten intensywny, przenikający wprost do mojej duszy wzrok. Pragnę słyszeć jego głos. Ten zachrypnięty, gruby, ale równocześnie melodyjny i ciepły głos. Najdziwniejsze jest to, że choć chciałabym mu tak wiele powiedzieć, tak wiele rzeczy wyznać — brak mi słów. Słowa są nic nie warte. Znaczą mniej niż wszystko to, co czuję.

Nie mogę zatrzymać łez płynących po mojej twarzy. Każda z nich wyraża pustkę po nim. Doskonale wiem, dlaczego odszedł, a jednak podświadomie ciągle zadaję sobie to pytanie. Jak naiwny głupiec wciąż mam nadzieję, że wróci.

Chciałabym móc go zatrzymać i mieć nadal przy sobie. Chciałabym, aby wszystko co złe, odeszło. Zastanawiam się, po co los dał nam siebie, skoro praktycznie od razu odebrał wszystko, ofiarowując w zamian samotność i ból. Bo ta utrata to istna tortura.

Choć wiem, że to koniec, nie mogę przestać liczyć na oszukanie przeznaczenia i ponowne spotkanie Trzy. Muszę być silna i walczyć… obiecałam to jemu… obiecałam to samej sobie.

***

Minął tydzień, odkąd Trzy nas opuścił…, odkąd opuścił mnie. Mam wrażenie, że z dnia na dzień tęsknię za nim bardziej. To bzdura, że czas leczy rany. Ten, kto wymyślił to nonsensowne stwierdzenie, chyba nigdy nie zaznał prawdziwego bólu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 49.14