E-book
1.37
drukowana A5
22.48
drukowana A5
Kolorowa
50.74
Ewolucja w architekturze

Bezpłatny fragment - Ewolucja w architekturze

& Malarstwo ostatniej dekady XX wieku


5
Objętość:
133 str.
ISBN:
978-83-8189-494-4
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 22.48
drukowana A5
Kolorowa
za 50.74

EWOLUCJA W ARCHITEKTURZE


Chcąc opisać drogę ewolucji ludzkości w dziedzinie architektury trzeba by sięgnąć do legend zawartych w starodrukach. Źródła dowodzą, że ludzkość wyszła z jaskiń, by budować dla siebie wygodne i ciepłe domy będące schronieniem i enklawą dla rodziny. Przez tysiąclecia byt człowieka tkwił w fazie szczątkowego rozwoju do czasu, gdy nastąpiło przyjęcie postawy wyprostowanej, jak na gatunek przystało. Czy w tej ewolucji pomógł przypadek, czy może geniusz umysłu człowieczego tego nie da się rozstrzygnąć. Są naukowcy dowodzący, że Bóg stworzył nas małpami, które same udoskonaliły się w procesie rozwoju, są też tacy, którzy twierdzą, że w rozwoju pomogli nam bogowie przybyli z kosmosu. Teologowie mówią wprost, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a skoro tak to też ziemia powinna mieć niebiańską architekturę. W mojej teorii wszystko co nas otacza powstało wskutek wielkiej katastrofy w kosmosie jakie ciągle tam dzieją się. Co było na początku tylko Bóg — stwórca może wiedzieć. Ten slogan nie jest teorią, raczej potocznym powiedzeniem, a słowo ma różne znaczenie dla różnych ludzi. Dla jednych Bogiem stwórcą był Wielki Wybuch, dla innych istota nadprzyrodzona, która stworzyła życie gdzieś w kosmosie, a wędrujące planetoidy to życie zaszczepiły na ziemi, tak jak wiatr rozsiewa rośliny. Jedno jest pewne, powstało życie na naszej planecie i przetrwało. Warunki w kosmosie są skrajnie nieznośne, na naszej planecie w miarę korzystne, to jednak w warunkach aury i otaczającej natury przetrwać nie da się istocie niedostatecznie przystosowanej do zmiennych warunków. Podejrzewamy, że pierwsze istoty „człowiecze”, których jesteśmy potomkami musiały chronić się nie tylko przed ogromnymi drapieżnikami mięsożernymi, ale też przed zimnem, wilgocią podobnie jak współcześnie z tą różnicą, że nadrzędnym drapieżnikiem jest człowiek, a jego niedoścignionymi wrogami bakterie, grzyby, wirusy i inne stworzenia. Z opisów i legend wiemy, że początkowo nasz gatunek rezydował w naturalnych jaskiniach, grotach, a z czasem nauczył się budować domy. Czy sam to wymyślił, czy pomagali mu kosmici nie sposób zdecydowanie powiedzieć. Naukowcy i badacze starożytnych grot skalnych, komnat drążonych w litej skale i zatopionych miast podsuwają coraz to nowe tropy, które analizują i definiują na własny sposób. Z naszej najnowszej historii już udokumentowanej mamy niezły pasztet architektoniczny, od ziemianek po ogromne pałace i piramidy. Badacze lub też twórcy dziedziny architektonicznej lubują się w tworzeniu nazewnictwa dla każdej epoki, dla każdego nowego stylu, chyba tylko po to, by wykazać się elokwencją i znajomością tematu. Mieliśmy konstruktywizm lat dwudziestych po trzydzieste dwudziestego wieku, gdzie stawiano nacisk na konstrukcję budowli, był brutalizm pod koniec lat czterdziestych z naciskiem na wyeksponowanie materiału, z którego budowla powstała. Pamiątką po tym okresie jest w Krakowie Bunkier Sztuki, na którym elewacje świecą gołym betonem z odciskami desek szalunkowych. Modnym okresem był modernizm po roku 1918, a sięgający do lat siedemdziesiątych, stawiający na prostotę formy i funkcjonalność, początkujący budowanie koszmarnych wizerunkowo miast i ulic. Odreagowaniem był postmodernizm od połowy lat sześćdziesiątych, kiedy to architekci jakby zerwali się ze smyczy upodobań inwestorów i zaczęli projektować według własnych upodobań i wizji. W architekturze światowej poszli dalej. Wykreowali styl nazywany metabolizmem, gdzie budowle zaczęły przybierać niekonwencjonalne formy podpatrzone w przyrodzie, domy przypominały drzewa obwieszone galeriami i tarasami. Style z lat sześćdziesiątych daleko od nas, początkujące w Azji, stawiały na nowe materiały, konstrukcje ogarnięte szkłem jak zwierzęta skórą. Najśmielszą formą zarazili się twórcy stylu Blob ( kropla) projektujący obiekty płynne pod względem formy, mające wrażenie obłości. Tu nie lada kłopot musieli mieć konstruktorzy i budowlańcy, by takie formy wyprodukować w warunkach polowych. Te formy trafiły też pod Kraków, są widoczne z przejazdu autostradą w kierunku Katowic. Nie wiem jak nazwać przebijające się współcześnie formy pod nazwą słoneczne tarasy, gdzie zamiast stropodachu mamy konstrukcję szklaną pozwalającą lokatorowi spać złudnie „pod gołym niebem”. Domy takie urosły pod Krakowem nieopodal północnej obwodnicy. Jak widać na podstawie opisu przytoczonych stylów architektonicznych dwudziestego wieku niekoniecznie inspiracją musiał nas natknąć przybysz z kosmosu, chociaż nigdy nic nie wiadomo do końca. Jeśli nie w klasyczny sposób prezentowany na grafice biegającej „w sieci”, gdzie zielony ludzik przytula się do istoty ziemskiej, to może istoty pozaziemskie mają wpływ na ludzką wyobraźnię. Model na wspomnianej grafice może mieć uzasadnienie w ewolucyjnym procesie postawienia czworonożnej małpy na dwie człowiecze nogi.

Potocznie architektura, architekt kojarzy się z wyższą kastą inżynierską w zawodzie budowlanym, która projektując nowe inwestycje pod zabudowę powinna nadawać kształt urbanistyczny i estetyczny przestrzeni publicznej, szczególnie miast i osiedli. Z praktyki budowlanej, z którą miał do czynienia niemal każdy powszechnie wiadomo, że koszt realizacji budynku brzydkiego architektonicznie jest taki sam co ładnego. Problemem może być ocena estetyczna wznoszonych obiektów budowlanych. Dla jednych obiekty ładne niekoniecznie muszą być powiązane z ładem przestrzennym, wystarczy ich prostota jako element natury, coś w rodzaju rzeźby „od siekiery”, lub nowoczesne akwarium dla ludzi. Inni w pojęciu ładne dopatrują się estetyki i harmonijności z odmienną naturą ludzką. Ta różność w podejściu do zagadnienia architektury w niedalekiej przeszłości, przed transformacją ustrojową, była okiełzana instytucjonalnie. Istniały wydziały urbanistyki dbające o ład przestrzenny nowej zabudowy, projekty realizowane były w dużych biurach projektowych realizujących zlecenia kolektywnie i pod nadzorem. Przykładem takiego ładu jest Nowa Huta pod Krakowem. Po transformacji ustrojowej, gdy nastąpiła też zmiana nazwy państwa dotychczasowe rygory w budownictwie zostały poluzowane, a na koniec wydziały urbanistyki rozsypały się. Dominację przejęły prywatne biura projektowe realizujące zlecenia pod wymogi prywatnych inwestorów. Sprawdziło się potoczne hasło „hulaj dusza, piekła nie ma”. Miasta i osiedla zaczęły obrastać nowymi budynkami wznoszonymi „bez ładu i składu”. Wysypała się na wolne działki przeznaczone pod zabudowę cała paleta poglądów na nowe kierunki w architekturze. Indywidualizm stworzył na początku wykwit inicjatyw dających możliwości spełnienia oczekiwań indywidualnych inwestorów na obiekty odpowiadające ich gustowi, a z czasem, gdy inwestorami stali się deweloperzy budujący nie dla siebie, a na sprzedaż polot architektów został ograniczony do konkretnych oczekiwań — „budować dużo i tanio”. W tym zgiełku deweloperskim zachowała się też odrobina przyzwoitości zawodowej architekta artysty. Na początku drugiej dekady XXI wieku znowu pojawiły się realizacje godne nazwy architektonicznej. Ich projektanci — architekci wykazali odwieczną tendencję do wznoszenia obiektów przyjaznych estetycznie dla otoczenia i mających zasiedlić je lokatorów. W książce tej nie zamierzam tworzyć historii architektury, takie opracowania są od zawsze w obiegu wydawniczym, zamierzam jedynie pokazać zmiany w architekturze na przestrzeni być może 50 lat sięgając po przykłady, z którymi miałem do czynienia osobiście przed transformacją ustrojową i długo po niej. Ludzie zwykle mają różne pasje. Jedni wydają zarobione pieniądze na podróże, które niewątpliwie kształcą i wzbogacają wewnętrznie człowieka podróżnika, inni z pasją zmieniają samochody, co jest równie kosztowne co podróże, jeszcze inni nie robią nic, żyją od rana do wieczora, noce przesypiają i tak dopóki życia starczy. Mój przypadek jest inny, nieczęsto praktykowany, kosztowny, ale to kwestia kalkulacji. Czwarte własne mieszkanie — dom rodzinny, każde w innym mieście. Czy to szukanie odpowiedniej przestrzeni życiowej, a być może podążanie za coraz nowymi wyzwaniami, chęć życia w coraz to nowym otoczeniu. Na szczęście dzieci nie odziedziczyły mojego domatorstwa, wolny czas poświęciły na dostarczanie mi wizerunku świata chwytanego w ciągłych podróżach. W dalszej treści skupię się na oglądzie zmian w architekturze i urbanistyce z perspektywy zabudowy światowej i realizacji inwestycji mieszkaniowych na własny użytek na tle budownictwa wielomieszkaniowego w otaczających nas blokowiskach i domach osiedlowych. Pomijam dział budownictwa użyteczności publicznej, które dane mi było realizować w systemie generalnego wykonawstwa, jeszcze „polskiej deweloperki”. To były osiedla mieszkaniowe wznoszone dla spółdzielców, szkoły, gmachy ( pałace) dla państwowych instytucji (ZUS) i inne. Pokażę przykładowe realizacje bez komentowania stylu. Na koniec naszą rodzimą architekturę zderzę z architekturą światową dla pokazania kontrastu, a być może zbieżności trendów.

Dla zrozumienia problematyki przez czytelnika będącego jedynie lokatorem budynku mieszkalnego przytoczę skróconą definicję zawodu i branży architektonicznej.

Architekt to osoba określana tytułem zawodowym nadawanym w ustawie. Zwyczajowo osoba zajmująca się inicjowaniem i organizowaniem prac projektowych w budownictwie, a także osoba specjalizująca się w dziedzinie projektowania i wznoszenia budowli.

Architektura — to ogół obiektów trwale związanych z określonym punktem powierzchni. Składowe architektury to obiekty takie jak rzeźba stojąca w ogrodzie, ławka, ogrodzenie, chodnik, budynek mieszkalny jedno lub wielorodzinny, budynki użyteczności publicznej, drogi, mosty, wiadukty, przepusty, wały, elektrownie, warownie itp.

Od pokoleń mamy do czynienia z nowymi trendami w architekturze, które próbują nadążyć bądź kreować modę dostosowania się do zmiennych gustów inwestora. Skrócony opis kierunków w architekturze na przestrzeni kolejnych dekad dwudziestego wieku przedstawiłem na wstępie. Już w odległych wiekach w mojej rodzinnej pamięci sięgającej czasów sprzed powstania styczniowego właściciele będący inwestorami dbali, by ich domostwa wyglądały przyzwoicie. Dowodem są zachowane starówki dużych miast. W dalszej części pokazuję kilka przykładów zabudowy Krakowa, a także dworów i siedlisk na prowincji. W moim przypadku zachował się szkic dworu herbowego na podstawie którego utworzyłem wizualizację w formie obrazu. Nie jest to tradycyjne dzieło sztuki, a zwyczajny „widoczek” dworku, który Rosjanie spalili po upadku powstania styczniowego w odwecie za rekrutację w nim powstańców. Na stronie „Dawne kieleckie” pod hasłem w wyszukiwarce „Dwór herbowy” wyświetla się mój opis tego dworku. Cytat „Architektura dworów szlacheckich różniła się zależnie od zamożności i materiału użytego jako budulec, wizji inwestora lub budowniczego. Są też przykłady, że niezależnie od regionu niektóre dwory były do siebie podobne architektoniczne (dwór herbowy Daleszyce, dworek — Muzeum Wsi Kieleckiej, dworek — Muzeum Wsi Lubelskiej). Zdarzało się, że przy odbudowie spalonego dworu nie dbano o jego rewitalizację, pod starą nazwą powstawał nowszy architektonicznie budynek ( Wójtostwo — Kielce). Powszechnym, nawet obowiązkowym elementem dekoracji dworu polskiego z osiemnastego wieku był zawsze obraz święty lub krzyż wieszany w centralnym miejscu izby mieszkalnej…. „Był tam dwór herbowy wraz z zabudowaniami gospodarskimi dziedzica ( wójta) oraz drugi dwór folwarczny ze stajniami, piwnicą i studnią. Dwory i stajnie zostały rozebrane, studnia zasypana sprzętami dworskimi i ziemią.”

Dwór herbowy — obraz Michał Michalczyk, w zbiorach bpiwa

Legenda herbowa ( wywodzi się z zasłyszenia). Był tam dwór herbowy wzmiankowany w 1761 r. wraz z zabudowaniami gospodarskimi dziedzica oraz drugi dwór folwarczny ze stajniami, piwnicą i studnią. Starzy ludzie długo pamiętali, zanim pomarli, że nad gankiem dworu wisiał obraz przywieziony z pielgrzymki do Częstochowy. Gdy pierwszy raz przyjechali carscy dziedzic dał im kwaterę, nawet rublami zapłacili, ale „babuszkę” kazali z ganku zdjąć. Dziedzic naprędce, by carskich zadowolić, a ludziom spolegliwością się nie narazić, nakazał zarządcy na Święty Krzyż jechać i kopię relikwiarza przywieźć, ale taką by wiarę trzymała. Kopia relikwiarza otrzymała znak krzyża, a dla uniknięcia podejrzeń carskich o stawianiu ołtarzyka w ganku dziedzic nakazał w sercu krzyża umieścić literę C, a w krzyż wpleść literę D, symbolizujące herb miasta. Tak powstał herb dworski, który wisiał tam jeszcze wtedy, gdy cały dwór już rozebrano. Zdjęli go na końcu i starannie ukryli na wieki. Przetrwała miniatura herbu dworskiego używana do znakowania powozów. Tarcza 8,5 x 13 cm, stara blacha cynowa gr 1 mm, krzyż nałożony z tej samej blachy, litera D — nałożona blacha cynowa 1,0 mm.

Herb dworu w zbiorach bpiwa

Dwór folwarczny — stempel leśny. „Nieopodal dworu herbowego stał dwór folwarczny. Wszelkie ślady jego istnienia zostały zatarte, pozostał jedynie stempel metalowy. Folwark nie był prawdopodobnie związany bezpośrednio z dworem, jedno co go z nim łączyło to znak podwójnego krzyża w pieczęci. Dla dworu był to herb, tu jednak symbolizuje uschłe ( pęknięte lub rozdarte piorunem) drzewo do wycinki. Litery na obręczy tarczy F. J. mogą sugerować, że była to pieczęć rodziny Jaworskich, ( moja mama była z tej rodziny, stąd stempel wpadł w moje posiadanie), używana do stemplowania asygnat leśnych ( rodzina do tej pory posiada tam lasy). Był używany jeszcze w latach pięćdziesiątych XX w. do „odbijania” — znakowania przy użyciu gęstej farby wycinanych, martwych, pni z własnego lasu. Tarcza z metalu w miarę miękkiego, prawdopodobnie cyna z wstawionymi pod krzyżem dwoma przekręconymi względem siebie maskami — prawdopodobnie srebro, elementy krzyża i litery F. J. wypukłe, mocno nadwyrężone, rękojeść — białe żelazo — kute ręcznie. Zaostrzony koniec rękojeści używany był jako dziobak do usuwania grubej sosnowej kory z odziemków.”

Stempel leśny folwarku w zbiorach bpiwa

W latach siedemdziesiątych, od których w zasadzie zaczynam własną dorosłą wędrówkę po miastach modne były wielkie budowy, kompleksowe osiedla zabudowane klockami wypełnionymi jednakowymi lokalami mieszkalnymi dla emigrujących z prowincji lokatorów. W początkowej fazie architekci zobligowani do dbałości o ład przestrzenny starali się nadać bryłom obiektów budowlanych nie tyle wygląd, co uporządkowanie zabudowy w przestrzeni. Przykładem, z którym sam miałem do czynienia jest budowa nowego miasta w Jastrzębiu Zdroju. Wcześniejsza zabudowa murowanymi blokami z lat sześćdziesiątych XX wieku o jednakowym wyglądzie została poszerzona o blokowiska z wielkiej płyty. Przybyło pięter, lecz zachowana została pudełkowa forma architektoniczna obiektów i całych osiedli. Był to produkt ogromnych fabryk domów, które wytwarzały i dostarczały wprost na plac budowy gotowe ściany z wbudowanymi oknami. Sam zbudowałem w systemie generalnego wykonawstwa kilka tysięcy mieszkań w takich prefabrykowanych blokach. Technologia nie rokowała długowieczności tych wielkich domów, a to z racji połączeń prefabrykatów w technologii spawania zbrojenia konstrukcji narażonego na korozję. Blokowiska prezentowały się w tamtych latach nowocześnie i pomimo upływu niemal pół wieku nie straciły na atrakcyjności, ich elewacje nadal są wzorem do naśladowania dbałości o estetykę, chociaż dla wielu zioną niechcianym PRL-em przełomu lat sześćdziesiątych na siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Poglądowo zamieszczam kilka fotek zrobionych w 2019 roku, by naświetlić trendy panujące grubo przed transformacją ustrojową. Tam przyszło mi przemieszkać ćwierć wieku, tak więc sentyment obliguje do prezentacji tych miejsc. Osiedla mieszkaniowe, jak wspomniałem wcześniej, budowane w latach siedemdziesiątych projektowane były przez duże zespoły w biurach „Miastoprojekt” zatrudniających urbanistów, architektów, konstruktorów. Schodzący z desek kreślarskich produkt trafiał na budowę w wersji dopracowanej pod względem służebności dla przyszłych lokatorów. Razem z mieszkaniami projektowano pełną infrastrukturę i małą architekturę osiedlową. Były więc sklepy, szkoły, przedszkola, skwery i… nawet trzepaki do dywanów, które jednocześnie spełniały funkcję placu zabaw. Wykonane po upływie pół wieku fotografie pokazują różnicę w podejściu do planowania osiedli. Wtedy bloki były oddalone od siebie na wystarczającą odległość, by nie zasłaniały sobie nawzajem światła słonecznego, by gwarantowały przewiew. Działki budowlane były wtedy publiczne, spółdzielcze. Współcześni architekci postawili na integrację społeczną, tak by sąsiedzi mogli zaglądać sobie do kuchni z balkonów. Przykładem miasta przestrzennego pod względem zabudowy w tej publikacji jest wspomniane Jastrzębie Zdrój, ale osiedla z lat siedemdziesiątych w innych miastach są podobne. W zestawieniu z pokazem jastrzębskiej zabudowy osiedlowej prezentuję kilka przykładów podobnej zabudowy krakowskiej. Początkowo są to standardowe bloki pudełkowe z balkonami, nowsze są już apartamentowcami z wizją architektoniczną. Podobne wyrastają w innych miastach coraz śmielej. To znak, że architekci łapią okazje do pokazania swojego kunsztu pomimo skrępowania szczupłością działek budowlanych. Coraz częściej i śmielej przenoszone są style biurowe konstrukcji szkieletowych z przeszklonymi elewacjami na budownictwo mieszkaniowe. Jeżeli w biurowcu, gdzie ludzie spędzają życie za dnia elewacje te spełniają swoją funkcję dostarczając dużo światła, tak w domach, gdzie lokatorzy zazwyczaj spędzają czas po zmroku jest to modny wybryk. Elewacje szklane zastępujące tradycyjne ściany przegrzewają się w ciągu dnia, a mocno wychładzają nocą. Trendy i moda są jednak dużym wyzwaniem, więc pojawiają się w ofertach domy akwaria z oszklonymi stropodachami i przeszklonymi ścianami. Przypadki te pomijam w rozważaniach, stanowią bowiem nadal modny margines w architekturze, z którym należy się liczyć w nadchodzących dekadach. Może sprawdzić się porzekadło „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Przykładowe realizacje pokazuję w dalszej części, by nie przeoczyć trendu. Zabudowa miasta Jastrzębie Zdrój z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych doskonale obrazuje kierunki architektoniczne w projektowaniu osiedli mieszkaniowych. Wcześniejsze bloki murowane miały zapewnić mieszkanie dla niewielkich rodzin i taką funkcję doskonale spełniły. Kolejna dekada, lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku to już dominacja wielkiej płyty. Ilość kondygnacji podwoiła się, skrócił się czas realizacji o połowę. Mieszkania w tych blokach były projektowane dla rodzin rozwojowych pod względem dzietności. Oprócz mieszkań trzypokojowych pojawiły się czteropokojowe i pięciopokojowe oddawane do użytku w wersji do zasiedlenia, pod klucz, z wyposażeniem w podstawowe meble — meblościanki. Inwestorami całych osiedli gotowych do zasiedlenie były państwowe zakłady pracy, które mieszkania przydzielały swoim pracownikom za minimalną opłatą skalkulowaną do kosztu zainstalowanych tam mebli. Wówczas hasła propagandowe o Polsce rosnącej w siłę, by ludziom żyło się dostatnio były realizowane z powagą.

Jastrzębie-Zdrój — miasto na prawach powiatu, położone na Górnym Śląsku, w południowej części województwa śląskiego. Jeden z ośrodków centralnych aglomeracji rybnickiej i Rybnickiego Okręgu Węglowego.
Jastrzębie-Zdrój.
Jastrzębie-Zdrój — miasto na prawach powiatu, położone na Górnym Śląsku, w południowej części województwa śląskiego. Jeden z ośrodków centralnych aglomeracji rybnickiej i Rybnickiego Okręgu Węglowego.
Jastrzębie-Zdrój — miasto na prawach powiatu, położone na Górnym Śląsku, w południowej części województwa śląskiego. Jeden z ośrodków centralnych aglomeracji rybnickiej i Rybnickiego Okręgu Węglowego.
Jastrzębie-Zdrój — miasto na prawach powiatu, położone na Górnym Śląsku, w południowej części województwa śląskiego. Jeden z ośrodków centralnych aglomeracji rybnickiej i Rybnickiego Okręgu Węglowego.
Jastrzębie-Zdrój — miasto na prawach powiatu, położone na Górnym Śląsku, w południowej części województwa śląskiego. Jeden z ośrodków centralnych aglomeracji rybnickiej i Rybnickiego Okręgu Węglowego.


Kraków Krowodrza
Kraków Krowodrza
Kraków Krowodrza. Budownictwo Krakowa nie odbiegało od standardu. Powstała dobrze zurbanizowana Nawa Huta, która dotąd jest najlepiej zorganizowanym osiedlam miasta. Na obrzeżach starówki, która w zasadzie została wyludniona z powodu niedostatecznych warunków mieszkaniowych, wyrosły nowe osiedla o typowej dla tamtego okresu architekturze. Deweloperzy przejmujący atrakcyjne, ale drogie działki zaczęli miasto zagęszczać wciskając się w istniejącą z poprzednich lat zabudowę. Przestał obowiązywać ład przestrzenny co spowodowało, że nowe budynki wystrzeliły w górę za nic sobie mając te starsze. Z czasem też zaczęli powracać do architektury światowej nadając blokom kształty niestandardowe. Pojawiają się też bloki piramidy naśladujące domy hotelowo uzdrowiskowe w Beskidach. To dowodzi, że młodzi architekci sięgają po sprawdzone wzorce poprzedników jeżeli inwestor im na to pozwoli. Tendencja słuszna, gdyż nabywcy mieszkań i apartamentów płacąc za mieszkania chcą mieć swój dom estetyczny architektonicznie i wygodny użytkowo. Nowe miasta idące tą drogą mają szansę stać się nowoczesne, natomiast przed tymi starszymi wkomponowane plomby w szarą zabudowę ożywiają te osiedla, jeżeli nie są wciskane na parkingi i skwery. Nie tak dawno, bo zaledwie sto lat temu mieszkańcy Krakowa mogli wyjść „na pole”, by się zrelaksować z rodzinę. Obecnie mogą jedynie wyjść na Planty, gdzie zachowała się wysoka zieleń, pozostałe tereny są sukcesywnie zabudowywane. Pozostają Błonia, ale to miejsce raczej dla psich wybiegów, tak więc piknik w takiej zabrudzonej przestrzeni nie jest wskazany i świeci zieloną pustką. Tereny z tradycyjną zabudową sprzed pięćdziesięciu lat wzbogacają się o nowe wieżowce wprowadzające charakter wielkomiejski dzielnic. W zabudowę wysoką poszli inwestorzy osiedli podmiejskich. Tu domy w stylu architektonicznym lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku zabetonowały wolne działki do maksimum. Uzasadnieniem jest napór na mieszkania w tych lokalizacjach spowodowany nagromadzeniem instytucji lokalizujących swoje biura poza obrębem starego miasta.
Kraków Ruczaj
Kraków Ruczaj
Kraków Ruczaj
Kraków Ruczaj
Kraków Ruczaj
Kraków Ruczaj
Kraków Żabiniec


Kraków Rondo Grunwaldzkie W Przedwiośniu Żeromskiego pojawia się motyw szklanych domów. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku Boryka namawia syna — Cezarego — by wyruszył z nim do odrodzonej ojczyzny. By zachęcić chłopaka do wyjazdu, opowiada mu o szklanych domach, które są budowane w Polsce. Podczas podróży wspomina, że widział je na własne oczy. Były to domy nowoczesne i funkcjonalne, higieniczne, piękne. Ich kolor zależał od okolicy w jakiej je budowano. Były więc domy białe, różowe, jasnozielone, w odcieniu fioletu lub nasturcji. Poza tym bardzo łatwo się je montowało, w ciągu kilku dni. Wizja Żeromskiego na ówczesne czasy była fantazją, ale po latach okazała się inspiracją dla wcześniejszych i współczesnych architektów. Szklane domy wznoszą inwestorzy już od ponad 50 lat. Nowoczesny biurowiec musi być „szklaną pułapką”, ale też coraz częściej powstają szklane domy jednorodzinne. Tylko patrzeć jak kosmiczne wizje zabudowy Marsa przełożą się na ziemskie place budów. Razem z konstrukcją domów zmieniają się trendy aranżacji wnętrz.
Warszawa 2019. Rewitalizacja obiektu z 1966 roku wprowadziła zmiany w elewacji dostosowując ją to współczesnej technologii. W strzelającej pod chmury zabudowie stolicy, gdzie architekci ścigają się z ruskim Pałacem Kultury ten budynek banku PKO jest jak szklanka ustawiona na parkingu dużego miasta.
Warszawa 1966. Wzniesienie tego gmach pół wieku temu dowodzi, że kierunki w architekturze są naukowym wymysłem, a wizje architektoniczne są odwieczne.


Jastrzębie Zdrój 1992. Wchodząc zawodowo na rynek budowlany spadły na mnie realizacje w generalnym wykonawstwie osiedli mieszkaniowych o średniej klasie kubaturowej. Bloki do siedemdziesięciu lokali zazwyczaj dochodziły do piątego piętra. W latach osiemdziesiątych były standardem inwestycyjnym w wielu lokalizacjach. Zbudowałem tak kilka tysięcy mieszkań, a blok stawał w stanie surowym w miesiąc. Nudne, niemal jednakowe osiedla budziły niepokój skoszarowania, a mimo to znajdowały natychmiast nabywców. Dla odreagowania nudy szybko wypadało zabrać się za budowanie dla siebie coś innego niż masówka budowlana wyrastająca na polach wokół starych miast, wszak mawia się, że „szewc nie lubi chodzić w ciasnych budach”. Korzystając z postojów placu budowy spowodowanych trudnościami finansowymi spółdzielczych inwestorów szybko, bo w niecałe pół roku zaprojektowałem i wzniosłem pierwszy swój dom jednorodzinny w sercu Jastrzębia Zdroju, na skraju starej zabudowy i istniejącej już zabudowy osiedlowej. Projekt wydawał się odważny i nowatorski jak na początek lat dziewięćdziesiątych. Wtedy na rynek zaczęły napływać wzory zachodnie, inwestorzy postawili na architekturę wyróżniającą dom z okolicznej zabudowy. Po ukończeniu budowy dom okazał się niezbyt zadowalający, chociaż wygodny z racji metrażu 330 m kw., szybko znalazł nabywcę i został sprzedany przed zasiedleniem.


Ustroń 1997 — dom z galerią ( do 2016). W poszukiwaniu domu marzeń nie było potrzeby szukania zdolnego i ambitnego architekta, takich chyba jeszcze nie było, zwłaszcza, że rozsypały się biura projektowe, architekci zaczęli zakładać prywatne firmy. W katalogu pojawił się niski dom o zabudowie niestandardowej, wydawało się idealny na cele mieszkaniowe i wbudowanie salonu wystawowego dla planowanej galerii sztuki. Miał stanąć w rynku miasta Ustroń zamykając południową pierzeję widokową na Czantorię. Inicjatywa zabudowy w tym miejscu obiektu mieszkalno użytkowego zdobyła akceptację władz samorządowych, natomiast nadzór budowlany postawił warunek zadaszenia obiektu dachem spadzistym, zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego pomimo, że sąsiednia zabudowa była bryłą prostopadłościanu. Tak powstał mój drugi dom jednorodzinny z galerią na gromadzone dzieła sztuki. Mieszkanie w jednym miejscu przez kilkanaście lat dla kogoś, kto szuka nowych wyzwań jest okresem wystarczająco długim, zwłaszcza gdy włosy siwieją, co jest oznaką upływu ziemskiego rezydowania. Po dwudziestu latach przyszła pora na zbliżenie się do Krakowa. Argumentem przesądzającym miało być wtopienie się w nurt wielkiego miasta nasyconego instytucjami kultury, w tym muzeami, galeriami. Prezentując architekturę kolejnych domów wstawiam też aranżację wnętrza ostatniego, już krakowskiego domu nie po to, by miała stanowić modę w umeblowaniu, lecz podkreśleniu, że tu ewolucja następuje raczej w salonach meblowych, gdzie stare meble wymienia się na nowsze, ale zawsze w stylu do którego jesteśmy przywiązani. Domy z końca dwudziestego wieku posiadają konstrukcję dostosowaną do warunków termicznych latem i zimą. Latem są chłodne, zimą trzymają ciepło. Taka też jest aranżacja wnętrz dopasowana do mającego tam powstać klimatu rodzinnego, ciepłego domu pod każdym względem. Nowoczesne domy z przewagą szkła meblowane są podobnie do architektury, są sterylne i chłodne, za to robią wrażenie elegancji jakby na pokaz, a nie do codziennego użytku.


Kraków- osiedle Łokietka Nowy dom na obrzeżach Krakowa, mniejszy o połowę od poprzedniego, to wystarczający dla starzejącej się przecież rodziny dwuosobowej. Ogród trzykrotnie mniejszy sprawiał wrażenie ciasnoty przestrzeni, za to mniej koszenia latem i biomasy do usunięcia jesienią. W tych miejscach zabudowa jednorodzinna wydaje się być niepraktyczna z racji innego szacowania ceny ziemi, to też wokoło dominująca zabudowa szeregowa, tak jakby projektant budował wieżowiec położony na ścianie szczytowej. Nieznośna monotonia zabudowy podmiejskiej mogłaby wprowadzić w depresję niejednego, to zasada „coś za coś” uzyskuje swoje potwierdzenie. Trzeba tu pomieszkać, by znowu próbować coś zmienić. Styl podmiejskiej zabudowy nie daje jednak zbyt wiele nadziei na wyszukanie dogodniejszej lokalizacji. Domy jednorodzinne są tu wiekowe i zawsze dwukrotnie droższe od ich realnej wartości, nowa zabudowa szeregowa i bliźniacza obrastająca miasto pierścieniem jak mur chiński jest z roku na rok mniej interesująca. Już tych domów nie budują inwestorzy prywatni, a deweloperzy „podmiejscy”. Prawie bez przyzwoitych fundamentów, partery z poddaszami użytkowymi bez stropów nad piętrem, ściany na jeden pustak obłożony styropianem. Można spodziewać się, że po dekadach te ściany rozdziobią kruki i wrony, jeśli wcześniej wiatr nie zrobi szkody. Na tle nowego budownictwa schyłku pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku domy schyłku dwudziestego wieku wydają się być trwalszymi.


Kraków- osiedle Łokietka
Kraków -osiedle Magnolie
Kraków -osiedle Magnolie


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 22.48
drukowana A5
Kolorowa
za 50.74