E-book
27.3
Bractwo Dusz #1

Bezpłatny fragment - Bractwo Dusz #1

Księgi 1-3


5
Objętość:
441 str.
ISBN:
978-83-8221-469-7

Bractwo dusz, księga 1

Bractwo

Rozdział 1

— No, nie — odetchnęła głęboko Grace. — Znowu ten sam sen — powiedziała do siebie szeptem, budząc się o świcie w dniu swoich szesnastych urodzin. Rozmarzyła się na samą myśl o tym, jaki prezent rodzice kupili jej tydzień wcześniej. Był nim czarny, metaliczny Jeep Liberty, o którym marzyła, odkąd skończyła dwanaście lat.

— Cześć, mamuś! — krzyknęła, wbiegając do kuchni. — Tata już wyjechał? — zapytała, chwytając bułkę z miodem, która leżała na jej talerzu.

— Niestety, kochanie — robiąc smutną minę, odpowiedziała ciemnowłosa, wysoka kobieta, ubrana w czerwony szlafrok. — Wyjechał w delegację na kilka dni. — Ale po chwili, już z uśmiechem na twarzy, dodała: — To nam jednak nie zepsuje świętowania twoich urodzin. — I dosiadając się do córki, posmarowała sobie bułkę masłem. — Co chciałabyś dziś robić? — zapytała.

— Hmm… — zamyśliła się Grace. — Jeździć moim nowym autkiem — odparła dziewczyna o długich czarnych włosach i ciemnoniebieskich dużych oczach. Matka przytaknęła głową ze zrozumieniem, a dziewczyna głośno ziewnęła.

— Nie wyspałaś się? — zapytała zaskoczona kobieta o imieniu Anna.

— Troszeczkę — odpowiedziała Grace, przecierając zaspane oczy. — Znowu miałam ten sam sen.

Matka spojrzała na nią z lekkim niepokojem, czekając na szczegóły.

— Od trzech dni śni mi się ta sama twarz — wyjaśniła, ubrana w krótkie spodenki i letnią koszulkę w kolorze niebieskim, młoda dziewczyna, przypominając sobie rysy chłopaka ze snu.

Anna zbladła i z bardzo poważną miną zapytała:

— Czy śni ci się jeden i ten sam chłopak?

— Skąd wiesz, że to chłopak? — zdziwiła się Grace. — Przecież nic takiego nie powiedziałam — dodała lekko poirytowana. — Poza tym, nie martw się, nie znam go i nawet nie wiem, czy istnieje — próbowała uspokoić matkę. — To tylko głupi sen, mamo — uśmiechnęła się.

Jednak kobieta, nie reagując na uspokajający ton córki, wstała szybko od stołu i gorączkowo sprzątając talerze ze stołu, powiedziała:

— Spakuj rzeczy na tydzień, za godzinę wyjeżdżamy.

— Co? — zapytała zdziwiona Grace, odsuwając kanapkę od ust — Jak to? — Jednak matka bez słowa zniknęła z kuchni. Dziewczyna ruszyła za nią, zarzucając ją setką pytań: — A co z twoją pracą? Co z moimi warsztatami tanecznymi? Przepadną mi świetne lekcje! Dlaczego? Gdzie chcesz jechać? A co na to tata?

Kobieta nie reagowała, tylko w milczeniu szybko ubierała się i wrzucała rzeczy do walizki.

— Mamo! — krzyknęła nagle Grace. Kobieta stanęła jak zamurowana. Spojrzała na córkę ze łzami w oczach i przytuliła ją mocno.

— Pośpiesz się — powiedziała już spokojniej — w drodze wszystko ci wytłumaczę.

Grace nieco zdezorientowana posłuchała matki.

Jechały już od dwóch godzin, a matka nie odezwała się ani słowem. Grace początkowo próbowała zasnąć, ale ciekawość nie pozwalała jej się rozluźnić. Wierciła się i wierciła, aż nie wytrzymując napięcia, zapytała:

— Powiesz mi, gdzie jedziemy?

Kobieta wyrwana z zamyślenia, zerkając ukradkiem na córkę, przygryzła górną wargę i powiedziała:

— Nigdy nie opowiadałam ci o babci, o jej śmierci i o twoich narodzinach.

— Mówiłaś tylko, że umarła w dniu moich urodzin i dlatego wyjechaliście z tatą z Sun City — przerwała jej Grace.

— Zgadza się — potwierdziła Anna. — Mówiłam też, że babcia należała do Bractwa Dusz.

— Tak, ale nigdzie nie znalazłam żadnych informacji o tym Bractwie — wtrąciła dziewczyna.

— I nie znajdziesz — odparła kobieta. — Na pewno nie w internecie — dodała z zatroskaną mina. — Historia Bractwa sięga czasów starożytnych, a swoimi korzeniami ociera się nawet o początek świata.

Grace spojrzała zaciekawiona.

— Początek świata? — zapytała.

— Kiedyś poznasz ich historię — odpowiedziała krótko matka. — W tej chwili to nieistotne — dodała. — Teraz najważniejsze jest to, że co jakiś czas Bractwu udaje się sprowadzić na ziemię wyjątkowe dusze…

— Co zrobić? — przerwała jej dziewczyna. — Co to znaczy sprowadzić wyjątkowe dusze? — dodała. — Chyba w to nie wierzysz? — spojrzała na Annę zaniepokojona.

— Do dzisiejszego ranka myślałam, że tym razem im się nie udało, ale gdy powiedziałaś mi o swoim śnie…

— A co ma do tego mój sen? — przerwała jej lekko poirytowana Grace.

— Kochanie, za chwilę będziemy na miejscu i gdy tylko się upewnię, że twój sen nic nie znaczy, wrócimy do domu. Obiecuję, dobrze? — dodała troskliwie kobieta.

Grace spojrzała na matkę. Czuła złość. Odwróciła wzrok w stronę okna i zaczęła wpatrywać się w krajobraz. W jej głowie kłębiły się myśli, nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić i czekała z niecierpliwością aż dojadą.

— Jesteśmy na miejscu — powiedziała Anna po pół godzinie, wjeżdżając na podjazd starego, ale eleganckiego i zadbanego domu, otoczonego kwiatami i dużymi dębami.

Wysiadły z samochodu. Kobieta ruszyła do wejścia, a Grace, stojąc obok auta, rozejrzała się po okolicy. Nadal czuła złość na matkę, że wyciągnęła ją tyle kilometrów od domu i że straciła lekcje tańca, na które czekała przez cały rok.

Nagle w wejściu pojawiła się starsza kobieta, bardzo elegancka, z szarym kotem na rękach. Matka Grace weszła do środka, nawet nie oglądając się na córkę. Ta została przy samochodzie.

Wtem dziewczyna usłyszała jakiś hałas dochodzący z garażu znajdującego się obok domu. Ciekawość zaprowadziła ją do środka pomieszczenia.

— Ale bałagan — powiedziała do siebie z obrzydzeniem, patrząc na porozrzucane narzędzia, cieknący kran, szmaty leżące, gdzie popadnie, motor w kącie i rozgrzebany silnik w samochodzie stojącym pośrodku.

Nagle usłyszała ponury głos dobiegający spod auta:

— Podaj klucz nasadowy albo spadaj!

Spojrzała na wystające spod samochodu nogi i gdy znalazła narzędzie, rzuciła je obok, odzywając się równie nieuprzejmie.

— Proszę! — I odwracając się w stronę wyjścia, dodała ciszej: — Co za gbur!

W tym samym momencie spod auta szybko wysunął się chłopak i równie szybko podniósł się, stając przed nią. Wysoki, wysportowany, o ciemnych oczach, ubrany w ogrodniczki, z szelkami wiszącymi wzdłuż nóg. Był bardzo brudny, widać, że spędził trochę czasu pod autem.

Grace, mierząc go wzrokiem od góry do dołu, aż otworzyła usta ze zdumienia. Stał przed nią chłopak z jej snów.

— Czego tutaj szukasz? — zapytał ponuro trochę zaskoczony chłopak. Grace początkowo się zmieszała, jednak była wciąż zła; zacisnęła zęby i odwracając się bez słowa, ruszyła w stronę wyjścia.

Chłopak krzyknął za nią, gdy już prawie była na zewnątrz:

— Mowę ci odjęło?!

Grace aż zakipiała ze złości. Odwróciła się na pięcie i ze wściekłą miną odpowiedziała dość głośno:

— Za sekundę mnie tutaj nie będzie i mam nadzieję, że już się nigdy nie spotkamy — spojrzała na silnik samochodu — Jak chcesz, żeby auto odpaliło, radzę ci podłączyć zasilanie, bo sam klucz nasadowy nic nie zdziała.

Chłopak popatrzył na nią zdziwiony, po czym zajrzał pod maskę auta, gdzie dostrzegł porozłączane kable od silnika. Grace zniknęła za drzwiami garażu. Ciemnowłosy chłopak klepnął się w czoło i ruszył za dziewczyną.

— Jedziemy już?! — krzyknęła Grace, idąc szybkim, prężnym krokiem w stronę auta, gdy zobaczyła wychodzącą matkę w towarzystwie staruszki.

Obie spojrzały najpierw na dziewczynę, potem na chłopaka. Grace odwróciła się, biegnąc za ich wzrokiem, w stronę garażu. Zmarszczyła brwi ze złości i wsiadła do auta. Chłopak rzucił szmatę na ziemię i też odwrócił się, aby wejść ponownie do garażu. Matka Grace i starsza kobieta popatrzyły na siebie.

— Mówiłam ci, on taki jest od czasu swoich szesnastych urodzin. Cały czas zły, niemiły, ciągle ładuje się w jakieś kłopoty — powiedziała smutno, ubrana w ciemnozieloną garsonkę, kobieta.

— To co mam teraz zrobić? — zapytała ze łzami w oczach Anna. — Pozostał mi tylko tydzień, a potem ją stracę?

Starsza kobieta spojrzała na nią zatroskana i bezradna:

— Jedźcie do Beatrice, może ona znajdzie jakieś wyjście.

Po czym przytuliła młodszą kobietę i dodała szeptem:

— Musisz być silna i wierzyć.

Wsiadając do samochodu, Anna oznajmiła:

— Zajrzymy jeszcze do cioci Beatrice.

Grace zrobiła zrezygnowaną minę i odwróciła wzrok od matki.

Po chwili kobieta już parkowała na podjeździe starego domu, otoczonego pięknym ogrodem i wysokimi brzozami. Drzewa okalały budynek, tworząc jakby kopułę ochronną. Całość robiła zniewalające wrażenie.

— Chodź, poznasz ciocię — powiedziała Anna, uśmiechając się lekko do zniechęconej dziewczyny.

— Ale potem wracamy do domu, tak? — zapytała Grace i spojrzała na matkę błagalnym wzrokiem. Ta nic nie odrzekła, patrzyła tylko z troską na córkę.

Wysiadły z samochodu. Nagle z domu wybiegła do nich siwa staruszka o krępej budowie ciała. Wyglądała jak typowa babcia, wesoła i pełna energii. Grace uśmiechnęła się mimowolnie, czując,

że złość powoli ją opuszcza. Staruszka uściskała obie kobiety i mocno je obejmując, zaprowadziła do domu. Wszędzie roznosił się zapach świeżo upieczonych bułeczek. Salon był duży, znajdowało się w nim pełno książek i wiszących wietrznych dzwoneczków, które co jakiś czas wydawały przyjemny i delikatny dźwięk. Kobiety usiadły w pięknie udekorowanych antycznych fotelach, stojących pod oknem, wokół szklanego stołu. Salon został urządzony w starym stylu, ale meble wyglądały jak nowe.

Kobiety siedziały w ciszy, popijając ziołową herbatę i zajadając babkę cynamonową.

W końcu staruszka, spoglądając na dziewczynę, zapytała:

— Miałaś sen, Grace?

Zaskoczona dziewczyna spojrzała najpierw na matkę, potem na staruszkę i popijając herbatę, odpowiedziała najdelikatniej jak potrafiła, nie chcąc urazić starszej kobiety:

— Tak. Ale to już nieważne — dodała szybko. — Widziałam go i nie lubimy się. Uważam temat za zamknięty.

Ciotka spojrzała na nią poważnie, potem przeniosła wzrok na Annę, która siedziała zatroskana, wpatrując się w córkę.

— Widziałaś go… — Staruszka pokiwała głową, tak jakby spodziewała się takiej odpowiedzi. Grace spojrzała na matkę, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.

Zamiast tego odezwała się ponownie starsza kobieta:

— Chciałabym, abyś teraz mnie uważnie wysłuchała.

— Czy potem będziemy mogły wracać do domu? — przerwała jej dziewczyna, spoglądając na matkę. Ta zwróciła oczy w stronę ciotki Beatrice.

— Wysłuchaj mnie, a potem zdecydujecie — odpowiedziała spokojnie starsza pani.

Grace odetchnęła głęboko z ulgą i skupiła uwagę na cioci.

— Ponad dwadzieścia lat temu w Sun City zebrała się pewna grupa ludzi, aby przeprowadzić rytuał Powracających Dusz. W większości była to Starszyzna Bractwa Dusz mająca za zadanie chronić Energię Ziemi. Od początku istnienia świata przekazuje ona Naszej Planecie połączone Energie Ognia, Powietrza, Wody, Ziemi i Ducha, aby ta była silna i utrzymywała kontakt z Energią Kosmosu. Kiedyś nie byli to ludzie. Na początku taką energią zasilały Ziemię rośliny, potem zwierzęta. Dopiero od kilkuset lat robią to ludzie o szczególnych mocach. Niedługo się sama przekonasz, że wszystko wokół nas jest Energią, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i że możemy czerpać z tego tyle dobra, ile chcemy — opowiadała staruszka, co jakiś czas obserwując reakcje Grace. Ta siedziała spokojnie i słuchała uważnie.

— W 1990 roku, widząc, że Energia Ziemi wciąż maleje, a Starszyzna ma za mało siły, aby sama ją mogła wspierać, ludzie poprosili o pomoc Naszą Planetę i Kosmos. W ostatni dzień roku kalendarza gregoriańskiego otrzymali oni siedem Energii w postaci Dusz Największych Bogów Wszechświata. Są to: Dusza Gai — greckiej Matki Ziemi, Dusza Uranosa — greckiego Boga Nieba, Dusza Afrodyty — bogini miłości, Dusza Aresa — boga wojny, Dusza Księżniczki Andromachy i Dusza Księcia Hectora — bohaterów wojny trojańskiej oraz Dusza Artemidy — bogini wojowników. Te Energie otrzymało siedmioro dzieci — cztery dziewczynki i trzech chłopców. Niestety, ofiara, jaką musiała ponieść Starszyzna, okazała się dość bolesna. Równocześnie, gdy rodziły się „cudowne dzieci”, umierali członkowie Bractwa bezpośrednio związani z maluchami. I tak, w 1994 roku straciliśmy czterech członków, w 1995 i 1996 kolejnych dwóch. Najboleśniej Bractwo odczuło stratę Senseja, czyli naszego Przywódcy. Od tego czasu czekamy na to, aż Energie Dusz „cudownych dzieci” osiągną pełną dojrzałość i będziemy mogli odbudować Bractwo i dalej wspierać Energię Ziemi i Kosmosu. — Przerwała na chwilę, biorąc głębszy oddech.

Grace słuchała z poważną miną.

— Rytuał Powracających Dusz był przeprowadzony w Roku Planety Wenus, patronki miłości, stąd na Ziemię przywędrowały trzy pary Bratnich Dusz reprezentujące trzy podstawowe aspekty miłości: czystość uczucia, rodzicielstwa — to Bratnie Dusze Gai i Uranosa, namiętności — to Afrodyta i Ares oraz przyjaźni i wierności — to Andromacha i Hector. Dusze te muszą się spotkać na Ziemi i pokochać, w przeciwnym razie wrócą do nieba. — Kobieta spojrzała na Grace, a ta uważnie wpatrywała się w ciotkę. — „Cudowne dzieci” wychowywały się w większości pod okiem Bractwa. Staraliśmy się zapewnić im wszystko, choć w przypadku chłopczyka, który ma Duszę Uranosa, nie było to łatwe. Podczas porodu matka i ojciec musieli oddać mu całą swoją Energię Życia i oboje umarli. Został pod opieką babci i pozostałych członków Starszyzny. Nigdy się nie uskarżał, ale też nigdy nie widzieliśmy go w pełni szczęśliwego. Najpierw miał smutne oczy, które potem zrobiły się ponure i złe. Do tego dziewczynka, mająca Duszę Artemidy, bogini bojowników, ciągle go buntuje i chłopak ładuje się wiecznie w kłopoty. Namówiła go na Rytuał Oczyszczenia z Energii, co może mieć poważne konsekwencje — może się okazać, że chłopak nigdy nie uzyska pełni swoich mocy energetycznych. Dodatkowo od tamtej pory całkowicie zamknął się w sobie, zawsze było mu brak matczynej i ojcowskiej miłości, której tak potrzebują dzieci. Teraz czekamy, aż wszystkie Dusze osiągną dojrzałość i połączą się, aby wspólnie aktywować Energię Ziemi i Kosmosu.

Kończąc swoją opowieść, staruszka spojrzała na Grace. Ta siedziała wpatrzona w stół i myślami była przy tym małym chłopcu bez rodziców, bez nikogo na świecie — zrobiło się jej bardzo smutno.

— Może zrobię jeszcze herbaty? — przerwała ciszę ciocia Beatrice. Grace i Anna spojrzały na nią i obie przytaknęły.

— Kiedy te Dusze się połączą? — zapytała Grace ciocię krzątającą się w kuchni.

— Dwie pary już są razem — odkrzyknęła z kuchni staruszka. — Teraz czekamy na ostatnią — dodała, wchodząc do pokoju z herbatami.

— A skąd wiedzą, że są tymi Bratnimi Duszami? — pytała dalej Grace.

Ciocia spojrzała na Annę, ta na staruszkę.

— Gdy kończą szesnaście lat, śni im się wybranek — uśmiechając się, powiedziała kobieta.

Grace spojrzała z niedowierzaniem.

— Chcecie powiedzieć, że ja jestem jednym z tych „cudownych dzieci”? — zapytała z ironicznym wyrazem twarzy. Ciocia i matka nic nie odpowiedziały, tylko patrzyły uważnie na reakcje dziewczyny. — I może ten gbur z garażu to moja bratnia dusza? — przypominając sobie chłopaka ze snu, dodała Grace. Kobiety dalej tylko się przyglądały. — Przywiozłaś mnie tutaj, abym się z nim połączyła? — Grace szukała przez chwilę potwierdzenia u matki, po czym wstała. — Jedźmy do domu, mamo — dodała poważnie.

Anna spojrzała rozpaczliwie na ciocię, a ta uśmiechnęła się i powiedziała:

— Wiem, że wydaje ci się to mało prawdopodobne, ale posłuchaj mnie jeszcze przez chwilę — poprosiła staruszka.

Grace usiadła zła z powrotem w fotelu i spojrzała ponuro na kobietę.

— Udowodnię ci, że jesteś wyjątkowym dzieckiem

Grace usiadła zła z powrotem w fotelu i spojrzała ponuro na kobietę.

— Udowodnię ci, że jesteś wyjątkowym dzieckiem — zaczęła.

— Lubisz przyrodę, najlepiej odpoczywasz, przebywając w lesie lub na plaży. Czujesz wibracje, gdy siedzisz bezpośrednio na ziemi, tak jakby Ziemia przekazywała ci Energię. Gdy jest pełnia, czujesz się w swoim żywiole, pełna wigoru, chęci do działania. Lubisz ruch i towarzystwo, ale medytujesz w samotności. Pomaga ci to w wyciszeniu umysłu. Często miewasz sny. Czasem dobre, a czasem przykre, ale są to ostrzeżenia. Pewnie jeszcze nie umiesz ich dokładnie interpretować, ale zauważasz pewne zbieżności. A gdy przyśnił ci się ten chłopak, spowijała go biało-fioletowa poświata — powiedziała staruszka jednym tchem, a Grace aż otworzyła buzię ze zdziwienia.

— Zgadza się? — zapytała po chwili ciocia Beatrice.

— Tak, ale…

— Zostańcie u mnie kilka dni. Jeśli nic szczególnego się nie wydarzy, wrócicie spokojnie do domu, dobrze? — nie dała dojść do słowa dziewczynie.

Anna spojrzała pytająco na córkę.

— No dobrze — zrezygnowana Grace westchnęła, po czym szybko dodała: — Ale nie liczcie, że zaprzyjaźnię się z tym ponurym, aroganckim, nieuprzejmym, niegrzecznym i wkurzającym gościem z garażu. Nie ma za grosz kultury, jest strasznym bałaganiarzem, na dodatek roztargnionym i mało spostrzegawczym. — Nie wiedziała, skąd nagle wziął się u niej taki potok słów, ale chciała jak najszybciej wyrzucić to z siebie.

Kobiety patrzyły na nią uważnie, a gdy skończyła, ciocia podsumowała:

— Dużo o nim wiesz, jak na pierwszy rzut oka. — Po czym wstała i pokazała im, gdzie mogą się rozgościć.

Rozdział 2

Z samego rana Grace pojechała do centrum słonecznego miasta w poszukiwaniu miejsca z internetem, którego ciocia nie miała w domu. Położyła mapę Sun City na kolanach i kierując się głównymi ulicami, zmierzała w głąb miasteczka. Muzyka rozbrzmiewała w radiu, dziewczyna lekko kołysała się w jej rytm. W głębi duszy cieszyła się, że udało jej się namówić mamę, żeby pojechały do Sun City jej nowym jeepem. W końcu Grace zauważyła kafejkę internetową i parkując niedaleko auto, weszła do pomieszczenia, gdzie stało kilka komputerów. Usiadła przy tym, który znajdował się najbliżej okna, i zaczęła szukać w internecie jakichkolwiek informacji potwierdzających słowa cioci.

Nagle ktoś ją zagadnął.

— Cześć, jesteś nowa w mieście? — zapytał przystojny blondyn o niebieskich oczach, ubrany w jasną koszulę i jasne spodnie. Grace spojrzała na chłopaka. — Jestem Peter — powiedział, wyciągając do niej rękę.

Grace odwzajemniła gest.

— Szukasz czegoś konkretnego? — zapytał, siadając przy sąsiednim stanowisku komputerowym.

— Nie, właściwie to nie — odpowiedziała dziewczyna. Nie chciała wypaść na idiotkę, mówiąc o tym, że poszukuje informacji o Duszach Bogów, które krążą w tym mieście.

— Na długo przyjechałaś? — spytał po chwili Peter.

— Mam nadzieję, że nie — odparła. Ale po chwili zorientowała się, że mogła urazić nowo poznanego chłopaka, i dodała, uśmiechając się przyjaźnie: — To znaczy, myślę, że na kilka dni.

Peter spojrzał na nią czujnie, po czym odwrócił się do swojego komputera. Gdy Grace nic konkretnego nie znalazła w internecie, wstała od stanowiska i odchodząc, pożegnała się z Peterem:

— No to trzymaj się, cześć!

— Cześć! — odparł grzecznie chłopak, patrząc w ślad za nią.

Grace ruszyła w stronę swojego auta, trzymając mapę w ręce. Tymczasem Peter wyszedł przed kafejkę i dał sygnał dwóm chłopakom po przeciwnej stronie ulicy, pokazując odchodzącą dziewczynę. Chłopcy spojrzeli najpierw na niego, potem na Grace wsiadającą do jeepa i w końcu na siebie, po czym bez entuzjazmu zajęli się swoją pracą. Pakowali stare skrzynie po napojach do bagażnika furgonetki. Wysoki, muskularnie zbudowany chłopak o czarnych, lekko potarganych, dłuższych włosach, spoglądając na drugiego, ciemnego blondyna o ciemnej karnacji, zapytał z ciekawością w oczach:

— Jaka ona jest?

— A skąd mam wiedzieć? — odparł lekceważąco blondyn.

— David, daj spokój — zaprotestował Peter, dołączając do kolegów.

— Przecież gadałeś z nią w garażu! — wtrącił drugi chłopak.

David zamykając bagażnik auta, dodał tylko:

— Jest zbyt pewna siebie. — Po czym wsiadł za kierownicę i włączył silnik.

— Ale to ona, tak? — zapytał ponownie czarnowłosy chłopak, poprawiając opadające mu na oczy włosy.

— Bo powiedziała, że za kilka dni stąd znika? — wtrącił Peter.

— Czy to ważne? — odparł David, dalej sprawiając wrażenie, jakby go to nie obchodziło, po czym kiwnął chłopakom na pożegnanie i odjechał. Ci spojrzeli po sobie, a następnie na odjeżdżający samochód kolegi.

— Myślisz, że wyciągnie go z tego? — zapytał poważnie Peter.

— Nie mam pojęcia — odparł zielonooki chłopak ubrany w luźne jeansy i koszulę w kratę. — Ale nie mamy dużo czasu — dodał.

Po chwili obaj siedzieli w terenowym jeepie Arthura i z piskiem opon ruszyli w przeciwnym kierunku niż David.

Grace dojechała do świateł i stanęła, spoglądając na mapę.

Obok zatrzymała się furgonetka Davida.

— No i gdzie teraz? — mówiła do siebie.

— Dokąd chcesz jechać? — usłyszała nagle z samochodu stojącego obok.

Spojrzała na kierowcę i ciarki jej przeszły po plecach, ale zrobiła obojętną minę i odpowiedziała szorstko:

— Dam sobie radę. Dziękuję! — zaakcentowała.

Ale chłopak nie dawał za wygraną:

— Wiem, że dasz sobie radę, ale będzie szybciej, jak pokażę ci drogę — powiedział David, wskazując mapę, którą trzymała na kierownicy.

Grace spojrzała na niego i nadal trochę poirytowana odpowiedziała:

— Chcę dojechać na plażę.

— Na drugich światłach w prawo — odpowiedział David i skręcił w lewo, gdy zapaliło się zielone światło na jego pasie.

— Dzięki! — krzyknęła Grace, po czym sama włączyła się do ruchu. — Wow — powiedziała, uśmiechając się do siebie, gdy ujrzała piękną przystań otoczoną skalnym wysypiskiem i zielonymi drzewami. — Chociaż tutaj jest bajecznie — dodała, wysiadając z auta.

Most prowadził na skraj skarpy. Na końcu Grace zauważyła siedzącego i medytującego starszego pana. Odczekała kilka minut i gdy ten się poruszył, zapytała grzecznie szeptem:

— Przepraszam, mogę się dołączyć?

Staruszek spojrzał na nią i skinął dłonią, aby się dosiadła. Grace przyjęła pozycję do medytacji, wyprostowała kręgosłup i zagłębiła się w swojej podświadomości.

Tymczasem obok przystani przejeżdżali Arthur i Peter.

— Patrz, to jej auto! — krzyknął Peter i wyskoczył z jeepa, rozglądając się za dziewczyną. Drugi chłopak zaparkował. Po chwili dołączył do nich David. Musiał zapakować na furgonetkę całą stertę worków ze śmieciami, które czekały na wywiezienie.

— Twoja dama gdzieś zniknęła — wtrącił Arthur, gdy David wysiadał z auta.

Peter obejrzał się na chłopaków i wskazał palcem na koniec skarpy.

— Tam jest.

— Czy ona medytuje w towarzystwie Starego Pana Wu? — zapytał zdziwiony czarnowłosy chłopak. — Przecież on nie znosi towarzystwa, zwłaszcza naszego — dodał.

Peter spojrzał na Davida, ten tylko wzruszył ramionami i dalej pakował worki, sprawiając wrażenie obojętnego.

— Dobra, znikamy — powiedział Arthur i gdy Peter wskoczył do jeepa, odjechali. David zajął się swoją pracą, starając się nie zwracać uwagi na medytujące na skarpie osoby.


***

Po trzydziestu minutach starszy pan wstał i odwrócił się w stronę Grace. Ta także się podniosła i pochylając głowę, podziękowała za wspólną medytację. Staruszek odpowiedział tym samym gestem, po czym zapytał:

— Nie widziałem ciebie tutaj wcześniej…

Grace podniosła bluzę od dresu, na której siedziała podczas medytacji, i odpowiedziała:

— Przyjechałam w odwiedziny do cioci. — Po chwili dodała:

— Jeśli nie przeszkadza to Panu, chciałabym tutaj medytować codziennie rano, po południu i przed zachodem słońca.

Staruszek, lekko przygarbiony, ubrany w czarną koszulkę i czarne bojówki, ucieszył się.

— Widzę, że intensywnie nad czymś pracujesz.

— Lubię często obcować ze swoją podświadomością. Pozwala mi spojrzeć na niektóre sprawy z innego punktu widzenia — odpowiedziała dziewczyna. I dodała: — Jestem Grace. — Wyciągając rękę, spojrzała na staruszka.

— Chang Wu, miło mi — odpowiedział starszy pan i podając rękę Grace, ukłonił się.

Dziewczyna uśmiechnęła się.

— To do wieczora — dodała i pobiegła w stronę samochodu. Pan Wu jeszcze przez chwilę przyglądał się jej, po czym wsiadł do swojej motorówki i odpłynął w stronę małej wyspy na morzu.

Podchodząc do swojego jeepa, Grace zauważyła znajomą furgonetkę. Po chwili pojawił się David; wrzucił worek ze śmieciami do bagażnika. Chłopak spojrzał na nią. Ona popatrzyła nieśmiało i zapytała:

— Śledzisz mnie?

Miał już odpowiedzieć, gdy nadjechał radiowóz.

— Jakieś problemy z Duxem? — zapytał policjant dziewczynę.

David spojrzał w ziemię i nie odwracając się w stronę radiowozu, oparł ręce na furgonetce. Sprawiał wrażenie wkurzonego. Po chwili zatrzasnął bagażnik i odwrócił się w stronę policjanta. Wyglądał, jakby chciał odpowiedzieć mu coś niecenzuralnego. Wtedy wtrąciła się Grace.

— Wszystko w porządku — powiedziała spokojnie. — Pytałam tylko o drogę do centrum — dodała radośnie.

David spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, ale i z wdzięcznością. Policjant uspokojony pokiwał głową i odjechał. Grace odwróciła się w stronę swojego auta.

— Dzięki — usłyszała nagle za plecami. Spojrzała przez ramię na Davida, a ten dodał: — Nie śledzę cię, odpracowuję karę sądową. — I wsiadł do swojego auta.

Grace obejrzała się jeszcze raz na chłopaka.

— To cześć! — krzyknęła i odjechała.

— Cześć — odpowiedział do siebie David, śledząc oddalający się samochód dziewczyny.

Wieczorem, na godzinę przed zachodem słońca, Grace wzięła odtwarzacz mp3 i pobiegła na plażę. Po drodze mijała dom Davida, ale nie widziała nikogo. Na skarpie siedział już Pan Wu. Popatrzył z zadowoleniem na nią i rozpoczęli medytację. Gdy słońce sięgało już morza, Grace wstała, pożegnała się i ruszyła w stronę domu cioci.

Przebiegając obok garażu Davida, musiała szybko odskoczyć; chłopak w niebieskim terenowym jeepie omal jej nie rozjechał.

Wyciągnęła słuchawki z uszu i już miała się na niego wydrzeć, gdy ten uprzejmie i grzecznie, powiedział:

— Bardzo przepraszam, że cię wystraszyłem. — Po czym dodał: — Jestem Arthur.

Grace spojrzała na wyskakującego z auta chłopaka i podając mu rękę, odpowiedziała:

— Grace.

Już chciała biec w stronę domu, gdy usłyszała za plecami:

— Jesteś nowa?

Grace odwróciła się i zobaczyła szczupłą blondynkę o ciemnoniebieskich oczach, ubraną w minispódniczkę, szpilki i kusą letnią bluzeczkę. Wyglądała seksownie i elegancko, ale nie biło od niej nic przyjaznego.

— Cześć Diana — wtrącił nagle Arthur. — Czego tutaj chcesz? — dodał bardzo szorstko.

Sprawiali wrażenie, jakby za sobą nie przepadali.

— Pytam twoją nową koleżankę, nie ciebie — odpowiedziała ze złością dziewczyna.

Arthur wyglądał jak wojownik szykujący się do walki. Grace usłyszała też, jak ktoś staje za jej plecami. Poczuła się tak, jakby stała gdzieś w środku jakiejś niemej bitwy i postanowiła się odezwać.

— Przyjechałam na kilka dni do cioci — odpowiedziała Dianie, gdy ta celowała wzrokiem w Arthura.

Blondynka spojrzała na nią i dodała złośliwie:

— Nie boisz się tak po zmierzchu biegać samotnie po ulicy?

— A ty nie boisz się chodzić o tej porze w takim stroju? — odparła również złośliwie Grace.

Arthur spojrzał na Davida, który wcześniej stanął za plecami Grace, i podniósł brwi do niego na znak dumy, że dziewczyna jest twarda i odważna.

Diana spojrzała na Grace, podeszła do niej bliżej. Grace nawet nie drgnęła, tylko patrzyła jej prosto w oczy, nie dając za wygraną.

— Uważaj na siebie — szepnęła Diana, ale Grace nie spuszczała z niej oczu. Czuła się mocna i nie bała się. Nie wiedziała, czy brało się to stąd, że ma za sobą chłopaków, czy sama była taka pewna siebie.

— Daj spokój — wtrącił nagle David.

Diana odsunęła się od dziewczyny. Spojrzała na chłopaka i całkowicie zmieniając wyraz twarzy, z seksapilem i pełna wdzięku, odpowiedziała:

— Jak sobie życzysz, kochanie. — Po czym odwróciła się i przebiegła na drugą stronę ulicy.

Grace wyminęła sprawnie samochód i rzucając od niechcenia „Cześć”, pobiegła w stronę domu. Nie spojrzała na Davida, była zmęczona i myślała tylko o tym, aby wziąć prysznic i położyć się spać.

Chłopcy tymczasem przez chwilę śledzili wzrokiem oddalającą się dziewczynę:

— Twarda jest — powiedział Arthur.

David spojrzał na niego i dodał, chowając ręce do kieszeni:

— Lepiej, żeby nie zadzierała z Dianą.

Po czym obaj weszli do garażu, gdzie zajęli się pucowaniem motorów.

Rozdział 3

Ciotka Beatrice zajmowała się renowacją starych mebli. Odkąd przyjechały do Sun City, Anna, mama Grace, cały czas pomagała staruszce w pracy.

— Może chciałabyś się przyłączyć? — zapytała starsza kobieta, gdy Grace przeglądała kolejną książkę z jej biblioteczki.

— Czemu nie? — odparła dziewczyna. — I tak przejrzałam już prawie wszystkie książki — dodała wesoło.

— Co mam robić? — zapytała Grace, wychodząc do ogrodu, gdzie siedziały kobiety i starannie malowały stare, pięknie zdobione krzesło.

— Najpierw podjedź do mojej przyjaciółki Apolliny po dwie bra­my. Gdy je przywieziesz, pokażę ci, co masz robić.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.