E-book
9.56
drukowana A5
19.43
drukowana A5
Kolorowa
38.57
Zatrzymanie

Bezpłatny fragment - Zatrzymanie

Objętość:
41 str.
ISBN:
978-83-8155-598-2
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.43
drukowana A5
Kolorowa
za 38.57

Wstęp

Urodziłam się w czarnych wodach.

Krew tryskała z macicy jak oszalała.

Uradziłam się w czarnych wodach…

I może żyć nie powinnam?

Było już o włos od śmierci —

to musiał być cud, więc będę się nim cieszyć do końca…

Rozpacz

Był ciepły letni dzień.

Majowe słońce rzucało obficie promienie na skórę.

Z uśmiechem na twarzy, nieświadoma niczego,

wygrzewałam się na słońcu jak kocica.

Czemu go jeszcze nie ma?

Gdzie się podziewa?

Spojrzałam niewzruszona na przejeżdżającą obok furgonetkę koloru szarego.

Siedzący w niej mężczyzna obdarzył mnie

lodowatym, pogardliwym spojrzeniem.

Przyglądał się badawczo.

Nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie ten wzrok…

— Coś jest nie tak — podpowiadała mi intuicja.

Wróciłam do domu.

On nie odbierał telefonów.

Wyszedł tylko na chwilę, miał zaraz wrócić.

Nie wrócił…

Nadchodził już wieczór.

Ubrałam się, wyszłam z domu.

Gdy wróciłam, na stole leżała kartka:

Pan X został zatrzymany.

O Boże, zabrali go! Zakręciło mi się w głowie.

W tej samej chwili zadzwonił telefon:

— Pani mąż został zatrzymany, będziemy się z Panią kontaktować.

Nie doszła do mnie ta informacja.

Mój głos nieobecny odpowiedział:

— Dziękuję za informacje.


To była ciężka noc.

Oblały mnie zimne poty, nie zmrużyłam oka.

Dostałam informację, że zabrali wszystko:

pieniądze, samochód.


Pojechałyśmy następnego dnia pod prokuraturę.

Wychodzili z niej dwaj mężczyźni.

Z uśmiechami na twarzach powiedzieli:

— Aaa, to ta od Pana X!

Nic nie odpowiedziałam. Nie potrafiłam

wydusić z siebie słowa, jeszcze kręciło mi się w głowie —

od emocji, od alkoholu, który spożywałam tamtej nocy.

Huczało mi w uszach przez ten cały czas —

tak jakby ktoś przywalił mi obuchem w łeb.

Dostałam histerii.

— Błagam, muszę go zobaczyć!

— Nie czas na cyrki! — powiedział ktoś z boku.

— Muszę go zobaczyć…

— Zobaczysz, adwokatka mi to obiecała.

Jedziemy pod drugą prokuraturę — tutaj już go nie ma.

Po kilku godzinach jesteśmy pod drugą prokuraturą.

Prowadzą go w kajdankach jak kłusownicy,

którzy złapali swoją zdobycz.

Serce podeszło mi do gardła.

Nigdy jeszcze nie widziałam czegoś równie okropnego.

Najgorsze, gdy osoba, którą kochasz, z którą żyjesz na co dzień, nagle zostaje Ci zabrana,

a Ty nie możesz nic zrobić.

To jak sen, w którym toniesz i nie możesz się wynurzyć,

nie możesz złapać tchu i nie możesz się obudzić.


Oczy były wilgotne od łez, twarz — blada ze strachu.

— Zmieńcie mi adwokata! — powiedział.

— Co się dzieje? — pomyślałam z przerażeniem.

Już ledwie stałam na nogach ze stresu.

Nie mogłam nic powiedzieć.

Podaliśmy mu tylko butelkę wody.

Był wyczerpany, spragniony i jakiś obłąkany —

jakby odurzony jakimiś substancjami.

— Idziemy!

Policjant szarpnął go w swoją stronę i wprowadził do środka.

Nigdy nie czułam się tak załamana, taka bezradna.

— Muszę go jeszcze zobaczyć!

Kilka godzin później pozwolono mi go zobaczyć dłużej —

jakieś 3 minuty.

— Wszystko będzie dobrze — powiedziałam drżącym głosem, jakbym sama nie wierzyła w to, co mówię.

Objęłam go mocno i — klepiąc po plecach zaciśniętą pięścią — przez zaciśnięte zęby powiedziałam:

— Będę czekać.


— Chcę go jeszcze raz zobaczyć, dać mu jakieś rzeczy…

— Nie czekajcie, to będzie trwało do nocy —

powiedział z szyderczym uśmiechem brunet o szarych oczach.

Mimo to czekałyśmy…

By ostatni raz go objąć.

Jest już ciemno.

Wyprowadzają go.

— Będę czekać! Rozumiesz?

Powtórzyłam dwa razy:

— Będę czekać.

Ze łzami w oczach pobiegłam za samochodem,

którym go przewożono,

rzucając w biegu ostatni pocałunek.

To koniec!

Umarłam.

To był mój koniec…

Oczekiwanie

Najdłuższy okres w moim życiu, miesiąc ciągnący się w nieskończoność, jakby zatrzymał się czas, jakby sekundy w ogóle nie biegły do przodu.

Byłam na skraju wyczerpania fizycznego.

Straciłam nadzieję, rozum, wszystkie zmysły.

Wrak człowieka.


— Musisz jeść —

słyszałam czyjeś komentarze.

— Zjedz coś —

w kółko to samo.

— Wykończysz się.


Ale ja chciałam się wykończyć.

Nie chciało mi się już żyć.

Nikt nie przygotował mnie na tę sytuację,

nikt mi o niczym nie mówił.

Może dlatego, że żyłam we własnym świecie,

a może dlatego, że ja nie chciałam wiedzieć,

nie chciałam wiedzieć o niczym.


— Ona jest wrażliwa, ona jest słaba, ona jest delikatna… —

w chwili słabości triumfowali,

pyszniąc się moim upadkiem.

Byłam teraz krucha, byłam do złamania.

Czekali na tę chwilę ci, którzy tak bardzo mnie nienawidzili — rodzina mojego męża.

Tak, to był dla nich idealny moment, by się mnie pozbyć, by mnie zniszczyć.

Osłabiona i balansująca na krawędzi,

między dwoma światami —

próbowałam złapać kontakt z rzeczywistością.

Tylko po co?

Kiedy wszystko straciło już sens…


Jakie to upokarzające, że z adwokatem mojego męża kontaktuje się jego rodzina,

a ja muszę teraz ich o wszystko prosić.

Ja, o wielkiej dumie, zostałam teraz znieważona.

Mam po swojej stronie tylko Boga

Tylko On trzyma mnie przy życiu.

Prokurator

Jest już jakaś wiadomość!

Można starać się o widzenie.

Udajemy się po raz kolejny do prokuratury.

Otwierają się drzwi.

Pojawia się mężczyzna —

starszy, przystojny,

o surowym wyglądzie i lodowatym spojrzeniu,

ale ciepłym jasnoniebieskim kolorze oczu.

Dystyngowany na wysokim poziomie, duża klasa.

Można go porównać do księgowego w czyśćcu, który jest całkowicie wypatrzony ze wszystkich emocji i podpisuje lub odrzuca dokumenty, podania.

Nasze rozpatrzył pozytywnie:

jest zgoda na widzenie.

Dostajemy numer do jakiegoś człowieka.

Trzeba dzwonić, by umówić się na widzenie.

Noc nieprzespana z podniecenia i strachu.

Ciało mokre, gorące i zimne na przemian.

Strach przeszywający, dziki strach.

Dziś pierwsze widzenie.

Ubrana w długą, zieloną sukienkę jadę niepewnie do siedliska zła.

Miejsce, które powinno być bezpieczne, jest zupełnie inne:

mroczne, zawiłe, odrażające.

Twarze ludzi wymalowane pogardą, satysfakcją i złością.


Ale ja wcale nie żyłam wspaniale i beztrosko — moje życie to było piekło i ciągła walka z moim mężem, z jego rodziną, niczego od niego nie dostałam prócz łez, smutku…

Za wszystko zapłaciłam wysoką cenę.

Samotność, ta przerażająco prosta samotność jest w tym wszystkim najgorsza…

Uciec? Jak? Dokąd?

Bezgraniczna miłość, którą obdarzyłam swojego męża, jest ślepa, głupia i zupełnie nie do opanowania.

On jest taki zły, a ja tak bardzo go kocham.

Przyjechałam pierwsza na widzenie — jego rodziny jeszcze nie ma.

Otrzymuję informację, że zaraz ktoś po mnie zejdzie.

Schodzi anioł o blond włosach i niebieskich oczach:

miły, uśmiechnięty, atrakcyjny.

Szedł koło mnie kilka minut i w tej całej sytuacji bez wyjścia poczułam się przez chwilę dobrze, poczułam się pełna spokoju.

Został przyprowadzony.

Wygląda całkiem dobrze.

Uśmiech na twarzy, kilka żartów na dzień dobry.

Przecież nie miał pojęcia, jak ja umierałam ze strachu, tęsknoty.

Każda minuta jest teraz na wagę złota.

Oddałabym wszystko, by wrócił, zrobiłabym wszystko, by mu pomóc —

to zabija mnie najbardziej, nic nie mogę.

Pierwsze pocałunki, które mu oddaję, są takie niewinne i czyste,

głębokie i prawdziwe:

— Nic się nie martw, wrócę,

Za niedługo do Ciebie wrócę.

— Tak bardzo się boję.

Diabeł

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 19.43
drukowana A5
Kolorowa
za 38.57