E-book
15
drukowana A5
25.63
drukowana A5
Kolorowa
49.77
Bajki i baśnie dla małych, dużych i najmniejszych

Bezpłatny fragment - Bajki i baśnie dla małych, dużych i najmniejszych

Wydanie II


5
Objętość:
111 str.
ISBN:
978-83-65543-07-3
E-book
za 15
drukowana A5
za 25.63
drukowana A5
Kolorowa
za 49.77


Słowo od autora

Bajki i baśnie, które trzymacie w rękach, zostały napisane w latach 2012 — 2014, chociaż muszę szczerze przyznać, że pomysły na niektóre z nich zrodziły się w mojej głowie o wiele wcześniej. Przykładem tego może być bajka o matematycznych ufoludkach, którą pierwotnie napisałem jako wypracowanie w V lub VI klasie szkoły podstawowej.

Pisanie opowiadań i wierszy, które znajdziecie w tej książce, dało mi dużo szczerej radości. Jestem przekonany, że wielu z Was odnajdzie tę radość dzięki lekturze niniejszego tomu.

Nie bez znaczenia jest też przesłanie ukryte pomiędzy wersami, które możecie odszukać. Teksty stworzone dla dzieci mają bowiem tę wyjątkową właściwość, że chociaż niekiedy z pozoru proste, niosą w sobie znacznie głębszy sens.

Pamiętajcie, że bajki i baśnie dojrzewają wraz z nami. Dlatego warto poznawać je bądź odkrywać ponownie na każdym etapie naszego życia.

Usiądźcie więc wygodnie.

Zapraszam do lektury.


Adam Koćma

DLA MAŁYCH

Drzewko mądrości i drzewo słodyczy

Pięćset lat temu albo nawet jeszcze dawniej, w małej wiosce nieopodal Krakowa, mieszkało dwóch przyjaciół: bogaty — Zenek i biedny — Alek. W dzieciństwie chłopcy bardzo się lubili i spędzali z sobą dużo czasu na ciekawych zabawach. W miarę upływu lat ich drogi zaczęły się jednak rozchodzić. Zenkowi przeszkadzało to, na co wcześniej nie zwracał uwagi: że Alek ma dziurawe buty i pocerowane skarpetki, że dach w jego domu czasem przecieka, że ciągle przynosi do zabawy tego samego drewnianego żołnierzyka. Słowem nie podobało mu się, że jego przyjaciel jest biedny. Nie przyszło mu jednak do głowy, aby podzielić się swoim bogactwem z Alkiem. Za to doszedł do wniosku, iż nie może przyjaźnić się z obdartusem, mieszkającym w starym domu i bawiącym się niemodnymi zabawkami.

Zenek znalazł sobie więc inne towarzystwo, zaczął spędzać czas z Józkiem z sąsiedniej wioski, który był prawie tak samo bogaty. Jednak ich rozmowy polegały na przechwalaniu się, kto ma lepszą zabawkę, dom, konia czy inne rzeczy.

— A zabawy? — Hmm… Cóż, na zabawy nie mieli zbyt wiele czasu. A może nie potrafili się razem bawić?

Tymczasem Alek biegał z innymi dziećmi po lesie, karmił wiewiórki orzeszkami, kąpał się w leśnym potoku. Chociaż biedny, był zadowolony z życia, bo umiał się cieszyć tym, co naprawdę piękne i wartościowe, urokiem przyrody stworzonej przez samego Boga…


Pewnego pięknego dnia gołąb pocztowy przyniósł do wsi listy królewskie. Władca poszukiwał męża dla swej córki, pięknej Weroli. W liście zapisano, że kto zwycięstwo w konkursie odniesie i serce królewny zdobędzie, zostanie następcą tronu. Król zapewniał, iż nie jest ważne urodzenie ani majątek kandydata, lecz bystry umysł oraz dobre i odważne serce. Słysząc tę nowinę, którą sołtys na placu w środku wsi odczytał, Zenek i Alek postanowili spróbować szczęścia i wyruszyć w podróż do królewskiego zamku.

Zenek osiodłał pięknego rumaka i zabrał ze sobą liczny bagaż: ubrania na zmianę, dwa świeżutkie chleby, cztery laski kiełbasy, całą szynkę, dzban wina i bukłak z wodą. Wziął też cały mieszek złotych monet i pół bochenka czerstwego chleba do karmienia kaczek, bo kaczki karmić lubił, choć innemu człowiekowi nigdy jedzenia nie dał.

Alek zaś cały swój bagaż do tobołka zawinął i na plecy własne zarzucił. Nie było tego zbyt wiele: zaledwie pół bochenka chleba, laska kiełbasy, niewielki kawałek szynki oraz dwie srebrne monety. Chłopcy wyruszyli z wioski prawie równocześnie, lecz Zenek szybko dawnego przyjaciela w tyle zostawił, jechał przecież na koniu, Alek zaś szedł na własnych nogach.


Po trzech dniach podróży Zenek dotarł na skraj zielonego boru. W chatce obok polnej drogi, wiodącej w głąb lasu, mieszkała staruszka. Widząc podróżnego, kobieta wyszła na pole i powiedziała:

— Zacny paniczu, a poratujcie mnie jałmużną! Pusty brzuch burczy mi niemiłosiernie…

Zenek sakiewkę miał pełną złotych monet i w torbie podróżnej moc jedzenia, nie chciał się jednak niczym dzielić ze staruszką. Ponieważ obawiał się, że kobieta może być czarownicą i za skąpstwo zmieni go w ropuchę, postanowił ją przechytrzyć, i ukryć swe bogactwo.

— Zacna kobieto! — powiedział. — Choć, jak zapewne widzisz, strój mój jeszcze ładny, to jednak brzuch i kieszenie mam puste! Nie dalej jak trzy godziny temu wstecz, zbójcy straszni mnie napadli. Całe mienie mi zabrali, ledwo z życiem sam uszedłem i niedawno dopiero pościg ich zgubiłem. Serce mam dobre, dlatego podzielę się chętnie z tobą tym, co jeszcze mi zostało.

To powiedziawszy, sięgnął do torby podróżnej i z niemałym trudem, bacząc by jej zawartości staruszka nie dojrzała, wyszukał kawałek starego chleba, który zabrał z zamiarem nakarmienia kaczek w stawach królewskich. Chleb był tak strasznie czerstwy, że bez zamoczenia w wodzie nie dało rady go pogryźć. Staruszka wzięła pieczywo i podziękowała. Zwróciła jednak uwagę na sakwę pełną złotych monet do siodła przywiązaną. Smakowity zapach wiejskiej kiełbasy z otwartej na chwilę torby dochodzący, również nie umknął jej uwadze.

— Paniczu! — powiedziała. — Miejcie wy na dwa drzewa w środku lasu baczenie. Jedno jest piękne, rozłożyste i rodzi słodkie, duże jabłka. Drugie małe i skromne, zielone jabłka daje. Na to drugie uwagi nie zwracajcie. Za wszelką cenę owoców z wielkiego drzewa skosztujcie! Smak mają wyśmienity i dla kogoś o waszym podniebieniu stworzone zostały…

Potem kobieta skłoniła się i znikła w chacie. Butny Zenek nie wziął sobie do serca opowieści staruszki. Jednak po kolejnym dniu podróży, na samym środku leśnej drogi, natknął się na małą polankę, na której rosły dwa drzewa, tak jak mówiła staruszka, jedno duże i piękne, drugie malutkie i skromne. Na każdym z tych drzew wisiało po kilka jabłek. Chłopak zaśmiał się w duchu, wielce z siebie zadowolony. Oto tanim kosztem udało mu się staruchę okpić, a ta myśląc, iż dał jej ostatni kawałek chleba, w zamian dobrą radę mu ofiarowała.

Podjechał do wysokiego drzewa, zerwał wielkie czerwone jabłko i ugryzł je. Każdy kęs tego niezwykłego owocu sprawiał mu niewysłowioną wprost przyjemność. Słodycz płynąca z jabłek była nieporównywalna z niczym, co jadł do tej pory. Jedząc, stracił poczucie czasu i rzeczywistości. Sięgał tak i sięgał po kolejne jabłka, aż wreszcie najadł się do tego stopnia, iż zmęczony zasnął pod jabłonką. W czasie snu małe diabełki tańczyły wokół jego głowy, radośnie podrzucając do góry nieduże widełki i szepcząc mu na uszko:

— Śpij Zenku słodko, śpij. Tyś najlepszy, najmądrzejszy i najwspanialszy. Śpij słodko, śpij…

A tak to już jest z diabełkiem, nawet małym, że nigdy człowiekowi prawdy nie powie.


Alek wyruszył z domu prawie w tym samym czasie co Zenek. Idąc do zamku piechotą, potrzebował jednak aż dziesięciu dni, aby dotrzeć na skraj zielonego boru.

Przy wejściu do lasu powitała go ta sama, zgarbiona staruszka, którą wcześniej spotkał Zenek. Kiedy poprosiła o jałmużnę, chłopca ścisnęło coś pod sercem. Pomyślał, iż starowinka pewnie od wielu dni nie miała w ustach chleba i musi żywić się jedynie owocami lasu. Zatrzymał się więc i rozwinął swój pakunek, w którym została mu jeszcze ćwiartka chleba, kawałek szynki, laska kiełbasy i dwie srebrne monety zawinięte w papier. Chleb, szynkę i kiełbasę przedzielił na pół, dał też starowince jedną srebrną monetę, po czym powiedział:

— Wybaczcie mi zacna kobieto, iż tylko tyle wam mogę dać. Do zamku idę na konkurs, droga przede mną jeszcze daleka i muszę mieć siły do długiej podróży! Staruszka w odpowiedzi uśmiechnęła się tajemniczo. Spostrzegła, iż chłopiec ma serce dobre i jest szczery. Postanowiła odpłacić mu tym samym:

— Młodzieńcze mój miły, posłuchaj mnie uważnie! W środku lasu, na polance, dwa drzewa zobaczysz. Jedna jabłonka — piękna i wyniosła, smaczne owoce rodzi, ale tych pod żadnym pozorem nie zrywaj! Drugie drzewko malutkie i niepozorne jest, a owoce jego cierpkie i kwaśne. Z nich jednak właśnie wartość niezwykła wypływa. Weź przeto zielone jabłuszko i zjedz go tyle, ile możesz. Na kwaśny smak nie zważaj. Im więcej goryczy przełkniesz, tym słodsze będzie później twoje życie i większą mądrość posiądziesz!

Alek podziękował za dobrą radę, ukłonił się grzecznie i poszedł dalej, przed siebie, w głąb gęstego, zielonego lasu.


Po dwóch dniach podróży Alek stanął naprzeciwko jabłonek. Czerwone jabłuszka wysokiego drzewa kusiły swym kształtem, obiecując wyjątkową słodycz. Z kolei zielone jabłuszka małej jabłonki zapowiadały się cierpko i gorzko, chociaż miały w sobie pewien niezaprzeczalny urok i magię.

Nasz młodzieniec pamiętał o słowach staruszki, dlatego zerwał i ugryzł owoc zielony. Po pierwszym kęsie pożałował bardzo, iż skorzystał z jej rady. Nigdy jeszcze nie jadł tak kwaśnego i cierpkiego jabłka!

— Skoro jest tak strasznie niedobre, to chyba musi być w nim jakaś magia? — pomyślał i jadł dalej.

Przy każdym kęsie krzywił się straszliwie. Z trudem przełykał kolejne kawałki, ale zjadł w końcu cały owoc. Wtedy poczuł nagłe zmęczenie i zawroty głowy, położył się na trawie i zasnął. A kiedy tak spał, różowe aniołki tańczyły wokół niego, wypowiadając magiczne zaklęcia. Czuł wielką mądrość, wpływającą do głowy i odwagę napełniającą mu serce.


Po kilku godzinach głębokiego snu Alek obudził się i ruszył w dalszą podróż. Upłynęły jeszcze cztery dni, zanim dotarł do królewskiego zamku. Tam zobaczył, jak wielu ma rywali. Na konkurs zjechali rycerze i chłopi, ludzie biedni i bogaci, brzydcy i przystojni, słowem różni mężczyźni z całego kraju. Wszyscy czekali na rozpoczęcie rywalizacji, mające nastąpić w sobotę, za trzy dni. Młodzieniec wszedł do podzamkowej karczmy, gdzie za srebrną monetę wynajął nieduży pokoik. Poczciwy karczmarz, widząc, że chłopak strudzony jest wielce i grosza nie ma za wiele, doliczył do ceny pobytu również jedzenie. Dzięki temu Alek przez trzy dni jadł smaczne śniadanka i w spokoju nabierał sił.


Zenek po przebudzeniu ze słodkiego snu, podbudowany opowieściami leśnych diabełków, galopem ruszył do zamku. Dzięki silnemu rumakowi przybył do królewskiego miasta dziesięć dni przed Alkiem. Czas spędzał jednak zupełnie inaczej. Zachwycił się ogromem bogactwa i atrakcji w stolicy. Złota w sakwie miał pod dostatkiem i trwonił je na hulankach i swawolach. Odwiedził prawie wszystkie gospody, pił piwo w wielkich ilościach i tańczył do białego rana. Z każdą nieprzespaną nocą był coraz bardziej zmęczony, jednak głos leśnego diabełka wciąż tkwił w jego głowie, podjudzając do kolejnych szaleństw:

— Baw się! Jesteś młody! Nie trać czasu! — podpowiadał mu zły duszek. — Konkursem się nie przejmuj. Jesteś najmądrzejszy, najsilniejszy i najpiękniejszy! Bez problemu pokonasz tych kmiotków i fircyków, którzy ośmielą się z tobą współzawodniczyć!

Zenek bawił się i balował bez umiaru, coraz bardziej tracąc poczucie czasu i rzeczywistości. Rezultat tych szaleństw był taki, że kiedy nastał dzień konkursu i walki o rękę księżniczki, Zenek nań po prostu nie przyszedł. Był tak zmęczony wieczorną zabawą, iż spał do południa. Kiedy wreszcie wstał, chciał zamówić obiad, lecz zdumiony stwierdził, że nie ma już złota w sakiewce! Widząc to, karczmarz zatrzymał mu konia na poczet zapłaty za nocną biesiadę, po czym wyrzucił za drzwi gospody.

Wynędzniały, głodny, bez konia i pieniędzy Zenek ruszył w drogę powrotną do domu. W zielonym borze zrobił postój przy pięknej jabłonce, by zakosztować ponownie słodkich owoców i zregenerować siły. Im więcej jabłek zjadał, tym większą miał ochotę na kolejne. Jadł tak i jadł przez wiele dni. Leśne diabełki tańczyły wokół niego, powoli zabierając mu duszę, a ciało zamieniając w konar drzewa. Wreszcie, pewnego dnia, kiedy Zenek chciał otworzyć usta, z przerażeniem stwierdził, że nie może. Kiedy spojrzał na swe ręce, zobaczył dwie gałęzie. To samo zobaczył, gdy spojrzał na nogi. Chciał uciec, lecz było już za późno. Tak oto wiedziony pokusą chłopak został zamieniony w konar drzewa. Stoi w pradawnym lesie do dziś, a ponieważ w głębi zdrewniałego serca nadal pozostał złym człowiekiem, kusi podróżnych, by tak jak on stracili duszę w zamian za chwilę ulotnej słodyczy…


Alek przystąpił do konkursu o rękę księżniczki wypoczęty i pełen wiary w swoje możliwości.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15
drukowana A5
za 25.63
drukowana A5
Kolorowa
za 49.77