E-book
9.63
drukowana A5
39.62
Bądź jak Maja!

Bezpłatny fragment - Bądź jak Maja!

45 BAJEK TERAPEUTYCZNYCH


Objętość:
224 str.
ISBN:
978-83-8104-820-0
E-book
za 9.63
drukowana A5
za 39.62

Wstęp

Twoje dziecko ma problemy z porannym wstawaniem? A może jest niejadkiem? Nie chce bawić się z innymi dziećmi? Czy za bardzo się wymądrza? Pokłóciło się z przyjaciółmi? Nie chce rozstawać się z rodzicami? Czy nie może poradzić sobie z rozwodem rodziców? A może wciąż przeżywa stratę kogoś bliskiego? „Bądź jak Maja!” to 45 bajek terapeutycznych, które pomogą Twojemu dziecku przejść przez okres adaptacji w przedszkolu, poszukiwanie nowych przyjaźni, przeprowadzkę, śmierć bliskich, odejście zwierzaka, rozwód rodziców, kłótnię z przyjaciółmi czy porażkę w zawodach sportowych. Ta książka to zbiór krótkich opowiastek, których główna bohaterka, kilkuletnia dziewczynka o imieniu Maja, przeżywa każdego dnia takie same przygody jak Twoje dziecko!

Pamiętaj, że każda sytuacja, która wydarzyła się w życiu małego człowieka ma wpływ na jego funkcjonowanie i postrzeganie świata. To, że Twoja pociecha nie rozmawia na dany temat, nie znaczy, że problem nagle przestał istnieć lub dziecko już sobie z nim poradziło. Coś, co dla Ciebie wydaje się błahostką, dla dziecka może być problemem z którym musi zmagać się samo. Przygody książkowej Mai mogą pomóc zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie. Warto poświęcić czas, by przenieść się ze swoim dzieckiem w świat bajek, które tak naprawdę są odzwierciedleniem Waszego codziennego życia. Niewyjaśnione sprawy i nierozwiązane problemy malucha, nawet te na pozór niewielkiej wagi, mogą powrócić po latach i wprowadzić na nowo chaos. Niniejsza książka sprawi, że Twoje dziecko nie będzie czuło się samotne, zrozumie, że nie ono jedno zmaga się z takim problemem, a Tobie ułatwi rozmowę z dzieckiem na dany temat. Dzieciństwo kształtuje przyszłość, kształtuje dorosłość, kształtuje późniejsze życie, a więc… Zapraszam do lektury!

Z poważaniem,

Katarzyna Józefek

„Maja i kot” — bajka o dziewczynce, która ma trudności z porannym wstawaniem z łóżka

Idąc na spacer przez park Maja spotkała małego kotka. Był chudy i smutny, lecz gdy dziewczynka podeszła bliżej kotek podbiegł do niej i zaczął łasić się koło jej nóg.

— Ale jesteś wspaniały! — pomyślała Maja i już chciała wziąć go na ręce, gdy kotek przemówił:

— Czy chcesz, abym został Twoim przyjacielem?

Maja zaniemówiła z wrażenia, ale widząc, że kotek czeka na odpowiedź, po chwili milczenia odparła:

— Chciałabym mieć prawdziwego przyjaciela. Takiego, który bawiłby się ze mną w moim domku na drzewie, biegał po łące i leżał na trawie obserwując chmury. Kotku, czy Ty naprawdę chcesz się ze mną zaprzyjaźnić?

Lecz kotek nic nie odpowiedział tylko ruszył przed siebie, a za nim podążyła prędko Maja.

— Dokąd idziemy? — spytała dziewczynka troszkę zaniepokojona, ale kotek szedł w milczeniu, aż doszedł do małego jeziorka z drewnianym mostkiem w samym środku parku.

— Wejdź ze mną na ten most. — powiedział kocur — Zobaczysz, że przeniosę Cię w świat niekończącej się zabawy, ciekawych przygód, wspaniałych przyjaciół i kolorowych motyli.

Maja bez zastanowienia postawiła swoje różowe trampki na mostku, na którym stał już kot. Nagle poczuła silny, ale przyjemny, lekki wiatr, zobaczyła kolorowe światełka i … znalazła się na tęczowej drodze, a nad jej głową fruwały motyle. Nie wierzyła własnym oczom — wszystko było takie piękne, takie kolorowe, takie bajeczne…

Ten wspaniały sen został zakłócony dźwiękiem budzika.

— Wrrr! Wrrr! — zegar warczał jak oszalały wywołując u Mai złość zanim jeszcze zdążyła otworzyć oczy. W tym samym momencie do pokoju weszła mama dziewczynki i łagodnym głosem powiedziała:

— Wstawaj, Kochanie. Czas zbierać się do przedszkola. Zobacz jakie słonko świeci za oknem! To będzie wspaniały dzień!

Ale Maja tak nie uważała. Nie chciała nawet otwierać oczu i była zła na wszystkich i wszystko za to, że została wyrwana z tego wspaniałego snu.

— Mamo, chciałabym mieć prawdziwego przyjaciela… — zaczęła Maja, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo już usłyszała odpowiedź:

— Prawdziwego przyjaciela?! — zdziwiła się mama — Zapomniałaś już, jak Ola czeka na Ciebie zawsze w przedszkolu, jak ciepło Cię wita i od razu chwyta za rączkę? Albo o tym, że Hubert zaprosił na swoje piąte urodziny tylko kilka osób z grupy, a wśród nich byłaś właśnie Ty? Albo o tym, że Kuba uwielbia ścigać się z Tobą na hulajnodze

w drodze z przedszkola? Kochanie, prawdziwych przyjaciół masz każdego dnia obok siebie! I wiesz co? Wstawaj już, bo im dłużej będziesz marudzić, tym mniej przygód przeżyjesz z przyjaciółmi!

Dziewczynka pomyślała chwilę w milczeniu, a po chwili powiedziała z otwartymi już szeroko oczami i radosnym uśmiechem:

— Mamusiu, co mamy dzisiaj na śniadanie? Musimy się pospieszyć, żeby Ola nie musiała za długo na mnie czekać. W dzień przeżywa się jeszcze lepsze przygody niż we śnie!

— Masz racje, córeczko. — powiedziała mama — Masz racje. Wyskakuj już z tego łóżka…

„Maja i Wesołe Miasteczko” — bajka o dziewczynce, która ma rano muchy w nosie

Maja obudziła się z kiepskim humorem, pomimo tego, że był weekend i dziewczynka wiedziała, że nie musi iść do przedszkola. Zwlekła się z łóżka i już miała jakieś „ale”.

— Co za głupie łóżko! Tak trudno z niego schodzić! — powiedziała oburzona Maja, choć na co dzień łóżko w kształcie różowego zamku dla księżniczek było powodem do dumy przed koleżankami i kolegami. Przecież zamek podobał się wszystkim dzieciom, a czasami nawet i dorośli otwierali szeroko buzię ze zdumienia na widok pięknego pałacu. Ale dziś Maję nie cieszyło ani łóżko, ani najnowsza pościel z bajkową bohaterką. Buty też wydawały się być do niczego:

— Co to za kapcie, które trzeba tak długo ubierać?! — pomyślała dziewczynka, a gdy tylko się z nimi uporała ruszyła w stronę dużego pokoju. Ale żeby tam dojść trzeba było przejść przez korytarz, a dla Mai droga ta wydawała się być tak długa, że już zdążyła zdenerwować się na swoją piżamkę. Rękawy były za długie, a spodnie ciągle się zsuwały…

Mama Mai przygotowała dla niej wspaniałe śniadanie — apetyczne, kolorowe, wiosenne kanapki z uśmiechem i oczami. Nie zabrakło też herbatki z sokiem malinowym. W telewizji leciała ulubiona bajka dziewczynki. Wszystko było przygotowane tak, by Maja wreszcie się uśmiechnęła. Ale ona ani o tym nie myślała. Przygoda bajkowej bohaterki okazała się być dzisiaj nudna, kanapki nie były wcale takie smaczne, a herbata „jakoś dziwnie się na Maję patrzyła”… Najgorsze było jednak to, że to wcale nie był koniec. Po śniadaniu okazało się, że włosy w szczoteczce do zębów dziewczynki nagle stały się twarde, a ubrania przygotowane przez mamę były tak szorstkie, że nie dało się ich założyć. Gdy Maja zdzierała z siebie koszulkę, w drzwiach stanęła mama i powiedziała:

— Córeczko, pospiesz się, bo spóźnimy się do Wesołego Miasteczka. Przecież tak cieszyłaś się na to wyjście. Wiesz, że czeka na nas Kamilek z mamą…

Ale co miała zrobić Maja, jeśli ubranie ciągle ją gryzło, a myśl o tym, że za chwilę mama weźmie szczotkę i zacznie czesać jej brązowe włosy budziła kolejne niezadowolenie. Mama nie traciła jednak cierpliwości i zachęcała dziewczynkę:

— Słyszałam, że w Wesołym Miasteczku jest nowa, ogromna karuzela. Hm… Ciekawe komu ostatnio tak bardzo podobało się latanie w powietrzu?

Lecz Maja nie odpowiedziała, tylko skrzywiła się na widok szczotki do włosów i krzyknęła:

— Ja nie chcę do Wesołego Miasteczka! Nigdzie nie chcę iść!

Mama dziewczynki popatrzyła na nią zaskoczona, a następnie powiedziała:

— Stracisz wspaniałą zabawę, ale nie będę Cię do niczego namawiać. Zostaniemy w domu…

Zadowolona dziewczynka odetchnęła z ulgą i poszła się bawić. Była spokojna do momentu, gdy po obiedzie przyszli goście.

W odwiedziny do dziewczynki przyszedł Kamilek razem ze swoją mamą. Chciał podzielić się z nią wrażeniami z Wesołego Miasteczka i zapytać, dlaczego dziewczynka nie wybrała się razem z nim.

— Wiesz, dzisiaj w Wesołym Miasteczku jadłem najsmaczniejszą watę cukrową na świecie! — zaczął chłopiec — I byłem na tej nowej karuzeli! Wiesz, jak wysoko latałem? — ciągnął dalej cały rozpromieniony — A na strzelnicy dla dzieci wygrałem misia. Jest ogromny, chyba taki duży jak ja! — zakończył Kamilek — A Ty dlaczego nie poszłaś z nami? — zapytał i spojrzał na dziewczynkę swoimi wielkimi, brązowymi oczami.

— Ja… — zaczęła Maja, ale nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko się rozpłakała.

Przestraszony Kamilek powiedział po chwili:

— Wiesz, jeśli będę grzeczny to mama obiecała mi, że jutro znów pójdziemy do Wesołego Miasteczka. Pójdziesz z nami?

Dziewczynka pokiwała twierdząco głową, po czym razem z Kamilkiem wrócili do wspólnej zabawy.

Wieczorem, gdy mama kładła Maję do łóżka, dziewczynka zapytała:

— Mamusiu, czy jutro pójdziemy do Wesołego Miasteczka?

— Córeczko, jeśli tylko nie będziesz marudzić to pójdziemy. W życiu czasami tak jest, że nie wszystko nam się podoba i nie wszystko mamy ochotę robić w tym właśnie momencie, ale nie można pozwolić na to, by to, co nam się nie podoba przesłoniło całkowicie to, co jest piękne. Pamiętaj o tym…

Maja zapamiętała te słowa chyba dość dokładnie, bo następnego dnia była gotowa do wyjścia zanim rodzice zdążyli otworzyć oczy…

„Maja i uśmiechnięte buźki” — bajka o dziewczynce, która ociąga się przed wyjściem z domu

Maja wróciła z przedszkola podekscytowana. Jeszcze w samochodzie zaczęła opowiadać rodzicom o tym, co wymyśliła pani. Zazwyczaj pomysły nauczycielki cieszyły bardziej rodziców niż Maję, ale tym razem było trochę inaczej. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę dla wszystkich — i dla Mai, i dla rodziców, i dla pani.

— Pani Halinka powiedziała dzisiaj, że wszystkie dzieci, które przyjdą do przedszkola przed śniadaniem, czyli się nie spóźnią, dostaną naklejkę z wielką, uśmiechniętą buźką. Ale wiecie co jest najlepsze? Że po całym tygodniu Pani policzy nasze naklejki i dostaniemy nagrody! — mówiła z przejęciem dziewczynka.

Rodzice spojrzeli na siebie i pokiwali głowami, a mama powiedziała:

— Czyli Majeczko, musisz mniej się guzdrać przed wyjściem z domu, wtedy na pewno dostaniesz piękną, uśmiechniętą naklejkę.

Dziewczynka tylko przytaknęła, bo w myślach pochłonięta już była swoim albumem wypełnionym po brzegi uśmiechniętymi naklejkami. Zaczęła też zastanawiać się, jaka nagroda ucieszyłaby ją najbardziej.

— Może lalka Barbie? A może syrenka Arielka? A może grube kredki? Albo wielkie pudełko modeliny? — myślała Maja, ale jej mama wiedziała, że zdobycie tej nagrody wcale nie będzie takie łatwe…

Następnego dnia mama obudziła dziewczynkę o stałej porze

i od razu na dzień dobry przypomniała jej nową zasadę panującą w przedszkolu. Maja natychmiast otworzyła oczy i widać było w nich blask podekscytowania, ale równie szybko je zamknęła z powrotem.

— Wiesz mamusiu… — powiedziała z zamkniętymi oczami — Ja chyba nie potrzebuję tych naklejek. Czy mogę jeszcze chwilę poleżeć?

— Absolutnie! Kochanie, wszystkie dzieci starają się, by dostać jak najwięcej naklejek, Ty też spróbuj! — powiedziała mama i pociągnęła kołderkę tak, że dziewczynka nie była już nią okryta.

Maja otworzyła powoli oczy i próbowała wstać z łóżka. Najpierw jedna noga, później druga. Popatrzyła na swoje włochate kapcie i powiedziała:

— A Wy wyspałyście się? Bo ja nie!

Dziewczynka rozejrzała się wokół i zobaczyła przygotowane już ubranie. Wygodny, fioletowy dresik doskonale nadawał się do zabawy na dywanie i można było go sprawnie ubrać, ale pomimo tego, że Maja znała go doskonale i świetnie radziła sobie już z samodzielnym ubieraniem, na widok stroju tylko westchnęła. Posiedziała jeszcze chwilę na brzegu łóżka i powoli zaczęła się ubierać. Jednak coś odwróciło jej uwagę. Buty nadal patrzyły się na nią i jakby mówiły „Pobaw się nami”. Więc Maja usiadła na dywanie i zaczęła się bawić. Pan Prawy gonił Pana Lewego po całym dywanie, a zaraz potem była zmiana. Skakanie też szło Panu Prawemu i Lewemu dobrze, a nawet wdrapywanie się na łóżko wychodziło sprawnie. Maja często przed wyjściem do przedszkola zakładała swoje kapcie na dłonie i urządzała takie wyścigi. I za każdym razem kończyło się tak samo — do pokoju wchodziła zniecierpliwiona mama i mówiła:

— Ileż można na Ciebie czekać? My z tatą już dawno jesteśmy gotowi! — i prędko pomogła córce się ubrać.

Gdy Maja była już ubrana, popatrzyła na swoją małą kosmetyczkę. Podeszła do lusterka przy którym mama zaplata jej zawsze dwa piękne warkoczyki i dostrzegła komplet nowych gumek do włosów. Były kolorowe, a niektóry miały przymocowane różne zwierzątka. Mai najbardziej spodobała się czerwona biedronka. Chwyciła ją do rączki i zaczęła z nią fruwać po pokoju, gdy usłyszała głos mamy dobiegający z parteru:

— Maju, córeczko, proszę chodź na dół! Zrobię Ci dzisiaj kucyka, ponieważ nie mamy zbyt wiele czasu!

Więc dziewczynka wzięła najpiękniejszą gumkę i poszła na dół. Mama zaczesała włosy dziewczynki w oka mgnieniu, ale przyszła teraz pora na śniadanie. Tata stał już w garniturze z walizką w ręku i co chwilę patrzył na zegarek. Miał jakieś ważne spotkanie w pracy, więc był bardzo zdenerwowany.

— Mamusiu, czy mogę obejrzeć jeden odcinek bajki? — spytała Maja, ale zanim zdążyła dokończyć usłyszała równoczesny głos obojga rodziców:

— Nie! Zjedz szybko i chodź do samochodu!

Dziewczynka popatrzyła na talerz, po czym włożyła palec w dżem na kanapce i namalowana na nim oczy i uśmiech. Zaśmiała się. Powoli zaczęła gryźć kanapkę, poprzestając co jakiś czas, by porozglądać się po pokoju. Gdy dziewczynka zjadła, mama powiedziała do niej:

— Córeczko, gdzie jest Twoja różowa kurteczka? Prosiłam byś odwieszała ją na miejsce, a teraz nie możemy jej znaleźć.

Dziewczynka pomyślała chwilę, po czym pobiegła na górę. Nie było jej moment, choć rodzicom wydawało się, że minęła już cała wieczność. Gdy zeszła na dół trzymając w dłoniach kurteczkę, mama pospiesznie pomogła jej się ubrać i zasznurować buciki. Długo to trwało, ponieważ Maja zmieniała trzy razy zdanie, w których butach dzisiaj chce jechać do przedszkola. Gdy wreszcie wszyscy byli gotowi do wyjścia, tata zamknął drzwi i idąc w stronę samochodu powiedział do dziewczynki:

— Wydaje mi się, że nie zdążysz dzisiaj do przedszkola przyjść na czas. Chyba jutro musisz bardziej się postarać by otrzymać naklejkę…

Ale Maja nie słuchała Taty. Wydawało jej się, że zdąży na czas i pani doceni jej starania. Jednak idąc obok przedszkola i zaglądając przez okno do swojej Sali, Maja zauważyła, że dzieci siedzą już na dywanie i słuchają uważnie nauczycielki. Gdy dziewczynka wraz z mamą weszła do szatni, wisiały już tam wszystkie kurtki. Brakowało tylko Mai.

— O nie! — pomyślała dziewczynka — Tata miał rację. Spóźniłam się i nie dostanę dziś uśmiechniętej naklejki.

Maja z trudem powstrzymywała łzy, ale mama przytuliła ją mocno i powiedziała:

— Skarbie, dzisiaj się spóźniliśmy, ale jutro gdy tylko otworzysz oczka wszystko zrobisz tak szybko, że nie będzie nawet mowy o jakimś ociąganiu się. I wiesz co? Będziemy w przedszkolu zanim zdąży przyjść nawet Zuzia. Zrobimy im wszystkim takiego psikusa i dostaniesz wielką, uśmiechniętą naklejkę. Co Ty na to?

— Tak, mamusiu. Jutro się pospieszymy. Muszę przecież uzbierać jak najwięcej naklejek…

„Maja i przedszkole” — bajka o dziewczynce, która nie lubiła rozstawać się ze swoimi rodzicami

Maja robiła wszystko z mamą: z mamą się bawiła w dom i z mamą gotowała, z mamą chodziła na spacery i z mamą uczyła się jeździć na rowerze, z mamą przebierała lalki, układała mebelki i robiła zakupy. Nie rozstawała się z nią nawet na krok. Maja uważała mamę za swoją najlepszą przyjaciółkę i chciała, by towarzyszyła jej wszędzie. Czuła się bezpiecznie, bo wiedziała, że gdy spadnie z roweru to mama będzie obok i od razu rozmasuje bolące kolano. Wiedziała też, że mama podmucha na rączkę jeśli się oparzy albo doradzi, w którą sukienkę ubrać lalkę, by wyglądała olśniewająco na balu. Wszystko robiły razem. Maja i mama… Mama i Maja… Gdy Maja była mała, mama ubierała na swój brzuch specjalną chustę i wkładała do niej dziewczynkę. Gdy troszkę podrosła brała ją na ręce i sadzała na jednym boku, a drugą ręką mogła gotować lub robić zakupy. Gdy Maja urosła jeszcze bardziej, tak że mamie ciężko było ją dźwigać, ich ręce były wciąż przy sobie, jakby złączoną nierozerwalną nicią. Maja nie lubiła gdy w pobliżu nie było mamy. Przy niej czuła się dobrze: wiedziała, że mama obroni ją przed chłopakami, którzy będą rzucać w nią kamieniami albo przed dziewczynkami, które będą pokazywać język. Mama uchroni przez dziwnymi prośbami cioci Asi o wyrecytowanie wierszyka albo przed namowami babci Stasi by zaśpiewała piosenkę. Mama towarzyszyła Mai od momentu pobudki, przez śniadanie, zabawy, zakupy, spacery, kąpiele i zasypianie. Była zawsze tuż obok, ale w pewnym momencie z malutkiej Majeczki, która miała tylko dwa ząbki i nie potrafiła mówić, wyrosła duża Maja, która uczyła się już jeździć na rowerze i pisać pierwsze literki. Wtedy właśnie mama zdecydowała, że nadszedł czas, by Maja poszła do przedszkola…

— Córeczko, jesteś już dużą dziewczynką. Wszystkie duże dziewczynki w pewnym momencie zaczynają chodzić do przedszkola. Przedszkole to fajna sprawa: poznasz tam nowe koleżanki i nowych kolegów, nauczysz się pisać, czytać i liczyć, zobaczysz nowe zabawki, będziecie chodzić na spacery, teatrzyki i wycieczki… Sama chętnie pochodziłabym jeszcze do przedszkola, ale jestem już za duża… — zaczęła mama i z radosną miną popatrzyła na Maję.

Dziewczynka siedziała przerażona i z otwartą buzią patrzyła na mamę.

— Ale… jak to? Chcesz mnie zostawić obcym ludziom? — zapytała niepewnie Maja

— Nie obcym ludziom. Pójdziemy najpierw zapoznać się z panią i z dziećmi. Zobaczysz salę i zabawki. Będzie super! — mama była pełna entuzjazmu, którego Maja jednak nie podzielała.

— Mamusiu, a zostaniesz tam ze mną? Możemy przecież razem się tam bawić… — ciągnęła Maja, choć wyczuwała, że mama nie będzie popierać tego pomysłu.

— Skarbeczku, przecież duże dziewczyny nie chodzą do przedszkola. Ja chodziłam do przedszkola jak byłam w Twoim wieku, chociaż powiem Ci w sekrecie, że naprawdę chętnie bym jeszcze pochodziła, tylko… trochę za bardzo już urosłam — powiedziała mama uśmiechając się.

— Ja nie chcę do żadnego przedszkola! Chcę być w domu z Tobą na zawsze! — krzyknęła Maja i z płaczem pobiegła do swojego pokoju. Mama nie zdążyła nic powiedzieć, bo usłyszała już trzaśnięcie drzwiami… Nie straciła jednak entuzjazmu i poszła do pokoju córki. Dziewczynka leżała na swoim pałacowym łóżku i płakała. Mama pogłaskała ją po plecach, mówiąc:

— Kochanie, do przedszkola nie chodzi się na zawsze, tylko na kilka godzin, czyli wtedy kiedy rodzice muszą chodzić do pracy. Każda mama zaraz po pracy spieszy się, by odebrać swoje dziecko z przedszkola. Wiem, że teraz wydaje Ci się, że przedszkole to okropne miejsce, ale zobaczysz, że bardzo je polubisz. Daj sobie szansę!

Minęło kilka dni, w czasie których mama jeszcze wiele razy próbowała rozmawiać z Mają o przedszkolu i pierwszej wizycie tam. Jednak za każdym razem ta rozmowa kończyła się w podobny sposób: Maja zaczynała płakać, a czasami nawet i wrzeszczeć w niebogłosy. Jednak któregoś razu, gdy mama obudziła Maję bardzo wcześnie, powiedziała:

— Wiesz, jaki dziś mamy dzień? Dziś jest poniedziałek, idziemy poznać panią z przedszkola, zobaczyć dzieci i salę. Popatrz jak świeci słoneczko, nawet ono uśmiecha się na myśl o tym dniu!

Ale Maja otworzyła tylko szeroko oczy z przerażenia i wcale nie chciała wychodzić z łóżka. Mama wzięła ją na ręce i zaniosła do kuchni. Jednak tego dnia Maja nie miała apetytu, nie zjadła w ogóle śniadania ani nie wypiła herbatki. Nie ubrała się sama ani nie umyła zębów, wszystko musiała za nią zrobić mama. W drodze do przedszkola dziewczynka nie odzywała się do mamy ani słowem, ściskała w rączce tylko swoją lalkę Zuzię tak kurczowo, jakby zaraz miał ją ktoś jej wyrwać. Przed przedszkolnymi drzwiami Maja wpadła w szał: płakała, krzyczała i piszczała. Rzuciła lalkę na ziemię i powtarzała ciągle:

— Do domu! Do domu! Do domu!

Mama była jednak nieugięta i weszła do przedszkola.

— Popatrz, jakie kolorowe ściany. To chyba namalowany Kubuś Puchatek, co? Ale tu jest pięknie… Słyszysz to co ja? Dzieci chyba śpiewają jakąś piosenkę. Ja już lubię to miejsce… O! Masz nawet szafeczkę na buty z kolorową naklejką, ale tu fajnie! — powiedziała mama.

Maja nie pomagała w przebraniu się, po jej policzkach wciąż płynęły łzy, a gdy na nogach miała już różowe trampki, kurczowo trzymała się nogi mamy. Tego dnia w przedszkolu Maja została z mamą: poznała panią i dzieci, zobaczyła jak wygląda sala i nowe zabawki, przeglądnęła książeczki i posmakowała trochę budyniu. Gdy dziewczynka wracała do domu mama powiedziała:

— Widzisz, w przedszkolu było naprawdę fajnie! Jutro zaprowadzę Cię tam i pójdę na zakupy. Jak zrobię zakupy to odbiorę Cię z przedszkola i pójdziemy razem do domu.

Maja znieruchomiała na te słowa. Nie chciała zostawać w przedszkolu bez mamy. Nawet pomimo tego, że jest tam kolorowo, a panie są miłe. Całe popołudnie Maja nie mogła skupić się na zabawie, a w nocy nie mogła spać. Przyszła nawet do łóżka rodziców, by się przytulić, bo było jej bardzo smutno i bała się jutrzejszego dnia. Nazajutrz sytuacja powtórzyła się: Maja nie chciała wstawać z łóżka, jeść śniadania, ubierać się ani iść do przedszkola, a przed przedszkolnymi drzwiami zaczęła płakać tak głośno, że z okien wyjrzały nawet jakieś panie. W szatni dziewczynka ciągle płakała, aż z przedszkolnej sali wyszła do niej pani Kasia. Na jej widok Maja wczepiła się znów w nogę mamy i nie miała zamiaru jej puścić. Jednak pani Kasia wzięła ją na ręce, pozwoliła jej pożegnać się z mamą i zaprowadziła na salę. Mama dziewczynki była również zdenerwowana. Bała się, że Maja będzie cały dzień płakać. Robiła zakupy najszybciej jak potrafiła, by jak najszybciej odebrać Maję z przedszkola. Jednak jak na złość kolejki w sklepie były długie, a korki na ulicy sprawiały, że mama Mai musiała stać w nich całą wieczność. Gdy wreszcie dotarła do przedszkola i otworzyła drzwi do sali, zobaczyła, że Maja razem z innymi dziewczynkami bawi się w salon fryzjerski: czesały lalki, robiły im rożne fryzury, a Maja wcale nie wyglądała na przerażoną. Gdy zobaczyła mamę, podbiegła do niej i powiedziała:

— Mamusiu, czy możesz przyjść po mnie trochę później? Obiecałam Klarze, że pomogę jej przygotować lalkę na bal. I muszę uczesać jeszcze lalkę Patrycji…

Mama pokiwała głową, pocałowała Maję w czoło i powiedziała z wielkim uśmiechem:

— Pewnie Kochanie, przyjdę po Ciebie później. Jestem z Ciebie bardzo dumna…

„Maja i segregator z karteczkami” — bajka o dziewczynce, która nie lubiła dzielić się z innymi

Maja nie mogła doczekać się weekendu. Wiedziała, że jak przyjedzie babcia i dziadek, to dostanie od nich wspaniały prezent. Zawsze przywozili jej coś wyjątkowego: a to nową lalkę, a to pluszowego misia, a to kredki z brokatem, a to kilka kolorowanek. Ale tym razem babcia i dziadek postarali się jeszcze bardziej. Jako, że Maja była już większą dziewczynką i zaczęła chodzić do przedszkola babcia pomyślała, że nie będzie już kupować zabawek dla malutkich dziewczynek, dlatego też Maja dostała tym razem w prezencie segregator, na którego okładce były piękne księżniczki. Dziewczynka od razu go otworzyła i zachwytom nie było końca. W środku były setki kolorowych karteczek z różnymi obrazkami: duże, średnie i małe, z brokatami i bez, z równymi brzegami i pofalowane. Wszystkie przedstawiały obrazki z bajek, które Maja uwielbiała. Maję zastanowiło tylko to, po co w segregatorze jest kilka takich samych karteczek, ale nie przywiązała do tego większej wagi. Do samego wieczora układała je, segregowała i przekładała. Zachwycała się nimi, próbowała rysować nowe na zwykłych, białych kartkach i wpinać do segregatora. Wieczorem powiedziała do Mamy:

— Mamusiu, chciałabym jutro zabrać segregator do przedszkola. Chcę pokazać go koleżankom!

Mama pokiwała głową, pocałowała dziewczynkę na dobranoc i zgasiła światło. Nazajutrz Maja dumnie pomaszerowała do przedszkola. Pod pachą niosła swój segregator i oglądała się dookoła, czy ktoś na nią patrzy. Tak bardzo chciała, by wszyscy dostrzegli od razu jej prezent od babci i dziadka. Gdy Maja weszła na salę od razu podbiegło do niej kilka dziewczynek i zaczęło pytać:

— A co to jest? A skąd to masz? Możemy pooglądać?

Maja była dumna ze swojego prezentu i z tego, że wszystkie dziewczynki chcą być jej najlepszymi koleżankami. Żadna wcześniej nie przyniosła do przedszkola takich bajkowych karteczek, więc nawet pani była zainteresowana co to takiego. Dziewczynki po kolei oglądały karteczki i zachwycały się:

— O to Arielka w swojej nowej, wodnej jaskini!

— A to lalka Barbie w balowej sukience!

— Myszka Miki i Pluto bawią się chyba w berka!

— A tu Zygzak McQuenn ratuje Złomka z pułapki!

Każda karteczka była komentowana przez dziewczynki. Niektóre karteczki były jeszcze atrakcyjniejsze, ponieważ z drugiej strony miały obrazek, który można było kolorować. Kamilka, koleżanka Mai, uwielbiała bajkę „Myszka Miki” więc długo oglądała akurat te karteczki. Zauważyła, że dziewczynka ma kilka takich samych, więc nieśmiało zapytała:

— Maju, a może dałabyś mi jedną taką karteczkę? Masz ich dużo…

Ale Maja się oburzyła i krzyknęła:

— Nie! To przecież moje!

Kamilce po policzkach popłynęły łzy, ale nie prosiła już więcej. Odeszła, by pobawić się wózkiem dla lalki. Po chwili Agnieszka zapytała Maję o to samo:

— Jestem Twoją najlepszą przyjaciółką z przedszkola. Dałabyś mi jedną karteczkę? Tą z Arielką. Proszę…

Ale Maja znów powiedziała, że karteczki są jej, że dostała je od babci i dziadka i że nie może się nimi dzielić. Dlatego po obejrzeniu całego segregatora, dziewczynki wróciły do swoich zabaw. Maja przynosiła karteczki do przedszkola jeszcze przez kilka dni, ale z dnia na dzień coraz mniej dziewczynek chciało je oglądać.

— Tylko się nimi chwalisz! Nie chcesz mi dać nawet jednej karteczki! — powiedziała któregoś razu prawie płacząc Zuzia, ale Maja nie odpowiedziała. Cieszyła się, że to ona jedna ma takie fajne karteczki. Uważała, że dostała najlepszy prezent na świecie.

Jednak po weekendzie, gdy Maja weszła na przedszkolną salę trzymając w ręce swój segregator, dziewczynki nie podbiegły do niej jak zawsze. Wszystkie stały wokół stolika przy którym siedziała Jola. Dziewczynka podeszła bliżej i próbowała zobaczyć, co się tam dzieje. I zobaczyła… Jola siedziała przy stoliku i pokazywała wszystkim swój segregator. Miała w nim mnóstwo kolorowych karteczek z różnych bajek. Maja usłyszała głosy:

— Zuzia, dla Ciebie jest ta karteczka. Proszę, weź ją sobie…

— Aniu, a ta jest specjalnie dla Ciebie!

— Aga, dla Ciebie mam z Arielką!

Dziewczynki śmiały się i piszczały z radości, a chwilę później okazało się, że każda dziewczynka dostała od Joli karteczkę. Każda z wyjątkiem Mai. Dziewczynka podeszła bliżej i zapytała cichutko:

— Czy ja mogę wybrać sobie jedną karteczkę?

Ale Jola popatrzyła na nią i zamknęła segregator. Do końca dnia Maja bawiła się sama, a wszystkie dziewczynki zajęte były swoimi karteczkami i segregatorem Joli, która chętnie dzieliła się tym, co miała. Mai zachciało się płakać, więc ucieszyła się bardzo, że mama odebrała ją szybciej z przedszkola.

— Córeczko, dlaczego masz taką smutną minkę? Czy coś się stało? Ktoś Ci dokuczał? — zapytała mama patrząc na córkę.

Maja nie chciała mówić, ale po chwili powiedziała płacząc:

— Wszystkie dziewczynki wolą segregator i karteczki Joli. Mojego już nikt nie chce oglądać!

Mama przytuliła córeczkę i zobaczyła kątem oka, że do przedszkola weszła mama Joli, by również odebrać swoją córkę wcześniej z przedszkola. Gdy Jola weszła do szatni, zaczęła od razu opowiadać mamie:

— Mamusiu, koleżankom bardzo podobały się moje karteczki. Dałam Agnieszce karteczkę z Arielką, Zuzi dałam z Myszką Miki, Kamili dałam… — zaczęła Jola.

Mama Mai popatrzyła na córeczkę i zapytała:

— A Ty? Podzieliłaś się z koleżankami swoim prezentem?

Maja popatrzyła na mamę zdziwiona i trochę skrzywiona.

— Pamiętaj, kochanie, że będziesz miała tylko wtedy koleżanki, jeżeli będziesz potrafiła się z nimi dzielić. Masz przecież dużo karteczek, po co Ci aż tyle? Możesz je przecież dać dziewczynkom. Zobaczysz, jakie będą szczęśliwe! I jeszcze bardziej Cię polubią! Wiesz córeczko, w życiu nie jest najważniejsze to, ile Ty masz, ale to, czy potrafisz się tym dzielić… — powiedziała mama.

Następnego dnia, gdy Maja weszła na przedszkolną salę zawołała wszystkie dziewczynki z grupy i dała każdej po dwie karteczki. Wybrała dla każdej koleżanki karteczki z jej ulubioną bajką. Zrozumiała słowa mamy, że żeby mieć koleżanki, trzeba umieć się z nimi dzielić tak, by też były szczęśliwe…

„Maja i kosmita” — bajka o tolerancji

Pani w przedszkolu posadziła wszystkie dzieci na dywanie i zaczęła mówić:

— Kochane dzieci, jutro przyjdzie do naszej grupy nowy kolega. Ma na imię Aleks. Chciałabym, byście się z nim zaprzyjaźniły i zaopiekowały, ponieważ będzie nowy i pewnie troszkę wystraszony. Wy jesteście już doświadczonymi przedszkolakami, więc na pewno pokażecie Aleksowi, jak fajnie jest być w przedszkolu i mieć tu przyjaciół. Czy mogę na Was liczyć?

— Taaaak! — odpowiedziały chórem dzieci i z lekkim podekscytowaniem wróciły do zabawy. Wszystkie były ciekawe nowego kolegi i nie mogły doczekać się jutra. Na sali słychać było ciche rozmowy:

— Ciekawe w co lubi się bawić ten Aleks…

— Pewnie wybuduje ze mną tor dla samochodów…

— A ze mną będzie się ścigał, ale i tak ja wygram…

Nazajutrz w drzwiach przedszkolnej sali stanął nowy chłopiec. Był niski, miał jasne włosy i niebieskie oczy. Wyglądał na bardzo przestraszonego. Kurczowo trzymał się dłoni mamy, a gdy nauczycielka zbliżyła się do niego wybuchnął płaczem. Pani wyciągnęła rękę, by pogłaskać Aleksa po głowie, ale chłopiec odsunął się szybko. Mama pożegnała się z nim, a pani próbowała wprowadzić go do sali i zachęcić do wspólnej zabawy. Ale Aleks pierwsze co zrobił na sali to… zatkał uszy. Owszem, było na sali trochę głośno, ale ten hałas nie różnił się niczym od wczorajszego hałasu i żadnemu dziecku to nie przeszkadzało. Pani zawołała wszystkie dzieci, by usiadły w kółeczku na dywanie i przedstawiła chłopca:

— To jest Aleks — Wasz nowy kolega. Przywitajcie się miło.

Po sali słychać było krótkie przywitania „Cześć Aleks”, „Dzień dobry”, „Super, że jesteś”, ale Aleks nie przywitał się z dziećmi. Właściwie nawet na nich nie patrzył. Nie chciał podawać nikomu ręki ani oglądać zabawek, które z dumą chciały zaprezentować mu dzieci. Nie wypowiedział jeszcze ani jednego słowa, za to ciągle patrzył się na koniec sali z takim zaciekawieniem, jakby ukryty tam był skarb. Dzieci wróciły do swoich zabaw, a pani powiedziała do nich:

— Zaproście, proszę, Aleksa do wspólnej zabawy. Na pewno poczuje się lepiej.

Ale Aleks nie chciał się z nikim bawić, nie reagował na zaproszenia, na pokazywanie nowych samochodów, klocków, książeczek ani wspaniałego toru dla wyścigówek. Ciągle patrzył na okno, choć nic ciekawego za nim nie było. Maja podeszła do chłopca i powiedziała:

— Może narysujemy razem obrazek? Dasz go później swojej mamie, na pewno się ucieszy!

Ale Aleks chyba tego nie słyszał, bo zamiast odpowiedzieć podbiegł do okna i stanął przy nim wpatrując się w to, co jest na zewnątrz. Maja obserwowała chłopca. Był dziwny. Wszyscy chłopcy szaleli na punkcie aut i wyścigówek, bili się wręcz o sportowy tor albo ciągle malowali jakieś potwory, a Aleks? Aleks nie chciał żadnych zabawek, ani książek, ani kredek. Chciał tylko stać koło okna.

— Może wypatruje swoją mamą, bo chce żeby już po niego przyszła! — pomyślała Maja i bacznie obserwowała chłopca. Aleks wyciągnął w tym momencie ze swojej kieszonki w spodniach mały, zielony samochodzik i położył go na parapecie. Popatrzył na niego chwilę, po czym wziął go do rączki i zaczął nim jeździć. Jeździł tam i z powrotem przez cały parapet nie odrywając oczu od auta. Jeździł i jeździł przez cały czas. Nie chciał nawet jeść, tylko ciągle bawił się zielonym samochodem. Nie zauważył nawet jak przyszła po niego mama, tylko ciągle jeździł…

W drodze do domu Maja powiedziała do mamy:

— Mamo, ten nowy chłopiec u nas w przedszkolu jest jakiś dziwny.

— Dlaczego tak uważasz? — zapytała zdziwiona mama.

— Bo… — zaczęła niepewnie dziewczynka — On nie chciał się z nikim bawić. I nie chciał nawet żadnych zabawek. Bawił się tylko swoim małym samochodzikiem i to zupełnie sam. Nawet nie chciał się z nami przywitać! — powiedziała Maja z lekkim oburzeniem — Jeździł tylko samochodem po parapecie. Cały czas!

— Maju, może to jego ulubiona zabawka. Pamiętasz, jak Ty denerwowałaś się przed pójściem do przedszkola? Może jutro ten chłopiec będzie już pewniej się czuł w nowej grupie. Ale wiesz co? Weź jutro do przedszkola swój różowy samochodzik i może pobaw się razem z nim przy oknie? — zapytała z lekkim wahaniem mama.

— No co Ty?! Przecież on nawet nie chciał na mnie patrzeć. Nie będzie chciał się ze mną bawić. On jest dziwny!

— Maju, to że ktoś jest inny i nie robi tego, co Ty, nie oznacza od razu, że jest dziwny. Gdyby wszyscy ludzie na świecie byli tacy sami, to byłoby nudno, wiesz? Może ten chłopiec jest naprawdę fajny, tylko musisz dać mu więcej czasu… — powiedziała spokojnie mama uśmiechając się.

— Ale mamo, wszystkie dzieci próbowały się z nim zaprzyjaźnić, pokazywały zabawki i opowiadały coś… — zaprotestowała dziewczynka.

— To wspaniale, że próbowaliście. Ale opowiadaliście mu o tym, co Wy lubicie, pokazywaliście swoje zabawki. A może on najbardziej na świecie kocha ten samochodzik? Może spróbuj pokazać mu swój samochód, pobaw się w jego ulubioną zabawę. Może ten chłopiec właśnie chciałby mieć przyjaciela, który będzie się z nim bawił w to, co on lubi? — zapytała mama.

— Hm, nie wiem… Ale mogę spróbować. Wezmę swój różowy samochodzik i spróbuję pobawić się z kosmitą — powiedziała Maja.

— Maju, z kosmitą?! Nie można tak mówić. Zobaczysz, że ten chłopiec okaże się być fajnym kolegą, tylko musisz otworzyć dla niego swoje serduszko i pobawić się z nim w to, co on uwielbia. I pamiętaj, córeczko, że to, że ktoś jest inny, świadczy właśnie o tym, że jest wyjątkowy. Nie gorszy, tylko po prostu wyjątkowy.

Następnego dnia dziewczynka wzięła do przedszkola swój samochodzik i podeszła do okna przy którym stał Aleks. Bez słowa zaczęła nim jeździć tam i z powrotem, podobnie jak robił to chłopiec. Przez dłuższą chwilę jeździli tak w milczeniu, a Aleks kątem oka ciągle patrzył na dziewczynkę. Po chwili niepewnie powiedział cichutkim głosem:

— Może zbudujemy dla nich tor?

Maja pokiwała głową, podeszła do Aleksa i wzięła go za rękę. Zaprowadziła go do wielkiej skrzyni, w której schowane były części wielkiego toru dla aut. Zabrali się do wspólnej pracy i nie zauważyli nawet, że przyszły po nich mamy.

— I jak minął dzień w przedszkolu? Bawiłaś się z nowym kolegą? — zapytała mama, jak tylko wyszła z Mają z przedszkola.

— Tak, mamo. Bawiliśmy się bardzo długo i wiesz co? Miałaś racje. Aleks wcale nie jest kosmitą. Super się bawiliśmy. Chyba kiedyś zostaniemy nawet przyjaciółmi… — podsumowała dziewczynka.

„Maja i jasełka” — bajka o dziecku, które ma etykietkę odludka

Pani w przedszkolu rozdawała rolę na jasełka. Dla Mai miał być to pierwszy występ, więc była bardzo przejęta. Nie rozumiała też dlaczego wszystkie dziewczynki kłócą się o to, kto będzie aniołkiem. Słyszała rozmowy dzieci:

— Ja nadaję się na aniołka, mam takie długie włosy!

— Aniołki miały jasne włosy, a ja mam żółte włosy więc to ja zostanę aniołkiem! — słychać było już z oddali głos drugiej dziewczynki.

— A ja byłam aniołkiem jak mieliśmy jasełka w drugiej grupie, jak byliśmy jeszcze maluszkami, pamiętacie? — przekrzykiwała ją trzecia.

Maja nieśmiało wtrąciła:

— Wiecie… Ja jeszcze nigdy nie byłam aniołkiem, a bardzo bym chciała. Jeszcze nigdy nie występowałam…

— Ty?! — krzyknęły dziewczynki chórem i zaczęły odpowiadać:

— Przecież Ty nie masz jasnych włosów! Aniołki muszą mieć jasne włosy!

— Jeszcze nigdy nie występowałaś? Nie nadajesz się na aniołka!

— Jesteś taka mała, że nawet nie będzie Cię widać!

Mai robiło się coraz bardziej przykro i z trudem powstrzymywała łzy. Ale dziewczynki nie odpuszczały i dalej próbowały wybić Mai ten pomysł z głowy:

— Aniołki zawsze dużo mówią, a Ty mówisz bardzo brzydko!

— I muszą ładnie śpiewać! — dodała druga dziewczynka.

— I mieć piękną sukienkę! Twoje sukienki nigdy nie są takie piękne! — krzyknęła kolejna.

Maja nawet nie próbowała się bronić. Po jej policzkach popłynęły łzy i szybko uciekła do łazienki. Dziewczynka kucnęła pod ścianą, schowała główkę w swoich dłoniach i zaczęła głośno płakać. Było jej przykro, że nowe, przedszkolne koleżanki tak ją potraktowały. Nie miała już ochoty występować w żadnych jasełkach. Nie miała też ochoty już nigdy bawić się z tymi dziewczynami. Ani nie miała nawet ochoty chodzić już do przedszkola. Chciała by już przyszła po nią mama i zabrała ją do domu. Łzy ciągle płynęły, a płacz był tak głośny, że Maja nie zauważyła nawet jak do łazienki weszła nauczycielka.

— Maju, dlaczego płaczesz? — powiedziała zmartwionym głosem, lecz dziewczynka nie odpowiedziała, tylko przytuliła się do jej nogi. Nauczycielka pogłaskała ją, następnie kucnęła przy niej i mocno przytuliła. Wtedy Maja powiedziała:

— Dziewczynki mówią, że nie nadaję się na aniołka. Mówią, że jestem mała, mam niedobre włosy i nie umiem śpiewać…

Głos dziewczynki zadrżał, a po policzkach znów popłynęły łzy.

— Maju! — zaczęła nauczycielka — A wiesz, że właśnie do tych jasełek potrzebujemy malutkiego i zgrabniutkiego aniołka, takiego jak Ty?

Dziewczynka popatrzyła na nauczycielkę z otwartą buzią i z trudem powstrzymywała łzy, a nauczycielka mówiła dalej:

— Dziewczynki mówiły tak, dlatego, że same chciały zdobyć tę rolę, a nie dlatego, że tak naprawdę uważają. Sama kiedyś słyszałam, jak Zuzia mówiła do Poli, że chciałaby mieć takie włosy jak Ty. A ostatnio Kinga zachwycała się Twoją sukienką w fioletowe słonie. Jesteś piękna, masz piękne sukienki i wspaniale śpiewasz. I właśnie dlatego dziewczynki były niemiłe i chciały wmówić Tobie, że jest inaczej. To co będziesz moim aniołkiem? — zapytała z uśmiechem.

Maja była zaskoczona, łzy przestały lecieć, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Dziewczynka pokiwała twierdząco głową, a po chwili dodała:

— Zawsze marzyłam, żeby być aniołkiem.

— I właśnie będziesz. Ale wiesz, co? Ty będziesz aniołkiem nie tylko na jasełkach. Ty na co dzień jesteś takim aniołkiem dla wszystkich… — odpowiedziała nauczycielka i chwytając Maję za rękę zaprowadziła na salę…

„Maja i pies” — bajka o dziewczynce, która nie lubiła przebywać w grupie

Na swoich urodzinach Maja wcale nie bawiła się z koleżankami i kolegami. Nie było jej wśród dziewczynek, które stroiły lalki i przygotowywały dla nich domki. Nie było jej także wśród chłopców, którzy zbudowali tor wyścigowy zajmujący cały pokój. Mama zaczęła szukać dziewczynki, ale dłuższy czas nie mogła jej znaleźć. Dopiero po chwili zauważyła, ze coś jest pod stołem. A raczej ktoś, bo okazało się, że Maja schowała się przed wszystkimi.

— Maju, dlaczego tutaj siedzisz? — zapytała mama ze zdziwieniem — Dlaczego nie pójdziesz do dzieci? — dodała.

— Nie chcę bawić się z dziećmi. Ja wolę bawić się sama… — powiedziała smutnym głosem dziewczynka.

— Ale zabawa z dziećmi może być bardzo miła i przyjemna. Wiesz, najlepsza jest zabawa z przyjaciółmi! — przekonywała Maję mama.

— Ale ja nie chcę. Denerwuje mnie ta muzyka i te dzieci. Nie lubię się z nimi bawić. Chcę by już poszli do domu! — podniosła głos Maja.

— Maju, Twoje koleżanki i koledzy przyszli tutaj specjalnie dla Ciebie. To Twoje urodziny, a to Twoi goście. Byłoby miło gdybyś pobawiła się razem z nimi… — powiedziała mama, a po chwili dodała:

— No, wychodź spod tego stołu, zaraz będzie tort i prezent. Zdradzę tylko, że to prezent o jakim marzyłaś od dawna…

Dziewczynka uśmiechnęła się i podała mamie rękę. Mama zaprowadziła ją do pokoju, gdzie byli wszyscy goście, przyniosła tort i razem zaśpiewali Mai „Sto lat”. Dziewczynka stała nie odzywając się. Nie lubiła jak wszyscy się na nią patrzą. Była tu tylko dlatego, że czekała na prezent. I wreszcie się doczekała. Z sąsiedniego pokoju wyłonił się tata trzymając w dłoniach futrzaną kulkę z kokardą. Tak, Maja dostała upragnionego szczeniaczka. Dziewczynka od razu przytuliła psiaka i wzięła go na ręce.

— Będziesz moim najlepszym przyjacielem! — powiedziała do niego i postawiła na podłodze. Dzieci przyglądały się pieskowi, niektóre podeszły by go pogłaskać, ale po chwili wróciły do lalek i samochodów. Tylko Maja została z psiakiem i zaczęła się z nim bawić. Znalazła małą piłeczkę i turlała ją po podłodze. Szczeniaczek biegał za nią, a Maja za nim. Bawili się tak dłuższą chwilę i biegali coraz szybciej. Maja śmiała się wciąż i wołała do szczeniaczka. Po chwili inne dzieci oderwały się od swojej zabawy i zaczęły obserwować Maję, a następnie bez słowa razem z Mają i pieskiem zaczęły biegać za kolorową piłką. Pokój Mai zamienił się w boisko, a goście urodzinowi stali się najlepszymi piłkarzami świata. Pomiędzy dziecięcymi nogami biegał mały szczeniaczek w poszukiwaniu piłeczki. Dzieci bawiły się wspaniale i były zachwycone. Nikt nie stał z boku, wszyscy zaangażowani byli w pogoń za piłką. Po chwili jednak szczeniaczek usiadł na podłodze, a mama Mai widząc to powiedziała:

— Wiecie, on jest jeszcze malutki i się po prostu zmęczył. Zobaczcie, jakie ma króciutkie nogi, ma mniej siły niż Wy. Zanieś go Maju do łóżka, niech się troszkę zdrzemnie a Wy możecie bawić się dalej.

Maja posłusznie wzięła pieska na ręce i zaniosła do łóżka. Wracając do pokoju zawahała się czy dalej grać w piłkę z innymi dziećmi skoro jej czworonożny przyjaciel nie będzie teraz grał, ale mama pogłaskała ją po głowie i powiedziała z uśmiechem:

— Tak wspaniale się bawiliście. Dziś są Twoje urodziny, więc pozwalam Wam jeszcze chwilę pograć w piłkę w domu.

Maja wróciła więc do pokoju, gdzie dzieci nadal turlały po podłodze kolorową piłkę i wkroczyła do gry. Zuzia podawała do Kasi, Kasia do Moniki, Monika do Mai, Maja do Bartka, Bartek do Szymona, Szymon do Kuby, a Kuba znów do Mai… Dzieci grały ze sobą jeszcze przez dłuższą chwilę, a dorośli, którzy byli w pokoju obok słyszeli tylko okrzyki zadowolenia i śmiech, który świadczył o dobrej zabawie. Gdy dzieci zmęczyły się, pobiegły natychmiast napić się oranżady, a następnie Zuzia powiedziała do Mai:

— Może pobawimy się lalkami?

— Albo ułożymy nowy tor wyścigowy? — zaproponował Bartek.

Maja popatrzyła na dzieci i powiedziała:

— Najpierw pobawmy się lalkami, a później zbudujmy tor. Super się z Wami bawić, wiecie?

Mama popatrzyła na córeczkę i uśmiechnęła się.

— Jednak Maja zrozumiała, że wspaniale jest mieć wokół siebie przyjaciół, spędzać z nimi czas i z nimi się bawić — pomyślała mama — Samotnie jest naprawdę smutno, a z innymi można się przyjemnie bawić…

„Maja sportowcem” — bajka o dziewczynce, z której naśmiewały się dzieci

Pani w przedszkolu ogłosiła, że 1 czerwca, czyli na Dzień Dziecka, odbędą się wielkie zawody sportowe. Wszystkie dzieci były zachwycone pomysłem i zastanawiały się, w jakim konkursie wystąpią. Zuzia, która na co dzień trenowała taniec, miała ochotę wziąć udział w konkursie skoku w dal. Kuba był małym hokeistą, więc bez problemu odnalazłby się w konkursie rzutów do celu. Madzia jak tylko skończyła 3 latka zaczęła trenować akrobatykę, więc chciała wygrać zawody gimnastyczne. Kacper był napastnikiem na boisku, więc bez problemu zwyciężyłby konkurs prowadzenia piłki przy nodze. Maja nie trenowała żadnego sportu, ale wcale nie była gorsza niż inne dzieci. Przeciwnie, tak samo jak one potrafiła szybko biegać i skakać, robić fikołki i podciągać się na rękach. Próbowała nawet robić pompki i przysiady, a ćwiczenia z piłką wykonywała wzorowo. Jednak inne dzieci uważały, że skoro dziewczynka nie uprawia żadnego sportu to nie poradzi sobie w konkursach i zaczęły się z niej naśmiewać:

— Nie wygrasz żadnego konkursu! Nie potrafisz nawet dobrze biegać! — powiedziała Zuzia, a Kuba dodał:

— Nie jesteś w ogóle szybka. W sporcie trzeba być szybkim!

Mai zrobiło się przykro. Owszem, nie trenowała żadnego sportu, ale była tak samo wysportowana jak inne dzieci. A w niektórych konkurencjach wydawało się, że Maja radzi sobie lepiej niż Kuba, Zuzia czy Madzia. Dzieci jednak były pewne, że Maja nie poradzi sobie na zawodach i dogryzały jej:

— Twoja mama nie zapisała Cię na taniec, bo myśli, że jesteś ciągle dzidziusiem! — zaśmiała się Zuzia.

— Może dobrze, że nie grasz w piłkę, bo tylko byśmy przez Ciebie cały czas przegrywali! — zawołał Kacper, a Maja rozpłakała się. Całą rozmowę usłyszałam nauczycielka, podeszła do Mai, przytuliła ją i powiedziała:

— Maju, nie słuchaj innych dzieci. Pamiętasz, jak robiliśmy

w przedszkolu wyścigi rzędów? Twoja drużyna wygrała tylko dzięki Tobie, bo byłaś taka szybka, że w mig pokonywałaś przeszkody. Albo pamiętasz, jak graliśmy w koszykówkę? Zdobyłaś najwięcej punktów. Inne dzieci uważają, że skoro trenują jakieś sporty to są lepsze od tych dzieci, które nie trenują, ale to nie prawda. Nie trzeba od razu trenować piłki nożnej, hokeja, tańca czy akrobatyki by być wspaniałym sportowcem. I wiesz co Tobie powiem? Jestem przekonana, że w konkursach zdobędziesz lepsze miejsce niż oni. Tylko musisz w to uwierzyć i nie słuchać tego, co mówią inni. Sama najlepiej wiesz, jaka jesteś szybka i sprawna…

Maja nie odpowiedziała, ale wyglądała na bardzo zamyśloną do końca dnia. Minęło jeszcze kilka dni w czasie których dzieci ciągle dogryzały Mai i przedrzeźniały ją pomimo tego, że nauczycielka rozmawiała z nimi na ten temat. Dziewczynka była smutna, ale nie dawała się sprowokować. Gdy przyszedł dzień zawodów, Maja przyszła do przedszkola w sportowym stroju, na jej koszulce napisane było jej imię, a włosy związane miała sportową opaską. Wyglądała jak prawdziwa sportsmenka, a dzieci nie mogły oderwać od niej oczu. Pani prowadząca zawody poprosiła, by wszystkie dzieci, które biorą udział w wyścigu stanęły na linii startu. Dzieci ustawiły się w równej linii, Maja stanęła niepewnie z samego boku.

— Na miejsca… Gotowi… Start! — krzyknęła nauczycielka, a dzieci ruszyły przed siebie. Kacper wyszedł na prowadzenie zostawiając inne dzieci w tyle, ale po chwili dogoniła go Maja, popatrzyła na niego i wyprzedziła go. Do mety było już tylko kilka metrów. Kacper próbował jeszcze dogonić dziewczynkę, ale bezskutecznie. Maja była niepokonana, przebierała nogami niczym gepard…

Gdy przyszła pora rozdawania medali i to właśnie Maja weszła na najwyższy stopień podium innym dzieciom było głupio, że śmiały się z dziewczynki. Po wszystkim Zuzia podeszła do Mai i powiedziała:

— Przepraszam, że śmiałam się z Ciebie… — i podała dziewczynce rękę na zgodę, po czym inne dzieci zaczęły robić to samo.

— Jesteś naprawdę szybka… — powiedział Kacper i uśmiechnął się.

— Wygrałaś bo byłaś najlepsza. Może nauczysz mnie tak szybko biegać? — zapytała nieśmiało Madzia.

Maja pokiwała głową, uśmiechnęła się, a w jej oczach widać było jasny błysk. Udowodniła dzieciom, że nie jest gorsza niż one. Przeciwnie, była nawet lepsza.

— Widzisz, wystarczyło uwierzyć w siebie — powiedziała nauczycielka gratulując dziewczynce wygranej. I od tej pory już nigdy żadne dzieci nie śmiały się z Mai…

„Maja i zamek z klocków” — bajka o dziewczynce, która przeszkadza innym w zabawie

Karolinka, Kaja, Agatka, Franek i Bartek zbudowali w przedszkolnej sali wspaniały zamek z klocków. Był tak duży, że zajmował połowę dywanu. Bardzo się przy tym napracowali, ponieważ widać było, że zamek ma wiele szczegółów: miał różnokształtne okna, kilka drzwi, wieże różnej wysokości, a nawet most. Z klocków wybudowana była również kareta, która przywoziła do zamku króla i królową. Dzieci wybudowały zamek w ten sposób, że każda wieża i każde pomieszczenie utworzone było z klocków innego koloru: najwyższa wieża była koloru niebieskiego, średnia wieża była zielona, a dwie najniższe wieże miały kolor czerwony. Z kolei największa komnata była żółta, trzy średnie komnaty były różowe, a najmniejsza komnata miała kolor fioletowy. Most był koloru pomarańczowego. Dzieci włożyły dużo pracy w wybudowanie tego zamku i zajęło im to dużo czasu: zaczęli budować tuż po śniadaniu, a skończyli dopiero przed obiadem, ale gdy stanęli obok zamku i spojrzeli na swoją pracę byli bardzo zadowoleni. Bartek wziął do ręki figurkę króla i powiedział:

— Ja będę królem tego zamku, a Kaja będzie królową. Franek, chcesz być naszym rycerzem?

— Tak, ja będę rycerzem! — krzyknął radośnie Franek i chwycił rycerza siedzącego na koniu.

— Ja będę królewną! — powiedziała Karolinka — Przecież król i królowa muszą mieć córeczkę!

— A wiecie kim ja będę? — zapytała Agatka — Ja będę wróżką. Na zamku musi mieszkać też wróżka!

Dzieci z podziwem patrzyły na swój zamek i z wielkimi uśmiechami zaczęły bawić się plastikowymi figurkami króla, królowej, królewny, wróżki oraz rycerza. Właśnie wszyscy mieli wsiadać do karety, by wyjechać w podróż, gdy nagle…

— Grrrr! — wielka i ciężka piłka wtoczyła się w zamek i powaliła wszystkie jego wieże. Dzieci odwróciły się i zobaczyły, że piłka nie przyleciała tu przypadkowo. To Maja rzuciła ją specjalnie w zamek! Byli wściekli, ale zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć Maja krzyknęła:

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.63
drukowana A5
za 39.62