E-book
9.56
drukowana A5
39.62
Bądź jak Maja!

Bezpłatny fragment - Bądź jak Maja!

45 BAJEK TERAPEUTYCZNYCH


Objętość:
224 str.
ISBN:
978-83-8104-820-0
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 39.62

Wstęp

Twoje dziecko ma problemy z porannym wstawaniem? A może jest niejadkiem? Nie chce bawić się z innymi dziećmi? Czy za bardzo się wymądrza? Pokłóciło się z przyjaciółmi? Nie chce rozstawać się z rodzicami? Czy nie może poradzić sobie z rozwodem rodziców? A może wciąż przeżywa stratę kogoś bliskiego? „Bądź jak Maja!” to 45 bajek terapeutycznych, które pomogą Twojemu dziecku przejść przez okres adaptacji w przedszkolu, poszukiwanie nowych przyjaźni, przeprowadzkę, śmierć bliskich, odejście zwierzaka, rozwód rodziców, kłótnię z przyjaciółmi czy porażkę w zawodach sportowych. Ta książka to zbiór krótkich opowiastek, których główna bohaterka, kilkuletnia dziewczynka o imieniu Maja, przeżywa każdego dnia takie same przygody jak Twoje dziecko!

Pamiętaj, że każda sytuacja, która wydarzyła się w życiu małego człowieka ma wpływ na jego funkcjonowanie i postrzeganie świata. To, że Twoja pociecha nie rozmawia na dany temat, nie znaczy, że problem nagle przestał istnieć lub dziecko już sobie z nim poradziło. Coś, co dla Ciebie wydaje się błahostką, dla dziecka może być problemem z którym musi zmagać się samo. Przygody książkowej Mai mogą pomóc zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie. Warto poświęcić czas, by przenieść się ze swoim dzieckiem w świat bajek, które tak naprawdę są odzwierciedleniem Waszego codziennego życia. Niewyjaśnione sprawy i nierozwiązane problemy malucha, nawet te na pozór niewielkiej wagi, mogą powrócić po latach i wprowadzić na nowo chaos. Niniejsza książka sprawi, że Twoje dziecko nie będzie czuło się samotne, zrozumie, że nie ono jedno zmaga się z takim problemem, a Tobie ułatwi rozmowę z dzieckiem na dany temat. Dzieciństwo kształtuje przyszłość, kształtuje dorosłość, kształtuje późniejsze życie, a więc… Zapraszam do lektury!

Z poważaniem,

Katarzyna Józefek

„Maja i kot” — bajka o dziewczynce, która ma trudności z porannym wstawaniem z łóżka

Idąc na spacer przez park Maja spotkała małego kotka. Był chudy i smutny, lecz gdy dziewczynka podeszła bliżej kotek podbiegł do niej i zaczął łasić się koło jej nóg.

— Ale jesteś wspaniały! — pomyślała Maja i już chciała wziąć go na ręce, gdy kotek przemówił:

— Czy chcesz, abym został Twoim przyjacielem?

Maja zaniemówiła z wrażenia, ale widząc, że kotek czeka na odpowiedź, po chwili milczenia odparła:

— Chciałabym mieć prawdziwego przyjaciela. Takiego, który bawiłby się ze mną w moim domku na drzewie, biegał po łące i leżał na trawie obserwując chmury. Kotku, czy Ty naprawdę chcesz się ze mną zaprzyjaźnić?

Lecz kotek nic nie odpowiedział tylko ruszył przed siebie, a za nim podążyła prędko Maja.

— Dokąd idziemy? — spytała dziewczynka troszkę zaniepokojona, ale kotek szedł w milczeniu, aż doszedł do małego jeziorka z drewnianym mostkiem w samym środku parku.

— Wejdź ze mną na ten most. — powiedział kocur — Zobaczysz, że przeniosę Cię w świat niekończącej się zabawy, ciekawych przygód, wspaniałych przyjaciół i kolorowych motyli.

Maja bez zastanowienia postawiła swoje różowe trampki na mostku, na którym stał już kot. Nagle poczuła silny, ale przyjemny, lekki wiatr, zobaczyła kolorowe światełka i … znalazła się na tęczowej drodze, a nad jej głową fruwały motyle. Nie wierzyła własnym oczom — wszystko było takie piękne, takie kolorowe, takie bajeczne…

Ten wspaniały sen został zakłócony dźwiękiem budzika.

— Wrrr! Wrrr! — zegar warczał jak oszalały wywołując u Mai złość zanim jeszcze zdążyła otworzyć oczy. W tym samym momencie do pokoju weszła mama dziewczynki i łagodnym głosem powiedziała:

— Wstawaj, Kochanie. Czas zbierać się do przedszkola. Zobacz jakie słonko świeci za oknem! To będzie wspaniały dzień!

Ale Maja tak nie uważała. Nie chciała nawet otwierać oczu i była zła na wszystkich i wszystko za to, że została wyrwana z tego wspaniałego snu.

— Mamo, chciałabym mieć prawdziwego przyjaciela… — zaczęła Maja, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo już usłyszała odpowiedź:

— Prawdziwego przyjaciela?! — zdziwiła się mama — Zapomniałaś już, jak Ola czeka na Ciebie zawsze w przedszkolu, jak ciepło Cię wita i od razu chwyta za rączkę? Albo o tym, że Hubert zaprosił na swoje piąte urodziny tylko kilka osób z grupy, a wśród nich byłaś właśnie Ty? Albo o tym, że Kuba uwielbia ścigać się z Tobą na hulajnodze

w drodze z przedszkola? Kochanie, prawdziwych przyjaciół masz każdego dnia obok siebie! I wiesz co? Wstawaj już, bo im dłużej będziesz marudzić, tym mniej przygód przeżyjesz z przyjaciółmi!

Dziewczynka pomyślała chwilę w milczeniu, a po chwili powiedziała z otwartymi już szeroko oczami i radosnym uśmiechem:

— Mamusiu, co mamy dzisiaj na śniadanie? Musimy się pospieszyć, żeby Ola nie musiała za długo na mnie czekać. W dzień przeżywa się jeszcze lepsze przygody niż we śnie!

— Masz racje, córeczko. — powiedziała mama — Masz racje. Wyskakuj już z tego łóżka…

„Maja i Wesołe Miasteczko” — bajka o dziewczynce, która ma rano muchy w nosie

Maja obudziła się z kiepskim humorem, pomimo tego, że był weekend i dziewczynka wiedziała, że nie musi iść do przedszkola. Zwlekła się z łóżka i już miała jakieś „ale”.

— Co za głupie łóżko! Tak trudno z niego schodzić! — powiedziała oburzona Maja, choć na co dzień łóżko w kształcie różowego zamku dla księżniczek było powodem do dumy przed koleżankami i kolegami. Przecież zamek podobał się wszystkim dzieciom, a czasami nawet i dorośli otwierali szeroko buzię ze zdumienia na widok pięknego pałacu. Ale dziś Maję nie cieszyło ani łóżko, ani najnowsza pościel z bajkową bohaterką. Buty też wydawały się być do niczego:

— Co to za kapcie, które trzeba tak długo ubierać?! — pomyślała dziewczynka, a gdy tylko się z nimi uporała ruszyła w stronę dużego pokoju. Ale żeby tam dojść trzeba było przejść przez korytarz, a dla Mai droga ta wydawała się być tak długa, że już zdążyła zdenerwować się na swoją piżamkę. Rękawy były za długie, a spodnie ciągle się zsuwały…

Mama Mai przygotowała dla niej wspaniałe śniadanie — apetyczne, kolorowe, wiosenne kanapki z uśmiechem i oczami. Nie zabrakło też herbatki z sokiem malinowym. W telewizji leciała ulubiona bajka dziewczynki. Wszystko było przygotowane tak, by Maja wreszcie się uśmiechnęła. Ale ona ani o tym nie myślała. Przygoda bajkowej bohaterki okazała się być dzisiaj nudna, kanapki nie były wcale takie smaczne, a herbata „jakoś dziwnie się na Maję patrzyła”… Najgorsze było jednak to, że to wcale nie był koniec. Po śniadaniu okazało się, że włosy w szczoteczce do zębów dziewczynki nagle stały się twarde, a ubrania przygotowane przez mamę były tak szorstkie, że nie dało się ich założyć. Gdy Maja zdzierała z siebie koszulkę, w drzwiach stanęła mama i powiedziała:

— Córeczko, pospiesz się, bo spóźnimy się do Wesołego Miasteczka. Przecież tak cieszyłaś się na to wyjście. Wiesz, że czeka na nas Kamilek z mamą…

Ale co miała zrobić Maja, jeśli ubranie ciągle ją gryzło, a myśl o tym, że za chwilę mama weźmie szczotkę i zacznie czesać jej brązowe włosy budziła kolejne niezadowolenie. Mama nie traciła jednak cierpliwości i zachęcała dziewczynkę:

— Słyszałam, że w Wesołym Miasteczku jest nowa, ogromna karuzela. Hm… Ciekawe komu ostatnio tak bardzo podobało się latanie w powietrzu?

Lecz Maja nie odpowiedziała, tylko skrzywiła się na widok szczotki do włosów i krzyknęła:

— Ja nie chcę do Wesołego Miasteczka! Nigdzie nie chcę iść!

Mama dziewczynki popatrzyła na nią zaskoczona, a następnie powiedziała:

— Stracisz wspaniałą zabawę, ale nie będę Cię do niczego namawiać. Zostaniemy w domu…

Zadowolona dziewczynka odetchnęła z ulgą i poszła się bawić. Była spokojna do momentu, gdy po obiedzie przyszli goście.

W odwiedziny do dziewczynki przyszedł Kamilek razem ze swoją mamą. Chciał podzielić się z nią wrażeniami z Wesołego Miasteczka i zapytać, dlaczego dziewczynka nie wybrała się razem z nim.

— Wiesz, dzisiaj w Wesołym Miasteczku jadłem najsmaczniejszą watę cukrową na świecie! — zaczął chłopiec — I byłem na tej nowej karuzeli! Wiesz, jak wysoko latałem? — ciągnął dalej cały rozpromieniony — A na strzelnicy dla dzieci wygrałem misia. Jest ogromny, chyba taki duży jak ja! — zakończył Kamilek — A Ty dlaczego nie poszłaś z nami? — zapytał i spojrzał na dziewczynkę swoimi wielkimi, brązowymi oczami.

— Ja… — zaczęła Maja, ale nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko się rozpłakała.

Przestraszony Kamilek powiedział po chwili:

— Wiesz, jeśli będę grzeczny to mama obiecała mi, że jutro znów pójdziemy do Wesołego Miasteczka. Pójdziesz z nami?

Dziewczynka pokiwała twierdząco głową, po czym razem z Kamilkiem wrócili do wspólnej zabawy.

Wieczorem, gdy mama kładła Maję do łóżka, dziewczynka zapytała:

— Mamusiu, czy jutro pójdziemy do Wesołego Miasteczka?

— Córeczko, jeśli tylko nie będziesz marudzić to pójdziemy. W życiu czasami tak jest, że nie wszystko nam się podoba i nie wszystko mamy ochotę robić w tym właśnie momencie, ale nie można pozwolić na to, by to, co nam się nie podoba przesłoniło całkowicie to, co jest piękne. Pamiętaj o tym…

Maja zapamiętała te słowa chyba dość dokładnie, bo następnego dnia była gotowa do wyjścia zanim rodzice zdążyli otworzyć oczy…

„Maja i uśmiechnięte buźki” — bajka o dziewczynce, która ociąga się przed wyjściem z domu

Maja wróciła z przedszkola podekscytowana. Jeszcze w samochodzie zaczęła opowiadać rodzicom o tym, co wymyśliła pani. Zazwyczaj pomysły nauczycielki cieszyły bardziej rodziców niż Maję, ale tym razem było trochę inaczej. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę dla wszystkich — i dla Mai, i dla rodziców, i dla pani.

— Pani Halinka powiedziała dzisiaj, że wszystkie dzieci, które przyjdą do przedszkola przed śniadaniem, czyli się nie spóźnią, dostaną naklejkę z wielką, uśmiechniętą buźką. Ale wiecie co jest najlepsze? Że po całym tygodniu Pani policzy nasze naklejki i dostaniemy nagrody! — mówiła z przejęciem dziewczynka.

Rodzice spojrzeli na siebie i pokiwali głowami, a mama powiedziała:

— Czyli Majeczko, musisz mniej się guzdrać przed wyjściem z domu, wtedy na pewno dostaniesz piękną, uśmiechniętą naklejkę.

Dziewczynka tylko przytaknęła, bo w myślach pochłonięta już była swoim albumem wypełnionym po brzegi uśmiechniętymi naklejkami. Zaczęła też zastanawiać się, jaka nagroda ucieszyłaby ją najbardziej.

— Może lalka Barbie? A może syrenka Arielka? A może grube kredki? Albo wielkie pudełko modeliny? — myślała Maja, ale jej mama wiedziała, że zdobycie tej nagrody wcale nie będzie takie łatwe…

Następnego dnia mama obudziła dziewczynkę o stałej porze

i od razu na dzień dobry przypomniała jej nową zasadę panującą w przedszkolu. Maja natychmiast otworzyła oczy i widać było w nich blask podekscytowania, ale równie szybko je zamknęła z powrotem.

— Wiesz mamusiu… — powiedziała z zamkniętymi oczami — Ja chyba nie potrzebuję tych naklejek. Czy mogę jeszcze chwilę poleżeć?

— Absolutnie! Kochanie, wszystkie dzieci starają się, by dostać jak najwięcej naklejek, Ty też spróbuj! — powiedziała mama i pociągnęła kołderkę tak, że dziewczynka nie była już nią okryta.

Maja otworzyła powoli oczy i próbowała wstać z łóżka. Najpierw jedna noga, później druga. Popatrzyła na swoje włochate kapcie i powiedziała:

— A Wy wyspałyście się? Bo ja nie!

Dziewczynka rozejrzała się wokół i zobaczyła przygotowane już ubranie. Wygodny, fioletowy dresik doskonale nadawał się do zabawy na dywanie i można było go sprawnie ubrać, ale pomimo tego, że Maja znała go doskonale i świetnie radziła sobie już z samodzielnym ubieraniem, na widok stroju tylko westchnęła. Posiedziała jeszcze chwilę na brzegu łóżka i powoli zaczęła się ubierać. Jednak coś odwróciło jej uwagę. Buty nadal patrzyły się na nią i jakby mówiły „Pobaw się nami”. Więc Maja usiadła na dywanie i zaczęła się bawić. Pan Prawy gonił Pana Lewego po całym dywanie, a zaraz potem była zmiana. Skakanie też szło Panu Prawemu i Lewemu dobrze, a nawet wdrapywanie się na łóżko wychodziło sprawnie. Maja często przed wyjściem do przedszkola zakładała swoje kapcie na dłonie i urządzała takie wyścigi. I za każdym razem kończyło się tak samo — do pokoju wchodziła zniecierpliwiona mama i mówiła:

— Ileż można na Ciebie czekać? My z tatą już dawno jesteśmy gotowi! — i prędko pomogła córce się ubrać.

Gdy Maja była już ubrana, popatrzyła na swoją małą kosmetyczkę. Podeszła do lusterka przy którym mama zaplata jej zawsze dwa piękne warkoczyki i dostrzegła komplet nowych gumek do włosów. Były kolorowe, a niektóry miały przymocowane różne zwierzątka. Mai najbardziej spodobała się czerwona biedronka. Chwyciła ją do rączki i zaczęła z nią fruwać po pokoju, gdy usłyszała głos mamy dobiegający z parteru:

— Maju, córeczko, proszę chodź na dół! Zrobię Ci dzisiaj kucyka, ponieważ nie mamy zbyt wiele czasu!

Więc dziewczynka wzięła najpiękniejszą gumkę i poszła na dół. Mama zaczesała włosy dziewczynki w oka mgnieniu, ale przyszła teraz pora na śniadanie. Tata stał już w garniturze z walizką w ręku i co chwilę patrzył na zegarek. Miał jakieś ważne spotkanie w pracy, więc był bardzo zdenerwowany.

— Mamusiu, czy mogę obejrzeć jeden odcinek bajki? — spytała Maja, ale zanim zdążyła dokończyć usłyszała równoczesny głos obojga rodziców:

— Nie! Zjedz szybko i chodź do samochodu!

Dziewczynka popatrzyła na talerz, po czym włożyła palec w dżem na kanapce i namalowana na nim oczy i uśmiech. Zaśmiała się. Powoli zaczęła gryźć kanapkę, poprzestając co jakiś czas, by porozglądać się po pokoju. Gdy dziewczynka zjadła, mama powiedziała do niej:

— Córeczko, gdzie jest Twoja różowa kurteczka? Prosiłam byś odwieszała ją na miejsce, a teraz nie możemy jej znaleźć.

Dziewczynka pomyślała chwilę, po czym pobiegła na górę. Nie było jej moment, choć rodzicom wydawało się, że minęła już cała wieczność. Gdy zeszła na dół trzymając w dłoniach kurteczkę, mama pospiesznie pomogła jej się ubrać i zasznurować buciki. Długo to trwało, ponieważ Maja zmieniała trzy razy zdanie, w których butach dzisiaj chce jechać do przedszkola. Gdy wreszcie wszyscy byli gotowi do wyjścia, tata zamknął drzwi i idąc w stronę samochodu powiedział do dziewczynki:

— Wydaje mi się, że nie zdążysz dzisiaj do przedszkola przyjść na czas. Chyba jutro musisz bardziej się postarać by otrzymać naklejkę…

Ale Maja nie słuchała Taty. Wydawało jej się, że zdąży na czas i pani doceni jej starania. Jednak idąc obok przedszkola i zaglądając przez okno do swojej Sali, Maja zauważyła, że dzieci siedzą już na dywanie i słuchają uważnie nauczycielki. Gdy dziewczynka wraz z mamą weszła do szatni, wisiały już tam wszystkie kurtki. Brakowało tylko Mai.

— O nie! — pomyślała dziewczynka — Tata miał rację. Spóźniłam się i nie dostanę dziś uśmiechniętej naklejki.

Maja z trudem powstrzymywała łzy, ale mama przytuliła ją mocno i powiedziała:

— Skarbie, dzisiaj się spóźniliśmy, ale jutro gdy tylko otworzysz oczka wszystko zrobisz tak szybko, że nie będzie nawet mowy o jakimś ociąganiu się. I wiesz co? Będziemy w przedszkolu zanim zdąży przyjść nawet Zuzia. Zrobimy im wszystkim takiego psikusa i dostaniesz wielką, uśmiechniętą naklejkę. Co Ty na to?

— Tak, mamusiu. Jutro się pospieszymy. Muszę przecież uzbierać jak najwięcej naklejek…

„Maja i przedszkole” — bajka o dziewczynce, która nie lubiła rozstawać się ze swoimi rodzicami

Maja robiła wszystko z mamą: z mamą się bawiła w dom i z mamą gotowała, z mamą chodziła na spacery i z mamą uczyła się jeździć na rowerze, z mamą przebierała lalki, układała mebelki i robiła zakupy. Nie rozstawała się z nią nawet na krok. Maja uważała mamę za swoją najlepszą przyjaciółkę i chciała, by towarzyszyła jej wszędzie. Czuła się bezpiecznie, bo wiedziała, że gdy spadnie z roweru to mama będzie obok i od razu rozmasuje bolące kolano. Wiedziała też, że mama podmucha na rączkę jeśli się oparzy albo doradzi, w którą sukienkę ubrać lalkę, by wyglądała olśniewająco na balu. Wszystko robiły razem. Maja i mama… Mama i Maja… Gdy Maja była mała, mama ubierała na swój brzuch specjalną chustę i wkładała do niej dziewczynkę. Gdy troszkę podrosła brała ją na ręce i sadzała na jednym boku, a drugą ręką mogła gotować lub robić zakupy. Gdy Maja urosła jeszcze bardziej, tak że mamie ciężko było ją dźwigać, ich ręce były wciąż przy sobie, jakby złączoną nierozerwalną nicią. Maja nie lubiła gdy w pobliżu nie było mamy. Przy niej czuła się dobrze: wiedziała, że mama obroni ją przed chłopakami, którzy będą rzucać w nią kamieniami albo przed dziewczynkami, które będą pokazywać język. Mama uchroni przez dziwnymi prośbami cioci Asi o wyrecytowanie wierszyka albo przed namowami babci Stasi by zaśpiewała piosenkę. Mama towarzyszyła Mai od momentu pobudki, przez śniadanie, zabawy, zakupy, spacery, kąpiele i zasypianie. Była zawsze tuż obok, ale w pewnym momencie z malutkiej Majeczki, która miała tylko dwa ząbki i nie potrafiła mówić, wyrosła duża Maja, która uczyła się już jeździć na rowerze i pisać pierwsze literki. Wtedy właśnie mama zdecydowała, że nadszedł czas, by Maja poszła do przedszkola…

— Córeczko, jesteś już dużą dziewczynką. Wszystkie duże dziewczynki w pewnym momencie zaczynają chodzić do przedszkola. Przedszkole to fajna sprawa: poznasz tam nowe koleżanki i nowych kolegów, nauczysz się pisać, czytać i liczyć, zobaczysz nowe zabawki, będziecie chodzić na spacery, teatrzyki i wycieczki… Sama chętnie pochodziłabym jeszcze do przedszkola, ale jestem już za duża… — zaczęła mama i z radosną miną popatrzyła na Maję.

Dziewczynka siedziała przerażona i z otwartą buzią patrzyła na mamę.

— Ale… jak to? Chcesz mnie zostawić obcym ludziom? — zapytała niepewnie Maja

— Nie obcym ludziom. Pójdziemy najpierw zapoznać się z panią i z dziećmi. Zobaczysz salę i zabawki. Będzie super! — mama była pełna entuzjazmu, którego Maja jednak nie podzielała.

— Mamusiu, a zostaniesz tam ze mną? Możemy przecież razem się tam bawić… — ciągnęła Maja, choć wyczuwała, że mama nie będzie popierać tego pomysłu.

— Skarbeczku, przecież duże dziewczyny nie chodzą do przedszkola. Ja chodziłam do przedszkola jak byłam w Twoim wieku, chociaż powiem Ci w sekrecie, że naprawdę chętnie bym jeszcze pochodziła, tylko… trochę za bardzo już urosłam — powiedziała mama uśmiechając się.

— Ja nie chcę do żadnego przedszkola! Chcę być w domu z Tobą na zawsze! — krzyknęła Maja i z płaczem pobiegła do swojego pokoju. Mama nie zdążyła nic powiedzieć, bo usłyszała już trzaśnięcie drzwiami… Nie straciła jednak entuzjazmu i poszła do pokoju córki. Dziewczynka leżała na swoim pałacowym łóżku i płakała. Mama pogłaskała ją po plecach, mówiąc:

— Kochanie, do przedszkola nie chodzi się na zawsze, tylko na kilka godzin, czyli wtedy kiedy rodzice muszą chodzić do pracy. Każda mama zaraz po pracy spieszy się, by odebrać swoje dziecko z przedszkola. Wiem, że teraz wydaje Ci się, że przedszkole to okropne miejsce, ale zobaczysz, że bardzo je polubisz. Daj sobie szansę!

Minęło kilka dni, w czasie których mama jeszcze wiele razy próbowała rozmawiać z Mają o przedszkolu i pierwszej wizycie tam. Jednak za każdym razem ta rozmowa kończyła się w podobny sposób: Maja zaczynała płakać, a czasami nawet i wrzeszczeć w niebogłosy. Jednak któregoś razu, gdy mama obudziła Maję bardzo wcześnie, powiedziała:

— Wiesz, jaki dziś mamy dzień? Dziś jest poniedziałek, idziemy poznać panią z przedszkola, zobaczyć dzieci i salę. Popatrz jak świeci słoneczko, nawet ono uśmiecha się na myśl o tym dniu!

Ale Maja otworzyła tylko szeroko oczy z przerażenia i wcale nie chciała wychodzić z łóżka. Mama wzięła ją na ręce i zaniosła do kuchni. Jednak tego dnia Maja nie miała apetytu, nie zjadła w ogóle śniadania ani nie wypiła herbatki. Nie ubrała się sama ani nie umyła zębów, wszystko musiała za nią zrobić mama. W drodze do przedszkola dziewczynka nie odzywała się do mamy ani słowem, ściskała w rączce tylko swoją lalkę Zuzię tak kurczowo, jakby zaraz miał ją ktoś jej wyrwać. Przed przedszkolnymi drzwiami Maja wpadła w szał: płakała, krzyczała i piszczała. Rzuciła lalkę na ziemię i powtarzała ciągle:

— Do domu! Do domu! Do domu!

Mama była jednak nieugięta i weszła do przedszkola.

— Popatrz, jakie kolorowe ściany. To chyba namalowany Kubuś Puchatek, co? Ale tu jest pięknie… Słyszysz to co ja? Dzieci chyba śpiewają jakąś piosenkę. Ja już lubię to miejsce… O! Masz nawet szafeczkę na buty z kolorową naklejką, ale tu fajnie! — powiedziała mama.

Maja nie pomagała w przebraniu się, po jej policzkach wciąż płynęły łzy, a gdy na nogach miała już różowe trampki, kurczowo trzymała się nogi mamy. Tego dnia w przedszkolu Maja została z mamą: poznała panią i dzieci, zobaczyła jak wygląda sala i nowe zabawki, przeglądnęła książeczki i posmakowała trochę budyniu. Gdy dziewczynka wracała do domu mama powiedziała:

— Widzisz, w przedszkolu było naprawdę fajnie! Jutro zaprowadzę Cię tam i pójdę na zakupy. Jak zrobię zakupy to odbiorę Cię z przedszkola i pójdziemy razem do domu.

Maja znieruchomiała na te słowa. Nie chciała zostawać w przedszkolu bez mamy. Nawet pomimo tego, że jest tam kolorowo, a panie są miłe. Całe popołudnie Maja nie mogła skupić się na zabawie, a w nocy nie mogła spać. Przyszła nawet do łóżka rodziców, by się przytulić, bo było jej bardzo smutno i bała się jutrzejszego dnia. Nazajutrz sytuacja powtórzyła się: Maja nie chciała wstawać z łóżka, jeść śniadania, ubierać się ani iść do przedszkola, a przed przedszkolnymi drzwiami zaczęła płakać tak głośno, że z okien wyjrzały nawet jakieś panie. W szatni dziewczynka ciągle płakała, aż z przedszkolnej sali wyszła do niej pani Kasia. Na jej widok Maja wczepiła się znów w nogę mamy i nie miała zamiaru jej puścić. Jednak pani Kasia wzięła ją na ręce, pozwoliła jej pożegnać się z mamą i zaprowadziła na salę. Mama dziewczynki była również zdenerwowana. Bała się, że Maja będzie cały dzień płakać. Robiła zakupy najszybciej jak potrafiła, by jak najszybciej odebrać Maję z przedszkola. Jednak jak na złość kolejki w sklepie były długie, a korki na ulicy sprawiały, że mama Mai musiała stać w nich całą wieczność. Gdy wreszcie dotarła do przedszkola i otworzyła drzwi do sali, zobaczyła, że Maja razem z innymi dziewczynkami bawi się w salon fryzjerski: czesały lalki, robiły im rożne fryzury, a Maja wcale nie wyglądała na przerażoną. Gdy zobaczyła mamę, podbiegła do niej i powiedziała:

— Mamusiu, czy możesz przyjść po mnie trochę później? Obiecałam Klarze, że pomogę jej przygotować lalkę na bal. I muszę uczesać jeszcze lalkę Patrycji…

Mama pokiwała głową, pocałowała Maję w czoło i powiedziała z wielkim uśmiechem:

— Pewnie Kochanie, przyjdę po Ciebie później. Jestem z Ciebie bardzo dumna…

„Maja i segregator z karteczkami” — bajka o dziewczynce, która nie lubiła dzielić się z innymi

Maja nie mogła doczekać się weekendu. Wiedziała, że jak przyjedzie babcia i dziadek, to dostanie od nich wspaniały prezent. Zawsze przywozili jej coś wyjątkowego: a to nową lalkę, a to pluszowego misia, a to kredki z brokatem, a to kilka kolorowanek. Ale tym razem babcia i dziadek postarali się jeszcze bardziej. Jako, że Maja była już większą dziewczynką i zaczęła chodzić do przedszkola babcia pomyślała, że nie będzie już kupować zabawek dla malutkich dziewczynek, dlatego też Maja dostała tym razem w prezencie segregator, na którego okładce były piękne księżniczki. Dziewczynka od razu go otworzyła i zachwytom nie było końca. W środku były setki kolorowych karteczek z różnymi obrazkami: duże, średnie i małe, z brokatami i bez, z równymi brzegami i pofalowane. Wszystkie przedstawiały obrazki z bajek, które Maja uwielbiała. Maję zastanowiło tylko to, po co w segregatorze jest kilka takich samych karteczek, ale nie przywiązała do tego większej wagi. Do samego wieczora układała je, segregowała i przekładała. Zachwycała się nimi, próbowała rysować nowe na zwykłych, białych kartkach i wpinać do segregatora. Wieczorem powiedziała do Mamy:

— Mamusiu, chciałabym jutro zabrać segregator do przedszkola. Chcę pokazać go koleżankom!

Mama pokiwała głową, pocałowała dziewczynkę na dobranoc i zgasiła światło. Nazajutrz Maja dumnie pomaszerowała do przedszkola. Pod pachą niosła swój segregator i oglądała się dookoła, czy ktoś na nią patrzy. Tak bardzo chciała, by wszyscy dostrzegli od razu jej prezent od babci i dziadka. Gdy Maja weszła na salę od razu podbiegło do niej kilka dziewczynek i zaczęło pytać:

— A co to jest? A skąd to masz? Możemy pooglądać?

Maja była dumna ze swojego prezentu i z tego, że wszystkie dziewczynki chcą być jej najlepszymi koleżankami. Żadna wcześniej nie przyniosła do przedszkola takich bajkowych karteczek, więc nawet pani była zainteresowana co to takiego. Dziewczynki po kolei oglądały karteczki i zachwycały się:

— O to Arielka w swojej nowej, wodnej jaskini!

— A to lalka Barbie w balowej sukience!

— Myszka Miki i Pluto bawią się chyba w berka!

— A tu Zygzak McQuenn ratuje Złomka z pułapki!

Każda karteczka była komentowana przez dziewczynki. Niektóre karteczki były jeszcze atrakcyjniejsze, ponieważ z drugiej strony miały obrazek, który można było kolorować. Kamilka, koleżanka Mai, uwielbiała bajkę „Myszka Miki” więc długo oglądała akurat te karteczki. Zauważyła, że dziewczynka ma kilka takich samych, więc nieśmiało zapytała:

— Maju, a może dałabyś mi jedną taką karteczkę? Masz ich dużo…

Ale Maja się oburzyła i krzyknęła:

— Nie! To przecież moje!

Kamilce po policzkach popłynęły łzy, ale nie prosiła już więcej. Odeszła, by pobawić się wózkiem dla lalki. Po chwili Agnieszka zapytała Maję o to samo:

— Jestem Twoją najlepszą przyjaciółką z przedszkola. Dałabyś mi jedną karteczkę? Tą z Arielką. Proszę…

Ale Maja znów powiedziała, że karteczki są jej, że dostała je od babci i dziadka i że nie może się nimi dzielić. Dlatego po obejrzeniu całego segregatora, dziewczynki wróciły do swoich zabaw. Maja przynosiła karteczki do przedszkola jeszcze przez kilka dni, ale z dnia na dzień coraz mniej dziewczynek chciało je oglądać.

— Tylko się nimi chwalisz! Nie chcesz mi dać nawet jednej karteczki! — powiedziała któregoś razu prawie płacząc Zuzia, ale Maja nie odpowiedziała. Cieszyła się, że to ona jedna ma takie fajne karteczki. Uważała, że dostała najlepszy prezent na świecie.

Jednak po weekendzie, gdy Maja weszła na przedszkolną salę trzymając w ręce swój segregator, dziewczynki nie podbiegły do niej jak zawsze. Wszystkie stały wokół stolika przy którym siedziała Jola. Dziewczynka podeszła bliżej i próbowała zobaczyć, co się tam dzieje. I zobaczyła… Jola siedziała przy stoliku i pokazywała wszystkim swój segregator. Miała w nim mnóstwo kolorowych karteczek z różnych bajek. Maja usłyszała głosy:

— Zuzia, dla Ciebie jest ta karteczka. Proszę, weź ją sobie…

— Aniu, a ta jest specjalnie dla Ciebie!

— Aga, dla Ciebie mam z Arielką!

Dziewczynki śmiały się i piszczały z radości, a chwilę później okazało się, że każda dziewczynka dostała od Joli karteczkę. Każda z wyjątkiem Mai. Dziewczynka podeszła bliżej i zapytała cichutko:

— Czy ja mogę wybrać sobie jedną karteczkę?

Ale Jola popatrzyła na nią i zamknęła segregator. Do końca dnia Maja bawiła się sama, a wszystkie dziewczynki zajęte były swoimi karteczkami i segregatorem Joli, która chętnie dzieliła się tym, co miała. Mai zachciało się płakać, więc ucieszyła się bardzo, że mama odebrała ją szybciej z przedszkola.

— Córeczko, dlaczego masz taką smutną minkę? Czy coś się stało? Ktoś Ci dokuczał? — zapytała mama patrząc na córkę.

Maja nie chciała mówić, ale po chwili powiedziała płacząc:

— Wszystkie dziewczynki wolą segregator i karteczki Joli. Mojego już nikt nie chce oglądać!

Mama przytuliła córeczkę i zobaczyła kątem oka, że do przedszkola weszła mama Joli, by również odebrać swoją córkę wcześniej z przedszkola. Gdy Jola weszła do szatni, zaczęła od razu opowiadać mamie:

— Mamusiu, koleżankom bardzo podobały się moje karteczki. Dałam Agnieszce karteczkę z Arielką, Zuzi dałam z Myszką Miki, Kamili dałam… — zaczęła Jola.

Mama Mai popatrzyła na córeczkę i zapytała:

— A Ty? Podzieliłaś się z koleżankami swoim prezentem?

Maja popatrzyła na mamę zdziwiona i trochę skrzywiona.

— Pamiętaj, kochanie, że będziesz miała tylko wtedy koleżanki, jeżeli będziesz potrafiła się z nimi dzielić. Masz przecież dużo karteczek, po co Ci aż tyle? Możesz je przecież dać dziewczynkom. Zobaczysz, jakie będą szczęśliwe! I jeszcze bardziej Cię polubią! Wiesz córeczko, w życiu nie jest najważniejsze to, ile Ty masz, ale to, czy potrafisz się tym dzielić… — powiedziała mama.

Następnego dnia, gdy Maja weszła na przedszkolną salę zawołała wszystkie dziewczynki z grupy i dała każdej po dwie karteczki. Wybrała dla każdej koleżanki karteczki z jej ulubioną bajką. Zrozumiała słowa mamy, że żeby mieć koleżanki, trzeba umieć się z nimi dzielić tak, by też były szczęśliwe…

„Maja i kosmita” — bajka o tolerancji

Pani w przedszkolu posadziła wszystkie dzieci na dywanie i zaczęła mówić:

— Kochane dzieci, jutro przyjdzie do naszej grupy nowy kolega. Ma na imię Aleks. Chciałabym, byście się z nim zaprzyjaźniły i zaopiekowały, ponieważ będzie nowy i pewnie troszkę wystraszony. Wy jesteście już doświadczonymi przedszkolakami, więc na pewno pokażecie Aleksowi, jak fajnie jest być w przedszkolu i mieć tu przyjaciół. Czy mogę na Was liczyć?

— Taaaak! — odpowiedziały chórem dzieci i z lekkim podekscytowaniem wróciły do zabawy. Wszystkie były ciekawe nowego kolegi i nie mogły doczekać się jutra. Na sali słychać było ciche rozmowy:

— Ciekawe w co lubi się bawić ten Aleks…

— Pewnie wybuduje ze mną tor dla samochodów…

— A ze mną będzie się ścigał, ale i tak ja wygram…

Nazajutrz w drzwiach przedszkolnej sali stanął nowy chłopiec. Był niski, miał jasne włosy i niebieskie oczy. Wyglądał na bardzo przestraszonego. Kurczowo trzymał się dłoni mamy, a gdy nauczycielka zbliżyła się do niego wybuchnął płaczem. Pani wyciągnęła rękę, by pogłaskać Aleksa po głowie, ale chłopiec odsunął się szybko. Mama pożegnała się z nim, a pani próbowała wprowadzić go do sali i zachęcić do wspólnej zabawy. Ale Aleks pierwsze co zrobił na sali to… zatkał uszy. Owszem, było na sali trochę głośno, ale ten hałas nie różnił się niczym od wczorajszego hałasu i żadnemu dziecku to nie przeszkadzało. Pani zawołała wszystkie dzieci, by usiadły w kółeczku na dywanie i przedstawiła chłopca:

— To jest Aleks — Wasz nowy kolega. Przywitajcie się miło.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 39.62