E-book
20
Aszerat

Aszerat


3
Objętość:
500 str.
ISBN:
978-83-8126-437-2

O książce

„Aszerat” to powieść o kobiecie, której serce bije dla trzech wyjątkowych mężczyzn; której droga życiowa wiedzie przez trzy potężne miasta; której duchowość kształtuje się na trzech odmiennych religiach. Zanim jednak Aszerat wybierze tego jedynego, odnajdzie swoje miejsce na ziemi i przyjmie najbliższą jej światopoglądowi wiarę, przeżyje trudne chwile. I pomimo wielu złych doświadczeń wciąż będzie wierzyć, mieć nadzieję i kochać. Jak każda z nas. „Aszerat” to opowieść o nas. O silnych kobietach.

Autor

Aleksandra Mazur Prywatnie: spełniona kobieta, szczęśliwa żona i matka. Literacko: laureatka wielu nagród i wyróżnień w licznych ogólnopolskich konkursach literackich ( w tym I sza Nagroda w Konkursie „Pisanie dobre na chandrę” za początkowy fragment powieści „ASZERAT”)

Opinie

Gość

Ostatnie kilka dni spędziłam na Bliskim Wschodzie i w cesarskim Rzymie. Przeniosłam się tam za sprawą debiutanckiej powieści Aleksandry Mazur pt. „Aszerat”. Autorka promując tytuł zapowiada, iż jest to „powieść o sile miłości i mocy przebaczania. (…) To powieść zmieniająca życie (…) o kobiecie, której serce biło dla trzech wyjątkowych mężczyzn, kobiecie, której droga wiodła przez trzy potężne miasta, kobiecie, której duchowość kształtowała się na trzech odmiennych religiach.” Ale po kolei. Miękka okładka ze zdjęciem dziewczyny o orientalnej urodzie „przybranej” makijażem we współczesnym stylu może przyciągać wzrok. Na odwrocie znajdziemy trzy krótkie wzmianki recenzenckie oraz skromną notkę dot. autorki (raczej info osobiste). Do przeczytania 489 stron. Zwykle dużo kartek zapowiada dłuższą i rozbudowaną opowieść… W chwili rozpoczęcia historii tytułowa Aszerat ma 12 lat. Wychowuje się w zamożnym domu w Tyrze. Jej ojciec jest wpływowym sędzią Wielkiej Rady, bezdusznie wydaje wyroki i łatwo szafuje ludzkim życiem, dlatego wielu drży przed prominentnym acz bezdusznym dostojnikiem. Także i Aszerat boi się ojca tyrana, który poniewiera matką, bo urodziła mu trzy niechciane córki, z których życie dwóch ojciec poświęcił w ofierze lokalnemu bóstwu. Dopiero narodziny syna przywracają matkę chwilowo do łask. Jednak po tym, jak ojciec próbuje wydać młodziutką Aszerat za mąż, a wybraniec brutalnie posiąść wbrew jej woli, dziewczyna decyduje się opuścić dom rodzinny. I tak zaczyna się jej droga przez życie. Ta dosłowna wiedzie, m.in. przez Jerozolimę, Damaszek aż do Rzymu czasów cesarza Nerona. W tym sensie można powiedzieć, że mamy do czynienia z powieścią drogi. Byłoby jednak sporą nieścisłością, gdybyśmy się ograniczyli tylko do pojęcia geograficznego. Droga oznacza dla bohaterki także poszukiwanie swojego miejsca w życiu. Kim jestem? I po co? Nie da się ukryć, że Aszerat pozostaje pod przemożnym wpływem ówczesnego bohatera – Jezusa – przez jednych wielbionego, przez innych znienawidzonego i uznanego za szarlatana. Rozpoczynając przygodę z Aszerat miałam wrażenie, że celem autorki jest pokazanie losów fikcyjnych bohaterów na tle historycznych wydarzeń. Nasunęły mi się też skojarzenia z sienkiewiczowskim „Quo vadis”. Może ze względu na czas akcji, który w książce Aleksandry Mazur obejmuje okres mniej więcej od ostatnich lat życia Jezusa do prześladowań chrześcijan przez Nerona. Jednakowoż z czasem okazało się, że zbeletryzowane losy postaci zostały mocno przygniecione chęcią pokazania głównie życia Jezusa oraz jego nauk i sprowadzały się do przytaczania sporej ilości przypowieści czy też, w drugiej części lektury, innych ustnych historii odnoszących się głównie do działalności misyjnej uczniów Chrystusa. Rozumiem fascynację autorki wiarą chrześcijańską i wartościami, które są w niej zawarte, jednak nadmierne ich uwypuklenie spowodowało, że podłoże biblijne całkowicie przysłoniło wątek fabularyzowany. Dodatkowo autorka nie nadała protagonistom opowieści nazbyt indywidualnych rysów. Postaci są wstrzemięźliwe w okazywaniu uczuć, a jeśli autorka już decyduje się pewne emocje odsłonić, pokazuje je znów przez pryzmat wiary. Nie oznacza to jednakowoż, że w powieści nie można znaleźć interesujących fragmentów, np. scena intrygi zmierzająca do uratowania Jezusa pachnie prawdziwą sensacją. Jest też kilka opisów odnoszących się do obchodów świąt i zwyczajów czy pracy ówczesnych rzemieślników zamieszkujących głównie na Awentynie. Daje nam to impuls do poznania choćby niewielkiego kawałeczka codziennych zajęć jednej z najuboższych warstw społeczeństwa rzymskiego, jaką byli drobni wytwórcy, np. piekarze czy folusznicy. Mamy też zalążek przedsiębiorczości – rozwój handlu towarem deficytowym (dziś byśmy powiedzieli marki premium bądź zwyczajnie luksusowym), a wielce pożądanym nie tylko przez wysokie sfery patrycjuszowskie, lecz przede wszystkim przez samego cezara. Do ciekawostek można zaliczyć scenę zaślubin przybraną wyimkami z „Pieśni nad Pieśniami”. Pobudzająco na wyobraźnię działają też opisy miejsc, gdzie toczy się akcja, np. prężny Damaszek. Z niemałą przyjemnością zagłębiałam się w przedstawienie scen dot. obchodów święta Melkarta. Wprawdzie autorka wspomina, że jest to wytwór jej wyobraźni, bo nie trafiła na wiarygodne materiały źródłowe w tym zakresie, jednak umiejętność oddania atmosfery i klimatu ówczesnych wydarzeń polega właśnie na tworzeniu przekonywującej kreacji. Autorka zadbała też o egzotykę imion. Niektóre wprost odnoszą się do bóstw z tamtego okresu jak, np. Aszerat, Eszmun czy Taida. Mają prastare korzenie i przypisywane są im także określone znaczenia. Tego typu momenty pojawiają się jednak względnie incydentalnie biorąc pod uwagę objętość książki. „Aszerat” to z pewnością obszerna lektura (więc mogą się na nią skusić czytelnicy „długodystansowcy”), w której oś spinającą miała stanowić kobieta będąca tytułową bohaterką. Jej postać została jednak zepchnięta w półcień katechetycznej warstwy, gdzie występują obszerne przypowieści, nauki i hagady. Zdecydowanie zdominowało ten tytuł głoszenie prawd wiary, dlatego czytelnik odczuwający potrzebę obcowania z dużą porcją biblijnych kanonów połączonych z kroplą literackiej fikcji, czytając „Aszerat” będzie mógł czuć się usatysfakcjonowany. Niewątpliwie autorce zależało na postawieniu wyraźnych akcentów na pozytywne wartości będące też ideami uniwersalnymi – np. miłość w rozumieniu duchowej więzi oraz szacunku do drugiego człowieka, uczciwość, wybaczenie – i mającymi swe źródło nie tylko w dekalogu. Budują one ponadczasowo aktualne przesłanie, że dobro zwycięża i warto być przyzwoitym. Blog "Czytam duszkiem"

17 marca 2019, o 11:27