E-book
5.46
drukowana A5
34.63
Aoxis II

Bezpłatny fragment - Aoxis II


5
Objętość:
206 str.
ISBN:
978-83-8189-226-1
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 34.63

Podziękowanie

Może właśnie od tego powinnam zacząć swoją pierwszą publikację, ale jak to mówią… Lepiej późno niż wcale. Nie będę was zanudzać swoimi wywodami i historiami jak to się u mnie zaczęło. Bowiem tak naprawdę chcę powiedzieć jedno: „Dziękuję, wam wszystkim”. Te słowa kieruje nie tylko do mojej rodziny, która mnie wspierała, znosiła fakt, że nie siedziałam z nimi, a przy komputerze, telefonie i stukałam, pisząc kolejne linijki tekstu, ale także do was — czytelników. Na początku to był tylko eksperyment, co się stanie jeśli pokaże światu co mam w głowie, ale później… Zamieniło się w pasję. Dziękuję wam za to, że zawsze byliście przy mnie, wytykaliście błędy, doszukiwaliście się niespójności w moich tekstach, a także znosiliście to wszystko. Wiem, że nie piszę idealnie, ale nie jest mi z tego powodu wstyd. Każdy prze naprzód, upadając i brudząc się. To droga bez końca, ale jakże ekscytująca.

Podziękowania należą się także mojej drogiej becie, która znosiła trud czytania tych wszystkich stron maszynopisu i poprawiania moich błędów. Wiem, że na pewno było ich sporo.

Ta forma publikacji wydaje mi się lepsza, „Aoxis” mimo wszystko jest o wiele bardziej amatorska, ta część także, ale w mniejszym stopniu — a przynajmniej mam taką nadzieję.

Mam nadzieję, że mimo wszystko zostaniecie tutaj ze mną i będziecie obserwować kolejne publikację. Na pewno kilka z nich jeszcze zostanie wydanych, ale najpierw w pełni lub całości pojawi się na wattpadzie. Nigdy nie zapomnę gdzie zaczynałam i kto mnie wspierał. Jeszcze raz, z całego serca dziękuję wszystkim i życzę mojej rodzinie cierpliwości, wiem, że bywam nieznośna gdy krzyczę, że muszę napisać do końca rozdział.

Wasza malinka519

Rozdział 1 Ukarana?

Ten rok był dla Aoxis bardzo ciężki. Musiała nauczyć się żyć bez wzroku, porzucić marzenia, stać się królową i nawiązać jakiekolwiek porozumienie z pozostałymi królestwami. Bywały dni, kiedy pracowała do rana i kładła się spać na góra trzy godziny. Starszyzna bardzo jej pomagała, ale nawet ona nie mogła przywrócić wzroku i ciała Aoxis do normalnego stanu. Teraz było już lepiej, ale do perfekcji nadal wiele brakowało. Uczeni stworzyli czar, dzięki któremu młoda królowa mogła widzieć za sprawą noszonego wisiorka, ale obraz często był nieostry, a utrzymywanie czaru przez cały czas strasznie męczyło. Używała więc zaklęcia tylko, kiedy nie miała obok siebie jednej z zaufanych sobie osób. Wiedziała, że żaden Panderian jej nie zabije, jednak wolała być ostrożna. Może nawet robiła to po to, by nie spotkać Eliasa Sestera, osoby, która tak dotkliwie ją zraniła. Chociaż… To nie on podburzył ludzi do buntu, a jego ojciec, jednak Aoxis nie mogła nawet na niego patrzeć. Od kiedy poznała prawdziwą tożsamość „Pola”, miała ochotę go rozszarpać. Pocałował ją. Jak w ogóle śmiał to uczynić, wiedząc, co zrobił jego ojciec? Na dodatek zamordował brata Anai i przez tyle lat utrzymywał jego formę i karmił siostrę zmarłego kłamstwami. Aoxis żywiła głęboką niechęć do Panderiania i nic nie zapowiadało tego, by zmieniła nastawienie. Nie powinna, ale traktowała go czasami tak, jakby to on wydał wtedy rozkaz. Nie umiała inaczej, nawet jeśli jako królowa nie powinna przekładać dobra kraju ponad siebie czy też kierować się zawsze uczuciami.

W państwie jednak wszystko powoli się stabilizowało. Pander nawiązało porozumienie z Mulio i Kasoner. Niestety, reszta królestw nie była zbyt pozytywnie nastawiona, ale nigdy nie wypowiedziała wprost wojny. Aoxis jak i prawie każdy poddany, domyślił się, że niechętne mocarstwa nie chciały po prostu ryzykować. Doświadczyły już potęgi Pander, widziały z jaką łatwością wojsko wroga pokonuje ich bariery. Nie byli aż tak głupi, by zaatakować. O słabości Panderian, oprócz nich samych nikt nie wiedział. A pomysł, że należy użyć owocu drzewa wodnego czy też zabić Aoxis, by pozbyć się ludu z wyspy, także nie był czymś oczywistym. Nawet przyjaciele królowej nie wiedzieli o słabości Panderian. Nie dlatego, że królowa bała się ich zdrady, po prostu nigdy nie miała okazji im powiedzieć.

Aoxis westchnęła, odrzucając do tyłu warkocz. Spojrzała na trzymane papiery i podpisała jeden z nich, zezwalając na modernizację kilku rzeczy w pobliskiej wiosce. Musiała dbać o rozwój własnego kraju i dobro poddanych. Chociaż czasami myślała o tym, by rzucić to w cholerę, znowu zająć się tym, co szczerze kochała, ale… Było już za późno. Straciła wzrok i widziała tylko dzięki zaklęciu albo innym. Sama z siebie mogła zrobić tylko tyle co małe dziecko. Nie… Dziecko przynajmniej nie używało zaklęć, by zobaczyć twarze innych.

Uniosła wisiorek do góry, przyglądając się pomieszczeniu, w którym była. Zielone ściany, wiele biblioteczek, biurko, znajdujące się na środku gabinetu, krzesło i obita w jasną skórę kanapa przy oknie. Nic się nie zmieniło od czasów poprzedniego władcy. Królowa powoli wstała, utrzymując nadal zaklęcie. Zbliżyła się do jednego z regałów i dotknęła oprawionej w czarną skórę księgi. Album rodzinny. W tym przedmiocie były wspomnienia jej ojca. Dotknięcie jednej z dat sprawiało, że dana osoba na kilka chwil przenosiła się do miejsca, które pamiętał autor. Aoxis często wracała do wspólnych chwil, mimo że później zazwyczaj po tym płakała. Tęskniła. Chciała, by jej rodzina była obok, ale nie mogła mieć tego, czego najbardziej pragnęła.

Wycofała zaklęcie, a wtedy zapanował mrok. Nic już nie widziała. Była ślepa, można uznać nawet, że bezbronna, chociaż zawsze miała do dyspozycji drgania magii. Czasami potrzebowała takich chwil, by udowodnić sobie, że każdy może stać się bezsilny. Było jej przykro, że Panderianie nadal tego nie zrozumieli. Nie uważali zawarcia paktu z demonem za przejaw słabości. Wręcz przeciwnie. Aoxis była dla nich kolejnym dowodem potęgi jaką dysponowało królestwo.

— Znowu dopadają cię rozmyślenia, wasza wysokość — odparł Chwalebny, który niezauważony wszedł do gabinetu.

Aoxis westchnęła, powoli odwracając się w jego stronę. Był to odruch, bo przecież bez zaklęcia i tak niczego nie widziała.

— Najwyraźniej mam zbyt dużo wolnego czasu — odparła, po czym słabo się uśmiechnęła. — Jak rozumiem, przyszedłeś, by powiedzieć, że czas na zgromadzenie rady — uznała.

Chwalebny zaśmiał się cicho.

— Tak, królowo. Nigdy nie zrozumiem w jaki sposób tak szybko odgadujesz po co przychodzę — zażartował, chcąc poprawić humor Aoxis.

Zbliżył się do królowej ubranej w prostą, czerwoną sukienkę i ujął ją pod ramię. Aoxis nadal nie nauczyła się chodzić sama bez pomocy bądź zaklęcia po pałacowych korytarzach. Nie dziwił się. Tak nagła utrata wzroku dla człowieka, który widział od początku musiała byś czymś straszny. Sam nie wyobrażał sobie utracić jeden ze zmysłów. Mogło to się wydać dziecinne, ale Chwalebny naprawdę nie wyobrażał sobie żyć w taki sposób jak Aoxis.

Szli przez zamek w ciszy. Starszy nie zamierzał przeszkadzać, rozmyślającej królowej, a sama Aoxis była pochłonięta przez myśli. Ufała Chwalebnemu i była gotowa powierzyć mu pod opiekę własne życie. Na dodatek… Gdyby nikomu nie ufała z czasem po prostu by oszalała. Baleria, Celim czy Aania nie zawsze mogli być na Pander, chociaż królowa bardzo by tego chciała. Niestety… Każdy musiał pójść swoją drogą, na dodatek akademia ciągle istniała. Przyjaciele Aoxis musieli się uczyć. Wiedziała, że pewnie jej nieco zazdroszczą, ale jako królowa miała już wiele obowiązków. Ze szkołą nie dałaby sobie rady.

Chwalebny nagle się zatrzymał i spojrzał na ozdobne drzwi. W kwiatach na środku znajdowały się małe, czerwone kamienie, mające imitować płatki. Bardzo się mu to podobało. Nie myśląc o czekających za drzwiami ludźmi, przyłożył dłoń królowej do jednego z klejnotów. Aoxis cicho westchnęła, chcąc powiedzieć, że nie mają na to czasu, ale… Zamilkła, czując przyjemne ciepło. Słabo się się uśmiechnęła.

— Twój ojciec, królowo, sam zadecydował o wstawieniu tych kamieni w drzwi. Nie są to jakieś cenne klejnoty, każdy może znaleźć choćby na swoim polu, ale poprzedni król bardzo je cenił — wyjaśnił Chwalebny.

Aoxis chciała zobaczyć te kamienie, nie za sprawą zaklęcia czy znajomością drgań, a po prostu własnymi oczyma. Pragnęła ujrzeć to, co tak bardzo kochał jej ojciec. Nie pamiętała tych kamieni. Może dlatego, że jak była młodsza, rzadko zbliżała się do tego miejsca.

— Kiedyś je zobaczysz, królowo. Na pewno znajdziemy sposób, by zdjąć z ciebie tę klątwę — obiecał Chwalebny. Wiedział jak marne są na to szanse, ale nie potrafił powiedzieć, że to niemożliwe. Chciał, by nastolatka odzyskała wzrok. Pragnął tego, ponieważ na twarzy Aoxis uśmiech powinien się częściej pojawiać. Zdawał sobie sprawę, że powodem smutku królowej jest także wszystko, co ją otacza. Pewnie też ciążąca na głowie korona, ale chciał uszczęśliwić swoją panią.

— Dziękuję za wasze starania, ale każdy wie, że ta klątwa nie może być tak po prostu zdjęta — wyszeptała Aoxis, po czym zabrała dłoń. — Musimy iść. Narada już się rozpoczęła — uznała, chowając głęboko w sobie swój smutek. Teraz musiała być królową, a nie nastolatką myślącą nad przeszłością.

Chwalebny westchnął, po czym otworzył drzwi. W momencie gdy wnętrze sali zostało odsłonięte, Aoxis usłyszała dyskusje. Ludzie rozmawiali na temat granic, królestw i sytuacji w państwie. Zdążyła jedynie usłyszeć słowa pochwały wobec sprawowanych rządów, po czym zapanowała cisza. Szlachta wreszcie zorientowała się, że ich władczyni przybyła. Starszy zaprowadził Aoxis do ozdobnego krzesła, znajdującego się na szczycie długiego, drewnianego stołu. Meble nie unosił się w powietrzu, a stał po prostu na błyszczącej podłodze. To była rzecz, która różniła pozostałe królestwa. Pander były bardzo rozwinięte, ale wynalazki jak i magia, nie była czymś, co można by znaleźć na każdym kroku w czyimś domu. Królowa nie krytykowała tego, a wręcz była pełna podziwu, że lud jest wstanie żyć bez tego. Oczywiście czary i urządzenia często były używane, by sobie pomóc, ale nie wyglądało to tak jak w Kasoner albo Edit czy Xis. W pierwszym wszystko kręciło się wokół magii, a w drugim i trzecim wynalazków.

Aoxis zasiadła na swoim miejscu i od razu rzuciła zaklęcie, by wszystkich widzieć. Czasami wyraz twarzy mówił więcej niż jakiekolwiek słowa. Aoxis nie chciała mieć do czynienia z kłamcami. Musiała więc być bardzo ostrożna, bo nigdy nie wiadomo gdzie znajdzie się taki osobnik.

— Witamy, królowo — powiedział jeden z wysoko postawionych mężczyzn, a reszta powtórzyła to samo. — Miło nam widzieć cię w tak dobrym zdrowiu — dodał.

Aoxis wiedziała, że to grzecznościowa formułka i musiał ją powiedzieć, ale naprawdę zrobiło się jej przykro. Nie była w dobrym zdrowiu. Nie pozwoliła jednak, by te słowa wpłynęły na wyraz twarzy, którzy utrzymywała od momentu wejścia.

— Wzajemnie — odparła ze spokojem, a naszyjnik uniósł się przed nią. Kilka osób spojrzało niepochlebnie na tak skromną biżuterię. No tak… Wisiorek od Celima nie był czymś drogim i ozdobnym, ale to właśnie on przypadł najbardziej do gustu nastolatki. Może dlatego, że był to podarunek od przyjaciela.

— Królowo — zaczęła kobieta, siedząca przy końcu stołu, przykuwając tym samym uwagę wszystkich — chcielibyśmy poruszyć kwestię spoufalania się Pander z ludem poza wyspy, uważamy, że kara jaką nam wymierzyłaś za ataki jest niesprawiedliwe i krzywdząca dla naszych ludzi — powiedziała, spoglądając prosto w oczy królowej.

Aoxis słuchając tego wywodu niejednokrotnie miała ochotę przerwać kobiecie i wygarnąć, co o tym wszystkim myśli. Pozwoliła jej jedynie mówić ze względu na maniery.

— Urelso Kapern, nie uważasz, że zachowujesz się aż nazbyt zuchwale? — spytała Aoxis z takim spokojem, że sama siebie nie poznawała. Na początku rządów nie umiała tak doskonale maskować swoich uczuć, ale życie nauczyło ją, że dla osób takich jak ona, emocje mogą okazać się czymś zgubnym. Ludzie wykorzystają każde twoje słowo przeciwko tobie, użyło manipulacji, by zmusić cię do myślenia jak oni. Aoxis musiała być sprytniejsza, chociaż nieraz się jej to po prostu nie udawało. Nadal była zwykłym człowiekiem.

Kobieta lekko się speszyła, ale nie pokazała tego, wiedząc, że byłby to znak, że jej wysokość wygrała. Nie chciała oczywiście toczyć boju z królową, ale musiała poruszyć kwestię przymusowej odbudowy zniszczeń.

— Wybacz jeśli cię uraziłam, wasza wysokość — poprosiła Urelsa. — Jednak wiele osób nie zgadza się z karą, jaką wymierzyłaś. Fakt, odbudowy zakończyły się dawno, ale nadal Pander utrzymuje kontakty z innymi królestwami. Wielu z nas twierdzi, że to naruszenie naszych tradycji i pogwałcenie zasad.

Aoxis westchnęła, opierając głowę na swojej dłoni. Ponownie musiała komuś tłumaczyć, dlaczego chciała zrekompensować straty jakie ponieśli ludzie spoza wsypy z powodu prób odzyskania jej. Nie uważała tego za coś dziwnego czy też niepotrzebnego. Ludzie umierali, zniszczono tak wiele miejsc… Królestwa poniosły stratę, a ona po objęciu tronu czuła przymus wynagrodzenia tego wszystkiego. Życia nie przywróci, ale przynajmniej chciała naprawić to, co mogła.

— Uważasz, że napaść na ród królewski było czymś, co zasady uznają za stosowne i właściwe? — spytała, obserwując otoczenie. — Czy wszyscy już zapomnieli w jaki sposób potraktowaliście poprzedniego króla, królową i księcia?

W odpowiedzi na to pytanie kilka osób spuściło głowy lub odwróciło wzrok. Było im wstyd i z dwudziestu dziewięciu dumnych, patrzących na nią szlachciców została tylko osiemnastka, w tym ta przeklęta kobieta.

— Królowo… To była inna sytuacja — uznała po chwili.

Aoxis wyprostowała się, po czym złączyła swoje dłonie, zaciskając je. Miała ochotę po prostu stamtąd wyjść, ale… Nie mogła, a dokładnie nie powinna tego robić.

— Inna sytuacja? Zaatakowaliście mój ród ze względu na własne korzyści. Każdy wie, że powodem buntu nie był sposób władzy mojego ojca, a potrzeba pokazania, że jesteście lepsi i doskonalsi niż łagodny król, który odmówił pomnożenia potęgi Pander. Szkoda tylko, że nikt z was, no może poza poprzednią głową rodu Sester nie wiedział, co należy zrobić, by takową potęgę zdobyć — odparła, a jej głos zabrzmiał na nieco bardziej zirytowany, ale nadal nie ukazywał furii, którą czuła nastolatka.

Jeden mężczyzna chciał coś najwyraźniej powiedzieć, ale zaraz Aoxis uniosła dłoń do góry, uciszając go. Jeszcze tego jej brakowało, żeby zaczęli mówić o jakże niesprawiedliwym traktowaniu rodu Sester. Nie chciała tego słuchać.

— Ani słowa — odparła beznamiętnie. — Wracając do naszego właściwego tematu. Nie znaliście sytuacji i ślepo podążyliście za osobą, która zrobiłaby wszystko byle uzyskać to, czego od początku pragnęła. — Nabrała nieco powietrza, chcąc całkowicie uspokoić swój głos. Za dużo emocji. — Sytuacja z atakiem na królestwa była taka sama. Uznaliście, że muszę wrócić, ale to wy wcześniej mnie stąd, można powiedzieć, wygnaliście. Powinnam powiedzieć nie i zostawić was z demonem wiszącym nad ramieniem, ale nie zrobiłam tego. Zdecydowałam się walczyć o kraj moich przodków, o mój dom. Nie zamierzam teraz wysłuchiwać waszych skarg na niewłaściwe traktowanie, bo przez waszą arogancję już zbyt wiele osób straciło życie. Sojusze ciągle są aktualne i jeśli usłyszę choćby plotkę, że któreś z was, moi drodzy, spiskuje przeciwko naszym przyjaciołom, oskarżę go o zdradę królestwa i skażę na śmierć — zapewniła.

Zapanowała cisza. Wszyscy widzieli, że królowa wcale nie żartowała. Zdawali sobie także sprawę, że powinni być o to oskarżeni już wiele lat wcześniej. Ich kary były bardzo łagodne.

Aoxis nienawidziła grozić innym śmiercią, ale w tym wypadku nie miała wyjścia. Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek w taki sposób wpływał na jej decyzję. Podejmowała każda po konsultacji ze starszyzną i czasami także po rozmowie z przyjaciółmi. Byli najlepszymi doradcami.

Królowa przyjrzała się każdemu, zauważając, że nikt już nie ma nic do powodzenia. Każdy spoglądał na stół albo unosił wysoko głowę, a spojrzenie miał wbite w jedną ze ścian.

— Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia. Sojusze są bardzo ważne — dodała Aoxis. Wiedziała, że nie można rządzić strachem i ciągle zastraszać innych, ale w tej kwestii nie zamierzała oszczędzać w środkach. — Czy ktoś jeszcze ma jakąś sprawę? — spytała spokojnie.

Jeden z mężczyzn westchnął.

— Ja mam, królowo — powiedział, spoglądając w stronę Aoxis. — Jeśli pozwolisz przedstawię sytuacje z wioski pod jurysdykcją rodu Sester.

Słysząc nazwisko Eliasa, Aoxis lekko się napięła, ale nie powiedziała nic więcej. Nie mogła. Mężczyzna nie chciał jej urazić, a powiedzieć, co dzieje się w królestwie. Skinęła mu głową, pozwalając tym samym mówić dalej.

— Elias Sester wykonuje swoje zadanie znakomicie, ale wiem, że nie powiadomił cię o problemie, który w ostatnim czasie nawiedza wioskę i kilka okolicznych miast, znajdujących się pod jego opieką.

Nie powiadomił? Aoxis zrobiło się nieco wstyd, ponieważ często ignorowała listy z pieczęcią rodu Sester. Zawsze myślała, że to przeprosiny czy coś w tym guście. Rzadko kiedy je czytała i była możliwość, że pominęła wołanie o pomoc. Zacisnęła mocniej dłonie, splątując je ze sobą.

— Od kilku tygodni na te miejsca napadają stada leśnych wilków. Oczywiście pan Sester zadbał, by wszystkie, znajdujące się w jego środki bezpieczeństwa, zostały użyte, ale niestety, nie wystarcza to. Wilki nadal niszczą ogrody, domy i mordują zwierzynę, było także kilka ataków na ludzi — wytłumaczył.

Leśne wilki… Aoxis westchnęła, a wisiorek przybliżył się do niej. Te stworzenia były bardzo agresywne, wyglądały tak jakby ktoś wykonał je całe z mchu, a oczy jarzyły się jadowitą zielenią. Najgorszy był jednak fakt, że były odporne na magię, a przebicie przez bariery zajmowało im kilkanaście do kilkudziesięciu godzin.

— Rozumiem, przekaż mu, żeby przybył do zamku jutro w południe. Muszę poznać całą sytuację, a wtedy zdecyduje ile łowców potrzebują — zadecydowała królowa.

Nie chciała widzieć Eliasa, ale chodziło tutaj o dobro ludu. Nie mogła zostawić Panderian na pastwę tych stworzeń. Nie zasługiwali na to, byli tylko niewinną częścią społeczeństwa. Już za życia w Fil zrozumiała, że prostych ludzi stać na szczerość. Widziała to nawet na swoim przykładzie. Będąc Filizjanką nie musiała tyle kłamać, co jako panderiańska królowa.

— Wyślesz tam łowców, pani? — spytała zaskoczona, młodziutka Panderianka, siedząca naprzeciw Urelsy.

Naszyjnik od razu się do niej zbliżył.

— Tak, panno Arei, łowcy powinni poradzić sobie z zagrożeniem szybciej niż reszta oddziałów. Zostali wyszkoleni by walczyć z niebezpiecznym stworzeniami z pomocą magii jak i bez niej. Są najpewniejszą opcją. Nie chciałabym zbyt wielu ofiar wśród Panderian — odparła Aoxis spokojnie.

Szlachcianka uśmiechnęła się lekko. W jakiś sposób podziwiała królową. Wstąpiła na tron po tym, co się stało i nie kara otwarcie członków buntu. Widać, że ma do nich żal i nie chce dopuszczać do wielu spraw, ale nie jest to strasznie krzywdzące. Obecna władczyni Pander wcale nie wydawała się mieć zaledwie osiemnaście lat.

Rozmowy trwały jeszcze dwie godziny. Poruszono kwestię podjętych decyzji, nadchodzącej w Pander zimy i urodzin królowej. Chciano z tej okazji urządzić wielki bal, ale królowo nie wyraziła na to zgody. Postanowiła, że z okazji swoich dziewiętnastych urodzin, każdemu Panderianowi rozda się taką samą pieniędzy, a na placach w wioskach będą stać kramy z przedmiotami lepszej jakości w o wiele niższych cenach niż zazwyczaj. Oczywiście wszystko miało zostać pokryte pieniędzmi z królewskiego skarbca.

Jedna szlachcianka pozwoliła sobie także zauważyć, że królowa powinna w niedługim czasie znaleźć sobie męża i przedłużyć ród, ale tak jak w poprzednim wypadku, spotkało się to z dużym niezadowoleniem. Aoxis nie zamierzała jak na razie zakładać rodziny. Miała jeszcze zbyt wiele rzeczy do zrobienia, a rodzina na pewno nie pomogłaby jej w prowadzonej polityce. Na dodatek gdyby urodziła, osoby będące przeciwne sposobem jej rządów, mogłyby wreszcie pozbyć się kłopotliwej królowej. Nie mogła na to pozwolić.

Kilka osób wyraziło aprobatę dla budowy nowych studni i fabryki brin. Tak… Aoxis znając sposób tworzenia magicznego silnika, zadecydowała, że w Pander znajdzie się taka fabryka. Będzie ona raczej niewielka i tylko na użytek własny królestwa, jednak wieści o tym zapewne szybko dotrą do Edit, a wtedy może dojść do wielu nieporozumień. Nie chciała zaatakować ludu poza wyspy, ale musiała myśleć o dobru własnego kraju, ludzi, za których odpowiadała. Brin był im potrzebny. Pander polegało całkowicie na magii, może i posiadali wspaniałe maszyny, i znali zaklęcia o jakiś nikt inny nie słyszał, ale prosty mieszkaniec nie mógł sobie pozwolić na kupno wszystkich urządzeń jakie znajdowały się na zamku czy w domach szlachciców. Sytuacja materialna zwykłego ludu przedstawiała się podobnie jak Kasoner, ale nadal było widać różnicę. Aoxis chciała temu zaradzić i poprawić jakoś życia poddanych. Urządzenia, które zaprojektują i stworzą tutejsi inżynierowie, na pewno pomogą to osiągnąć.

Aoxis powoli się podniosła, a medalion powróciła na swoje właściwe miejsce, którym była szyja ciemnowłosej. Wszelkie rozmowy ucichły, a wzrok ludzi został utkwiony w ubranej w czerwoną suknię dziewczynie.

— Dzisiejsze posiedzenie uważam za zakończone — odparła Aoxis, po czym ruszyła ku drzwiom.

Starszy także wstał i ruszył za królową. Chwycił nastolatkę za dłoń, a ta od razu cofnęła zaklęcie. Bez słowa ruszyli ku gabinetowi Aoxis. Dziewczyna zawsze tam przebywała po rozmowach i często zapraszała do siebie Mędrca, by poznać jego opinię o podjętych decyzjach. Starszy był doskonałym słuchaczem. Chwalebny i Śmiały także, ale to właśnie Mędrca, Aoxis najbardziej lubiła pytać o zdanie.

Gdy znaleźli się w pomieszczeniu, dziewczyna usiadła na kanapie i westchnęła, zamykając na moment oczy.

— Poproś do… — zamilkła, czując drgania magii. Ktoś rzucił jakiś czar. Od razu sama uaktywniła wisiorek i rozejrzała się spięta. Nie zobaczyła jednak niczego niepokojącego. W pokoju oprócz niej i Chwalebnego nie było innej osoby. Jedyną nową rzeczą, był znajdujący się na biurku list, który nadal promieniował magią.

Chwalebny natychmiast zbliżył się do wiadomości i zbadał magiczny ślad. Była od Celima, ale… Czuł także nieco obcej magii, jednak była ona podobna w sygnaturze do tej Filizjana. Musiała pochodzić od jego krewnych. Starszy wziął przedmiot i zbliżył się do czekającej na wieści królowej.

— Wasza wysokość, wiadomość pochodzi od twojego przyjaciela, Celima Ana — odparł spokojnie Chwalebny.

Aoxis słabo się uśmiechnęła.

— Przeczytaj mi proszę o czym pisze — poprosiła, cofając zaklęcie z wisiorka, by dać swojej mocy odpocząć. Nie mogła się tak ciągle przeciążać. Jeszcze się pochoruje i całe Pander stanie na głowie.

Chwalebny nic nie powiedział, szykując się do czytania. Prześledził pobierze treść listu i był już pewien, że to o czym usłyszy królowa bardzo ją zmartwi.

— Droga Aoxis Ender, królowo Pander. Wiem, że powinnam najpierw cię pozdrowić, ale w ostatnim czasie żyję w pośpiechu i stresie, wybacz mi przejaw braku szacunku do ciebie. Piszę w imieniu mojego syna, który sam jest zbyt dumny, by poinformować cię o całej sytuacji. Jak zapewne wiesz w ostatnim czasie w Fil nie dzieje się najlepiej. Ludzi dręczy zaraza, która zebrała już dość spore żniwo.

Aoxis zmarszczyła brwi. Nic nie wiedziała o zarazie. Dlaczego nikt o niczym nie wspomniał?! Zacisnęła dłonie, czując ogarniające nią wściekłość. Prosiła, by zwiadowcy byli czujni i informowali ją o każdym problemie w Fil. Była ciekawa kto doprowadził do tego zaniedbania. Westchnęła, słuchając dalej i mając coraz to gorsze przeczucia.

— Niestety, ale nawet najlepsi lekarze z innych królestw, nie są wstanie na nią zarazić. Dodatkowo zarazić się mogą nią tylko Filizjanie bądź pół Filizjanie i nie muszą oni wcale przebywać w Fil. Chorych od razu odsyła się do domu, gdy zauważy się pierwsze objawy. Chcę prosić cię o pomoc, chociaż wiem z opowieści Celima, że masz bardzo wiele na głowie. Mam jednak nadzieję, że mnie zrozumiesz, królowo. Jestem matką, a moje dziecko leży pogrążone w gorączce. Nie wiem co robić, jak mu pomóc.

Aoxis uniosła dłoń do góry, powoli wstając. Była przerażona, zła i zawiedziona. Każdy na Pander wiedział jak cenni są dla niej przyjaciele. Czy to była jakaś kara? Sądziła, że tak. Nikt nie chciał jej powiedzieć o niebezpieczeństwie w jakim był Celim i dowiedziała się o nim w najgorszym momencie. Celim był już zarażony. Mógł umrzeć. Nie wyobrażała sobie jego straty. Nie mogła. Był dla niej niczym brat, jeśli znowu straci kogoś bliskiego przez Panderian… Załamie się.

— Czytaj dalej — rzuciła, chodząc po pokoju zdenerwowana i z ogniem w oczach. Musiała znaleźć sposób, by uratować Celima. Zrobi wszystko byle przedłużyć jego życie. Nie zasługiwał na śmierć w tym wieku.

Chwalebny wahał się przez moment. Widział jak tak wiadomość wstrząsnęła Aoxis. Sam wiedziało zarazie, ale sądził, że ta wiadomość dotarła także do królowej. Nie spodziewał się, że ktoś mógł zataić coś tak ważnego.

— Proszę cię o pomoc dla mojego upartego syna, a twojego przyjaciela. Wiem, że nie powinnam powoływać się na waszą przyjaźń, ale nie mam innego wyjścia. Proszę o wybaczenie i błagam o ratunek. Przynajmniej spróbuj znaleźć rozwiązanie. W Fil wiele mówią o twoich osiągnięciach, mądrości i potędze. Wielu się ciebie boi, ale i także szanuje, ponieważ tylko dzięki tobie nie było więcej ofiar — czytał, a głos mężczyzny w pewnym momencie zadrżał. Był poruszony. Samo czytanie wprawiało go w uczucie rozpaczy. To niesamowite, jak za sprawą słów można wywołać w kimś innym dane uczucie. Odchrząknął. — Teraz błagam o pomoc dla Filizjan i mojego dziecka. Wybacz mi, już się powtarzam, ale nie umiem inaczej. Już nawet nie pamiętam o czym pisałam, a o czym miałam napisać. Liczę, że chociaż spróbujesz pomóc Celimowi. Gorączkując ciągle szeptał twoje imię, królowo.

To ostatnie zdanie sprawiło, że w oczach Aoxis stanęły łzy. Celim ciągle ją wołała, a ona nawet nie była wstanie… Zasłoniła twarz dłońmi, mając nadzieję, że Chwalebny jej nie widział. Od tak dawna nie płakała przy kimś innym. Ale teraz nie mogła nad sobą panować. Chciała być teraz w Fil i trzymać dłoń Celima. Musiała znaleźć lekarstwo. Nie tylko przez przyjaźń z chłopakiem, ale i też sympatię. Przez wiele lat Fil było jej domem.

— Pozdrawiam cię, najjaśniejsza pani i czekam na decyzję — skończył starszy, po czym spojrzał na królową. Widząc w jakim jest stanie, zbliżył się do niej i dotknął ramienia. Nastolatka odtrąciła go, ocierając łzy.

Aoxis było wstyd. Nie chciała, by widział ją ktokolwiek inny. Musiała się opanować. Z całych sił próbowała ukryć ból i rozpacz. Miała nadzieję, że jakoś się jej to udało. Doceniała także fakt, że Chwalebny nie rzucił żadnego dziwnego komentarza. Nie wiedziała jak miałaby się przed tym bronić.

Zacisnęła dłonie w pięści. Płacz niczego jej nie da. Musiała wziąć sprawy w swoje ręce i sprawdzić każdą możliwą opcję. Jeśli Mulianie nie dali rady to może Panderianie będą mogli. Przewyższali ich przecież technologią, wiedzą i czarami. W tych wszystkich księgach musiało być coś przydatnego!

— Wezwij do sali narad Mędrca i najlepszego z uczonych. Mają przybyć jak najszybciej — odparła po chwili ciszy wyraźnie podłamanym głosem. — Nakaż też przybyć osobie odpowiedzialnej za przekazywanie mi wieści — dodała.

Chwalebny ponownie dotknął ramienia Aoxis. Chciał dodać nastolatce otuchy. Rozumiał, że to może być dla niej bardzo trudne. Traktowała przecież Celima jak brata, członka rodziny. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, co czuła na myśl o stracie kolejnej bliskiej sobie osoby.

— Moja pani, odpocznij, zajmiesz się tym później — zaproponował delikatnie. Nie chciał, by królowa pod wpływem emocji zrobiła coś głupiego. Musiał ją chronić.

— Nie dotykaj mnie — poprosiła. — Chcę tylko byś ich wezwał, zrób to, proszę — szepnęła z bólem. — Nie mogę go stracić, Chwalebny, Celim jest dla mnie jak rodzony brat. Kolejnej takiej straty już nie zniosę — wyznała podłamana.

Te wszystkie uczucia… wspomnienia… Fakty ponownie zaatakowały Aoxis z niewyobrażalną siłą. Wreszcie nie wytrzymała, pękła. Zaczęła drżeć i szlochać. Wpadła w histeryczny płacz. Pozwoliła sobie na chwilę słabości, ale po prostu na jej barkach znalazło się za dużo spraw. Westchnęła, chcąc się opanować. Jednak nie była wstanie. Zamknięta w bransoletce dusza Ao musiała interweniować, kiedy wyczuła pulsowania mocy królowej. Nie chciała, by straciła kontrolę i po prostu tak jak ponad rok temu, sprawiła, że Aoxis zasnęła. Dusza była przekonana, że sen pomoże nastolatce się opanować i przemyśleć wiele rzeczy.

Rozdział 2 Pierwsze kroki

Aoxis obudziła się kilka godzin później. Powoli usiadła na łóżku. Spojrzała niezadowolona na bransoletkę. Nie podobało się jej to, że została w tak okrutny sposób zmuszona do snu. Nie miała czasu na odpoczynek. Musiała znaleźć sposób, by pomóc swojemu przyjacielowi. Zeszła z łóżka, rzuciła zaklęcie i od razu poprawiła suknię i rozplątała warkocz. Chciała jakoś wyglądać, ale… Czuła wstyd. Chwalebny widział moment, w którym całkowicie się załamała. To naprawdę okropne. Nie chciała, by ktokolwiek był świadkiem czegoś takiego. Nie chodziło już nawet o godność i dumę, a fakt, że nie mogłaby znieść czyjegoś współczucia i litości. Widziała go już aż nadto dużo. Pragnęła pokazać, że jest wystarczająco silna, by samej dać sobie radę z trudnościami losu.

Zatrzymała się, czując ciepło promieniujące od bransoletki. Spojrzała w jej stronę i zastanawiała się o co może chodzić. Nagle zrozumiała, że Ao może coś wiedzieć o tej zarazie. Zamierzała skorzystać z każdej możliwej opcji. Usiadła na łóżku i dotknęła biżuterii. Nie minęło dużo czasu, a znalazła się na polanie przed zamkiem, a obok niej siedziała uśmiechnięta Ao. Pierwsza Królowa uścisnęła Aoxis i westchnęła.

— Martwiłam się, kiedy zauważyłam jak zaczęłaś tracić kontrolę. Musisz nad tym bardziej panować. Nie chciałabym, byś zasnęła podczas odwiedzin u Celima — uznała spokojnie.

Aoxis westchnęła.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 34.63