E-book
13.65
drukowana A5
64.71
Aoxis

Bezpłatny fragment - Aoxis


4.6
Objętość:
567 str.
ISBN:
978-83-8189-084-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 64.71

Rozdział 1

Kolejna wkręcona śruba i kolejne uderzenie młotkiem. Aoxis otarła pot z czoła, brudząc swoją twarz czarnym smarem. Z wielkim uśmiechem na ustach, zaczęła poprawiać jedną z zębatek. Zmieniła kolejność części mechanizmu, przerabiając go za pomocą prostych zaklęć. Metalowe elementy wirowały w powietrzu, sprawiając, że wszędzie latały kłęby kurzu. Aoxis zakaszlała, zakrywając usta kawałkiem szmatki. Jej wilcze uszy delikatnie oklapły, kiedy spostrzegła, że do końca pracy brakuje jej jednej zębatki. Pośpiesznie zeskoczyła ze swojego krzesła i skierowała się ku półkom z dodatkowymi częściami. Nuciła pod nosem, przeglądając różnorodne pojemniki. Wszystko w pracowni Aoxis brudne było od sadzy, smaru i innych różnorodnych płynów. Na podłodze leżała niezliczona ilość śrub, gwoździ, śrubokrętów i innych metalowych części.

Mijały minuty, a Aoxis nie znalazła tego, czego potrzebowała. Westchnęła, a uśmiech znikł jej z twarzy. „Gdzie może być ta przeklęta zębatka?!” — myślała gorączkowo. Rozejrzała się. Było multum innych rzeczy, ale akurat tego co potrzebowała nie mogła namierzyć. Wyrzuciła dłonie do góry, podchodząc do stojącego w kącie, niewielkiego snopka suchej trawy. Uklękła przy nim, poprawiając ramiączko swoich ogrodniczek i odgarniając na bok granatowe włosy. Zła, zaczęła sprawdzać, czy przypadkiem w jej posłaniu nie zapodziało się żadne koło zębate. Niestety, nawet kiedy przerzuciła trawę na bok, niczego nie znalazła. Aoxis przeklęła pod nosem, wstając i za pomocą magii przywróciła zniszczone posłanie do poprzedniego stanu. Źdźbła wplątane we włosy dziewczyny szybko opadły na ziemię. W granatowych tęczówkach widoczny był gniew.

Aoxis spojrzała na drewniany sufit nad sobą, gryząc się w wewnętrzną część policzka. Musiała znaleźć zamiennik, ale nie pamiętała, czego mogła użyć, a czego nie.

— Cholerna klątwa! — fuknęła, kopiąc leżącą obok sprężynę.

Aoxis złapała się za głowę. Dziewczyna od bardzo dawna przeklinała słabość Filizjan. Wspaniale było móc rozmawiać ze zwierzętami, rozumieć ich potrzeby. Aoxis kochała praktycznie wszystko, co ją otaczała, wyjątkiem była ta jej potworna pamięć.

Chciała zrozumieć więcej rzeczy, lecz jej mózg, jak na złość, wyrzucał z siebie akurat te informacje, które były dla Aoxis ważne. Gdyby tylko mogła spamiętać to wszystko, o czym czytała, świat stałby się dla niej piękniejszy. Wiadomo jednak, że nikt nie może mieć wszystkiego. Na szczęście pamiętała podstawowe rzeczy potrzebne do stworzenia jakiejkolwiek maszyny. Jeśli i by to straciła… Naprawdę byłaby wściekła.

Niespodziewanie jeden z wypełnionych żelastwem kartonów spadł na ziemię. Aoxis podskoczyła, nie spodziewając się tego. Mięśnie w ciele dziewczyny napięły się, by po chwili znowu się rozluźnić. Ciemnowłosa przechyliła głowę, podchodząc do kartonu. Z nietęgą miną zaczęła przeglądać leżące na ziemi części, gdy nagle jej źrenice się rozszerzyły. To było to! Stara, lekko zardzewiała zębatka leżała na samym środku drewnianej podłogi. Wyglądała tak, jakby naśmiewała się z Aoxis. Dziewczyna szybko chwyciła część i pośpieszyła do swojego nowego wynalazku. Zacisnęła usta w wąską linię, próbując dopasować zębatkę i wprawić maszynę w ruch. Lecz urządzenie jednak nawet nie śmiało się uruchomić, więc. Aoxis przywołała do siebie odrobinę oliwy i zaczęła nacierać nią zardzewiały metal. Była zła, że przychodzi jej pracować na czymś tak zawodnym, ale z drugiej strony nie mogła sobie pozwolić na kupno części lepszej jakości.

Walka z zębatką trochę jej zajęła, lecz kiedy wszystko było już gotowe, Aoxis z wielkim bananem na twarzy nacisnęła przycisk uruchamiający. W tym samym momencie, w całej chatce rozległ się straszliwy huk. Aoxis została odepchnięta od swojego wynalazku przez siłę wybuchu. Pokój dziewczyny zapełnił się dymem, a ta zaczęła kaszleć, machając dłonią jakby odpędzała muchę. Kolejny raz jej wynalazek nie udał się i wybuchł! Znowu. Aoxis wręcz zawyła z rozpaczy, kiedy zrozumiała, co było powodem jej sromotnej klęski. Nałożyła na zębatkę zły olej, taki, który po zetknięciu z magicznym silnikiem wytwarza średniej wielkości wybuch.

Drzwi do pokoju z hukiem uderzyły o ścianę. Dym zaczął ulatniać się szybciej, a w pomieszczeniu pojawiło się więcej światła. Aoxis zmrużyła oczy. Przesiadywała w pokoju wypełnionym świeczkami i małymi, latającymi w powietrzu kulami energii, a nie na zewnątrz. Powodem były jej ciągłe próby odbudowania swojego wynalazku. Niestety, ale przez swoją ulotną pamięć zazwyczaj zapominała, jaki błąd popełniła ostatnio. Było to błędne koło.

Ojciec Aoxis podbiegł do niej i pomógł wstać. Jego ogon poruszał się bardzo szybko, a twarz była wykrzywiona. Mężczyzna martwił się o córkę. Bał się, że kiedyś ten wybuch może skończyć się jej śmiercią, a tego by nie przeżył. Miał tylko córkę i żonę.

— Aoxis, to było nieodpowiedzialne — pouczył jak zwykle, a dziewczyna puściła to mimo uszu.

Mężczyzna westchnął, przyglądając się swojej nad wyraz skupionej córce. Ta dziewczyna kiedyś wpędzi go do grobu przez swój upór. „Dlaczego Aoxis nie mogła po prostu zrozumieć, że zamiast stać w miejscu z jednym wynalazkiem, może iść do przodu i się rozwijać?” — pomyślał.

— Ojcze, prawie się mi udało! — zawołała po chwili Aoxis, uśmiechając się krzywo. — Od osiągnięcia mojego celu dzieliło mnie tylko tyle. — Za pomocą swoich palców pokazała niewielką odległość.

Załamany rodziciel pokręcił załamany głową. Nie wiedział, jak wpłynąć na córkę, lecz jej uśmiech zawsze sprawiał, że przestawał się na nią gniewać. „Helen znowu powie, że zbyt mocno jej pobłażam…” — przypomniał sobie mężczyzna.

— Ten wybuch jest winą jednej zardzewiałej zębatki, lecz następnym razem…

— Nie będzie następnego razu — wtrącił ojciec.

Aoxis miała wrażenie, że coś uderzyło ją w głowę. Podrapała się po jednym uchu i spojrzała na ojca z błaganiem w oczach.

— Powiedz, że się przesłyszałam i nie dajesz mi szlabanu! — błagała. — Proszę, będę już grzeczna i pomogę ci w łowieniu ryb! — Złożyła dłonie niczym do modlitwy. Jej obietnica i tak nigdy nie zostałaby spełniona, bo — Aoxis nie potrafi łowić ryb.

Ojciec westchnął. Chciał powiedzieć córce, że kłamał, lecz taka właśnie była prawda. Jego kochane dziecko nie będzie mieć już czasu na swoją pasję. Czekają ją teraz o wiele ważniejsze i bardziej skomplikowane rzeczy. Ogon mężczyzny opadł, kiedy ten położył dłoń na włosach Aoxis i potargał jej włosy.

— Córeczko, nie daję ci szlabanu — wyznał. — Powód jest całkiem inny.

Dziewczyna odskoczyła od ojca jak poparzona i zmierzyła go posępnym spojrzeniem. Nie mogła zrozumieć, że od teraz nie będzie mogła tworzyć. Przecież świat wynalazków jest właśnie tym, do którego należy! Nikt nie może jej go odebrać! Nie wiedziała, w co wpakowali ją rodzice, ale zamierzała się z tego wyplątać i dalej robić to, co kocha.

— Ojcze, wyjaśnij mi to…

Aoxis zamilkła, kiedy jej rodziciel uniósł dłoń do góry. Był to znak znaczący tylko jedno — „porozmawiamy później”. Brązowowłosy, drapiąc się po swojej brodzie, odwrócił się i skierował ku drzwiom.

— Za chwilę będzie obiad. Nie spóźnij się, Aoxis — poprosił, idąc przed siebie. — Posprzątaj też swój pokój, nie chcę widzieć żadnego czarnego śladu na ścianach, twoich ciuchach czy twarzy! — zawołał, a w jego głosie czaiło się ostrzeżenie.

Naburmuszona granatowowłosa opnęła jedną z części swojej zniszczonej konstrukcji. Musiała się przebrać i posprzątać, nim pójdzie spotkać się z matką.

— Senteri — burknęła. Plamy zniknęły, a porozrzucane przedmioty wracały na swoje miejsca.

Minęła wirujące w powietrzu rzeczy i skierowała się do stojącej w rogu, niewielkiej komody, którą sama sobie zrobiła. Było to jeszcze, nim zajęła się tym cholernym wynalazkiem i była z niej strasznie dumna. Może i szuflady często ulegały uszkodzeniom albo się blokowały, ale Aoxis bardzo lubiła ten mebel. Był częścią niej i pierwszym poważnym krokiem ku spełnieniu marzeń.

Z trudem otworzyła mebel, klnąc pod nosem o kolejnych poprawkach, które będzie musiała wprowadzić. W obecnej chwili nie miała zbyt wiele czasu, więc chwyciła za kolejną parę ogrodniczek i czystą, białą koszulkę. Mogłaby wyczyścić to, co obecnie miała na sobie, lecz matka byłaby z tego powodu bardzo niezadowolona. Może i Aoxis pozbyłaby się plam, jednak pozostałby zapach, którego jej rodzicielka nie mogła zdzierżyć. Z tego też powodu dziewczyna pracowała tylko w jednym komplecie ubrań, a resztę swojej odzieży chowała w szczelnej szafie, która chroniła ubrania przed odorem sadzy, smarów i metalu. Aoxis szybko się przebrała i odrzuciła brudne rzeczy na bok. Podbiegła do drzwi, poprawiając dłonią ciemne włosy. Nim jednak wyszła z pokoju, zatrzymała się, zagryzając wargę. Leżące na ziemi rzeczy w jakiś sposób denerwowały ją. Gdyby były to sprężyny czy inne części, Aoxis nie zwróciłaby na to uwagi. Chodziło jednak o ciuchy, które burzyły całkowity porządek pokoju nastolatki. To była jej pracowania, a nie jakaś pralnia!

— Amiles amane! — zawołała, sprawiając, że brudne rzeczy powędrowały do kosza stojącego w cieniu.

Z cieniem uśmiechu na ustach wyszła z pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się. Korytarz niczym się nie zmienił, chociaż Aoxis siedziała w swoim pokoju od ostatnich sześciu dni i dopiero dzisiejszego ranka odblokowała drzwi. Ojciec dziewczyny mógł bez żadnego problemu wejść do środka, lecz nie jej rodzicielka. Aoxis domyślała się, jak zła jest Helen. Nie było jej jednak wstyd. Matka zawsze krytykowała jej pasje i sama była winna temu, że córka chciała ją odsunąć od swojego pokoju.

Aoxis w kilku krokach przebyła odległość dzielącą ją od wyjścia. Przez okno widziała stojący stół, na którym jej rodzina zawsze jadała posiłki. Wyszła na zewnątrz, a jej granatowe włosy zostały potargane przez wiatr. Zaśmiała się, słysząc śpiewy ptaków. Rudziki krążyły w okolicy domu Aoxis zupełnie jak wróble tydzień temu. Wilcze uszy nastolatki delikatnie oklapły, kiedy przypomniała sobie, że przez zwykły przypadek zapomniała o urodzinach Fiony, starej krowy, która mieszkała u sąsiadów. Aoxis przeklinała swoją pamięć, która jak zwykle zawodziła ją w najmniej odpowiednim momencie. Fiona była bardzo dumnym i pamiętliwym zwierzęciem. Aoxis będzie musiała się bardzo nagimnastykować, by ją przeprosić.

Może jak przyniosę Fionie tych dziwnych ziół, które tak strasznie lubi, to przejdzie jej złość… — powiedziała Aoxis sama do siebie.

Aoxis miała dziwne wrażenie, że w obecnym momencie nie powinna przejmować się humorami Fiony, a czymś o wiele ważniejszym. Tylko co to było? Popukała się parę razy w głowę, kierując się w stronę rodziców. Znowu o czymś zapomniała. Pamięć Aoxis lubiła sobie z niej żartować. Rodzice dziewczyny zawsze powtarzali jej, że powinna być dumna ze swojej czystej krwi, lecz Aoxis nigdy nie potrafiła się z nimi zgodzić. Bycie czystokrwistą Filizjanką, było strasznie kłopotliwe. U Filizjan wyznacznikiem czystości były właśnie problemy z pamięcią i zdolność zrozumienia każdego zwierzęcia mimo, iż mogłaś się z nim nigdy wcześniej nie spotkać.

— Aoxis, pośpiesz się! Obiad stygnie! — zawołała matka dziewczyny, kiedy tylko spostrzegła swoją córkę.

Aoxis pokręciła głową, uznając, że kiedyś na pewno sobie przypomni. Teraz miała co innego do zrobienia. Zjedzenie rodzinnego obiadu było ważną dla Aoxis rzeczą. Niestety, ze względu na swojego ciągłe eksperymenty często musiała opuszczać wspólne posiłki.

Granatowowłosa zbliżyła się do stołu i zajęła jeden z wolnych pniaków. Jej ojciec spoglądał na córkę ze smutkiem w oczach, co strasznie zaskoczyło Aoxis.

— Ojcze, coś się stało? — spytała, kiedy jej matka postawiła na stole kawałek wędzonej ryby i dzban wody.

Matka Aoxis odrzuciła kosmyk swoich złotych włosów na bok, przeszywający męża wzrokiem.

— Nie powiedziałeś jej, Tamisie?

Rybak zaczął energicznie kręcić głową. Nie bał się swojej żony, ale nie zamierzał się z nią kłócić. Ze względu na ostatnie wydarzenia Helen była bardzo drażliwa. Mimo, iż jego żona nie pochwala hobby córki, nie podobało się jej to, że ktoś chciał odebrać Aoxis coś, co szczerze kochała. Niechęć Helen do wynalazków wiązała się z troską o życie i dobro swojego dziecka.

Aoxis spojrzała na rodziców zaskoczona, a jej uszy poruszyły się, ukazując tym samym, że nastolatką targa czysta ciekawość. Ogon Tamisa leżał na ziemi, a uszy Helen były jeszcze mocniej oklapnięte niż zawsze.

— Helen, powiedziałem jej o wszystkim, ale najwyraźniej zapomniała o tym — wyjaśnił Tamis, przenosząc wzrok na swoją córkę. — Kochanie, powiedziałem ci wcześniej, że nie będziesz mogła już poświęcać tak dużo czasu na eksperymenty jak do tej pory. Przypominasz sobie coś? — spytał delikatnie.

Aoxis zmarszczyła brwi, przypominając sobie o krótkiej rozmowie ze swoim ojcem, która miała miejsce chwilę po wybuchu. Przeczucie z wcześniej musiało dotyczyć tej sprawy. Jak mogła o tym zapomnieć? Przecież było to dla niej tak ważne i wydarzyło się dość niedawno! Aoxis nieraz zastanawiała się, na czym polega klątwa ciążąca na Filizjanach.

— Ojcze, wiem, że w ostatnim czasie nie spędzałam z wami zbyt wiele czasu, ale to nie powód, by dawać mi szlaban — przypomniała Aoxis, szukając w głowie jeszcze lepszego argumentu. Musiała przekonać swoich rodziców, że nie zrobiła niczego złego.

Matka dziewczyny ciężko westchnęła, upijając łyk mleka ze swojego kubka.

— Aoxis, jesteś już prawie dorosła — przypomniała Helen, wpatrując się w córkę. — Nie widzę więc żadnego powodu do dawania ci szlabanu.

— Więc dlaczego…? — zaczęła Aoxis, lecz ojciec jej przerwał.

— Sami dowiedzieliśmy się o tym niedawno — wtrącił mężczyzna, drapiąc się po brodzie. — Podobno nad terenami Mulian i Editów pojawiła się nieznana wyspa.

Aoxis wstała zaskoczona. Powstanie nowego gruntu i to jeszcze unoszącego się nad ziemią było niemożliwe. Do czegoś takiego potrzebna by była ogromna moc i niezliczona ilość surowców, jeśli chciało się stworzyć coś wielkości Mulio i Edit razem wziętych. Te dwa królestwa były największymi na całym świecie.

— Żartujesz! — zawołała Aoxis, uznając to za jedną słuszną opcję.

Tamis pokręcił głową.

— Niestety nie. Królowie byli zaniepokojeni, więc zwołano radę. Nie jestem pewien, co się na niej stało ani jaką decyzję podjęli, lecz pewnym jest, że pięć królestw szykuje się do wojny — wyjaśnił, nagle markotniejąc.

Wojna — to słowo odbijało się echem w głowie Aoxis. Fakt, obecnie Mulio i Edit mieli tam swoje jakieś potyczki ze względu na ich długowieczny spór, lecz nigdy nie uczestniczyło w tym pięć królestw. Do współpracy zmusiło ich pojawienie się wyspy. „Czy latający ląd mógł zagrozić światu?” — zapytała w myślach. — „Nie, jeśli nie jest zamieszkany, lecz jeśli są na nim ludzie…”. Dziewczyna bardzo szybko połączyła fakty i zrozumiała, że mieszkańcy wyspy muszą być niebezpieczni. W dalszym jednak ciągu nie wiedziała, jaki jest związek pomiędzy tym sporem, a nią. Jej wynalazki nie są nikomu znane, więc na pewno nie chodzi o pracę jako wynalazcy.

— Królowie zdecydowali, że wszystkie dzieci mające ukończone szesnaście lat, ale nie przekraczające osiemnastu, zostaną wcielone do Zjednoczonej Armii Pięciu Królestw i przejdą odpowiednie szkolenie, które pomoże im w walce z wrogami — oznajmiła łamiącym się głosem matka dziewczyny.

Aoxis padła z wrażenia na trawę, wpatrując się w rodziców z niedowierzaniem. Jej marzenia o byciu wielkim wynalazcą właśnie legły w gruzach. Miała zostać żołnierzem, chociaż nigdy tego nie chciała. Jej marzenia o zostaniu wielkim wynalazcą właśnie legły w gruzach. Na dodatek spędzi kilka lat, ucząc się czegoś, co zapewne i tak zapomni. Filizjanie nie nadawali się do zapamiętywania strategii, więc nie rozumiała, po co armii ludzie tacy jak ona. Mogła przecież przysłużyć się wojsku w o wiele pożyteczniejszy sposób! Zacisnęła dłonie w pięści, hamując łzy cisnące się jej do oczu.

— Kiedy będę musiała wyjechać? — wydukała Aoxis, wstając.

Helen podeszła do córki i położyła jej dłoń na ramieniu, delikatnie je pocierając.

— Za dwa dni, córeczko — wyszeptała złotowłosa, patrząc na swojego męża.

Całej trójce odechciało się jeść. Aoxis była zła na los, który ją spotkał. Szybko pobiegła do swojego pokoju pod pretekstem spakowania się, lecz zamiast tego w furii rzuciła kilkoma sprężynami o ścianę i zniszczyła kilka silników.

Rodzice Aoxis rozpaczali nad utratą jedynego dziecka. Nawet matka dziewczyny stwierdziła, że udział w wojnie jest o wiele bardziej niebezpieczny niż pasja Aoxis. Chciała chronić córkę, lecz co ona mogła zrobić przeciwko piątce królów? Nawet gdyby powiedziała, że dziewczyna umarła w wybuchu, odkryto by kłamstwo i ukarano wszystkich. Była bezradna i z niechęcią skierowała się do piekarni, w której pracowała. Z ojcem Aoxis wcale nie było lepiej. Mężczyzna kochał śmiech swojej córki, kiedy ta tworzyła coraz to nowsze rzeczy. Sam nie rozumiał, o co chodzi z tymi różnymi rodzajami olejów, ani na jakiej zasadzie działa magiczny silnik. Uwielbiał jednak uśmiech Aoxis, który pojawiał się właśnie wtedy, kiedy dziewczyna brudziła dłonie w smarze. Z nietęgą miną ruszył ku przystani, by spędzić resztę dnia na łowieniu ryb.

Rozdział 2

Aoxis kopnęła kolejny leżący na dróżce kamień, mamrocząc pod nosem coś o niesprawiedliwości świata. Dziewczyna wybierała się do Fiony, by porozmawiać z nią ostatni raz przed wyjazdem. Liczyła, że zwierzęca przyjaciółka w jakiś sposób jej pomoże, pocieszy. Jednak, stojąc przed wejściem do obory, przypomniała sobie o urodzinach Fiony. Zmarkotniała jeszcze bardziej. Wpatrując się w drzwi wyglądała, jakby coś uderzyło ją w głowę. Sąsiedzi nastolatki, którzy byli właścicielami Fiony, na szczęście wyjechali parę dni temu do innej wioski w celu odwiedzenia krewnych, więc nie mogli zobaczyć, Aoxis w tak fatalnym stanie.

Dziewczyna zacisnęła usta w wąską kreskę, cofając się o parę kroków. Spojrzała na dach obory i przypomniała sobie, jak kiedyś ją naprawiała. Fiona marudziła tak bardzo na przeciekający dach, że nastolatka postanowiła wzmocnić zadaszenie. Tamtego dnia Fiona pochwaliła ją po raz pierwszy i zarazem ostatni raz. Aoxis wbrew pozorom bardzo ceniła sobie zdanie swojej krowiej przyjaciółki. Wychowywała się praktycznie na odludziu i rzadko kiedy miała kontakt z innymi dziećmi w jej wieku. Gdyby jeszcze miała wystarczającą ilość pieniędzy, poszłaby do szkoły i tam zawiązałaby przyjaźnie. Życie jest jednak o wiele trudniejsze i Aoxis nie miała oficjalnie potwierdzonego wykształcenia. Umiała jednak czytać i liczyć. Nie znała jednak wielu innych rzeczy, o który dowiedziałaby się w szkole. Wiedzę na temat wynalazków i osiągnięć nauki zdobywała, czytając rozmaite książki, na które nieraz przekazywała całe swoje oszczędności.

Westchnęła ciężko, po czym, nie wahając się już ani chwili dłużej, weszła do środka. Od razu uderzył ją straszliwy smród. Zasłoniła usta i nos dłonią, chcąc uciec od nieprzyjemnego zapachu. Od razu wiedziała, że będzie musiała posprzątać pomieszczenie i przede wszystkim wyprowadzić Fionę na łąkę. Jej sąsiedzi mogliby być zawiedzeni, gdyby zobaczyli ten bałagan po swoim powrocie. Aoxis sama zaoferowała swoją pomoc w pilnowaniu Fiony. Na początku byli nieco niechętni, ale później staruszkowie stwierdzili, że Aoxis to bardzo mądra i odpowiedzialna dziewczyna.

— Fiono! — zawołała, chwytając za stojące obok widły. — Gdzie jesteś?

Filizjanka wchodziła coraz głębiej do zacienionego pomieszczenia. Stawiała uważnie kroki, nie chcąc wdepnąć w coś niezbyt przyjemnego. Szukała wzrokiem Fiony, a ta jakby zapadła się pod ziemię. Aoxis przestraszyła się, że ktoś ukradł zarozumiałą krowę. Czuła, jak narasta w niej panika, lecz nie pozwoliła jej sobą zawładnąć. Nabrała powietrza do płuc i na spokojnie je wypuściła.

— Fiono, wyjdź. Wiem, że jesteś zła, ale…

Nagle Aoxis popchnęło coś, a widły wypadły jej z rąk. Krzyknęła i odruchowo wystawiła ręce do przodu, aby zamortyzować upadek. Upadła na dość czystą drewnianą podłogę, ścierając sobie trochę skóry na dłoniach i brudząc materiał spodni. Była oszołomiona i dopiero po chwili wyczuła, że coś na nią wściekle dmucha. Powoli się odwróciła i spostrzegła nad sobą biały łeb z kilkoma brązowymi plamkami, który Aoxis od razu rozpoznała.

— Fiona, wystraszyłaś mnie.

Krowa odwróciła głowę, machając wściekle swym ogonem.

— Więc przyszłaś, Aoxis. Myślałam, że po tym jak nie odwiedziłaś mnie w moje czwarte urodziny, całkowicie o mnie zapomniałaś. — Prychnęła, a odrobina jej śliny spadła na odzienie nastolatki. — Co cię do mnie sprowadza, wstrętna dziewucho?

Dziewczyna odgarnęła niesforne kosmyki swoich włosów i, dalej siedząc na ziemi, spojrzała na zwierzę.

— Przepraszam, Fiono — powiedziała skruszona Aoxis. — Miałam po prostu wiele na głowie i…

— Jak zwykle! — zawołała przemądrzale Fiona, odchodząc odrobinę na bok. — „“Mam dużo na głowie”,. ” „“Zapomniałam przez tę durną klątwę” — mówiła, przedrzeźniając Aoxis. W jej czarnych, krowich oczach zamigotała złość. — Jesteś tak żałosna, że aż smutno mi na ciebie patrzeć.

Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Fiona zawsze była niemiła, lecz dzisiaj przekroczyła samą siebie. Była zła o nieobecność na jej urodzinach, lecz coś takiego nie było końcem świata. Za rok znowu będzie starsza. A Aoxis przydarzyło się za to coś, co na pewno na zawsze zmieni jej życie, zaś. Fiona dalej będzie mogła robić to, co lubiła: pasać się na łące za stodołą, wpatrywać się w zachodzące słońce i rozmawiać ze swoimi właścicielami. Aoxis jednak zostanie pozbawiona czynności przynoszących jej szczęście. Może czasami będzie mogła coś skręcić, lecz to nie będzie to samo co wcześniej.

Wyprostowała się, zaciskając dłonie w pięści, i patrzyła na Fionę z bólem.

— Przyszłabym na twoje urodziny, lecz nie mogłam. Zapomniałam i mówię ci to, ponieważ prawda jest lepsza niż jakiekolwiek kłamstwo. — Po policzku nastolatki spłynęła łza, którą starła szybkim ruchem ręki. Fiona nie zasługiwała, by patrzeć na jej łzy. — Chciałam z tobą porozmawiać, pożegnać się. Jednak ty nie pozwoliłaś mi nawet dojść do słowa, jojcząc na temat czegoś, co za rok znowu się stanie. — Smutek zamienił się w gniew. — Jesteś egoistką, Fiono.

wierzę zmrużyło oczy, przeszywając Aoxis wzrokiem. Nastolatka wiedziała, że teraz Fiona powie wszystko, co ślina jej na język przyniesie. W przypadku krowy nie było to jednak nic złego. Dopiero teraz Fiona pokaże, co tak naprawdę sądzi o całej sytuacji. Wcześniej były to zwykłe złośliwości, lecz teraz nadszedł czas na szczerość.

— Ja? Egoistką? — fuknęła obrażona uwagą Aoxis Fiona. — Nie masz prawa mnie oceniać, głupia dziewucho. To ty zawsze przychodzisz do mnie i marudzisz, jaka to jesteś beznadziejna i ile wynalazków zniszczyłaś! Zastanawiało mnie, ile czasu zajmie ci zrozumienie, że nigdy nie będziesz mogła zostać wynalazcą. — Poruszyła głową w geście oburzenia, a jej ogon niczym bat uderzał o podłogę. — Minęło tyle czasu, a ty dalej masz nadzieję, że kiedyś skonstruujesz coś przydatnego. Obudź się! Nigdy nie będziesz wstanie spełnić swoich durnych marzeń, a powodem jest twoja głupota, niezdarność i bycie biedakiem!

Słowa Fiony zabolały Aoxis o wiele mocniej niż mogłoby się zdawać, lecz nastolatka zagryzła wargę, nadal czując pulsujący w sercu ból.. Wiedziała, że jej marzenia są bardzo wygórowane, ale zawsze wierzyła w ich spełnienie, choć na to jest mały procent szansy. Wkładała serce w to, co robiła, mimo że zazwyczaj jej wynalazki ostatecznie kończyły w częściach. A krowa z taką łatwością powiedziała jej tyle okrutnych rzeczy, obraziła nie tylko ją i jej upór, ale także to coś, co dawało jej energię do wstawania każdego ranka i ponownego dążenia do upragnionego celu.

Aoxis odwróciła się na pięcie i podeszła do wyjścia. Nie zamierzała siedzieć z Fioną ani chwili dłużej. Krowa pokazała, co myśli o osobie, która nieraz stawała na głowie, by przynieść jej ulubione zioła.

— Może i masz rację, że mój upór jest głupi — wyszeptała Aoxis, stojąc do Fiony plecami. — Jednak wiara w to, że kiedyś osiągnę swój cel, dowodzi tego, że jestem człowiekiem. — Prychnęła. — Natomiast ty Fiono, jesteś krową, zwykłym zwierzęciem, które niczego w życiu nie osiągnie. Będziesz taka, jak wszystkie inne krowy i nikt nie będzie o tobie pamiętać.

Aoxis wyszła. Może jej ostatnie słowa były trochę za ostre, ale w jakiś sposób nie przejmowała się tym. Powiedziała tylko brutalną prawdę tak samo, jak zrobiła to Fiona. Była jedynie zła na to, że pozwoliła wyprowadzić się z równowagi i nie wywiązała się ze swoich obowiązków. Sąsiedzi wracają dopiero za trzy dni, a ona od jutra będzie w szkole wojskowej. Nie będzie wstanie zająć się Fioną, choć po dzisiejszej rozmowie z nią nie miała na to najmniejszej ochoty. Miała nadzieję, że może jej ojciec zajrzy do zwierzęcia i choć trochę się nim zaopiekuje.

Przystanęła, zastanawiając się nad tym, gdzie powinna teraz pójść. Do domu nie chciała wracać. Powrót tam przypominałaby jej o jutrzejszym wyjeździe. Nagle do głowy wpadł jej pomysł pójścia w głąb lasu. Było tam pewne miejsce, które bardzo się jej podobało i spędzała tam sporo czasu, kiedy akurat nie przebywała w swoim pokoju. Fakt, było to dość daleko, ale przynajmniej nie wiedział o nim nikt oprócz niej.

Kroczyła przez zarośla, przypominając sobie dzień, w którym rodzice zmusili ją do pójścia z nimi na grzyby. Od najmłodszych lat kochała majsterkować i fakt, że musiała poświęcić część swojego czasu na chodzenie po lesie, bardzo ją irytował. Mała Aoxis chcąc zrobić na złość rodzicom i przekonać ich, że nie nadaje się na takie wycieczki, udawała, że za nimi idzie, by tak naprawdę skręcić w całkiem inną stronę. Było to bardzo nieodpowiedzialne, lecz była tylko zezłoszczonym dzieckiem, które nie zdawało sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie może na nie czyhać tuż za rogiem. Zapuszczając się coraz głębiej w bór, Aoxis dotarła do małej polanki, otoczonej przez wodę spływającą z drzew wodnych. Te niezwykłe rośliny magazynują zebraną z powietrza wodę w swoich gładkich, fioletowych pniach, po czym jej nadmiar wydzielały za pomocą podobnych do ślimaczej muszli liści. Drzewa te były jednym z nielicznych atutów terenów, na których żyli Filizjanie. Nie występowały bowiem w żadnym innym miejscu.

oxis przystanęła przy starym drzewie i słysząc cichy ptasi śpiew, uniosła głowę do góry. Wróble rozmawiały ze sobą o jakimś chłopcu, którego niedawno widziały. Podobno ubrany był w bardzo bogaty strój, a na jego twarzy widoczna była złość. Ptaki zachwalały jego dumną postawę, lecz Aoxis tylko pokręciła głową. Była tolerancyjna, lecz nie lubiła osób, które uważały się za lepsze od innych tylko dlatego, że mają wyższy status społeczny. U Filizjan coś takiego nie było zbyt widoczne, każdy zdawał sobie sprawę z tego, że jest wyjątkowy i robi coś ważnego. Aoxis słyszała, że w innych królestwach szacunek mają jedynie ci z jak najczystszą krwią. Rodzina królewska, szlachta, mieszanie i rzadko kiedy ziemianie, byli bardzo zarozumiali i dumni ze swego pochodzenia. Na szczęście Aoxis tylko raz miała styczność z kimś takim, lecz od tamtej pory bardzo zraziła się do bogaczy, — bowiem kojarzyli się jej tylko z czymś złośliwym i pełnym poczucia wyższości.

Ptaki odleciały, a dziewczyna wznowiła swój marsz. W głowie grzmiały jej słowa Fiony. „Czy pogoń za marzeniami, była oznaką głupoty?” — naszła ją refleksja, kiedy odgarniała gałąź, aby utorować sobie drogę.

W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach drzew wodnych, a ktoś o doskonałym słuchu mógł usłyszeć kapiącą na ziemię wodę. Dziewczyna nawet się nie rozejrzała, od razu skierowała się w stronę suchego kawałka ziemi i położyła się na nim. Westchnęła, podłożywszy sobie dłonie pod głowę i zamykając oczy. Chciała chociaż przez moment zapomnieć o wszystkich dręczących ją problemach.

Dźwięk spadającej na ziemię wodę sprawił, że dziewczyna coraz bardziej się odprężała, przez co nie zauważyła, że w pewnym momencie rozbrzmiał plusk, jakby ktoś wszedł w kałuż. Aoxis leżała, będąc już na skraju snu, gdy nagle na jej twarz padł jakiś cień. Skrzywiła się, otwierając powoli oczy. Jej wzrok był zamglony, lecz szybko odzyskiwał ostrość.

— Kim jesteś? Jak mnie tu znalazłaś? — spytał pochylający się nad nią chłopak.

Aoxis zmarszczyła brwi niezadowolona, widząc nieznajomego w takim miejscu. Powoli usiadła, obserwując z uwagą poczynania jasnowłosego. Przez moment skanowała go wzrokiem, gdy nagle pojęła, że ten mężczyzna pochodzi z Mulio: miał śniadą cerę i piegi, które są cechą typową dla rdzennych mieszkańców tamtego rejonu. Dziewczyna spięła się, mając złe przeczucia, co do młodzieńca.

— Moje imię nie jest ci do niczego potrzebne — powiedziała pewnie Aoxis, stając.

Nieznajomy odsunął się od niej, śledząc każdy jej ruch. Nie ufał dziewczynie, gotowy w każdym momencie rzucić odpowiednie zaklęcie i pozbyć się swojego nowego wroga. Powstrzymał się jednak, wiedząc, że nie wolno mu atakować cywilów.

— Jeśli chodzi o to, co tu robię, to po prostu odpoczywam — oznajmiła Aoxis, na co chłopak odrobinę się rozluźnił, lecz dalej nie spuszczał gardy.

Jesteś Filizjanką — stwierdził nieznajomy. W jego głosie pobrzmiewało coś w rodzaju zaskoczenia.

Aoxis prychnęła, krzyżując dłonie na ramionach. Mulian skrzywił się na tę przepełnioną poczuciem wyższości postawę, gdyż w jego oczach dziewczyna była przemądrzałym dzieckiem nieznającym życia. Normalnie Filizjanka nie zachowywałaby się w taki sposób, jednak była ciągle zirytowana rozmową z Fioną, a to sprawiało, że byle co mogło zdenerwować ją jeszcze bardziej.

— A kim innym miałabym być? Moje uszy są niepodważalnym dowodem na to, skąd pochodzę — powiedziała znudzona, prostując ręce.– Kim ty jesteś? Wiem, że pochodzisz z Mulio, to widać po twojej cerze i piegach. Co tu robisz? Ludzie stamtąd rzadko kiedy zapuszczają się na te tereny. — Uśmiechnęła się wrednie. — Nie mówiąc już o polanach w lasach. Mulianie cenią sobie luksus.

Nieznajomy zacisnął dłonie w pięści, słysząc drwiący ton Aoxis. Nikt wcześniej nie mówił do niego w taki sposób, wszyscy zawsze traktowali go z szacunkiem. Niestety, ale w przeważającej większości mieszkańcy Fil go nie znali. Być może słyszeli jego imię, lecz na pewno nie docierały do nich wszystkie informacje na jego temat.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 64.71