E-book
13.65
drukowana A5
69.39
Aoxis

Bezpłatny fragment - Aoxis


4.6
Objętość:
567 str.
ISBN:
978-83-8189-084-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 69.39

Rozdział 1

Kolejna wkręcona śruba i kolejne uderzenie młotkiem. Aoxis otarła pot z czoła, brudząc swoją twarz czarnym smarem. Z wielkim uśmiechem na ustach, zaczęła poprawiać jedną z zębatek. Zmieniła kolejność części mechanizmu, przerabiając go za pomocą prostych zaklęć. Metalowe elementy wirowały w powietrzu, sprawiając, że wszędzie latały kłęby kurzu. Aoxis zakaszlała, zakrywając usta kawałkiem szmatki. Jej wilcze uszy delikatnie oklapły, kiedy spostrzegła, że do końca pracy brakuje jej jednej zębatki. Pośpiesznie zeskoczyła ze swojego krzesła i skierowała się ku półkom z dodatkowymi częściami. Nuciła pod nosem, przeglądając różnorodne pojemniki. Wszystko w pracowni Aoxis brudne było od sadzy, smaru i innych różnorodnych płynów. Na podłodze leżała niezliczona ilość śrub, gwoździ, śrubokrętów i innych metalowych części.

Mijały minuty, a Aoxis nie znalazła tego, czego potrzebowała. Westchnęła, a uśmiech znikł jej z twarzy. „Gdzie może być ta przeklęta zębatka?!” — myślała gorączkowo. Rozejrzała się. Było multum innych rzeczy, ale akurat tego co potrzebowała nie mogła namierzyć. Wyrzuciła dłonie do góry, podchodząc do stojącego w kącie, niewielkiego snopka suchej trawy. Uklękła przy nim, poprawiając ramiączko swoich ogrodniczek i odgarniając na bok granatowe włosy. Zła, zaczęła sprawdzać, czy przypadkiem w jej posłaniu nie zapodziało się żadne koło zębate. Niestety, nawet kiedy przerzuciła trawę na bok, niczego nie znalazła. Aoxis przeklęła pod nosem, wstając i za pomocą magii przywróciła zniszczone posłanie do poprzedniego stanu. Źdźbła wplątane we włosy dziewczyny szybko opadły na ziemię. W granatowych tęczówkach widoczny był gniew.

Aoxis spojrzała na drewniany sufit nad sobą, gryząc się w wewnętrzną część policzka. Musiała znaleźć zamiennik, ale nie pamiętała, czego mogła użyć, a czego nie.

— Cholerna klątwa! — fuknęła, kopiąc leżącą obok sprężynę.

Aoxis złapała się za głowę. Dziewczyna od bardzo dawna przeklinała słabość Filizjan. Wspaniale było móc rozmawiać ze zwierzętami, rozumieć ich potrzeby. Aoxis kochała praktycznie wszystko, co ją otaczała, wyjątkiem była ta jej potworna pamięć.

Chciała zrozumieć więcej rzeczy, lecz jej mózg, jak na złość, wyrzucał z siebie akurat te informacje, które były dla Aoxis ważne. Gdyby tylko mogła spamiętać to wszystko, o czym czytała, świat stałby się dla niej piękniejszy. Wiadomo jednak, że nikt nie może mieć wszystkiego. Na szczęście pamiętała podstawowe rzeczy potrzebne do stworzenia jakiejkolwiek maszyny. Jeśli i by to straciła… Naprawdę byłaby wściekła.

Niespodziewanie jeden z wypełnionych żelastwem kartonów spadł na ziemię. Aoxis podskoczyła, nie spodziewając się tego. Mięśnie w ciele dziewczyny napięły się, by po chwili znowu się rozluźnić. Ciemnowłosa przechyliła głowę, podchodząc do kartonu. Z nietęgą miną zaczęła przeglądać leżące na ziemi części, gdy nagle jej źrenice się rozszerzyły. To było to! Stara, lekko zardzewiała zębatka leżała na samym środku drewnianej podłogi. Wyglądała tak, jakby naśmiewała się z Aoxis. Dziewczyna szybko chwyciła część i pośpieszyła do swojego nowego wynalazku. Zacisnęła usta w wąską linię, próbując dopasować zębatkę i wprawić maszynę w ruch. Lecz urządzenie jednak nawet nie śmiało się uruchomić, więc. Aoxis przywołała do siebie odrobinę oliwy i zaczęła nacierać nią zardzewiały metal. Była zła, że przychodzi jej pracować na czymś tak zawodnym, ale z drugiej strony nie mogła sobie pozwolić na kupno części lepszej jakości.

Walka z zębatką trochę jej zajęła, lecz kiedy wszystko było już gotowe, Aoxis z wielkim bananem na twarzy nacisnęła przycisk uruchamiający. W tym samym momencie, w całej chatce rozległ się straszliwy huk. Aoxis została odepchnięta od swojego wynalazku przez siłę wybuchu. Pokój dziewczyny zapełnił się dymem, a ta zaczęła kaszleć, machając dłonią jakby odpędzała muchę. Kolejny raz jej wynalazek nie udał się i wybuchł! Znowu. Aoxis wręcz zawyła z rozpaczy, kiedy zrozumiała, co było powodem jej sromotnej klęski. Nałożyła na zębatkę zły olej, taki, który po zetknięciu z magicznym silnikiem wytwarza średniej wielkości wybuch.

Drzwi do pokoju z hukiem uderzyły o ścianę. Dym zaczął ulatniać się szybciej, a w pomieszczeniu pojawiło się więcej światła. Aoxis zmrużyła oczy. Przesiadywała w pokoju wypełnionym świeczkami i małymi, latającymi w powietrzu kulami energii, a nie na zewnątrz. Powodem były jej ciągłe próby odbudowania swojego wynalazku. Niestety, ale przez swoją ulotną pamięć zazwyczaj zapominała, jaki błąd popełniła ostatnio. Było to błędne koło.

Ojciec Aoxis podbiegł do niej i pomógł wstać. Jego ogon poruszał się bardzo szybko, a twarz była wykrzywiona. Mężczyzna martwił się o córkę. Bał się, że kiedyś ten wybuch może skończyć się jej śmiercią, a tego by nie przeżył. Miał tylko córkę i żonę.

— Aoxis, to było nieodpowiedzialne — pouczył jak zwykle, a dziewczyna puściła to mimo uszu.

Mężczyzna westchnął, przyglądając się swojej nad wyraz skupionej córce. Ta dziewczyna kiedyś wpędzi go do grobu przez swój upór. „Dlaczego Aoxis nie mogła po prostu zrozumieć, że zamiast stać w miejscu z jednym wynalazkiem, może iść do przodu i się rozwijać?” — pomyślał.

— Ojcze, prawie się mi udało! — zawołała po chwili Aoxis, uśmiechając się krzywo. — Od osiągnięcia mojego celu dzieliło mnie tylko tyle. — Za pomocą swoich palców pokazała niewielką odległość.

Załamany rodziciel pokręcił załamany głową. Nie wiedział, jak wpłynąć na córkę, lecz jej uśmiech zawsze sprawiał, że przestawał się na nią gniewać. „Helen znowu powie, że zbyt mocno jej pobłażam…” — przypomniał sobie mężczyzna.

— Ten wybuch jest winą jednej zardzewiałej zębatki, lecz następnym razem…

— Nie będzie następnego razu — wtrącił ojciec.

Aoxis miała wrażenie, że coś uderzyło ją w głowę. Podrapała się po jednym uchu i spojrzała na ojca z błaganiem w oczach.

— Powiedz, że się przesłyszałam i nie dajesz mi szlabanu! — błagała. — Proszę, będę już grzeczna i pomogę ci w łowieniu ryb! — Złożyła dłonie niczym do modlitwy. Jej obietnica i tak nigdy nie zostałaby spełniona, bo — Aoxis nie potrafi łowić ryb.

Ojciec westchnął. Chciał powiedzieć córce, że kłamał, lecz taka właśnie była prawda. Jego kochane dziecko nie będzie mieć już czasu na swoją pasję. Czekają ją teraz o wiele ważniejsze i bardziej skomplikowane rzeczy. Ogon mężczyzny opadł, kiedy ten położył dłoń na włosach Aoxis i potargał jej włosy.

— Córeczko, nie daję ci szlabanu — wyznał. — Powód jest całkiem inny.

Dziewczyna odskoczyła od ojca jak poparzona i zmierzyła go posępnym spojrzeniem. Nie mogła zrozumieć, że od teraz nie będzie mogła tworzyć. Przecież świat wynalazków jest właśnie tym, do którego należy! Nikt nie może jej go odebrać! Nie wiedziała, w co wpakowali ją rodzice, ale zamierzała się z tego wyplątać i dalej robić to, co kocha.

— Ojcze, wyjaśnij mi to…

Aoxis zamilkła, kiedy jej rodziciel uniósł dłoń do góry. Był to znak znaczący tylko jedno — „porozmawiamy później”. Brązowowłosy, drapiąc się po swojej brodzie, odwrócił się i skierował ku drzwiom.

— Za chwilę będzie obiad. Nie spóźnij się, Aoxis — poprosił, idąc przed siebie. — Posprzątaj też swój pokój, nie chcę widzieć żadnego czarnego śladu na ścianach, twoich ciuchach czy twarzy! — zawołał, a w jego głosie czaiło się ostrzeżenie.

Naburmuszona granatowowłosa opnęła jedną z części swojej zniszczonej konstrukcji. Musiała się przebrać i posprzątać, nim pójdzie spotkać się z matką.

— Senteri — burknęła. Plamy zniknęły, a porozrzucane przedmioty wracały na swoje miejsca.

Minęła wirujące w powietrzu rzeczy i skierowała się do stojącej w rogu, niewielkiej komody, którą sama sobie zrobiła. Było to jeszcze, nim zajęła się tym cholernym wynalazkiem i była z niej strasznie dumna. Może i szuflady często ulegały uszkodzeniom albo się blokowały, ale Aoxis bardzo lubiła ten mebel. Był częścią niej i pierwszym poważnym krokiem ku spełnieniu marzeń.

Z trudem otworzyła mebel, klnąc pod nosem o kolejnych poprawkach, które będzie musiała wprowadzić. W obecnej chwili nie miała zbyt wiele czasu, więc chwyciła za kolejną parę ogrodniczek i czystą, białą koszulkę. Mogłaby wyczyścić to, co obecnie miała na sobie, lecz matka byłaby z tego powodu bardzo niezadowolona. Może i Aoxis pozbyłaby się plam, jednak pozostałby zapach, którego jej rodzicielka nie mogła zdzierżyć. Z tego też powodu dziewczyna pracowała tylko w jednym komplecie ubrań, a resztę swojej odzieży chowała w szczelnej szafie, która chroniła ubrania przed odorem sadzy, smarów i metalu. Aoxis szybko się przebrała i odrzuciła brudne rzeczy na bok. Podbiegła do drzwi, poprawiając dłonią ciemne włosy. Nim jednak wyszła z pokoju, zatrzymała się, zagryzając wargę. Leżące na ziemi rzeczy w jakiś sposób denerwowały ją. Gdyby były to sprężyny czy inne części, Aoxis nie zwróciłaby na to uwagi. Chodziło jednak o ciuchy, które burzyły całkowity porządek pokoju nastolatki. To była jej pracowania, a nie jakaś pralnia!

— Amiles amane! — zawołała, sprawiając, że brudne rzeczy powędrowały do kosza stojącego w cieniu.

Z cieniem uśmiechu na ustach wyszła z pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się. Korytarz niczym się nie zmienił, chociaż Aoxis siedziała w swoim pokoju od ostatnich sześciu dni i dopiero dzisiejszego ranka odblokowała drzwi. Ojciec dziewczyny mógł bez żadnego problemu wejść do środka, lecz nie jej rodzicielka. Aoxis domyślała się, jak zła jest Helen. Nie było jej jednak wstyd. Matka zawsze krytykowała jej pasje i sama była winna temu, że córka chciała ją odsunąć od swojego pokoju.

Aoxis w kilku krokach przebyła odległość dzielącą ją od wyjścia. Przez okno widziała stojący stół, na którym jej rodzina zawsze jadała posiłki. Wyszła na zewnątrz, a jej granatowe włosy zostały potargane przez wiatr. Zaśmiała się, słysząc śpiewy ptaków. Rudziki krążyły w okolicy domu Aoxis zupełnie jak wróble tydzień temu. Wilcze uszy nastolatki delikatnie oklapły, kiedy przypomniała sobie, że przez zwykły przypadek zapomniała o urodzinach Fiony, starej krowy, która mieszkała u sąsiadów. Aoxis przeklinała swoją pamięć, która jak zwykle zawodziła ją w najmniej odpowiednim momencie. Fiona była bardzo dumnym i pamiętliwym zwierzęciem. Aoxis będzie musiała się bardzo nagimnastykować, by ją przeprosić.

Może jak przyniosę Fionie tych dziwnych ziół, które tak strasznie lubi, to przejdzie jej złość… — powiedziała Aoxis sama do siebie.

Aoxis miała dziwne wrażenie, że w obecnym momencie nie powinna przejmować się humorami Fiony, a czymś o wiele ważniejszym. Tylko co to było? Popukała się parę razy w głowę, kierując się w stronę rodziców. Znowu o czymś zapomniała. Pamięć Aoxis lubiła sobie z niej żartować. Rodzice dziewczyny zawsze powtarzali jej, że powinna być dumna ze swojej czystej krwi, lecz Aoxis nigdy nie potrafiła się z nimi zgodzić. Bycie czystokrwistą Filizjanką, było strasznie kłopotliwe. U Filizjan wyznacznikiem czystości były właśnie problemy z pamięcią i zdolność zrozumienia każdego zwierzęcia mimo, iż mogłaś się z nim nigdy wcześniej nie spotkać.

— Aoxis, pośpiesz się! Obiad stygnie! — zawołała matka dziewczyny, kiedy tylko spostrzegła swoją córkę.

Aoxis pokręciła głową, uznając, że kiedyś na pewno sobie przypomni. Teraz miała co innego do zrobienia. Zjedzenie rodzinnego obiadu było ważną dla Aoxis rzeczą. Niestety, ze względu na swojego ciągłe eksperymenty często musiała opuszczać wspólne posiłki.

Granatowowłosa zbliżyła się do stołu i zajęła jeden z wolnych pniaków. Jej ojciec spoglądał na córkę ze smutkiem w oczach, co strasznie zaskoczyło Aoxis.

— Ojcze, coś się stało? — spytała, kiedy jej matka postawiła na stole kawałek wędzonej ryby i dzban wody.

Matka Aoxis odrzuciła kosmyk swoich złotych włosów na bok, przeszywający męża wzrokiem.

— Nie powiedziałeś jej, Tamisie?

Rybak zaczął energicznie kręcić głową. Nie bał się swojej żony, ale nie zamierzał się z nią kłócić. Ze względu na ostatnie wydarzenia Helen była bardzo drażliwa. Mimo, iż jego żona nie pochwala hobby córki, nie podobało się jej to, że ktoś chciał odebrać Aoxis coś, co szczerze kochała. Niechęć Helen do wynalazków wiązała się z troską o życie i dobro swojego dziecka.

Aoxis spojrzała na rodziców zaskoczona, a jej uszy poruszyły się, ukazując tym samym, że nastolatką targa czysta ciekawość. Ogon Tamisa leżał na ziemi, a uszy Helen były jeszcze mocniej oklapnięte niż zawsze.

— Helen, powiedziałem jej o wszystkim, ale najwyraźniej zapomniała o tym — wyjaśnił Tamis, przenosząc wzrok na swoją córkę. — Kochanie, powiedziałem ci wcześniej, że nie będziesz mogła już poświęcać tak dużo czasu na eksperymenty jak do tej pory. Przypominasz sobie coś? — spytał delikatnie.

Aoxis zmarszczyła brwi, przypominając sobie o krótkiej rozmowie ze swoim ojcem, która miała miejsce chwilę po wybuchu. Przeczucie z wcześniej musiało dotyczyć tej sprawy. Jak mogła o tym zapomnieć? Przecież było to dla niej tak ważne i wydarzyło się dość niedawno! Aoxis nieraz zastanawiała się, na czym polega klątwa ciążąca na Filizjanach.

— Ojcze, wiem, że w ostatnim czasie nie spędzałam z wami zbyt wiele czasu, ale to nie powód, by dawać mi szlaban — przypomniała Aoxis, szukając w głowie jeszcze lepszego argumentu. Musiała przekonać swoich rodziców, że nie zrobiła niczego złego.

Matka dziewczyny ciężko westchnęła, upijając łyk mleka ze swojego kubka.

— Aoxis, jesteś już prawie dorosła — przypomniała Helen, wpatrując się w córkę. — Nie widzę więc żadnego powodu do dawania ci szlabanu.

— Więc dlaczego…? — zaczęła Aoxis, lecz ojciec jej przerwał.

— Sami dowiedzieliśmy się o tym niedawno — wtrącił mężczyzna, drapiąc się po brodzie. — Podobno nad terenami Mulian i Editów pojawiła się nieznana wyspa.

Aoxis wstała zaskoczona. Powstanie nowego gruntu i to jeszcze unoszącego się nad ziemią było niemożliwe. Do czegoś takiego potrzebna by była ogromna moc i niezliczona ilość surowców, jeśli chciało się stworzyć coś wielkości Mulio i Edit razem wziętych. Te dwa królestwa były największymi na całym świecie.

— Żartujesz! — zawołała Aoxis, uznając to za jedną słuszną opcję.

Tamis pokręcił głową.

— Niestety nie. Królowie byli zaniepokojeni, więc zwołano radę. Nie jestem pewien, co się na niej stało ani jaką decyzję podjęli, lecz pewnym jest, że pięć królestw szykuje się do wojny — wyjaśnił, nagle markotniejąc.

Wojna — to słowo odbijało się echem w głowie Aoxis. Fakt, obecnie Mulio i Edit mieli tam swoje jakieś potyczki ze względu na ich długowieczny spór, lecz nigdy nie uczestniczyło w tym pięć królestw. Do współpracy zmusiło ich pojawienie się wyspy. „Czy latający ląd mógł zagrozić światu?” — zapytała w myślach. — „Nie, jeśli nie jest zamieszkany, lecz jeśli są na nim ludzie…”. Dziewczyna bardzo szybko połączyła fakty i zrozumiała, że mieszkańcy wyspy muszą być niebezpieczni. W dalszym jednak ciągu nie wiedziała, jaki jest związek pomiędzy tym sporem, a nią. Jej wynalazki nie są nikomu znane, więc na pewno nie chodzi o pracę jako wynalazcy.

— Królowie zdecydowali, że wszystkie dzieci mające ukończone szesnaście lat, ale nie przekraczające osiemnastu, zostaną wcielone do Zjednoczonej Armii Pięciu Królestw i przejdą odpowiednie szkolenie, które pomoże im w walce z wrogami — oznajmiła łamiącym się głosem matka dziewczyny.

Aoxis padła z wrażenia na trawę, wpatrując się w rodziców z niedowierzaniem. Jej marzenia o byciu wielkim wynalazcą właśnie legły w gruzach. Miała zostać żołnierzem, chociaż nigdy tego nie chciała. Jej marzenia o zostaniu wielkim wynalazcą właśnie legły w gruzach. Na dodatek spędzi kilka lat, ucząc się czegoś, co zapewne i tak zapomni. Filizjanie nie nadawali się do zapamiętywania strategii, więc nie rozumiała, po co armii ludzie tacy jak ona. Mogła przecież przysłużyć się wojsku w o wiele pożyteczniejszy sposób! Zacisnęła dłonie w pięści, hamując łzy cisnące się jej do oczu.

— Kiedy będę musiała wyjechać? — wydukała Aoxis, wstając.

Helen podeszła do córki i położyła jej dłoń na ramieniu, delikatnie je pocierając.

— Za dwa dni, córeczko — wyszeptała złotowłosa, patrząc na swojego męża.

Całej trójce odechciało się jeść. Aoxis była zła na los, który ją spotkał. Szybko pobiegła do swojego pokoju pod pretekstem spakowania się, lecz zamiast tego w furii rzuciła kilkoma sprężynami o ścianę i zniszczyła kilka silników.

Rodzice Aoxis rozpaczali nad utratą jedynego dziecka. Nawet matka dziewczyny stwierdziła, że udział w wojnie jest o wiele bardziej niebezpieczny niż pasja Aoxis. Chciała chronić córkę, lecz co ona mogła zrobić przeciwko piątce królów? Nawet gdyby powiedziała, że dziewczyna umarła w wybuchu, odkryto by kłamstwo i ukarano wszystkich. Była bezradna i z niechęcią skierowała się do piekarni, w której pracowała. Z ojcem Aoxis wcale nie było lepiej. Mężczyzna kochał śmiech swojej córki, kiedy ta tworzyła coraz to nowsze rzeczy. Sam nie rozumiał, o co chodzi z tymi różnymi rodzajami olejów, ani na jakiej zasadzie działa magiczny silnik. Uwielbiał jednak uśmiech Aoxis, który pojawiał się właśnie wtedy, kiedy dziewczyna brudziła dłonie w smarze. Z nietęgą miną ruszył ku przystani, by spędzić resztę dnia na łowieniu ryb.

Rozdział 2

Aoxis kopnęła kolejny leżący na dróżce kamień, mamrocząc pod nosem coś o niesprawiedliwości świata. Dziewczyna wybierała się do Fiony, by porozmawiać z nią ostatni raz przed wyjazdem. Liczyła, że zwierzęca przyjaciółka w jakiś sposób jej pomoże, pocieszy. Jednak, stojąc przed wejściem do obory, przypomniała sobie o urodzinach Fiony. Zmarkotniała jeszcze bardziej. Wpatrując się w drzwi wyglądała, jakby coś uderzyło ją w głowę. Sąsiedzi nastolatki, którzy byli właścicielami Fiony, na szczęście wyjechali parę dni temu do innej wioski w celu odwiedzenia krewnych, więc nie mogli zobaczyć, Aoxis w tak fatalnym stanie.

Dziewczyna zacisnęła usta w wąską kreskę, cofając się o parę kroków. Spojrzała na dach obory i przypomniała sobie, jak kiedyś ją naprawiała. Fiona marudziła tak bardzo na przeciekający dach, że nastolatka postanowiła wzmocnić zadaszenie. Tamtego dnia Fiona pochwaliła ją po raz pierwszy i zarazem ostatni raz. Aoxis wbrew pozorom bardzo ceniła sobie zdanie swojej krowiej przyjaciółki. Wychowywała się praktycznie na odludziu i rzadko kiedy miała kontakt z innymi dziećmi w jej wieku. Gdyby jeszcze miała wystarczającą ilość pieniędzy, poszłaby do szkoły i tam zawiązałaby przyjaźnie. Życie jest jednak o wiele trudniejsze i Aoxis nie miała oficjalnie potwierdzonego wykształcenia. Umiała jednak czytać i liczyć. Nie znała jednak wielu innych rzeczy, o który dowiedziałaby się w szkole. Wiedzę na temat wynalazków i osiągnięć nauki zdobywała, czytając rozmaite książki, na które nieraz przekazywała całe swoje oszczędności.

Westchnęła ciężko, po czym, nie wahając się już ani chwili dłużej, weszła do środka. Od razu uderzył ją straszliwy smród. Zasłoniła usta i nos dłonią, chcąc uciec od nieprzyjemnego zapachu. Od razu wiedziała, że będzie musiała posprzątać pomieszczenie i przede wszystkim wyprowadzić Fionę na łąkę. Jej sąsiedzi mogliby być zawiedzeni, gdyby zobaczyli ten bałagan po swoim powrocie. Aoxis sama zaoferowała swoją pomoc w pilnowaniu Fiony. Na początku byli nieco niechętni, ale później staruszkowie stwierdzili, że Aoxis to bardzo mądra i odpowiedzialna dziewczyna.

— Fiono! — zawołała, chwytając za stojące obok widły. — Gdzie jesteś?

Filizjanka wchodziła coraz głębiej do zacienionego pomieszczenia. Stawiała uważnie kroki, nie chcąc wdepnąć w coś niezbyt przyjemnego. Szukała wzrokiem Fiony, a ta jakby zapadła się pod ziemię. Aoxis przestraszyła się, że ktoś ukradł zarozumiałą krowę. Czuła, jak narasta w niej panika, lecz nie pozwoliła jej sobą zawładnąć. Nabrała powietrza do płuc i na spokojnie je wypuściła.

— Fiono, wyjdź. Wiem, że jesteś zła, ale…

Nagle Aoxis popchnęło coś, a widły wypadły jej z rąk. Krzyknęła i odruchowo wystawiła ręce do przodu, aby zamortyzować upadek. Upadła na dość czystą drewnianą podłogę, ścierając sobie trochę skóry na dłoniach i brudząc materiał spodni. Była oszołomiona i dopiero po chwili wyczuła, że coś na nią wściekle dmucha. Powoli się odwróciła i spostrzegła nad sobą biały łeb z kilkoma brązowymi plamkami, który Aoxis od razu rozpoznała.

— Fiona, wystraszyłaś mnie.

Krowa odwróciła głowę, machając wściekle swym ogonem.

— Więc przyszłaś, Aoxis. Myślałam, że po tym jak nie odwiedziłaś mnie w moje czwarte urodziny, całkowicie o mnie zapomniałaś. — Prychnęła, a odrobina jej śliny spadła na odzienie nastolatki. — Co cię do mnie sprowadza, wstrętna dziewucho?

Dziewczyna odgarnęła niesforne kosmyki swoich włosów i, dalej siedząc na ziemi, spojrzała na zwierzę.

— Przepraszam, Fiono — powiedziała skruszona Aoxis. — Miałam po prostu wiele na głowie i…

— Jak zwykle! — zawołała przemądrzale Fiona, odchodząc odrobinę na bok. — „“Mam dużo na głowie”,. ” „“Zapomniałam przez tę durną klątwę” — mówiła, przedrzeźniając Aoxis. W jej czarnych, krowich oczach zamigotała złość. — Jesteś tak żałosna, że aż smutno mi na ciebie patrzeć.

Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Fiona zawsze była niemiła, lecz dzisiaj przekroczyła samą siebie. Była zła o nieobecność na jej urodzinach, lecz coś takiego nie było końcem świata. Za rok znowu będzie starsza. A Aoxis przydarzyło się za to coś, co na pewno na zawsze zmieni jej życie, zaś. Fiona dalej będzie mogła robić to, co lubiła: pasać się na łące za stodołą, wpatrywać się w zachodzące słońce i rozmawiać ze swoimi właścicielami. Aoxis jednak zostanie pozbawiona czynności przynoszących jej szczęście. Może czasami będzie mogła coś skręcić, lecz to nie będzie to samo co wcześniej.

Wyprostowała się, zaciskając dłonie w pięści, i patrzyła na Fionę z bólem.

— Przyszłabym na twoje urodziny, lecz nie mogłam. Zapomniałam i mówię ci to, ponieważ prawda jest lepsza niż jakiekolwiek kłamstwo. — Po policzku nastolatki spłynęła łza, którą starła szybkim ruchem ręki. Fiona nie zasługiwała, by patrzeć na jej łzy. — Chciałam z tobą porozmawiać, pożegnać się. Jednak ty nie pozwoliłaś mi nawet dojść do słowa, jojcząc na temat czegoś, co za rok znowu się stanie. — Smutek zamienił się w gniew. — Jesteś egoistką, Fiono.

wierzę zmrużyło oczy, przeszywając Aoxis wzrokiem. Nastolatka wiedziała, że teraz Fiona powie wszystko, co ślina jej na język przyniesie. W przypadku krowy nie było to jednak nic złego. Dopiero teraz Fiona pokaże, co tak naprawdę sądzi o całej sytuacji. Wcześniej były to zwykłe złośliwości, lecz teraz nadszedł czas na szczerość.

— Ja? Egoistką? — fuknęła obrażona uwagą Aoxis Fiona. — Nie masz prawa mnie oceniać, głupia dziewucho. To ty zawsze przychodzisz do mnie i marudzisz, jaka to jesteś beznadziejna i ile wynalazków zniszczyłaś! Zastanawiało mnie, ile czasu zajmie ci zrozumienie, że nigdy nie będziesz mogła zostać wynalazcą. — Poruszyła głową w geście oburzenia, a jej ogon niczym bat uderzał o podłogę. — Minęło tyle czasu, a ty dalej masz nadzieję, że kiedyś skonstruujesz coś przydatnego. Obudź się! Nigdy nie będziesz wstanie spełnić swoich durnych marzeń, a powodem jest twoja głupota, niezdarność i bycie biedakiem!

Słowa Fiony zabolały Aoxis o wiele mocniej niż mogłoby się zdawać, lecz nastolatka zagryzła wargę, nadal czując pulsujący w sercu ból.. Wiedziała, że jej marzenia są bardzo wygórowane, ale zawsze wierzyła w ich spełnienie, choć na to jest mały procent szansy. Wkładała serce w to, co robiła, mimo że zazwyczaj jej wynalazki ostatecznie kończyły w częściach. A krowa z taką łatwością powiedziała jej tyle okrutnych rzeczy, obraziła nie tylko ją i jej upór, ale także to coś, co dawało jej energię do wstawania każdego ranka i ponownego dążenia do upragnionego celu.

Aoxis odwróciła się na pięcie i podeszła do wyjścia. Nie zamierzała siedzieć z Fioną ani chwili dłużej. Krowa pokazała, co myśli o osobie, która nieraz stawała na głowie, by przynieść jej ulubione zioła.

— Może i masz rację, że mój upór jest głupi — wyszeptała Aoxis, stojąc do Fiony plecami. — Jednak wiara w to, że kiedyś osiągnę swój cel, dowodzi tego, że jestem człowiekiem. — Prychnęła. — Natomiast ty Fiono, jesteś krową, zwykłym zwierzęciem, które niczego w życiu nie osiągnie. Będziesz taka, jak wszystkie inne krowy i nikt nie będzie o tobie pamiętać.

Aoxis wyszła. Może jej ostatnie słowa były trochę za ostre, ale w jakiś sposób nie przejmowała się tym. Powiedziała tylko brutalną prawdę tak samo, jak zrobiła to Fiona. Była jedynie zła na to, że pozwoliła wyprowadzić się z równowagi i nie wywiązała się ze swoich obowiązków. Sąsiedzi wracają dopiero za trzy dni, a ona od jutra będzie w szkole wojskowej. Nie będzie wstanie zająć się Fioną, choć po dzisiejszej rozmowie z nią nie miała na to najmniejszej ochoty. Miała nadzieję, że może jej ojciec zajrzy do zwierzęcia i choć trochę się nim zaopiekuje.

Przystanęła, zastanawiając się nad tym, gdzie powinna teraz pójść. Do domu nie chciała wracać. Powrót tam przypominałaby jej o jutrzejszym wyjeździe. Nagle do głowy wpadł jej pomysł pójścia w głąb lasu. Było tam pewne miejsce, które bardzo się jej podobało i spędzała tam sporo czasu, kiedy akurat nie przebywała w swoim pokoju. Fakt, było to dość daleko, ale przynajmniej nie wiedział o nim nikt oprócz niej.

Kroczyła przez zarośla, przypominając sobie dzień, w którym rodzice zmusili ją do pójścia z nimi na grzyby. Od najmłodszych lat kochała majsterkować i fakt, że musiała poświęcić część swojego czasu na chodzenie po lesie, bardzo ją irytował. Mała Aoxis chcąc zrobić na złość rodzicom i przekonać ich, że nie nadaje się na takie wycieczki, udawała, że za nimi idzie, by tak naprawdę skręcić w całkiem inną stronę. Było to bardzo nieodpowiedzialne, lecz była tylko zezłoszczonym dzieckiem, które nie zdawało sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie może na nie czyhać tuż za rogiem. Zapuszczając się coraz głębiej w bór, Aoxis dotarła do małej polanki, otoczonej przez wodę spływającą z drzew wodnych. Te niezwykłe rośliny magazynują zebraną z powietrza wodę w swoich gładkich, fioletowych pniach, po czym jej nadmiar wydzielały za pomocą podobnych do ślimaczej muszli liści. Drzewa te były jednym z nielicznych atutów terenów, na których żyli Filizjanie. Nie występowały bowiem w żadnym innym miejscu.

oxis przystanęła przy starym drzewie i słysząc cichy ptasi śpiew, uniosła głowę do góry. Wróble rozmawiały ze sobą o jakimś chłopcu, którego niedawno widziały. Podobno ubrany był w bardzo bogaty strój, a na jego twarzy widoczna była złość. Ptaki zachwalały jego dumną postawę, lecz Aoxis tylko pokręciła głową. Była tolerancyjna, lecz nie lubiła osób, które uważały się za lepsze od innych tylko dlatego, że mają wyższy status społeczny. U Filizjan coś takiego nie było zbyt widoczne, każdy zdawał sobie sprawę z tego, że jest wyjątkowy i robi coś ważnego. Aoxis słyszała, że w innych królestwach szacunek mają jedynie ci z jak najczystszą krwią. Rodzina królewska, szlachta, mieszanie i rzadko kiedy ziemianie, byli bardzo zarozumiali i dumni ze swego pochodzenia. Na szczęście Aoxis tylko raz miała styczność z kimś takim, lecz od tamtej pory bardzo zraziła się do bogaczy, — bowiem kojarzyli się jej tylko z czymś złośliwym i pełnym poczucia wyższości.

Ptaki odleciały, a dziewczyna wznowiła swój marsz. W głowie grzmiały jej słowa Fiony. „Czy pogoń za marzeniami, była oznaką głupoty?” — naszła ją refleksja, kiedy odgarniała gałąź, aby utorować sobie drogę.

W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach drzew wodnych, a ktoś o doskonałym słuchu mógł usłyszeć kapiącą na ziemię wodę. Dziewczyna nawet się nie rozejrzała, od razu skierowała się w stronę suchego kawałka ziemi i położyła się na nim. Westchnęła, podłożywszy sobie dłonie pod głowę i zamykając oczy. Chciała chociaż przez moment zapomnieć o wszystkich dręczących ją problemach.

Dźwięk spadającej na ziemię wodę sprawił, że dziewczyna coraz bardziej się odprężała, przez co nie zauważyła, że w pewnym momencie rozbrzmiał plusk, jakby ktoś wszedł w kałuż. Aoxis leżała, będąc już na skraju snu, gdy nagle na jej twarz padł jakiś cień. Skrzywiła się, otwierając powoli oczy. Jej wzrok był zamglony, lecz szybko odzyskiwał ostrość.

— Kim jesteś? Jak mnie tu znalazłaś? — spytał pochylający się nad nią chłopak.

Aoxis zmarszczyła brwi niezadowolona, widząc nieznajomego w takim miejscu. Powoli usiadła, obserwując z uwagą poczynania jasnowłosego. Przez moment skanowała go wzrokiem, gdy nagle pojęła, że ten mężczyzna pochodzi z Mulio: miał śniadą cerę i piegi, które są cechą typową dla rdzennych mieszkańców tamtego rejonu. Dziewczyna spięła się, mając złe przeczucia, co do młodzieńca.

— Moje imię nie jest ci do niczego potrzebne — powiedziała pewnie Aoxis, stając.

Nieznajomy odsunął się od niej, śledząc każdy jej ruch. Nie ufał dziewczynie, gotowy w każdym momencie rzucić odpowiednie zaklęcie i pozbyć się swojego nowego wroga. Powstrzymał się jednak, wiedząc, że nie wolno mu atakować cywilów.

— Jeśli chodzi o to, co tu robię, to po prostu odpoczywam — oznajmiła Aoxis, na co chłopak odrobinę się rozluźnił, lecz dalej nie spuszczał gardy.

Jesteś Filizjanką — stwierdził nieznajomy. W jego głosie pobrzmiewało coś w rodzaju zaskoczenia.

Aoxis prychnęła, krzyżując dłonie na ramionach. Mulian skrzywił się na tę przepełnioną poczuciem wyższości postawę, gdyż w jego oczach dziewczyna była przemądrzałym dzieckiem nieznającym życia. Normalnie Filizjanka nie zachowywałaby się w taki sposób, jednak była ciągle zirytowana rozmową z Fioną, a to sprawiało, że byle co mogło zdenerwować ją jeszcze bardziej.

— A kim innym miałabym być? Moje uszy są niepodważalnym dowodem na to, skąd pochodzę — powiedziała znudzona, prostując ręce.– Kim ty jesteś? Wiem, że pochodzisz z Mulio, to widać po twojej cerze i piegach. Co tu robisz? Ludzie stamtąd rzadko kiedy zapuszczają się na te tereny. — Uśmiechnęła się wrednie. — Nie mówiąc już o polanach w lasach. Mulianie cenią sobie luksus.

Nieznajomy zacisnął dłonie w pięści, słysząc drwiący ton Aoxis. Nikt wcześniej nie mówił do niego w taki sposób, wszyscy zawsze traktowali go z szacunkiem. Niestety, ale w przeważającej większości mieszkańcy Fil go nie znali. Być może słyszeli jego imię, lecz na pewno nie docierały do nich wszystkie informacje na jego temat.

— Nie zdradziłaś mi swego imienia, więc i ja nie podam ci swojego — sarknął, cofając się o dwa kroki. — Jak sama już powiedziałaś, jestem Mulianem. Miejsce, w którym się zatrzymałem, faktycznie nie jest w moim stylu, lecz w okolicy nie ma żadnej gospody. Nie licząc oczywiście tej, w której pokoje są w wielkości jakiejś klatki. Kto widział pokój wyposażony tylko w łóżko, szafkę, stół, krzesło i jakąś komodę? — spytał oburzony.

Aoxis pokręciła głową, mrucząc pod nosem „szlachta”. Wcale nie zdziwił ją jego komentarz dotyczący umeblowania pomieszczeń w gospodzie niedaleko jeziora. Dla niej pokoje w tamtym miejscu były czymś niesamowitym, lecz nie dla człowieka z Mulio. Nie, oni potrzebowali czegoś więcej, bo unich największy biedak posiadał budynek dwa razy większy od całej tutejszej karczmy.

Wiatr delikatnie wiał, a woda w dalszym ciągu kapała na ziemię, powiększając utworzone przez siebie kałuże. Mulian patrzył na Filizjankę, dostrzegając coś, czego się nie spodziewał. Jej granatowe włosy i oczy… Jedna tęczówka była czarna, a druga jasnoniebieska. Według chłopaka nie należały one do tego świata. Nigdy nie słyszał i nie widział osoby o takim wyglądzie.

— Po co tu przybyłeś? — spytała po chwili ciszy Aoxis.

Mulian zamrugał parę razy, rozumiejąc, że w pełni spuścił gardę. Zacisnął usta w wąską kreskę.

— Jestem tutaj, by przetransportować nowych studentów do Akademii Wojskowej. — Zmierzył Aoxis wzrokiem. — Zapewne i ty się do niej wybierasz, czyż nie?

Krew zawrzała w żyłach nastolatki. Nie mogła uwierzyć, że stoi przed jednym z tych śmieci, którzy w jakiś sposób zniszczyli jej życie.

— Naprawdę? — spytała słodko, zbliżając się do Muliana. — Filizjanie sami mogliby się przecież przenieść do tej cudownej Akademii. — Słowo „cudownej” dziewczyna wypowiedziała z jadem.

Mulian cofnął się, nie chcąc być zbyt blisko nastolatki. Aoxis zrozumiała to w ten sposób, że się jej brzydzi, bo pochodzi z niższych sfer. Wściekła, czekała na jego odpowiedź.

— Filizjanie mają słabą pamięć i zapewne większość z nich zapomniałaby, gdzie się ma przenieść i po co. Twój lud jest dość nieudolny.

Aoxis popchnęła chłopaka tak mocno, że ten stracił równowagę i runął wprost w jedną z błotnych kałuż. Jego piękne ubranie zostało zabrudzone, a włosy zafarbowane brązową mazią. Mimo, iż to co powiedział nie było kłamstwem, Aoxis zabolały jego słowa. Filizjanie mieli wady, lecz każdy je miał!

— Ej! Co ty…?

Nim Mulian skończył mówić, Aoxis pochyliła się nad nim i szepnęła pod nosem odpowiednie zaklęcie, a chłopak miała wrażenie, że coś przygniata go do ziemi. Był zaskoczony wiedzą, jaką posiadała stojąca przed nim dziewczyna. To zaklęcie nie należało do łatwych, można nawet powiedzieć, że dla większości Filizjan jego wykonanie było tylko fantazją.

— Może i nasza pamięć nie jest najlepsza, lecz wolę to niż twoją zarozumiałość, Mulianie! — krzyknęła Aoxis, odwracając się na pięcie.

Zamierzała pójść gdzieś indziej. Jakoś nie obchodziło ją to, że po tej akcji może mieć problemy. Stało się i już się nie odstanie. Jednak nastolatka była z siebie dumna w jakiś sposób. Nie stała biernie, podczas gdy ktoś obrażał jej lud, ona pokazała mu otwarcie, że się nie zgadza z jego poglądami.

Mulian obserwował odchodzącą dziewczynę, wierząc, że kiedy ta dowie się, kim jest naprawdę, przybiegnie z płaczem i na kolanach go przeprosi. Chciał, by tak się stało, jednak coś w jego głowie podpowiadało mu, że Filizjanka nie jest taką osobą. „Zresztą, czy ona na pewno jest jedną z nich?” — pomyślał, przełamując magię Aoxis.

Rozdział 3

Dzień opuszczenia rodzinnego domu nadszedł dla Aoxis tak szybko, że miała nieodparte wrażenie, iż cały świat się na nią uwziął. Wiedziała, że ma mało czasu do wyjazdu, lecz wciąż cały czas łudziła się, że to tylko zły sen albo że o tym zapomni. Niestety, nic z tych rzeczy się nie stało. Dziewczyna przeklinała swoją pamięć, uznając, że ta sobie z niej po prostu kpi. Zawsze zapominała różnych rzeczy, więc dlaczego wspomnienie rozmowy z rodzicami było tak świeże i wyraźne? Odpowiedź była jedna. Aoxis miała po prostu pecha.

Złożyła swoje ogrodniczki w kostkę, po czym z grymasem na twarzy włożyła je wraz z bluzkami i butami do walizki. Nie miała zbyt wiele ubrań, więc w torbie dalej było dość dużo wolnego miejsca. Dziewczyna spojrzała z utęsknieniem na pudełko ze sprężynami i leżący obok młotek. Cierpiała, łzy cisnęły się jej do oczu. Dla osób z boku jej smutek był głupi, lecz ona naprawdę to kochała. Chyba tylko jej rodzice potrafili to zrozumieć, nikt więcej

Aoxis niepewnie sięgnęła do średniej wielkości, lnianego worka i dorzuciła go do swoich ubrań. Nie mogła wziąć więcej rzeczy do majsterkowania. Musiała zadowolić się tym, co naszykowała. Już widziała, jak mało będzie mieć czasu na to, by coś poskręcać i będzie chodzić po korytarzach akademii jak struta. Z góry zakładała, że nie da sobie rady. Wojsko i wojny nigdy nie były czymś, co ją kiedykolwiek interesowało. Ba, ona nawet nie myślała o tym. Zawsze były tylko wynalazki i książki. Rzadko też miała kontakt z kimś innym niż rodzice, Fiona i właściciele krowy. Nie wiedziała, jak powinna się zachować, będąc w grupie tak wielu ludzi. Wczorajszego dnia dała radę postawić się Mulianowi., A co jeśli będzie więcej takich osób jak on? Nie, szlachta nie oddałaby swoich dzieci do miejsca, w którym będą przebywać ludzie tacy jak ja — pomyślała z żalem. Była pewna, że niektórzy bogacze zdołali przekonać władze do pozostawienia ich dzieci w spokoju. Zapewne ich argumenty były bardzo przekonujące i błyszczące.

Ciche pukanie wyrwało Aoxis z zamyślenia. Spojrzała na stojącego w progu ojca i uśmiechnęła się niemrawo. Mężczyzna podszedł do córki i położył dłoń na jej głowie. Nie był on w lepszym humorze niż ona, a nawet — w gorszym, tracił jedyne dziecko i nie wiadomo, czy kiedyś znowu będzie mieć okazję ją przytulić. Jego żona też przyszła do pokoju córki, chcąc pokazać, jak bardzo ją kocha. Kobieta będzie tęsknić za swoim dzieckiem, chociaż często nie zgadzała się z jego decyzjami i nie zawsze pomiędzy nimi było kolorowo. Była jednak matką i kochała je.

— Córeczko, mam nadzieję, że odnajdziesz w tej sytuacji jakieś plusy — rzekł Tamis, chcąc pocieszyć córkę. Mimo, iż starał się, by w jego głosie słyszalne było pozytywne nastawienie, wiedział, że Aoxis wcale to nie pocieszy.

— Spróbuję, lecz wątpię, że podołam czemuś takiemu — powiedziała z żalem w głosie.

Helen zbliżyła do swoich bliskich i spojrzała na córkę. W jej oczach pojawiły się łzy,. jej kochana córeczka ma cierpieć, choć niczemu nie zawiniła. Wynalazki były dla matki Aoxis głupotą, lecz wolała jej stokroć bardziej niż szkołę wojskową, bo, mając córkę w domu, mogła w jakiś sposób być pewna, że nic jej nie jest, że jest cała i zdrowa. Jednak, kiedy Aoxis wyjedzie do akademii, wiadomości od niej będą szły tygodniami, gdyż Fil rzadko było odwiedzane przez listonoszy, jeśli nie powiedzieć, że poczta z innych krajów docierała tutaj tylko, kiedy listonosz był na tyle miły, by się pofatygować do najbiedniejszego królestwa. Zawsze pierwszeństwo miała szlachta i bogacze. Nie, wszystko było ważniejsze niż Filizjanie, którzy nie należeli do rodziny królewskiej. Choć i nawet król był traktowany jak ktoś, komu nie należy się szacunek.

— Dasz sobie radę, córeczko, wierzę w ciebie — wyszeptała matka, przytulając córkę.– Jesteś silna, silniejsza niż my. Wystarczy, że w to uwierzysz, a zdobędziesz wszystko, Aoxis.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Wiara jej matki napawała ją radością i ulgą, a słowa Helen trafiły wprost do jej serca, pozbywając się niepewności, którą zasiała Fiona, co pozwoliło jej w jakiś sposób uciszyć źle wróżące myśli.

Rodzinna chwila została przerwana przez dźwięki ptasiego śpiewu. Nadszedł czas wyruszyć do miejsca spotkania. Tamis wziął bagaż Aoxis i posyłając jej niewielki uśmiech, niechętnie skierował się w stronę wyjścia. Nadszedł czas wyruszyć do miejsca spotkania. Aoxis była pewna, że spotka tam Muliana ze wczoraj. Sam przecież powiedział, że przyjechał do tego miejsca, by przetransportować Filizjan. Rodzice Aoxis nic nie wiedzieli o wczorajszym występku swojej córki, bo gdyby się o tym dowiedzieli, na pewno czekałaby ją długa rozmowa na temat kultury i poszanowania dla innych.

Rodzina Ender opuściła swój dom i skierowali się na północ. Ku zdziwieniu Helen i Tamisa, nie mieli oni zbyt daleko do miejsca zbiórki. Można powiedzieć, że mieli szczęście, lecz Aoxis by się z tym nie zgodziła. Dla niej cała ta sytuacja była istnym dramatem.

Trójka Filizjanów odgarniała gałęzie przed sobą, torując sobie drogę do swojego celu. Aoxis dziękowała w duchu swojemu ojcu, że wziął za nią jej bagaż, bo dziewczyna najprawdopodobniej wyrzuciłaby go po drodze i powiedziała, że nie może jechać, gdyż nie posiada potrzebnych jej przedmiotów. Mimo wszystko na dłuższą metę coś takiego nic by nie zdziałało i zaciągnięto by ją siłą do akademii. Na dodatek pozbawiono by jej tej odrobiny swojej pasji, którą zapakowała i zamierzała przemycić za mury piekła, do którego władza kazała jej przybyć.

Mimo iż dotarcie na miejsce zbiórki zajęło rodzinie z dobre dziesięć minut, dla Aoxis było to niczym kilka sekund. Czas przeciekał jej przez palce. Czas, który mogłaby spędzić na tworzeniu nowych wynalazków. Nastolatka zacisnęła dłonie w pięści, unosząc głowę do góry i rozglądając się. Znajdowali się na niewielkiej polance. Ku zdziwieniu Helen i Tamisa poza nimi była jeszcze trójka innych nastolatków ze swoimi rodzicami. Rodziciele Aoxis rozglądali się w poszukiwaniu osoby odpowiedzialnej za transport ich córki, która od razu rozpoznała spotkanego wczorajszego dnia Muliana. Z zamkniętymi oczyma, opierał się o pobliskie drzewo.

— To on — rzuciła cicho dziewczyna, ruchem głowy wskazując na Muliana.

Helen zmrużyła oczy, przyglądając się chłopakowi. Ten wygląd… Pochodzenia chłopaka było jasne. Jej mąż natomiast skrzywił się, nie zaszczycając Muliana choćby jednym spojrzeniem. Tamis był zbyt wściekły, by móc patrzeć na kogoś takiego.

Aoxis odebrała od ojca swój bagaż, po czym, widząc, jak reszta nastolatków ustawia się w rzędzie, z rezygnacją zrobiła to samo, stając obok jakiejś dziewczyny z niezadowoleniem wypisanym na twarzy.

Mulian odepchnął się od drzewa i spokojnym, przepełnionym gracją i poczuciem pewności siebie krokiem, podszedł do stojących nastolatków. Stanąwszy przed młodymi Filizjanami, zmierzył każdego z nich wzrokiem. Na nikim nie zawiesił spojrzenia, na dłużej niż kilka sekund, z wyjątkiem Aoxis, w którą wpatrywał się kilka minut. Dziewczyna zmarszczyła brwi i zaczęła „mordować” mężczyznę wzrokiem. Jej zachowanie rozbawiło Muliana, a jego usta uformowały się w kpiący uśmiech.

— Witam wszystkich. Jak dobrze już wiecie, macie dołączyć do akademii wojskowej, by w przyszłości móc bronić naszego świata przed wrogami. — Mulian klasnął dłonie, widząc, że stracił zainteresowanie dwójki swoich podopiecznych. — Słuchajcie mnie! — nakazał srogo. — Informacja ta może jeszcze do was nie dotarła, ale nad terenami Mulio i Zjada… Edit — poprawił się szybko, odchrząkując — pojawiła się tajemnicza wyspa.

Aoxis słyszała o napiętych stosunkach pomiędzy tymi dwoma frakcjami. Podobno Mulianie nie tolerowali wynalazków, które Editowie wprost kochali. O uszy Filizjanki obiło się także to, że jedni drugich oskarżają o kradzież jakiegoś pamiętnika, lecz dziewczyna nie wiedziała, o co dokładnie chodzi. Nigdy nie interesowała się sporem pomiędzy tymi królestwami. Chociaż jednego razu zaczęła rozmyślać o tym, jak dwa tak nienawidzące się ludy, mogły zawiązać ze sobą pokój. Ojciec nie potrafił jej odpowiedzieć, podobnie jak matka, więc Aoxis nie drążyła tematu.

— Pojawienie się wyspy było dla wszystkich czymś dziwnym. Wielu ludzi zaczęło się bać, więc królowie chcieli porozmawiać i poznać intencje i mieszkańców nowego lądu, jednak ci nie zechcieli rozmawiać. Odmówili spotkania — rzekł Mulian.

Aoxis zmarszczyła brwi, widząc niedogodność w jego historii. Jej zdaniem królowie nie poprzestaliby próbować zainicjować spotkania, dopóki nie dowiedzieliby się czegoś ważnego. Nie miała może wglądu w politykę i sposób rządzenia każdego władcy, lecz nie widziała ich jako trzęsących się ze strachu i niezmotywowanych. Królowie musieli spotkać się z przywódcami tego ludu. Aoxis przypuszczała, że wiedza, którą tam zdobyli sprawiła, że podjęli decyzję o przygotowaniu się do wojny, dlatego było dla niej jasne, że owi nieznajomi nie mają dobrych intencji co do pięciu królestw.

— Władcy, obawiając się, że mieszkańcy wyspy, których stanu militarnego nie znamy, mogą zechcieć podbić nasze tereny. — Klasnął w dłonie, przyglądając się nieprzekonanym nastolatkom. — Sądzę, że szkoła wojskowa powinna być przez was uważana jako coś wspaniałego. Będziecie ludźmi, którzy będą walczyć o wolność i chwałę swojego kraju. Każdy się na coś przyda, ale nie każdy osiągnie to samo. Wierzę, że dacie z siebie wszystko, kadeci — oznajmił.

Aoxis skrzywiła się jeszcze bardziej. Była pewna, że Filizjanie przydadzą się wojsku. Jako mięso armatnie. Może powierzą im jakieś informacje, lecz zawsze istnieje możliwość, że Filizjanie o nich po prostu zapomną.

— Nim przeniosę was na teren Akademii, chciałbym, byście mi się przedstawili i podali poziom czystości krwi. Zacznij! — zawołał Mulian, głową wskazując na młodego chłopaka z rudymi włosami.

— Sir, jestem Celim An i jestem pół krwi Filizjanem i Xesjanem — zawołał rudzielec, który był najwyższy ze wszystkich obecnych tu nastolatków.

Aoxis od razu rozpoznała w nim cechy charakterystyczne dla mieszkańców Xes. Był bardzo wysoki jak na standardy Filizjan. Mówiąc szczerze, swoimi wzrostem przewyższał Muliana o chyba piętnaście centymetrów. Na dodatek miał szare oczy z widocznymi drobinkami srebra. Srebrne oczy były znakiem czystości krwi u Xesjan. Od Filizjan Celim musiał odziedziczyć lisie uszy, które elegancko wpasowały się w jego rude włosy.

Po tym jak Mulian zanotował podane przez niego dane na kartce, zwrócił się do stojącej obok dziewczyny i poprosił ją o to samo. Czasami Mulian rzucił jakiś komentarz do jednego z nastolatków. Wszyscy, oprócz Aoxis, zdawali się być coraz bardziej rozluźniać i zapominać o tym, gdzie zaraz się znajdą. Nastolatka była jednak na to zbyt uparta.

— Teraz czas na ciebie — oznajmił Mulian, wskazując swoim piórem na Aoxis.

Ciemnowłosa zacisnęła usta w wąską kreskę. Nabrała trochę powietrza do płuc i wyprostowała się. Bez najmniejszego lęku patrzyła w oczy Muliana. Nie bała się go i nie czuła potrzeby okazywania mu szacunku. Dla niej każdy był równy.

— Sły…

— Nazywam się Aoxis Edner — przerwała mu. — Jestem czystej krwi Filizjanką.

Mulian ciężko westchnął, po czym zanotował informacje uzyskane od Aoxis.

Kiedy miał już wszystko gotowe, klasnął w dłonie, a papier znikł. Rodzice nastolatków nie byli przyzwyczajeni do takiego używania magii, więc spoglądali na chłopaka z zaskoczeniem w oczach.

— Dobrze, więc teraz czas, bym ja się wam przedstawił. Jestem Mysti Adger II — powiedział, obracając się do kadetów plecami.

Ludzie obecni na polance zdawali się być wstrząśnięci tożsamością Muliana. Nawet Aoxis nie mogła ukryć zaskoczenia. Mimo iż nie wiedziała zbyt wiele o rodzinach królewskich, to o Mystirze Adgerze II słyszała. Mulian przed nią był kimś więcej niż szlachcicem. Sam książę i dziedzic tronu przybył to Fil, aby zabrać młodych Filizjan do szkoły wojskowej. W jakiś sposób było to wspaniałe. Mulianie zachowali się w taki sposób, jakby naprawdę liczyli się z Filizjanami. Aoxis przez moment myślała w podobny sposób, jednak po chwili zrozumiała, że są to tylko mrzonki. Księcia musiano wysłać tu za karę, ale co takiego niezgodnego z prawem mógł uczynić syn króla? Aoxis powstrzymała chichot. Muliański książę został zmuszony do wyjścia ze swojej skorupy luksusu i spotkać się z kimś, z kim nigdy by się z własnej woli nie spotkał.

Chwilę przed przeniesieniem Mysti pozwolił nastolatkom na pożegnanie ze swoimi piekunami. Ojciec Aoxis od razu przyciągnął ją do swojej piersi, tuląc. Helen, nie chcąc tracić czasu, dołączyła do swojego męża, przez co Aoxis była przez nich zgniatana. Dziewczyna westchnęła ciężko. Jeszcze nigdzie nie została przeniesiona, a i tak czuła się strasznie zmęczona. Chciała zasnąć i obudzić się w chwili, kiedy wszystko byłoby takie jak dawniej

— Daj z siebie wszystko, córeczko — wyszeptała Helen, wypuszczając Aoxis ze swoich objęć.

Z bólem patrzyła na swoje odchodzące dziecko. Wcześniej także zdawała sobie sprawę z tego, co teraz będzie robić Aoxis. Wiedziała nawet jakie konsekwencje mogą z tego wyniknąć. Jednak dopiero teraz te wszystkie informacje uderzyły w nią gwałtownie, sprawiając, że w oczach stanęły łzy. Helen wtuliła się w swojego męża.

Mysti westchnął cicho, widząc, jak każda z matek płacze, a ojcowie przeszywają go nienawistnym spojrzeniem. Nie czuł się winny, bo to nie on podjął decyzję o obowiązkowym poborze do wojska.

Aoxis nie podobało się uczucie, które poczuła podczas przenoszenia się do Akademii. Ten ból głowy i pulsowanie w stopie… Nastolatka westchnęła, patrząc na swoich towarzyszów niedoli. Ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła, że reszta kadetów wcale nie wyglądała na niezadowolonych. Przypuszczała, że jej złe samopoczucie było powiązane ze swoim niezbyt optymistycznym nastawieniem, bowiem nie potrafiła się cieszyć, a słowa księcia wcale jej nie uspakajały, a wręcz przeciwnie — doprowadzały do białej gorączki. Nie chciała być w tym miejscu i zrobiłaby wszystko, byle uciec stąd jak najdalej.

Aoxis uniosła głowę do góry, chcąc zapoznać się z miejscem, w którym spędzi kilka lat swojego życia. Filizjani wraz ze swoim opiekunem stali na wielkim placu otoczonego przez trzy ogromne, proste budynki z żółtego piaskowca. Zauważyła kątem oka, że pomiędzy dwoma budowlami znajduje się mała furtka. Nastolatkę zaciekawiło ją tajemnicze wyjście i obiecała sobie, że sprawdzi, co takiego kryje się za tą bramką.

Aoxis czuła mrowienie palców, które domagały się jakiejś akcji. Zazwyczaj o tej porze dziewczyna majsterkowała i mimo że nie minęło zbyt wiele czasu, Aoxis już czuła niedosyt.

— Przybyliście jako ostatni, więc ominął was apel główny — oznajmił nagle Mysti.

Aoxis była zaskoczona. Nie spodziewała się, że jej grupa będzie ostatnią z przybyłych. Było dość wcześnie, a Mulian twierdził, że rozpoczęcie już minęło. Nastolatka zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak wcześnie wstała reszta kadetów i instruktorów.

— Powiem, więc o najważniejszych zasadach i rozdam wam przewodniki po terenie Akademii. O numery swoich pokoi musicie zapytać w recepcji męskiego bądź żeńskiego akademika. — Odchrząknął. — W pokojach znajdziecie dzienniczki ze swoimi obecnymi planami lekcji i pustymi stronami na wyniki z nauki. Waszym obowiązkiem jest nosić je zawsze przy sobie. Brak dzienniczka nie będzie tolerowana, nawet jeśli nie weźmiecie go ze względu na waszą przypadłość. O konsekwencjach dowiedziecie się w momencie przyłapania.

Aoxis uważała to za dość niesprawiedliwe. Wszyscy oprócz Filizjan mieli doskonałą pamięć. Takie zapominalstwo z ich strony mogłoby być ukarane, ale dlaczego akurat ci, którzy nie mieli wpływu na swoją pamięć, musieli także ponosić konsekwencje? Dziewczyna zagryzła wargę, planując już w jaki sposób sprawić, by dzienniczek był zawsze obok niej.

— Kolejną kwestią wartą powiedzenia jest to, że lekcje zostały dopasowane do ras z jakich pochodzicie — rzekł nagle Mysti.

Tego Aoxis się nie spodziewała. „Zrobili różne systemy nauczania dla mieszkańców każdego królestwa?” — spytała sama siebie. W jakiś sposób zaimponowało to dziewczynie. Oznaczało to bowiem, że królowie zrozumieli, iż nie każdy człowiek jest wstanie zrobić to, co ktoś inny. Może i nie różnili się za bardzo, lecz warunki, w jakich dorastał każdy przedstawiciel pięciu królestw, były różne. Na przykład Kasonerianie na przykład byli doskonałymi strategami i mimo, że nie posiadają jakichkolwiek sił militarnych, są biegli w zaklęciach obronnych i jeszcze nikt nie podbił ich ziem.

— Cisza nocna zaczyna się o dwudziestej drugiej i po jej rozpoczęciu korytarze będą patrolowane przez nauczycieli i uczniów godnych zaufania. — Mysti zmierzył wszystkich wzrokiem. — Jeśli się postaracie, staniecie się częścią tej trójki, której częścią będą najlepsi uczniowie Aakademii. — Uśmiechnął się, a Aoxis zrozumiała, że po prostu sobie z nich kpi. Denerwowało ją to i przez moment myślała o tym, by utrzeć nosa zarozumiałemu księciu. — Cisza kończy się o szóstej rano, a lekcje rozpoczynają się o ósmej, chyba, że nauczyciel nakaże wam przyjść szybciej bądź później. To tyle, reszty dowiecie się później. — Mysti pstryknął w palce, a kartki z planem szkoły podleciały do każdego kadeta.

Aoxis przyjęła dokument, po czym od razu przeniosła na niego swoje spojrzenie. Nie obchodził ją muliański książę, choć reszta jej towarzyszy w dalszym ciągu patrzyła na niego. Niektórzy nawet wydukali ciche podziękowanie.

Filizjanka zmarszczyła brwi, przypatrując się znajdującemu się po jej lewej stronie budynkowi, w którym podobno miała swój pokój. Tak przynajmniej zrozumiała ze słów Muliana. Obróciła się, po czym wzmocniła swój uścisk na bagażu i ruszyła w stronę akademika. Nie zwracała zbytniej uwagi na nic innego, z tego też powodu nie spostrzegła, że Mysti wpatruje się w nią przenikliwym wzrokiem.

Aoxis otworzyła drzwi i spokojnie weszła do budynku. Udawała, że jest opanowana, lecz tak naprawdę miała ochotę się gdzieś schować i nie wychodzić przez te lata, które miała spędzić na nauce w tym miejscu. Wnętrze budynku było dość jasne, a zielone ściany tylko dodawały mu uroku. Jednak nawet spokojny i rozluźniający wystrój nie był wstanie rozproszyć złego samopoczucia dziewczyny. Ona nie chciała tu być.

Wzrok Filizjanki ponownie spoczął na otrzymanej mapce, lecz poza tym, że w środku akademika znajduje się pokój z osobą, która może udzielić jej potrzebnych informacji, niczego się nie dowiedziała. Niestety, na korytarzu także nie było żadnej żywej duszy, więc Aoxis nie mogła nikogo poprosić o pomoc. Nie wiedziała gdzie podziały się pozostałe Filizjanki.

— Może ci pomóc?

Aoxis podskoczyła, słysząc męski głos. Szybko się obróciła i zmierzyła wzrokiem opierającego się o drzwi wejściowe Muliana.

— To żeński akademiki — przypomniała dziewczyna ze srogą miną.

Mysti uśmiechnął się kpiąco, pokazując srebrny medalik na swojej piersi. Aoxis nie wiedziała, czym jest ta plakietka, lecz domyśliła się, że to coś ważnego.

— Jestem tutaj instruktorem, jeśli zdążyłaś już zapomnieć — przypomniał Mysti.

Aoxis odebrała jego słowa jako słowny atak na nią. Zacisnęła dłonie w pięści i z trudem powstrzymywała się przed wyciągnięciem małego młotka i uderzeniem księcia w głowę.

— Jako członek kadry nauczycielskiej mogę chodzić gdzie chcę… A teraz chodź ze mną. — Mysti machnął dłonią, kierując się w prawą stronę. Aoxis niechętnie podążyła za nim.

Pomiędzy Filizjanką, a Mulianem panowała grobowa cisza, która nie przeszkadzała tej dwójce. Można nawet powiedzieć, że woleli ją niż rozmowę o czymkolwiek. Mysti zaprowadził swoją podopieczną pod same drzwi szukanego przez nią pomieszczenia, po czym skinął do niej głową i zaczął odchodzić. Aoxis zagryzła wargę. W jakimś stopniu pomyślała o podziękowaniu mu, lecz z drugiej strony była co do tego bardzo niechętna. Nie lubiła księcia, uważała go za zarozumiałego i złośliwego. Jednak teraz to ona wychodziła na tą złą. Mulian pomógł jej bez żadnego konkretnego powodu, więc może naprawdę nie był taki, jak reszta osób z jego warstwy społecznej.

— Dziękuję! — zawołała Aoxis na tyle głośno, by Mysti ją usłyszał.

Mulian zatrzymał się, obracając się ku dziewczynie zaskoczony. Jednak szok na jego twarzy szybko minął zastąpiony przez uśmiech. Książę skinął w jej stronę, po czym już na dobre znikł z jej pola widzenia.

Rozdział 4

Dotarcie do pokoju, zajęło Aoxis około dwie godziny. Jak na złość okazało się, że pracownik, który powinien być w pokoju informacyjnym był nieobecny. Ku zdziwieniu Filizjanki oprócz niej nie było nikogo, kto czekałby na informacje na temat swojego pokoju. Aoxis była pewna, że dołączyć do niej powinna dziewczyna z jej grupy, lecz jej nie widziała. W jakiś sposób zmartwiło to nastolatkę. Zastanawiała się, czy jej towarzyszka przypadkiem nie zapomniała o tym, że ma iść od razu do swojej kwatery. Możliwym było też, że spotkała informatora podczas błądzenia się po terenie akademii, a ten zaprowadził ją do jej tymczasowego lokum. Aoxis długo rozmyślała. Po kilkunastu minutach wspomnienie członkini jej ludu było już mgliste, a ciemnowłosa klęła na siebie za to w myślach. Nie chciała zapominać. W sercu Aoxis pojawił się strach. Miała tak wielkie problemy z pamięcią, więc co jeśli zapomni swoich rodziców? Było to bowiem możliwe, jeśli ci nie będą mieć ze sobą stałego kontaktu. Nieszczęśliwe myśli zostały przerwane, kiedy pracownik wrócił. Aoxis nie wiedziała jednak, dlaczego w ogóle na niego czekała. Młoda kobieta patrzyła na nią wyczekująco, lecz nie doczekała się żadnych wyjaśnień. Dopiero po paru minutach spytała Aoxis o jej imię, rasę i status krwi. To pomogło pracownicy zrozumieć, dlaczego jedna z kadetek koczowała pod jej drzwiami ze swoimi bagażami. Kobieta wyjaśniła Filizjance część zasad, po czym zaprowadziła ją prosto pod drzwi jej pokoju. Zapewne martwiła się, że Aoxis może zapomnieć jego numeru i się zgubić. W jakiś sposób uraziło to dziewczynę, że nawet ktoś nieznajomy ma ją za ofermę, lecz w głębi serca doceniała troskę. Może i była ona wymuszona, lecz w jakiś sposób poprawiała humor nastolatki.

Aoxis dotknęła dłonią klamki, lecz nim ją nacisnęła i weszła do środka, pracownica położyła na jej ramieniu dłoń. Młoda kobieta uśmiechnęła się czule, a jej oczy w jakiś sposób hipnotyzowały Aoxis. Były piękne. Jednak w momencie, kiedy Aoxis odczuła niewyobrażalny ból w sercu, coś sprawiło, że nieznajoma przed nią zachwiała się i musiała podtrzymać się ściany by nie upaść. Jej oddech był bardzo szybki i płytki, co pokazywało jak zmęczona była.

— Wybacz, czasami miewam zawroty głowy. — odparła wtedy z zaskoczeniem. Aoxis stwierdziła, że pracownica kłamie, lecz nie wiedziała, dlaczego niby miałaby coś takiego robić.

Aoxis odruchowo dotknęła dłoni nieznajomej i wyszeptała słowa, których chwilę później nie potrafiła choćby powtórzyć ani nie rozumiała. Nie wiedziała, co oznaczały, ale była pewna, że powiedziała coś ważnego. Pamięć znów ją zawodziła, a Aoxis chciała wiedzieć, co się stało. Zważywszy, że jej serce biło bardzo szybko. Ból w głowie wzmógł się, lecz Aoxis tylko zacisnęła mocniej szczękę, puszczając zdezorientowaną kobietę.

— Przepraszam, mogłaby pani powiedzieć, co się przed chwilą stało? Niezbyt to pamiętam… — wyznała skołowana Aoxis.

Kobieta, której rasy Aoxis na pierwszy rzut oka nie mogła odgadnąć, wyprostowała się, cofając o krok. Na twarzy pracownicy zagościł miły uśmiech.

— Nic się nie stało, mówiłaś tylko coś o swoich rodzicach. — oznajmiła grzecznie nieznajoma. — Na pewno jesteś zmęczona, radzę ci odpocząć i rozpakować się. Pierwsze dni w akademii mogą być ciężkie.

Aoxis zamrugała, zaskoczona słowami kobiety. Nie wierzyła jej nawet w minimalnym stopniu, że powiedziała do niej coś na temat rodziców. Nie była głupia, lecz jak na złość, nie potrafiła sobie przypomnieć prawdziwej treści przekazu. Dziewczyna przypuszczała, że jeśli zacznie naciskać to nic nie zyska, no chyba, że nieprzychylność tej kobiety. Aoxis nie chciała wszczynać żadnych kłótni i wojen. Postanowiła, że spędzi lata nauki w akademii jako ktoś neutralny. Zamierzała się nie wychylać i nie robić sobie wrogów.

— Tak, ma pani rację. — przyznała Aoxis, otwierając drzwi do swojego pokoju i wciągając za sobą swój bagaż. — Dziękuję za pomoc, proszę pani. — powiedziała, zamykając za sobą drzwi.

Pomieszczenie, w którym Aoxis miała mieszkać przez parę kolejnych lat, było podzielone na dwie części, poprzez zróżnicowanie koloru ścian. Prawa strona była w kolorach pomarańczy i czerwieni. Na dodatek na głównej ścianie widniał herb z kolbą, trzema gwoździami i potłuczonymi okularami. Aoxis nie rozpoznała godła, ale była ciekawa do jakiego królestwa ono należało. Zaciekawiło ją.

Po prawej stronie, która najpewniej należała do współlokatorki Aoxis stały trzy walizki i kilka kufrów. Filizjanka zmarszczyła brwi. Obawiała się tego, że przyjdzie jej mieszkać z wysoko urodzoną damą, która będzie jej dokuczać.

Lewa strona pomieszczenia pomalowana była niebieskim kolorem. Aoxis zbliżyła się ku czarnemu łóżku, które wyglądało aż nadto wygodnie. Przejechała dłonią po gładkiej powierzchni kołdry i aż się uśmiechnęła. Przyjdzie jej mieszkać w luksusach, o których nigdy nawet nie śniła. Aoxis nieznacznie uniosła głowę do góry i spostrzegła herb Fil. Uniosła dłoń w jego stronę i gdyby nie dzielące ją od ściany łóżko, zapewne by go dotknęła. Drzewo z wilkiem stojącym obok, było znakiem Fil od wieków. Filizjanie byli dumni ze swojego herbu, chociaż wielu szlachciców porównywało go do ozdoby barbarzyńców.

Pokój bardzo spodobał się Aoxis i fakt, że nie będzie musiała mieszkać w klitce, a ma dla siebie dość dużą przestrzeń, poprawił jej humor. Wszystko po lewej stronie było jej i nikt nie będzie mógł jej tego odebrać. Przynajmniej do momentu, w którym skończy akademię.

Aoxis położyła swoja torbę na materacu i zauważyła, że na stojącej obok szafeczce, stoi mały czarny dzienniczek z herbem jej królestwa. Nastolatka od razu wzięła go do rąk i otworzyła na pierwszej stronie. Była na niej informacja o posiadaczu i jego dane. Aoxis kartkowała dziennik dalej, omijając rubryki z ocenami i przechodząc od razu do planu lekcji. U dołu była informacja, że plan może się zmieniać co dzień i dlatego warto by było sprawdzać go każdego wieczora.

Jutro był środa, więc Aoxis zwróciła na nią szczególną uwagę. Przyjrzała się zajęciom, które miała mieć. Była to historia królestw, Eliksologia, szermierka i trzy pozostałe zajęcia, które zostały zapisane skrótowo, przez co Aoxis nie była wstanie zrozumieć o czym będą. Wbrew swoim przypuszczeniom, lekcji nie było strasznie dużo, ale to może dlatego, że nie chcieli przemęczać dopiero co niedawno przybyłych kadetów. Kadra w oczach Aoxis stwarzała pozory, by później dołożyć im tak wiele zajęć, by aż zatyrali się na śmierć.

Nagle drzwi, znajdujące się obok szafy po prawej stronie pokoju, otworzyły się, a z pomieszczenia wyszła młoda dziewczyna o jasnej karnacji. Wyglądała na bardzo pewną siebie i złośliwą. Jej oczy były chłodne, a czerwony kolor dodawał im tylko ostrości. Aoxis zlustrowała swoją współlokatorkę wzrokiem. Zastanawiała się jakim typem człowieka ona jest. Nie chciała oceniać książki po okładce, lecz nie mogła pozbyć się wrażenie, że mieszkanie z tą dziewczyną będzie nie lada wyzwaniem.

— Hej, jestem…

— Wiem, kim jesteś. — wtrąciła nieznajoma, tym samym zdobywają u Aoxis wielkiego minusa. — Jesteś Aoxis Ender, filizjanka czystej krwi.

Aoxis dopiero teraz spostrzegła jak niska jest dziewczyna. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się czy jasno włosa na pewno ma przynajmniej szesnaście lat. Czyżby rząd był aż tak sfrustrowany, że zapędził do takiej akademii, dziecko? — spytała Aoxis w myślach.

— Ja jestem Baleria Kurz, czystej krwi Editka. — Baleria wyciągnęła w stronę Aoxis dłoń. — Od dziś będziemy dzielić ten pokój. Mam nadzieję, że się ze sobą dogadamy. — rzekła chłodno.

Słowa Baleri wskazywały na to, że wcale nie była tak zła jak na początku się Aoxis zdawało. Filizjanka zastanawiała się, co jest powodem jest chłodnej postawy. Zresztą, nie pamiętała już nawet z jakiej rasy może Baleria pochodzić. Na dodatek nie przypominała sobie, by żaden z mieszkańców królestw miał aż taki problem z Flizjanami. Chociaż… Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to mieszkańcy Fil byli dla każdego tylko i wyłącznie tanią siłą roboczą. Zadania, których nikt z innego królestwa by się tak chętnie nie podjął, wykonywali właśnie Filizjanie.

Aoxis uścisnęła dłoń Baleri, czując jak ta odruchowo się spina. Ciemno włosa wycofała się, przypatrując się Editce z zaciekawieniem. Jeśli nie była tak naprawdę nastawiona do niej w negatywny sposób, to dlaczego się tak zachowywała? Aoxis nie wiedziała, lecz przewidywała, że to wina sposobu w jaki ją wychowano. Chociaż to też było nielogiczne. Rodzicieli Baleri nie było w akademii, nie mogli, więc jej ukarać. Chyba, że… Aoxis nie wiedziała, czy rodzic może nauczać swoje własne dziecko, lecz przewidywała, że była taka możliwość.

— Też mam taką nadzieję… — Aoxis przegryzła wargę, oddalając się od Baleri o krok. — Wiesz… — Podrapała się z tyłu głowy. — Jeśli byś mogła to… Powiesz ponownie, z jakiej rasy jesteś? — Widząc minę Baleri, Aoxis pośpiesznie dodała: — To nie tak, że cię nie słuchałam. Po prostu… Jakby to powiedzieć… — Policzki Aoxis zabarwiły się na czerwono. Fakt, że nie mogła spamiętać takich rzeczy był dla niej bardzo krępujący. — Jestem czystej krwi, a moja pamięć…

Baleria uniosła dłoń, uciszając tym samym Aoxis. Jej oczy skupione były na twarzy Filizjanki, gdy nagle opadła ona na podłogę i skrzyżowała swoje nogi. Wyglądała jakby na coś czekała. Aoxis przekręciła głowę na bok, przyglądając się swojej współlokatorce i szukając sensu w jej zachowaniu.

— Jestem Editką, zamieszkuję najpiękniejsze z królestw. — oznajmiła dumne Baleria. — Edit to przepiękne miejsce, w którym rządzą wynalazki.

Aoxis nie wiedziała, dlaczego Baleria wspomniała o tym. Na dodatek faworyzowała swoje królestwo, chociaż zapewne każdy tak robił, dopóki nie ujrzał bogactwa innego.

— Mówię to, nie dlatego, że chcę ci ubliżyć, a pragnę byś przypomniała sobie coś o mojej rasie. Czytałam, że Filizjanie mają przebłyski wspomnień, kiedy powie się coś z danego zakresu. — wyjaśniła, by po chwili podeprzeć swoją głowę dłonią. — To interesujące. Zupełnie jakbyście mogli wybierać to, co chcecie obecnie wiedzieć.

Aoxis odruchowo zaśmiała się. Edici nie wiedzieli jak to jest, zapominać o czymś. Na dodatek część tych wspomnień i informacji była dla mieszkańca Fil bardzo ważna. Nikt nie chciałby zapomnieć o bliskiej ci osobie, rodzinie i szczęśliwych momentach ze swojego życia. Ludzie mimo wszystko cenią takie rzeczy, a utrata ich boli i to bardzo.

— To nie jest fascynujące ani fajne. — wyszeptała Aoxis. — Moja pamięć jest największym przekleństwem jakie mnie spotkało. Przeszkadza mi w realizacji moich celów.

Baleria posłała Aoxis delikatny uśmiech, przesiąknięty kpiną. Wstała z podłogi i zaczęła kierować się ku swojej części pokoju.

— Każdy ma marzenia i każdy zmaga się z przeciwnościami losu. Nie czuj się wyjątkowa! — syknęła Baleria, wyciągając coś ze swojej szafki. — Ten kto rozwodzi się nad sobą i nie podejmuje działań, jest głupi i żałosny. Jeśli czegoś chcesz, nie ważne czym to jest, walcz o to. — powiedziała hardo.

Aoxis spuściła głowę. Słowa Baleri uderzyły w nią jak grom z jasnego nieba. Od samego początku tylko się nad sobą użalała. Nie widziała, że inni też cierpią. W zasięgu wzroku Aoxis była tylko jej strata. Egoizm przyćmił jej umysł i dopiero Editka zdołała troszkę rozjaśnić Filizjance sytuację.

Aoxis nie odzywając się, zbliżyła się do swojego bagażu i wyciągnęła z niego wzięte ze sobą przedmioty. Zamierzała odprężyć się, majsterkując. Nie miała może zbyt wiele rzeczy, ale musiało jej to wystarczyć. Aoxis wzięła koło zębate i zaczęła łączyć je z innym. W momencie, kiedy zużyła wszystkie siedem kół, rozkręciła swoją konstrukcję i zaczęła robić coś podobnego do niej. Zabawa dla innych mogłaby być nużąca i wydawać się bezsensowna, co było prawdą. Jednak dla osoby interesującej się tym, nawet coś tak głupiego, było wspaniałym sposobem na zużytkowanie wolnego czasu.

Baleria udawała, że coś czyta, lecz tak naprawdę kątem oka obserwowała Aoxis. Nie rozumiała dlaczego Filizjanka cieszy się z tak prostych rzeczy. Jej skręcanie i rozkręcanie zębatek, by nie wystarczyło. Aoxis świetnie się bawi. — pomyślała Baleria. — Nie rozumiem jej. W oczach innych ras, królestwo Fil i jego mieszkańcy byli dziwni. Wszyscy ich wyśmiewali, uważali za słabych, lecz Filizjanie nigdy nie podnieśli buntu, by temu zapobiec. Ich ignorancja sprawiła, że docinki ucichły, lecz i też nie znikły. Baleria zastanawiała się, dlaczego mimo tak podłego zachowania ci ludzie w dalszym ciągu dostarczając do innych królestw pożywienie. Nie ważne, z której strony się na to spojrzy, to właśnie Filizjanie mają największą kontrolę nad jedzeniem. Ich tereny są najbardziej żyzne. Gdyby nie to, że sprzedają swoje towary za pół darmo, mogliby się dorobić fortuny. Wszyscy królowie, oprócz władcy Fil, skupiali się na czymś innym niż gospodarka i zapewnienie sobie jedzenia na zimę.

— Aoxis, jesteś nietypowa jak na Filizjankę. — przemówiła Baleria, po około godzinie ciszy.

Aoxis uniosła głowę znad sprężyn, śrub i zębatek, by przenieść swój wzrok wprost na twarz współlokatorki. Nie rozumiała dlaczego ta wciąż chce z nią rozmawiać. Wyjaśniły sobie już przecież wszystko.

— Co masz na myśli? — spytała Aoxis.

Baleria wzruszyła ramionami, powracając do czytanej książki. Aoxis westchnęła. Filizjanka przeklinała to, że przyszło jej mieszkać z kimś tak zmiennym i niezdecydowanym.

Rozdział 5

Aoxis wstała równo ze wschodem słońca. Mimo to, jej współlokatorka już dawno była na nogach. Dziewczyna siedziała na swoim łóżku z książką i nic nie zapowiadało na to, by spojrzała choćby na chwilę na Aoxis. Filizjanka, nie przejmując się czytającą Balerią, wyciągnęła ze swojej torby wcześniej wysłany przez rząd mundurek i ciężko westchnęła. Wszystko w szkole było podzielone. Nawet ubrania były inne dla poszczególnych królestw. Dowodem na to, było chociażby to, że uniform Aoxis był w kolorze czarnym z niebieskimi akcentami, a Baleri miał kolor pomarańczowy z czerwonymi dodatkami. Kroje może i były takie same, jednak patrząc na te dwa mundurki, od razu można było stwierdzić, że w akademii panuje podział. Zupełnie jakby każda rasa była oddzielnie oceniania.

Aoxis wyprostowała się, trzymając w dłoniach odzież, po czym skierowała się do łazienki. Chciała się odświeżyć, przez lekcjami. Nie przewidywała brudzenia się, ale nie wiedziała jakie lekcje kryją się pod tymi skrótami. Aoxis jest w akademii wojskowej i na pewno będą kłaść tutaj duży nacisk na sprawność fizyczną. Filizjanki wcale to nie pocieszało. Nie lubiła ćwiczyć, uważała, że to nie jej bajka.

Aoxis przeczesała swoje włosy szczotką z końskiego włosia i przyjrzała się sobie. Jej dwukolorowe tęczówki odbijałby światło, przypominając troszkę małe lampiony. Oczy Filizjanki były w kolorach charakterystycznych dla Fil. Rodzice Aoxis uznawali je za największy skarb, lecz dla ich córki była to tylko zwykła część jej ciała. Fragment, który był jej niezbędny, lecz nic więcej.

— Jesteś gotowa? — Baleria zadała pytanie od razu, kiedy Aoxis opuściła wnętrze łazienki.

Filizjanka przystanęła, trzymając brudną odzież w dłoniach. Spoglądała na Editkę, zastanawiając się, jaki ma sens zadanie jej takiego pytania.

— Nie musisz odpowiadać jak nie chcesz! — dodała chłodno Baleria.

Aoxis miała wrażenie, że jeśli nic nie powie to Editka będzie urażona. Zupełnie jakby zabiegała o kontakt z Aoxis, ale i jednocześnie nie ufała jej.

Aoxis odłożyła brudne ubranie na bok i usiadła na łóżku, chcąc bez żadnego problemu patrzeć na twarz swojej współlokatorki. Ciemnowłosa lubiła utrzymywać kontakt wzrokowy ze swoim rozmówcą. Nie robienie tego wydawało się jej bardzo niegrzeczne i krępujące. Baleria natomiast wydawała się być speszona tym, że spojrzenie Aoxis spoczywa właśnie na niej.

— Sądzę, że tak. — odparła Aoxis po chwili ciszy.

Baleria zamrugała zaskoczona, ściągając na chwilę ze swojej twarzy maskę opanowania i obojętności. Dla Aoxis było to dość ciekawe zjawisko. Kąciki ust ciemnowłosej drgnęły, lecz nie pozwoliła sobie na uśmiech. Nie chciała, by Editka pomyślała, że sobie z niej kpi.

— Widzę, że przestałaś użalać się nad sobą. — stwierdziła Baleria, zakładając ponownie na twarz swoją maskę.

Aoxis wzruszyła ramionami. Nie chciała przyznać, że stan ten zawdzięcza Baleri. Filizjanka nie wiedziała czy Editka nie zażąda od niej czegoś w zamian. Ciemnowłosa nie znała się bowiem na zasadach ludu Baleri i nie chciała wywoływać bezpodstawnego zamieszania. Wolała milczeć niż stwarzać kłopoty.

— Din… — wyszeptała Aoxis, a w jej głowię pojawił się obraz obecnej godziny. Dziewczyna przegryzła wargę, dostrzegając, że za dwadzieścia minut rozpocznie się śniadanie. Jak na razie Aoxis musiała polegać na jedzeniu z akademii. Nie miała bowiem żadnych innych opcji. Może w późniejszym czasie zdoła w jakiś sposób zapewnić sobie pożywienie.

Aoxis powoli wstała, po czym rozejrzała się, zastanawiając się czy czegoś przypadkiem nie zapomniała. Nie pamiętała, by w akademii był wymóg noszenia czegoś przy sobie. Przez moment wahała się, lecz nie doszukawszy się niczego w swoich wspomnieniach, po prostu wzruszyła ramionami. Odeszła do łóżka, kiwając głową w stronę współlokatorki. Nie opuściła jednak pokoju. Jej dłoń miała się już spotkać z klamką, gdy nagle Baleria przypomniała surowo:

— Dziennik. Musisz zawsze mieć go przy sobie.

Na samym początku, Filizjanka nie wiedziała o czym mówi jej współlokatorka. Szukała w głowie informacji, lecz bezskutecznie. Aoxis postanowiła więc, prześledzić swoje wspomnienia ze wczorajszego dnia w poszukiwaniu domniemanego „dziennika”.

— Zapomniałaś? — spytała Baleria, z nutą podekscytowani w głosie. — Nienoszenie dziennika jest równoznaczne z karą.

Baleria wstała, po czym zbliżyła się do ciemnowłosej i wyciągnęła z kieszeni na piersi w swoim mundurku dzienniczek. Źrenice Aoxis rozszerzyły się, kiedy zrozumiała, o czym mówi Editka. Nie czekając na nic, podbiegła do miejsca, w którym ukryła przedmiot i szybko włożyła go do kieszeni na piersi. Aoxis spojrzała na Balerię i bez zastanowienia uśmiechnęła się.

— Dziękuję. — wyszeptała Filizjanka.

Baleria wyglądała jakby ktoś oblał ją wiadrem zimnej wody. Jej oczy były rozszerzone w akcie szoku, a mała postura dodawała dziewczynie tylko słodkości. Aoxis wydawało się, że nie stoi przed nią osoba w jej wieku, a ktoś całkiem młodszy i o wiele bardziej niewinny niż „Baleria”, którą dotąd poznała.

Editka obróciła się na pięcie, po czym szybkim krokiem zbliżyła się do swojego łóżka. Nie patrzyła już na Aoxis.

— Nie ma… za co… — wyznała Baleria, starając się by jej głos zabrzmiał chłodno.

Aoxis stłumiła w sobie śmiech. Chciała dowiedzieć się więcej o swojej współlokatorce. Nastolatce, która wbrew pozorom pomogła jej uniknąć kary za nieposiadanie dzienniczka. Aoxis z uśmiechem na ustach, wyszła ze swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Była gotowa na zmierzenie się z rzeczywistością, lecz na samym początku chciała coś zjeść. Nie można mierzyć się z czymkolwiek na głodny żołądek — pomyślała, wyciągając z kieszeni spodni plan akademii. Aoxis ciężko westchnęła, zastanawiając się, dlaczego zapomniała o dzienniku, a nie o tym kawałku papieru. Aoxis kręcąc głową, rozłożyła plan i przyjrzała się mu. Z tego co zrozumiała, stołówka znajduje się w całkiem innym budynku, najprawdopodobniej w tym samym, co sale lekcyjne. Z tego, co nastolatka wiedziała tylko dwie klasy są w całkiem innym miejscu.

Aoxis schowała papier do kieszeni, po czym zaczęła iść pustym korytarzem. Nigdzie nikogo nie było widać, co było zastanawiające. Aoxis rozważała także to, że może jeszcze wszyscy siedzą w swoich pokojach albo dawno już wyszli. Akademik dziewczęcy był strasznie duży, a nie zgubienie się, w nim, nawet nie będąc Filizjanem, graniczyło z cudem. Aoxis dziękowała swojemu szczęściu, że chociaż raz jej nie zawiodło. Nie chciała krakać, ale miała nadzieję, że nie jest to tylko ugłaskanie jej przed nadejściem prawdziwego pecha.

Filizjanka wyszła z, nie natrafiając na żadnego innego kadeta. Nie była to zła wiadomość. Nie musiała przynajmniej z nikim rozmawiać ani znosić jakichkolwiek zaczepek, które mogły, by się pojawić ze względu na lud, z którego pochodzi.

Aoxis uniosła głowę, spoglądając na słońce. Zapowiadała się piękna pogoda. Dziewczynę ciekawiło czy jej rodzice widzą to samo, co ona teraz. Wbrew swoim obawom czy też nadzieją, tereny Mulianów nie były dla niej czymś w pełni obcym. Może nie znała rozmieszczenia miast, ich nazw, czy też prawa, ale nie mieszkała w grocie ani, w miejscu odizolowanym od słońca. Aoxis uważała, że Mulio jest bardzo podobne do Fil pod wieloma względami. Chociaż najważniejszą różnicą pomiędzy tymi królestwami było to, że Fil to w większości lasy. Na dodatek nastolatce wydawało się, że powietrze na terenie akademii jest o wiele bardziej… rzadkie niż przy jej domu. Trochę brakowało jej zapachu kwiatów, trawy, drzew i drzew wodnych. Nawet brak śpiewu ptaków, który uważała za irytujący, był dla niej bardzo zauważalny. Aoxis dopiero teraz zauważyła jak bardzo kochała swój dom.

Filizjanka pokręciła głową, po czym ruszyła w stronę budynku ze stołówką. Już i tak na pewno miała mało czasu na zjedzenie śniadania, a nie wiedziała, o której w akademii podają obiad. Zagryzając wargę, minęła pierwszy napotkanych dziś studentów. Ich mundury były złoto-zielone. Nawet Filizjanka z tak złośliwą pamięcią wiedziała, że są to kolory Mulio. Aoxis odwróciła wzrok, nie chcąc napotykać oczu żadnego z dwójki kadetów. Zrobiła to odruchowo i było jej za to troszkę wstyd. Nie wiedziała, co ją zawładnęło, lecz poczuła w sercu iskrę strachu. Możliwe, że to przez to, iż igrała z samym księciem i dziedzicem muliańskiego tronu. Aoxis ciężko westchnęła, uznając, że jej instynkt samozachowawczy ma jakieś opóźnienie. Minęło już tyle czasu, a on dopiero teraz zaalarmował ją, że bycie niemiłym dla księcia mogło sprawić, że będzie mieć w szkole kłopoty.

Ku uldze Aoxis, muliańscy kadeci nawet na nią nie spojrzeli. Dziewczyna szła dalej, nie chcąc okazać swojego zaskoczenia. Nie wiedziała czy Mulianie po prostu jej nie rozpoznali czy też Mysti nie był takim dupkiem jak się jej zdawało. Aoxis przypomniała sobie o sytuacji z wczoraj. Mulian jej pomógł i to na dodatek bez jakiegoś konkretnego celu. Filizjanka musiała przyznać przed samą sobą, że najwyraźniej znowu dramatyzuje. Aoxis uszczypnęła się delikatnie w dłoń, chcąc przywrócić sobie trzeźwość umysłu, po czym położyła dłoń na klamce. Wahała się przed wejściem, lecz widząc nadchodzących w stronę drzwi uczniów, szybko wślizgnęła się do środka.

— Co mówi Edit widząc zatrutą Miodenice? — spytał chłopak w fioletowo-srebrnym mundurze.

Aoxis szła powoli, chcąc usłyszeć drugą część żartu Kasonera. Zaciekawił ją, choć sądziła, że nie będzie on zbyt śmieszny. Zwolniła jeszcze bardziej, przysłuchując się towarzyszą chłopaka. Jednak po chwili młodzieniec krzyknął:

— Nie! Mówi on „Co za przemądrzały pstrąg!”

Kadeci śmiali się ze słów kolegi, lecz Aoxis tylko się delikatnie uśmiechnęła. Nie rozumiała, co śmiesznego jest w tym całym „przemądrzałym pstrągu”, lecz sądziła, że to zapewne coś ważnego. Tylko co?

Aoxis przyśpieszyła kroku, nie widząc już sensu podsłuchiwania rozmowy uczniów. W budynku było o wiele więcej uczniów niż w akademiku i na zewnątrz. Bez jakichkolwiek obiekcji, każdy by stwierdziłby, że to miejsce to serce akademii. Aoxis widząc tyle kolorów mundurów, uznała, że minie trochę czasu nim się do tego przyzwyczai. Jak na razie różnorodności paliła ją w oczy, sprawiając, że miała ochotę oślepnąć. Pokręciła głową. Nie może życzyć sobie takich rzeczy, bo kto wie? Może się to głupie życzenie kiedyś spełnić, a wtedy nie będzie wcale zadowolona.

Aoxis po trzech minutach dość szybkiego marszu, dotarła do łuku, który prowadził wprost do pomieszczenia z wieloma stołami. Filizjanka stanęła w progu jak wyryta, dostrzegając, że część mebli unosi się w powietrzu. Taka magia nie była wcale prosta, a utrzymanie jej przez nawet kilka minut graniczyło według Aoxis z cudem. Drugą rzucającą się w oczy rzeczą, był podział pomiędzy mieszkańcami poszczególnych królestw. Może i oficjalnie nic takiego nie istniało, lecz jedno spojrzenie na siedzących uczniów, wystarczyło by stwierdzić, że każdy trzyma ze swoimi. Nikt nie był chętny do poznania innych, chociaż zdarzały się wyjątki. Lecz najczęściej były nimi osoby z mieszaną krwią w żyłach. Jakby nie patrzeć, takie osobniki należały w jakimś stopniu do dwóch królestw. Poza tym, podział pomiędzy ludźmi aż palił w oczy.

Aoxis ciężko westchnęła, wreszcie stawiając krok do przodu. Skierowała się w stronę, z której jak zauważyła, uczniowie nosili jedzenie. Idąc, rzuciła ciche zaklęcie sprawdzające godzinę i stwierdziła, że powinna się na spokojnie wyrobić ze śniadaniem. Aoxis spostrzegła, że reszta kadetów podchodzi do białej płytki na ścianie i klika coś na niej, po czym otrzymuje zamówione przez siebie jedzenie. Dziewczyna była bardzo podekscytowana. Świadomość, że skorzysta z jakiegoś wynalazku, strasznie ją cieszyła.

Aoxis, zbliżywszy się do białej płytki, ujrzała w jej lewym dolnym rogu, mały przycisk z napisem „Start”. Jej palce zaczęły mrowić, chcąc zmusić ją do działania. W momencie, w którym dotknęła napisu, cała płytka rozbłysła światłem, które na moment oślepiło Aoxis. Zamknęła oczy, a kiedy ponownie je otworzyła, zauważyła, że na powierzchni mechanizmu pokazały się obrazki i napisane na niebiesko ich nazwy. Wszystkie potrawy i napoje, były w zakładce śniadanie i Aoxis ciekawiło czy można by zmienić je na dania obiadowe. Nie chciała jednak zbyt dużo się bawić, bo widziała już za sobą stojącego chłopaka w złoto-zielonym mundurze. Wzrok młodzieńca wywiercał dziurę w jej plecach, jakby chciał samym wzrokiem nakazać jej by go przepuściła. Aoxis jednak postanowiła sobie nic z tego nie robić. Była pierwsza i miała prawo, jako pierwsza wziąć posiłek. Spojrzała na nazwy dań i z przerażeniem stwierdził, że żadnej z nich nie zna. Nazwy były dla niej w pełni nowe i nie wiedziała, co powinna wziąć. Mulian odczekawszy parę minut, wreszcie przeszedł do płytki obok. Aoxis uśmiechnęła się, lecz zauważając, że jej problem z jedzeniem w dalszym ciągu nie znikł, spochmurniała.

— Potrzebujesz pomocy? — spytał ktoś stojący za nią.

Aoxis odwróciła się, by spojrzeć na osobę, która zaproponowała jej pomoc. Odruchowo pomyślała, że to książę Mulio. Mysti zawsze był tam gdzie ona, zawsze stawał na jej drodze i często jej pomagał. Zupełnie jakby miał jakiś radar albo uważnie obserwował jej poczynania. Aoxis dostrzegając rudą czuprynę i lisie uszka, poczuła zarówno ulgę jak i ukłucie zawodu. Jej kalkulacje ją zawiodły, lecz nie było to złe.

Chłopak stojący przed Aoxis wydawał się jej być znajomy, a jego nienaturalny dla Filizjan wzrost, dawał jasno do zrozumienia, że jest mieszańcem. Na twarzy kadeta, widniał uśmiech, a jego oczy błyszczały. Aoxis przekrzywiła głowę na bok, starając sobie przypomnieć skąd zna kadeta.

— Kim jesteś? — spytała dziewczyna, nie mogąc sobie niczego przypomnieć.

Chłopak przekręcił oczyma, kładąc dłonie na biodrach. Wydawał się być rozbawiony niepamięcią Aoxis. Nastolatka zacisnęła usta w wąską kreskę, wpatrując się w swojego rozmówcę zakłopotana. Wiedziała, że utrata takich informacji może być dla kogoś zabawna, ale żeby dla osoby z jej królestwa? Może i mieszańce nie mieli tak wielkich problemów jak czystokrwiści, lecz w dalszym ciągu jakieś tam mieli.

— Nie śmieję się z ciebie. Jeśli pomyślałaś inaczej, to przepraszam. — rzucił kadet ze skruchą. — Nie chciałem cię urazić, lecz czasami nie potrafię zapanować nad swoimi reakcjami… — wyznał, drapiąc się z tyłu, po głowie.

Aoxis skinęła głową, dając uczniowi znak, że nie jest na niego zła. Jej oczy w dalszym ciągu wpatrywały się w jego tęczówki. Filizjanka musiała zadrzeć głowę do góry, by móc na spokojnie utrzymywać kontakt wzrokowy ze swoim rozmówcą, przez co trochę bolała ją już szyja.

— Nazywam się Celim An, byliśmy w tej samej grupie wczorajszego dnia. — przypomniał rudowłosy.

W głowie Aoxis pojawiły się wspomnienia dotyczące jej spotkania z chłopakiem. Pamiętała już parę rzeczy, lecz nie wiedziała czy to już wszystko. Nie miała jednak żadnych możliwości sprawdzenia tego, oprócz dalszej rozmowy z Celimem. Aoxis na chwilę spuściła głowę, chcąc dać swojej szyi na chwilę odpocząć. Nie chcąc wyjść na niegrzeczną, obróciła głowę w stronę białej płytki i udała, że zastanawia się nad wyborem dania.

— Tak, masz rację. — stwierdziła Aoxis. — Coś się stało, że zechciałeś ze mną porozmawiać? — spytała ciekawa powodu, dla którego Celim podszedł do niej.

Celim nachylił się nad Aoxis, po czym rzucił okiem na menu z jedzeniem. Milczał, gdy nagle wybrał jakiś napój, zamawiając go. Filizjanka od razu rzuciła w jego stronę oburzone spojrzenie, lecz on tylko wzruszył ramionami.

— To jest bardzo dobre, chociaż — uśmiechnął się wrednie. — jego skład nie zachęca. — oznajmił Celim z nutą rozbawienia.

Aoxis zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co takiego zamówił w jej imieniu chłopak.

— To Miodenica, przysmak Mulian. — Celim jakby czytając w myślach Aoxis, odpowiedział na jej niewypowiedziane pytanie. — Jakby nie patrzeć, każde z tutejszych dań podchodzi z Mulio. — Skinął głową w stronę jakiejś potrawy. — Weź jeszcze to, będzie dobrze pasować do Miodenicy.

Aoxis posłuchała rady Celima i nacisnęła odpowiedni klawisz, po czym zaakceptowała zamówienie. Płytka zmieniła kolor na czerwony, po czym na zielony. Jej temperatura wzrosła, przez co Aoxis odsunęła swoją dłoń, nie chcąc się poparzyć. Z zachwytem nasłuchiwała jak mechanizm urządzenia zostaje wprawiony w ruch, zmuszony do jeszcze cięższej pracy. Dźwięk działających zębatek był muzyką dla uszu Aoxis. Filizjanka zamruczała cicho, a Celim zaśmiał się, słysząc jej reakcje na coś takiego. Ciemnowłosa rzuciła tylko chłopakowi srogie spojrzenie, po czym wzruszyła ramionami i czekała dalej. Upłynęło kilka sekund, a płytka odsunęła się do góry, ukazując papierowe pudełko. Aoxis z wahaniem zbliżyła dłonie do pakunku. Jej palce mrowiły niemiłosiernie, a krew wrzała z podekscytowania. W momencie, kiedy dotykała pudełka, westchnęła, powoli przyciągając je w swoją stronę. Kiedy tylko zamówienie opuściło wyłożoną metalem komorę, biała płytka wróciła na swoje miejsce, ponownie wyświetlając przycisk „Start”.

Danie było ciepłe, zupełnie jakby dopiero, co wyszło z pieca. Wszystko było tak strasznie naturalne, że z łatwością mogłoby zastąpić ludziom dania domowej roboty. Aoxis nie czekając na Celima, skierowała się ku jednemu z wolnych stolików. Zajęła krzesło i położyła paczkę przed sobą. Celim usiadł obok, obserwując jak Aoxis wyciąga z pudełka butelkę z Miodenicą i parujące danie.

— Dlaczego do mnie podszedłeś? — spytała Aoxis, nie widząc sensu w zachowaniu chłopaka. Nie znała go i nie wiedziała, co może mu chodzić po głowie.

— Ach! Pytałaś mnie już oto! — Celim uśmiechnął się. — Chciałem tylko nawiązać kontakt z osobą z mojego królestwa.

Aoxis skrzywiła się, ruchem głowy wskazując na siedzących obok Filizjan. W stołówce było wielu mieszkańców Fil. Celim nie musiał podchodzić do Aoxis, jednak to zrobił. Dlaczego? Nie wiedziała. Rozważała, że była to po prostu jego zachcianka.

— Byłaś w mojej grupie, więc uznałem, że z tobą dogadam się o wiele szybciej niż z innymi. — dodał Celim, uśmiechając się.

Chłopak znowu odpowiedział na pytanie Aoxis, którego ona nawet nie wypowiedziała na głos. Dziewczyna była pewna, że Celim posiada jakieś dodatkowe umiejętności, które pozwalają mu na czytanie w myślach. Możliwe, że miał jakieś urządzenia lub nałożył na siebie zaklęcie. Niestety, ale wiedza Filizjanki była ograniczona przez co, nie była wstanie stwierdzić, która z jej tez jest poprawna. Nie znała świata i jego osiągnięć, a nawet jeśli było to kłamstwo, to faktem jest, że niczego takiego nie pamięta. Aoxis chwyciła butelkę z napojem i upiła z niej parę łyków. Kubki smakowe dziewczyny eksplodowały. Miodenica był przepyszna. Miód połączony z malinami i czymś, co nadawało trunkowi odrobiny kwaskowatości. Na dodatek ten piękny srebrny kolor… Wszystko było idealna i widać było, że stworzył to ktoś uzdolniony nie tylko magicznie, ale i posiadający w swoim sercu pasję.

— Dobre, co? — spytał Celim, widząc iskierki w dwukolorowych tęczówkach.

Aoxis skinęła głową, upijając kolejny łyk. Po jej ciele rozlało się przyjemne ciepło, a z ust umknęło westchnięcie. Napój był jeszcze lepszy niż za pierwszym razem.

— Jednak to jest Miodenica, tylko średniej jakości. — rzekł smutno Celim.

Aoxis była zaskoczona. Średnia jakość? Taki napój? Aoxis nie mogła w to uwierzyć. W Fil coś takiego uznawane było by za przedmiot wręcz legendarny. To była dyskryminacja dla twórcy tego arcydzieła. — tak właśnie sądziła Aoxis.

— Wierz mi, że są jeszcze lepsze Miodenice niż to. Zresztą, Mulio słynie między innym właśnie z wyrobu tego napoju. To ich rarytas. — odrzekł Celim. — Miodenica najwyższej jakości jest koloru złotego. — zdradził, nachylając się w stronę Aoxis. Zachowywał się tak, jakby mówił nastolatce jakiś wielki sekret.

Aoxis marzyło się wypicie takiego napoju. Jeśli średnia jakość smakuje w ten sposób, to jak dobry musi być ten z najwyższej półki? Filizjankę aż w brzuchu ścisnęło. Chwyciła się za niego i spojrzała na Celima z delikatnym uśmiechem. Może i nie stało się nic szczególnego, lecz Aoxis poczuła do chłopaka cień sympatii. Zwykłą rozmową, Celim zdołała przekonać do siebie Filizjankę, która nie była zbyt chętna do zawiązywanie nowych znajomości.

— Celimie, jaką masz pierwszą lekcję? — pytanie mimowolnie opuściło usta Aoxis. Dziewczyna jednak nie okazała zdziwienia, udając, że tak właśnie miało być. Celim natomiast uśmiechnął się. Przyjazne nastawienie Aoxis do niego, było tym czego od początku chciał. Osiągnął swój cel. Zdobył osobę, która mogła zostać jego przyjacielem.

— Historię królestw, a ty?

Aoxis uśmiechnęła się promiennie. Celim odebrał to jako dobry zwiastun i odwzajemnił gest dziewczyny.

— To tak samo jak ja. Najwyraźniej zaczynamy od tego samego. Co za zaskoczenie! — rzuciła Aoxis o wiele przyjemniejszym głosem niż na początku ich spotkania.

W akademii było wiele osób, których Aoxis nie znała. Fakt, że miała pierwszą lekcję z Celimem w jakiś sposób ją ucieszył. To była dobra wiadomość. Dziewczyna nie musiała się już martwić, z kim będzie siedzieć, chociaż ten zbieg okoliczności nie musiał oznaczać, że i kolejne zajęcia mają wspólnie.

Aoxis zaczęła spożywać swój posiłek, nie chcąc się spóźnić. Nie zwracała zbytniej uwagi na Celima, więc nie zauważyła, że ten przygląda się w jej, we wręcz nachalny sposób. Jakie były jego powody? Chyba nikt oprócz niego nie wiedział.

— Jak pewnie zdążyłaś zauważyć, nie jestem czystej krwi. — Celim postanowiła przerwać panującą pomiędzy nim, a Aoxis ciszę. Chciał rozmawiać i poznać dziewczynę przed sobą. — Mój ojciec jest Xesjanem, a matka Filizjanką. Obydwoje są czystej krwi, lecz zdołali się dogadać. — roześmiał się, jakby przypomniał sobie coś zabawnego.

Aoxis przestała jeść, zafascynowana tym, co usłyszała. Może i chłopak powiedział o swoim pochodzeniu podczas zbiórki, lecz to wspomnienie w dalszym ciągu było dość mgliste. Na dodatek Aoxis nie wiedziała, co takiego — oprócz wzrostu — odziedziczył po ojcu i czym się interesuje. Celim stał się obiektem badań i wiedzy dla dziewczyny.

— Co odziedziczyłeś w genach po ojcu? — spytała Aoxis, nie zdążywszy ugryźć się w język. Widząc zaskoczoną minę chłopaka, zawstydzona własnym pytaniem, dodała: — Jeśli nie chcesz…

Celim uniósł ręce do góry, w geście obronnym. Aoxis zamilkła, widząc to i przeniosła wzrok na swoje dłonie. Było jej tak strasznie wstyd. Sama nie życzyłaby sobie, by ktoś pytał ją o geny, a jednak… To co zrobiła było nieuprzejme i nawet jej chęć poszerzenia wiedzy nie mogła tego wyjaśnić. Zresztą! Głód informacji nie był powodem, by stawiać człowieka w takiej sytuacji.

— Ej, nie musisz się martwić.

Celim położył dłoń na ramieniu Aoxis, a ta powoli uniosła głowę do góry, napotykając wzrokiem jego szare tęczówki. Mieszaniec odsunął dłoń od dziewczyny i odchrząknął.

— Nie obraziłaś mnie, więc się nie chowaj. Jeśli zrobisz coś nie tak, od razu ci o tym powiem. — obiecał. — Wierz mi, jestem dość bezpośredni.

Aoxis nie miała żadnych podstaw, by zwątpić w słowa chłopaka. Wręcz przeciwnie, wiedziała, że przekazują one całą prawdę. Mało kto podszedłby do obcej mu osoby i zaczął z nią rozmawiać jak ze starym znajomych. Celim bez żadnych hamulców zaczął doradzać Aoxis, która była nieufna wobec niego.

— Nie mogę zaprzeczyć. — rzekła Aoxis, upijając kolejny łyk Miodenicy. Ciepło po raz kolejny rozlało się po jej ciele, by po chwili znowu zniknąć.

Celim klasnął w dłonie. Hałas sprawił, że kilkoro uczniów odwróciło się, by spojrzeć na Aoxis i jej rozmówce. Dziewczyna udała, że nie widzi tych spojrzeń i skupiła się w pełni na Celimie. Miała nadzieję, że nikt nie zechce do nich podjeść i zwrócić uwagi. Nie byli głośno, ale kto tam wiedział, co siedzi w głowie tych wszystkich ludzi? Nikt.

— Po ojcu odziedziczyłem wzrost i oczy. — odparł Celim, wskazując palcem swoje tęczówki.

Aoxis przyjrzała się oczom chłopaka. W pierwszej chwili wydawały się one być po prostu szare, lecz po głębszym przyjrzeniu się, można było zauważyć srebrne iskierki. Ta odrobina srebra dodawała tęczówkom Celima przepięknego blasku. Wyglądał on trochę jak gwiazdy na nocnym niebie.

— Uszy masz po matce. — Aoxis bardziej stwierdziła niż zapytała.

Celim skinął głową, odpowiadając tym samym na pytanie dziewczyny. Zapanowała cisza, podczas której Aoxis kończyła jeść swój posiłek, a Celim po prostu się jej przyglądał. Aoxis nie przeszkadzał wzrok chłopaka. Może nie znała Celima za długo, lecz polubiła go. Wydawał się jej być normalny i na dodatek był częścią jej ludu. Posiadanie oparcia w jakimś Filizjanie, było powodem do szczęścia.

Spokój przerwał dźwięk dzwonka. Aoxis uniosła głowę, marszcząc brwi. Wszyscy uczniowie jak jeden mąż zaczęli wstawać ze swoich miejsc i kierować się w stronę wyjścia. Jedynie Celim siedział, wpatrując się w Aoxis, która poza obserwowaniem otoczenia, nie robiła nic szczególnego.

— Wiesz może, gdzie odnieść te naczynia? — spytała nagle Aoxis.

Celim na początku nie zrozumiał, o czym mówiła jego koleżanka, przez co wpatrywał się w nią ze zmarszczonymi brwiami. Jego otępienie minęło po paru sekundach. Chłopak od razu wstał, a krzesło, na którym siedział upadło z hukiem na podłogę. Celim podrapał się zdenerwowany po głowie.

— Przepraszam, zaciąłem się. — oznajmił Celim, podnosząc krzesło. — Możesz powtórzyć?

Aoxis wzruszyła tylko ramionami, pokazując, że zachowanie chłopaka wcale jej nie uraziło. Celim odetchnął z ulgą, co rozbawiło nieco Aoxis. Jego strach przed tym, że mogłaby się na niego obrazić, był przezabawny. Zupełnie jakby przyjaźń z Aoxis była sprawą życia i śmierci.

— Pytałam się, czy wiesz, gdzie można odnieść brudne naczynia. — odparła Aoxis.

Celim pokręcił głową, jakby w geście zrezygnowania, po czym ruchem dłoni wskazał na wszystko wokół. Aoxis rozejrzała się i spostrzegła, że na stołach zostały talerze, butelki i miski. Wszystko było brudne.

— Naczynia zostawia się na stole, później ktoś je myje. — Celim chwycił Aoxis za dłoń, po czym pociągnął ją w swoją stronę. — Chodźmy, bo spóźnimy się na pierwszą lekcje! — zawołała, ciągnąc Aoxis w stronę wyjścia.

Filizjanka nie opierała się. Nie miała powodu. Wiedziała, że Celim nie zaprowadził jej nigdzie indziej, jak prosto do sali lekcyjnej. Aoxis była trochę zazdrosna, że jej towarzysz zna szkołę o wiele lepiej niż ona. Dziewczyna, nie posiadając planu szkoły najprawdopodobniej zgubiłaby się od razu, po przekroczeniu wejścia. Celim natomiast, albo nauczył się mapki na pamięć, albo zdołał przed śniadaniem zlokalizować miejsca, w których będzie mieć zajęcia.

Aoxis i Celim mijali na korytarzu bardzo wielu uczniów. Napotkali każdego przedstawiciela królestw. Najbardziej w oczy rzucali się Mulianie, którzy chodzili w grupkach. Drudzy na liście byli Editowie, którzy chodzili parami. W momencie, kiedy przedstawiciele tych dwóch królestw spotykali się, atmosfera gęstniała, a reszta kadetów omijała to towarzystwo szerokim łukiem. Kontakt wzrokowy pomiędzy nieprzychylnymi sobie kadetami, trwał zazwyczaj parę sekund i nie przeradzał się w nic niebezpieczniejszego. Jednak zarówno Muliane jak i Editowie wyglądali tak, jakby najchętniej rzucili się na drugiego z pięściami i zaklęciami.

Rozdział 6

Aoxis i Celim dotarli pod klasę z obawą, że w środku czeka na nich rozzłoszczony nauczyciel. Takie spóźnienie na pewno zakończyłoby się karą. Pewnie byliby pierwszymi ukaranymi kadetami. Aoxis pomyślała nawet, że pobiliby jakiś rekord. Ku miłemu zaskoczeniu Filizjan, w klasie nie było żadnego profesora. Sala lekcyjna wypełniona była uczniami, którzy słysząc dźwięk zamykanych drzwi, gwałtownie odwrócili się w ich stronę. Zapewne myśleli, że to nauczyciel. Widząc jednak dwójkę Filizjan, na twarzach większość z nich pojawiła się ulga. Oczywiście, byli też tacy, co skrzywili się obrzydzeni. Aoxis odruchowo zadarła głowę do góry, mierząc wszystkich spojrzeniem. Powoli skierowała się do jedynej wolnej ławki. Celim podążył za dziewczyną, odrobinę zaskoczony tym, jak Aoxis zareagowała na wzrok innych. W jego mniemaniu, dziewczyna była zbyt wrażliwa i czuła na takie rzeczy. Reagowanie w taki sposób, mogło przysporzyć jej kłopotów.

Jedyne wolne miejsca znajdowały się dokładnie przed biurkiem nauczycielskim. Wszyscy chcieli siedzieć jak najdalej od historyka. Aoxis zastanawiała się, czy nauczający ma aż tak złą sławę wśród uczniów, że ci trzymali się od niego jak najdalej. Ciemnowłosa może i nie znała nauczającego, lecz sama chciałaby usiąść gdzieś dalej niż na samym początku. Zajmowanie miejsca tak blisko, mogło doprowadzić do tego, że będzie co chwilę pytana. Aoxis nie wątpiła w swój talent do improwizacji, lecz była także pewna, że nawet jeśli przeszłaby się do biblioteki i zaczęłaby czytać o omawianym przez nauczyciela temacie, mało co by z niego zapamiętała.

Na ławce leżała książką z bordową okładką i srebrnym napisem „Historia Pięciu Królestw”. Tomiszcze było bardzo grube. Aoxis aż jęknęła, przerażona wizją nauczenia się całej zawartości podręcznika. Miała nadzieję, że to tylko pomoc naukowa na dzisiejszą lekcje. Niestety, ale bardzo często nadzieję okazywały się tylko mrzonkami, o których ludzie zdawali sobie odgórnie sprawę. Aoxis także wiedziała, że książka przed nią, zawiera materiał, który będzie zmuszona opanować. Może nie do perfekcji, ale przynajmniej w taki stopniu, by zdać wymagane egzaminy na dopuszczającym poziomie.

Celim przyciągnął do siebie podręcznik z niechętną miną. W momencie, kiedy otworzył książkę na stronie z pustą tabelką, z miejscami na dane posiadającego go ucznia, zaczęły pojawiać się w niej informacje o nim. Po chwili podręcznik był już podpisany i teraz każdy kto go otworzy, będzie wiedzieć kim jest jego posiadacz, z jakiego jest królestwa i w której kwaterze mieszka. Aoxis zafascynowana chwyciła podręcznik przed nią i zrobiła to samo co Celim. Jej dane pojawiły się w tabelce, lecz w miejscu, w którym powinny być informacje o jej pochodzeniu, ukazała się prosta kreska.

— Celim, mój podręcznik jest chyba uszkodzony. — powiedział Aoxis, wskazując chłopakowi miejsce na kartce.

Filizjan odebrał od dziewczyny książkę i przyjrzał się jej uważnie. Magia nigdy nie zawodziła, więc dlaczego miałaby się pomylić? Nie, nie było mowy o nieprawidłowościach. Gdyby jeszcze chodziło o zaklęcie rzucone przez Filizjana… Jednak tutaj chodziło o moc Muliana, lub o pracownika akademii, którego wiedza magiczna musiała być na najwyższym poziomie.

— Może tak naprawdę nie jesteś Filizjanką? — spytał Celim, nie przemyślawszy tego.

Aoxis wyrwała chłopakowi swój podręcznik i zmierzyła go wściekłym spojrzeniem. Jak on mógł zainsynuować, że Aoxis nie była tym za kogo się uważała. Filizjanka była wściekła, a z jej oczu ciskały gromy. Wyglądało to tak, jakby miała ochotę udusić Celima wzrokiem. Rudowłosy uniósł ręce do góry.

— Nie obrażaj się! — poprosił Celim, odrobinę za głośno.

Część kadetów siedzących blisko pary, spojrzała na Filizjan z zaciekawieniem. Mimo, iż Aoxis była pełna emocji, nabrała powietrza do płuc. Szykowała się do kolejnego ataku słownego, mając zamiar przeprowadzić go szeptem. Ku jej niezadowoleniu ktoś otworzył drzwi, wchodząc do sali. Wszyscy oprócz Aoxis gwałtownie wstali, prostując się. Celim posłał dziewczynie naglące spojrzenia, a ta sfrustrowana powoli się podniosła.

— Porozmawiamy o tym później? — szepnął Celim z błaganiem w głosie.

Aoxis skinęła tylko niechętnie głową. Nie zamierzała rozmawiać z chłopakiem o czym, co według niej było oczywiste. Była Filizjanką i ta durna książka musiała zostać po prostu uszkodzona. Nie wiedziała jak do tego doszło, ale w jej mniemaniu nie było innego wyjścia.

Stukot stawianych kroków dotarł do uszu Aoxis. Dopiero teraz dziewczyna zrozumiała, dlaczego Celim zakończył ich wymianę zdań. Nauczyciel wreszcie raczył przybyć do klasy i rozpocząć lekcje. Na pewno każdego ciekawił powód spóźnienia historyka.

— Przepraszam, przepraszam! — zawołał jakiś kobiecy głos.

Aoxis walczyła z samą sobą, by się nie odwrócić i nie zobaczyć, kim jest nowo przybyła osoba. Kroki stały się jeszcze głośniejsze, a chwilę później obok ławki Aoxis i Celima przeszła młoda kobieta. Jej fryzura była odrobinę rozwalona, zupełnie jakby miała styczność z jakimś mocnym wiatrem, bądź nauczycielka nie zdążyła jej do końca ułożyć. Historyczka wydała się Aoxis roztrzepana i… Niepasująca do tej akademii. Wszystko tutaj było takie ułożone. Jednak fakt, że dostała tutaj pracę mógł oznaczać, że jej wiedza była czymś niezwykłym.

Nauczycielka rzuciła trzymane zwoje na biurko. Na jej policzkach widniały rumieńce. Aoxis zauważyła, że cera kobiety jest niewiele ciemniejsza od skóry Baleri, przez co zaczerwienienie, było bardzo dobrze widoczne. Płytki oddech mógł wskazywać, że przez długi czas biegła, co mogło wyjaśnić stan jej fryzury.

— Wita… — kobieta odchrząknęła. — Witajcie. Przepraszam za spóźnienie. Nie jestem jeszcze przyzwyczajona do tak wczesnego wstawania. — nauczycielka powiedziała to dość nerwowo. — Mam nadzieję, że wszyscy dotarli, chociaż niemożliwym by było przybyć później ode mnie. Minęła już ponad połowa lekcji. — stwierdziła, jednocześnie posyłając uczniom przepraszający uśmiech.

Aoxis nawet nie zauważyła, że minęło aż tak dużo czasu. Chyba nikt tego nie zauważył. Atmosfera w klasie była taka przyjemna. Każdy z kimś rozmawiał, dzieląc się swoimi obawami przed pierwszymi zajęciami.

— Zacznę może od przedstawienia się. — zaczęła historyczka, odgarniając z twarzy kosmyk szarych włosów. — Nazywam się Emerald Diur i jestem nauczycielką historii. Miło mi was wszystkich poznać.

Uśmiech Emerald wcale nie wydawał się być fałszywy. Aoxis stwierdziła, że lekcje z kobietą mogą nie być aż tak złe jak na początku sądziła. Z niewiadomych dla ciemnowłosej przyczyny, sądziła, że osoba nauczająca historii będzie kimś strasznie poważnym i wymagającym.

— Tak? — spytała Emerald, wskazując głową na siedząca z tyłu dziewczynę, która zgłosiła się, mając do nauczycielki jakieś pytanie.

Aoxis odwróciła się, chcąc zobaczyć komu nauczycielka udzieliła głosu.

— Dlaczego w klasie nie ma żadnego ucznia z Mulio? — spytała uprzejmie, kadetka w fioletowo-srebrnym mundurze.

Nauczycielka odrobinę spochmurniała, co widoczne było w jej oczach. Zmiana humoru nie była jednak na tyle gwałtowna, by uśmiech znikł z twarzy Emerald. Aoxis wyczuła, że atmosfera nieznacznie zgęstniała. Najwidoczniej uczennica nadepnęła na temat tabu. Historyczka musiała mieć jakiś zatarg z Mulianami, ale czy nauczyciel nie powinien być bezstronny? Oczywiście, że tak, jednak nie zawsze wprowadzone zasady mogły znaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Aoxis czekała na odpowiedź Emerlad. Jej ciekawość podjudził gniew, który czuła jeszcze chwilę temu na Celima. W głowie dziewczyny pojawiały się coraz to nowsze scenariusze. Jedne zakładały, że przedstawiciel Mulio zabił kogoś bliskiego nauczycielki, drugi, że porwał jej siostrę. Może… Może… Może Emerald była poszukiwana przez muliańską straż? Aoxis pokręciła głową, odzyskując zdrowy rozsądek. Była tak podekscytowana, że całkowicie zapomniała o racjonalizmie. Ta szkoła należała do Mulian, nie było, więc żadnej możliwości, by osoba źle życząca Mulianom mogła w niej pracować.

— Wasze miny mówią, że w głowach narodziły się wam najdziwniejsze pomysły. — zachichotała Emerald. — Powód jednak nie jest aż tak poważny, jak może się wam zdawać. — Poprawiła swoją ciemnofioletową spódniczkę. — Jestem mieszańcem. W moim żyłach płynie krew Edita i Kasonierki.

Uczniowie byli zaskoczeni wyznaniem nauczycielki. Mało kto, mógł uwierzyć, że osoba pracująca w akademii bez żadnych obaw przyznałaby się do tego, że jest brudnej krwi. Ba, że w ogóle ktoś taki mógł tutaj pracować. Może i mieszańce nie były szykanowane przez rząd, ograniczane przez prawo, lecz osoby z ważnych rodów, mogły być przeciwne temu, by ich dzieci uczył ktoś z taką krwią w żyłach. Często czystokrwiste rodziny czuły się lepsze od tych z brudniejszą krwią. Jednak Aoxis nie pamiętała, by przed przyjazdem do szkoły wybuchł jakiś skandal dotyczący nauczycieli. Chociaż… Czy mogła być tego pewna? Nie, mogła bowiem zapomnieć o czymś takim.

— Jak zapewne większość z was wie, Mulianie i Editowie nie są w zbyt przyjaznych stosunkach. Można nawet rzec, że stoją na schyłku zimnej wojny. — powiedziała Emerald. — Choć nie popieram żadnej ze stron, bowiem nie wiem, czy Editowie naprawdę ukradli pamiętnik Pierwszej Królowej.

Pierwsza Królowa… Aoxis nigdy nie słyszała o kimś takim. Ciemnowłosa odgarnęła włosy na bok. Wyciągnęła z kieszeni na piersi mały długopis i zapisała sobie na ręce „Pierwsza Królowa”. Aoxis zamierzała pójść później do biblioteki i poczytać o tej kobiecie. Nie musiała tego robić, lecz coś w głębi niej wręcz krzyczało, chcąc zmusić nastolatkę do sięgnięcia po odpowiednią książkę. Ten przymus nie zaskoczył Aoxis. Często miała tak, że kiedy coś ją zaciekawiło, była gotowa zrobić wszystko, byle osiągnąć swój cel.

— Nigdy się w to nie zagłębiałam, a historia milczy na ten temat. — wyznała Emerald, siadając na blacie biurka. — Jako nauczyciel muszę być bezstronna. — przypomniała z uśmiechem. — Jednak mając na uwadze komfort muliańskich uczniów, zdecydowałam, nie nauczać ich historii. Rodzice jak i pozostali pracownicy podzielili moją opinię.

Zapanowała cisza, której nikt nie chciał zmącić. Nauczycielka wpatrywała się w swoich uczniów, oczekując pytań. Czekała, wiedząc, że kiedy minie pierwszy szok, kadeci będą pełni wątpliwości.

— Kto w takim wypadku naucza Mulian? — spytała ta sama uczennica, co wcześniej.

Emerald zachichotała, zasłaniając twarz dłonią.

— Nikt, Mulianie nie muszą uczyć się historii.

Z tyłu klasy można było usłyszeć poruszenie. Niektórzy byli oburzeni tym, że muliańscy kadeci zostali zwolnieni z lekcji. Aoxis w jakiś sposób też została dotknięta tym faktem. Może i była wdzięczna za to, że mogła dowiedzieć się czegoś nowego o swoim świecie, lecz wyraźne wywyższanie Mulian się jej nie podobało.

— Natychmiast pozbądźcie się z twarz tych oburzonych min! — nakazała surowo Emerald. — Brak historii nie jest przywilejem, a można nawet powiedzieć, że karą.

Rozmowy ucichły. Jak nie uczestnictwo w zajęciach mogło być czymś złym? Aoxis nie rozumiała filozofii swojej nauczycielki.

— Mulanie zamiast historii mają coś innego? — spytał uczeń z ławki obok.

— Nie. — zaprzeczyła Emerald.

— Więc… — zaczęła jakaś uczennica, jednak nauczycielka ją szybko uciszyła.

— Zajęcia zostały dostosowane do rasy, z której pochodzicie. Jednakże nie zwalnia was to z zaliczenia wszystkich przedmiotów. Tak, dobrze słyszycie. Mulianie mimo, iż nie uczestniczą w lekcjach historii, tak jak wy, będą pisać egzaminy. — Emerald roześmiała się, widząc, że kadeci dostrzegli o co jej chodzi. — Sami musicie przyznać, że mają o wiele gorzej niż wy. Może i pod ręką są książki, lecz na lekcjach, często mówi się coś czego w podręcznikach nie podają. Ułatwiamy uczniom sprawdziany, nawiązując do nich na lekcjach.

Aoxis skinęła delikatnie głową, przyznając nauczycielce rację. Istniała możliwość, że zapomni o omawianym temacie, lecz widząc polecenie zadania, które będzie z nim związane, zawsze może sobie coś przypomnieć. Uczestnictwo w lekcjach, było dla Filizjan bardzo ważne. Zresztą każdy czasami mógł mieć gorszy dzień, nie zrozumieć paru historycznych faktów. Mulianie mieli gorzej, lecz nie oznaczało to, że nie dadzą sobie rady. Ludzi z Mulio cechowała odwaga.

— Mam nadzieję, że rozumiecie w jakim położeniu są muliańscy studenci. — Emerlad klasnęła w dłonie. — Nadszedł czas zakończyć naszą lekcję. — Wraz z końcem jej wypowiedzi zadzwonił dzwonek. — Proszę, by uczniowie, którzy mają następnie eliksologię, przeszli do sali obok.

Kadeci jak jeden mąż zaczęli się prostować i kierować ku wyjściu. Każdy, mimo pośpiechu pamiętał o przypisanym do niego podręczniku. W oczach niektórych można było dostrzec, że z przyjemnością przejrzą podręcznik, by dowiedzieć się czegoś o następnym omawianym temacie. Aoxis i Celim poczekali, nie chcąc się przepychać, a na książki nawet nie spojrzeli. Obydwoje nie palili się do nauki. Emerald zauważyła dwójkę uczniów i podeszła do nich, mając na twarzy wymalowany uśmiech. Aoxis uderzyła Celima łokciem w bok, dając mu znak, że zbliżała się do nich nauczycielka.

— Zapomnieliście czegoś? A może macie jeszcze jakieś wątpliwości? — spytała uprzejmie Emerlad.

Aoxis otworzyła usta, by odpowiedzieć, gdy nagle Celim wstał gwałtownie, odsuwając krzesło na bok. Według Filizjanki była to dziwna reakcja, a wyraz twarzy chłopaka upewniał ją tylko w przekonaniu, że coś było nie tak.

— Proszę o wybaczenie, pani profesor, ale śpieszę się na kolejne zajęcia. — syknął Celim, a jego próby zatuszowania w głosie wrogości, spaliły na panewce.

Emerlad odprowadziła chłopca wzrokiem, po czym zapytała się Aoxis, czy zrobiła coś złego jej przyjacielowi. Dziewczyna odpowiedział, że nie. Mimo jej zapewnień, historyczka nie była przekonana, lecz pozwoliła Aoxis na spokojnie przejść do klasy obok.

Rozdział 7

Eliksologia to trudna dziedzina. Aoxis przekonała się o tym w dość bolesny sposób. Dziewczyna była święcie przekonana, że nie da rady spamiętać nazw wszystkich eliksirów i ich receptur. Nie! Ona nawet nie da rady skojarzyć samych składników. Filizjanka naprawdę podawała wątpliwością fakt, że mają Eliksologię na poziomie podstawowym. Tyle nazewnictwa… Dziewczyna przyjrzała się otwartej książce, zastanawiając się, jak ma uwarzyć miksturę z przepisu przed sobą.

Sitrim to mikstura dla początkujących, nieskomplikowana, czas przygotowania to niecałe dwadzieścia minut dla wprawionych eliksologów. Eliksir leczy drobne zranienia i stłuczenia. Jest podstawowym wyposażeniem każdej apteczki. Silniejszy eliksir znajdziesz na stronie 24.

Receptura:

Weź trzy kły lwa egipskiego i skrusz je za pomocą zaklęcia Ementi. Proszek wrzuć do kolby. Postaw na palniku lub użyj zaklęcia Exen i podgrzewaj do momentu, uzyskania gładkiej powierzchni odrobinę gęstszej od wody. Zmniejsz ogień. Weź płetwy starego pstrąga i wrzuć je do kolby z cieczą.

Stary pstrąg… Ta nazwa kojarzyła się z czymś Aoxis, lecz nie pamiętała dokładnie z czym. Mimo wszystko „stary pstrąg” to bardzo dziwna nazwa — uznała Aoxis, ponownie spoglądając w stronę przepisu.

Mikstura powinna zmienić kolor na brązowy. Jej zapach powinien drażnić nozdrza i wydzielać odór mułu rzecznego. Niech eliksir stoi na ogniu przez następne pięć minut. W czasie ogrzewania mieszanki, obierz owoc drzewa wodnego i pokrój go w drobną kosteczkę.

Aoxis zmarszczyła brwi, dostrzegając jaki składnik zawiera przepis. Owoc drzewa wodnego? Przecież drzewa wodne nie miały owoców. Aoxis była pewna, że w podręczniku był błąd. Filizjanka zamierzała podnieść rękę, by zapytać nauczycielkę o tę nieścisłość. Jednak powstrzymała się. Pani Emerlad jeszcze nie zaczęła lekcji, nakazała tylko uczniom zapoznać się z przepisem, nic ponad to. Aoxis ciężko westchnęła, śledząc wzrokiem wszystkich wokół. Ku zaskoczeniu dziewczyny, w klasie pozostało bardzo niewiele osób z lekcji historii. Było tak wiele nowych twarzy, a przynajmniej tak sądziła dziewczyna.

— Dobrze, dobrze! — Emerlad klasnęła w dłonie, przerywając panującą w klasie ciszę. — Mam nadzieję, że przepis jest dla was zrozumiały. Wraz z kadrą staraliśmy się ułożyć go w jak najprostszy sposób.

Parę uczniów prychnęło na jej słowa pogardliwie. Byli urażeni tym, co powiedziała nauczycielką. Uznali, że kobieta stwierdziła, iż są głupi. Bogatszym takie coś wcale nie odpowiadało. Nie mogli zaakceptować takich obelg, a już na pewno nie z ust mieszańca.

— Ojej, chyba znowu źle się wyraziłam! — zachichotała nauczycielka, widząc oburzone miny podopiecznych. — Oryginale przepisy jak zapewne większość was wie, są napisane starym językiem, który nie każdy mógłby zrozumieć. Na dodatek, uczniowie z Fil mają słabą pamięć. — Położyła dłonie na biodrach, spoglądając na Aoxis i paru innych uczniów. — By pomóc im w zapamiętaniu materiału, staraliśmy się go uprościć. Nie ze względu, że uważamy ich za głupich czy coś w tym guście. Nie, chodziło o to, że udowodnionym zostało, iż prostsze sformułowania szybciej zapadają Filizjanom w pamięci i łatwiej się im przypominają. To jedyny powód. — stwierdziła. — Wyciągnijcie proszę swoje zeszyty, dostarczono wam je dzisiaj rano. — przypomniała, zaskakując Aoxis.

Zeszyt? Aoxis nie pamiętała, by otrzymała coś tego rodzaju. Złapała się za głowę, mrucząc pod nosem wiązankę przekleństw. Jak miała notować informacje od nauczycieli, nie posiadając zeszytu? W dzienniku zapewne nie pozwolą jej pisać… Po książce pewnie też nie. Jakie więc miała jeszcze opcje? Żadnych i to przerażało Aoxis. Musiała znaleźć coś, na czym będzie mogła zrobić notatki. Może… wyczaruję sobie kartkę? Dziewczyna z całych sił pragnęła przypomnieć sobie odpowiednie zaklęcie, lecz miała pustkę w głowie.

— Psia krew… — syknęła Aoxis, kryjąc twarz w dłoniach.

Emerlad podeszła do tablicy i wzięła do rąk kredę. Namalowała kolbę, po czym obok niej narysowała kółko. Aoxis przypatrywała się rysunkowi z nietęgą miną. Błagała w duchu, by nauczycielka nie powiedziała czegoś ważnego. Emerlad klasnęła w dłonie, a na ławkach pojawiły się trzy ukryte pod tkaninami przedmioty. Aoxis przekrzywiła głowę, chcąc już zajrzeć pod materiał, gdy nagle poczuła opór. Spojrzała na nauczycielkę zaskoczona, podobnie zresztą jak większość uczniów.

— Nim zaczniecie warzyć swój pierwszy eliksir, chciałabym wyjaśnić wam czym takim jest kółko, które umiejscowiłam obok kolby. — Emerald przyłożyła kredę do swojego rysunku, po czym poprawiła go po raz kolejny. — Koło w Eliksologii oznacza coś, co można poprawić i modyfikować. Spójrzcie na przepis.

Aoxis zrobiła to, co zaleciła jej nauczycielka. Już chwile po słowach Emerald, zrozumiała, dlaczego kobieta chciała, by spojrzeli do podręcznika. Przy nazwie eliksiru widoczny był symbol koła. To oznaczało, że miksturę można było modyfikować i zmieniać wedle uznania. Była to dość przydatna informacja. Aoxis jęknęła cicho, obstawiając z góry, że za chwilę o tym zapomni.

— Dobrze, widzę, że rozumiecie, co miałam na myśli. — pochwaliła Emerlad swoich podopiecznych. — Macie pół godziny na przygotowanie mikstury. Będzie ona na ocenę, więc mam nadzieję, że dacie z siebie wszystko. — Zbliżyła się do swojego biurka i usiadła przy nim. Klasnęła, a materiały zniknęły z przedmiotów, znajdujących się na ławkach. — Jakby ktoś miał jakieś pytanie, niech nie wstydzi się spytać.

Aoxis już dawno nie słuchała nauczycielki. Całą swoją uwagę poświęciła eliksirowi, który miała stworzyć. Wzięła kolbę, po czym postawiła ją na jeszcze niewłączonym palniku. Była wdzięczna, że szkoła zapewniła tego typu pomoce naukowe. Może i znała potrzebne zaklęcie, ale nie była pewna czy zdoła je utrzymać. Aoxis wzięła trzy kły lwa egipskiego i przyjrzała się im. Wyglądały jak zwyczajne kły, lecz były pobrudzone niebieską krwią.

— Ementi — szepnęła, a kły natychmiast zamieniły się w szary proch. — Amiles amane — powiedziała trochę głośniej, a składnik wylądował w kolbie. Aoxis otarła pot z czoła, czując już lekkie zmęczenie. To dopiero druga lekcja, a ona mimo to, miała wrażenie jakby minęła już cała wieczność.

Emerlad wstała ze swojego miejsca, po czym zaczęła chodzić po klasie i doglądać pracy uczniów. Musiała pilnować, by nikt się nie zranił i nie przesadził z eksperymentowaniem. Kobieta zatrzymała się przy stoliku Aoxis i popatrzyła na skupioną kadetkę. Dziewczyna była tak pochłonięta swoim zadaniem, że nawet nie zauważyła stojącej obok nauczycielki. Emerlad spostrzegła stronę z danymi w podręczniku od historii i kiedy zaczęła się z nimi zapoznawać, zauważyła ten mały mankament. Aoxis wyglądała na Filizjankę, więc dlaczego królestwo Fil nie pojawiło się w rubryce z pochodzeniem? To była zagadka, którą musiała rozwiązać. Jeśli nie będzie pewna w stu procentach rasy Aoxis, może dobrać jej złych partnerów i kazać zrobić coś, czego wykonać nie będzie wstanie.

Rozdział 8

Aoxis zdyszana opuszczała lekcję pani Diur. Była zmęczona i to nie tylko dlatego, że eliksologia wymagała od niej o wiele większego wysiłku psychicznego niż wszystko inne. Nie, głównym powodem jej zmęczenia był odór, który czuła przez prawie cały czas. Gdyby jeszcze może ten zapach wydobywał się tylko z jednej kolby… Nie byłoby to aż tak straszne. Jednak przy ponad trzydziestu pojemnikach ze śmierdzącą zawartością, Aoxis prawie dusiła się w pomieszczeniu. Było jej słabo i miała ochotę wymiotować. Nawet po tym, jak wszyscy przeszli przez cuchnący etap, to odór w dalszym ciągu pozostawał w powietrzu. Otwarte na rozszerz okno, w niczym nie pomogło. Nauczycielka wielokrotnie proponowała Aoxis, by ta na chwilę wyszła z klasy jak to zrobiło kilkoro innych uczniów. Dziewczyna jednak zawsze odmawiała, mówiąc, że da radę. Jej upór był godny podziwu, lecz i też zasługiwał na dość mocną reprymendę. Aoxis stawiała na szali własne samopoczucie, by udowodnić… Właśnie? Co chciała pokazać? Swoją siłę i determinację? Nikt jej na pewno nawet nie zauważył. No oczywiście nie licząc pani Emerald, która obserwowała Aoxis bardzo, ale to bardzo dokładnie.

Filizjanka przystanęła, podpierając się o ścianę. Kręciło się jej w głowie, a oczy dziwnie piekły. To pierwszy raz, jak Aoxis czuła się w ten sposób. Zupełnie jakby ktoś pozbawił ją wszelkich sił życiowych. Dziewczynę nie obchodzili już nawet przechodzący obok kadeci. Nie zauważała ich po prostu. Jedyne czego była świadoma to tego, że musi iść na kolejną lekcję. Nie pamiętała jednak na jaką. Aoxis rozmasowała czoło, wyjmując z kieszeni swój dzienniczek i otwierając go na odpowiedniej stronie. Sala ćwiczebna miała znajdować się jakieś dziesięć metrów stąd. Aoxis automatycznie schowała dziennik do kieszeni, po czym ruszyła wolnym krokiem w stronę sali. Jej samopoczucie było coraz gorsze. Bolały ją mięśnie, zupełnie jakby przebiegła jakiś maraton. Aoxis, ku swojemu niezadowoleniu, w dalszym ciągu potrzebowała podpierać się ściany, by móc iść dalej. Gdyby nie to, najpewniej upadłaby, zwracając na siebie uwagę wszystkich.

Do końca przerwy zostało jeszcze ponad dziesięciu minut. Zarówno uczniowie jak i nauczyciele odpoczywali przed swoją kolejną lekcją. Chcieli się uspokoić i zaplanować swoje dalsze działania. Profesorowie musieli dostosować się do osób, które nauczali, a przy tak dużej różnorodności w kadetach, było to dość trudne zadanie. Nie każdy był tak samo zdolny, nie każdy mógł przyswoić taką samą ilość materiału na pierwszej lekcji. Na dodatek nawet jeśli uczyło się osóby z tego samego królestwa, to nie każdy Mulian miał takie same możliwości. Nauczanie tak wielkiej ilości nastolatków było niczym kara. Jedynym nauczycielem, który nie musiał rozważać zbyt wiele, był Mysti. Jako nauczyciel walk, jego jedynym obowiązkiem było nauczenie wszystkich się bronić. Było to trudne zadanie, lecz o wiele prostsze niż to, które miała na przykład Emerald.

Mysti siedział w swojej klasie, czytając nazwiska uczniów, z którymi miał mieć teraz lekcje. Poprzednie zajęcia przyprawiły go o rozbawienie. Dwójka uczniów uznała, że jest na tyle dobra w sztuce miecza, że zdecydowała nie wykonywać jego poleceń. Mystiego odrobinę zirytowało to zachowanie, lecz nim wpisał chłopcom uwagę, wpadł na coś o wiele lepszego. Nakazał uczniom zabrać mu z dłoni kij. Mogli go atakować za pomocą pięści i każdej innej broni obecnej w pomieszczeniu. Kadeci byli jednak nie ufni. Uznali, że Mysti ma więcej doświadczenia i bez problemu ich powali. Nazwali go oszustem. Mulianie obecni na sali byli wściekli, chcieli bronić swojego księcia. Mysti by uciszyć głosy sprzeciwu, obiecał, że sam nie będzie atakować, a jedynie odpierać ataki. Chłopcy zgodzili się, a chwilę później leżeli na ziemi z obitymi twarzami. Mysti nie złamał danego słowa. Jedynie się bronił, odpychając nastolatków na bok. Editowie stwierdzili, że książę się na nich wyżywał, lecz Mysti szybko ich uciszył. Mulian mógł jak Emerlad zrezygnować z nauczania Editów, lecz nie chciał tego robić. Uznał, że może być to o wiele bardziej zabawne. Zresztą, on nie dbał o komfort własnych uczniów. Najważniejsze było, by wszyscy zdobyli potrzebną, do ukończenia akademii, wiedzę i byli wstanie służyć w wojsku.

Nagle zauważył tak dobrze znane mu nazwisko. Przejechał po nim dłonią. Eneder, Aoxis Ender. Ta dziewczyna była kimś, kto zaciekawił księcia. Sam Mysti nie wiedział, co w niej takiego niezwykłego. Jednak jego szósty zmysł nakazywał mu być jak najbliżej dziewczyny. Czuł potrzebę obserwowania jej i pomaganiu w każdym kłopocie. Nie żywił do niej żadnych uczuć. Działanie to było czystym instynktem. Mulian nigdy nie zawiódł się na swoim szóstym zmyśle, więc nie widział potrzeby negowania go. Mimo to, cały czas zastanawiał się nad tą sprawą. Szukał powodu, znaku, że z Aoxis jest coś nie tak. Jednak poza jej niecodziennym wyglądem i reakcją w Fil, nie doszukał się niczego konkretnego. Sprawdził nawet jej akta i nic. Była czysta niczym łza.

Mysti uniósł głowę do góry, słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Otwierał już usta, by zwrócić nowoprzybyłemu uwagę. Podczas przerw, uczniom nie wolno było wchodzić do klas, nawet jeśli był w niej nauczyciel. Wyjątkiem były sytuacje, kiedy kadet coś poprawiał lub miał jakąś dodatkową pracę do wykonania. W innym przypadku zakazano uczniom przesiadywania w klasach.

Mysti zrezygnował z zabrania głosu, widząc podpierająca się ściany Aoxis. Dziewczyna była blada, co zauważył od razu. Fakt ten był niepokojący, zważywszy, że karnacja Filizjanka i tak już była dość jasna. Teraz wyglądała niczym trup. Mysti zbliżył się do nastolatki i położył dłoń na jej ramieniu. Spojrzał wprost w jej oczy i dostrzegł, że spojrzenie Aoxis jest nieobecne, zupełnie jakby była w jakimś transie. Nie wyglądało to dobrze.

— Aoxis, co się stało? — spytał Mysti, lecz uzyskał tylko w odpowiedzi przeczący ruch głową i odpychająca go dłoń.

Aoxis w dalszym ciągu stała przy ścianie, lecz tym razem patrzyła na księcia. Ból w głowie nasilił się, przez co nastolatka miała ochotę krzyczeć, jednak powstrzymała się.

— To… nic… — wyszeptała Aoxis z trudem, zaciskając mocno szczękę.

Mysti pokręcił głową, jakby zobaczył coś nierealnego. Można powiedzieć, że tak właśnie było. Nie wierzył, że dziewczyna przed nim, tak po prostu próbuje udawać, że nic jej nie jest. Książę nie był ślepy. Widział ból z jakim musiała się mierzyć Filizjanka. Kadetka mimo, iż mogła pójść do pielęgniarki wolała dalej się męczyć. Mysti pokręcił głową. Dotarło do niego, że Aoxis może nie wiedzieć, że w akademii znajduje się gabinet pielęgniarki.

— W akademii, jest osoba z odpowiednim wykwalifikowaniem medycznym. Może ci pomóc. — rzekł książę. Uniósł brwi do góry. — No chyba, że stęskniłaś się za mną aż tak bardzo, że wręcz mdlejesz na mój widok. — zażartował, nie mogą się przed tym powstrzymać.

Mysti wiedział, że jego docinki są bardziej niż nie na miejscu, jednak nie lubił drętwych atmosfer, a taka właśnie zaczynała się robić. Mulian wolał wyjść na niemiłego niż przebywać w miejscu nasączonym powagą, nudą i chłodem. To nie były jego klimaty. Mysti pamiętał doskonale jak na naradach, często dokuczał obecnym tam osobą. Jego ojciec zawsze go o to upominał, lecz sam też raz wyznał, że zagrywki jego syna może i denerwujące, w jakiś sposób poprawiają mu humor. Książę był bardzo zabawowy, lecz nie oznaczało to, że nie potrafił spoważnieć. Wiedział, kiedy należy żartować, a kiedy przestać i wziąć daną sytuację na poważnie. Im dłużej patrzył na Aoxis, tym bardziej docierało do niego, że stan jej zdrowia to nie przelewki.

Mysti złapał Aoxis za dłoń i przyciągnął ją w swoją stronę. Wydawało mu się, że zrobił to dość delikatnie, lecz najwyraźniej się pomylił, bo Aoxis prawie, że upadła. Musiał chwycić ją za ramię, co zrobił trochę zbyt mocno, bo z ust Filizjanki uciekł cichy syk.

— Puszczaj…! — zawołała półszeptem Aoxis.

Mysti pokręcił głową, dalej trzymając dziewczynę. Robił to jednak już o wiele bardziej delikatnie. W momencie, kiedy był pewien, że Aoxis nagle nie straci równowagi, zabrał z jej ramienia dłoń.

— Musisz iść do pielęgniarki. — stwierdził Mysti, jednocześnie wydając tym samym Aoxis rozkaz. Dziewczyna nie zamierzała jednak usłuchać Muliana.

Aoxis cofnęła się, jednocześnie kręcąc głową. Może nie zrobiła zbyt wiele, ale Mysti zrozumiał przekaz. Książę westchnął ciężko, zastanawiając się, co takiego zrobił, że przyszło mu się mierzyć z kimś tak upartym jak Aoxis.

— Jestem nauczycielem, musisz się mnie słuchać. — Mysti westchnął, widząc, że jego pozycja nie ma dla Aoxis żadnej wartości. — Twój stan kwalifikuje cię do tego, byś była pod obserwacją lekarza. — powiedział surowo. Jeśli nie mógł zmusić Aoxis swoim autorytetem to zrobi, to odpowiednimi argumentami. — Zaprowadzę cię do gabinetu, po czym usprawiedliwię nieobecność na twoich pozostałych lekcjach, więc nie sprzeciwiaj się i pozwól sobie pomóc.

Słowa księcia, nic nie znaczyły dla Aoxis. Dziewczyna była głucha na jego argumenty. Możliwe nawet, że ich dokładnie nie słyszała. Filizjanka była niczym trup, robiła wszystko tak jak podpowiadał jej instynkt. Jej zdrowy rozsądek został w pełni uśpiony i pozbawiony głosu.

— Nie, nie chcę pomocy od kogoś takiego jak ty… — wysyczała Aoxis.

Mysti zmarszczył brwi. Nie rozumiał, o co chodzi dziewczynie. Co miała na myśli, mówiąc „od kogoś takie jak ty”? Czy chodziło jej o jego pochodzenia i status? Nie wiedział. Fakt, Aoxis nigdy nie wykazywała zbyt dużej sympatii, co do niego, ale Mysti nigdy nie sądził, by miała do Mulian jakiś głębszy uraz. Nauczyciel stwierdził, że Aoxis po prostu bredzi i zamierzał, choćby siłą, zaprowadzić ją do pielęgniarki.

— Aoxis, chodź za mną. — poprosił Mysti, chociaż nie obchodziła go odpowiedź dziewczyny. — Dowiemy się, co ci jest i wtedy wrócisz na lekcje.

Aoxis zrobiła gwałtowny unik. Zaskoczyło do księcia. Nie spodziewał się, że osoba, która jeszcze chwilę wcześniej nie potrafiła choćby prosto stać, będzie wstanie z taką gracją odskoczyć na bok. Filizjanka zaskakiwała go z każdą kolejną chwilą. Była niezwykłą kobietą. Jej inność nie była odrzucająca jak często się zdarza. Ona przyciągała, kusiła. Zupełnie jakby Aoxis, była czymś w rodzaju skarbu, zakazanego skarbu.

Mysti spojrzał na twarz kadetki i doznał niemałego szoku. Jej tęczówki, jedna czarna, a druga jasnoniebieskie, teraz miały barwę ciemniejszą niż węgiel. Intensywna czerń, która na myśl przywodziła śmierć, bądź skrzydła kruków, zamieszkujących grobowce. Był to przerażający kolor, który mroził krew w żyłach. Nawet Mysti, który nie raz stawał w obliczu niebezpieczeństwa, teraz nie mógł się poruszyć. Jego serce biło wręcz nienaturalnie szybko, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Książę nie myślał o niczym innym, jak o odwróceniu wzroku. Nie mógł jednak tego zrobić. Coś nie pozwało mu, nie spoglądać w tęczówki Aoxis.

Filizjanka delikatnie przechyliła głowę w lewą stronę i spojrzała na Muliana smutno. Uszy na jej głowie zaczęły się robić dziwnie przezroczyste, a włosy nabrały połysku i jeszcze większej głębi koloru. Magia, która ją otaczała, w żadnym stopniu nie przypominała tej, która niegdyś otaczała nastolatkę. Sprawiała wrażenie o wiele potężniejszej i wywoływała dziwne uczucia. Te emocje był tak niezrozumiałe, tak pomieszane, że nawet najbardziej opanowana osoba na świecie, nie byłaby wstanie stwierdzić, czym one dokładnie są.

— Empulso… — szepnęła Aoxis, po czym nagle osunęła się na ziemię.

Mysti zadziałał impulsywnie, łapiąc Filizjankę w tali i chroniąc ją tym samym przed upadkiem. Nie rozumiał, dlaczego jeszcze chwilę wcześniej nie mógł ruszyć choćby palcem u stopy, a teraz nagle był wstanie biec. Na dodatek uszy i moc Aoxis wróciły do swojego poprzedniego stanu. Mysti zastanawiał się, czy tamte wcześniejsze uczucia nie były tylko wymysłem jego wyobraźni. Magia nie mogła się zmieniać. Każdy rodził się z aurą, której zmiana mogła kosztować nawet życie miliarda osób. Spraw duchowych nie chciano zgłębiać. Głównym powodem były konsekwencje takich czynów.

— Aoxis! Otwórz oczy! — zawołał z paniką Mysti. Aoxis jakby słysząc rozkaz księcia, uchyliła nieznacznie powieki, a wtedy Mulian spostrzegł, że jej tęczówki wróciły do normalności. — Co ty…? — Nim skończył zadawać nastolatce pytanie, ta znowu straciła przytomność. Tym jednak razem, wołanie i wydawanie rozkazów nic nie dało.

Mysti nie zamierzał czekać ani chwili dłużej. Mimo wszystko Aoxis była jego uczennicą. Musiał się o nią troszczyć i dbać o stan jej zdrowia. Przeklął w myślach, wyczuwając, że Filizjanka miała gorączkę. Książę postanowił dać reprymendę nauczycielowi, z którym Aoxis wcześniej miała lekcje. Nie mógł zrozumieć, jak jeden z pracowników, posiadających tak duże kwalifikacje, dopuścił do tego, by ledwie przytomna dziewczyna chodziła po korytarzu. Może i nauka w akademii była obowiązkowa, lecz Mulianie złożyli obietnicę, że każdy kadet będzie miał zapewnioną opiekę i nie stanie się mu tu nic złego. Może i Filizjanie zapomnieli o tym, a innych królestw to nie obchodziło, jednak ludzie z Mulio nienawidzili nie dotrzymywać danego słowa. Obietnice były dla nich święte, no przynajmniej dla większości. Mysti jednak należał do tej pierwszej grupy.

Mysti wziął Aoxis na ręce, po czym kopnął drzwi do sali. W tym samym momencie, co wyszedł na korytarza, zadzwonił dzwonek, a uczniowie zaczęli pędem zmierzać w jego stronę. Każdy jednak zatrzymywał się, widząc jak książę Mulio niesie nieprzytomną nastolatkę z wilczymi uszami na głowie.

Rozdział 9

W całej akademii można było wyczuć wiszącą w powietrzu burzę. Nauczyciele chodzili jak na szpilkach, a uczniowie żywo dyskutowali na temat sytuacji sprzed lekcji muliańskiego księcia. Jednych zżerało podekscytowanie, drugich niepokój. Mulianie obawiali się, że Aoxis chciała zrobić coś ich księciu, a ten broniąc się, doprowadził ją o takiego stanu. Oczywiście uznawali, że jeśli okazałoby się to wszystko prawda, to jedyną winną była by Aoxis. Edici układali już coraz to czarniejsze scenariusze. Sądzili, że Mysti chciał skrzywdzić Aoxis i obarczali go za wszystko winą. Kasonerianie dali się ponieść swoje fantazji i zaczęli układać nawet sonety o odważnej Filizjance, która obroniła księcia przed nieudanym zaklęciem. Były także wiersze, opowiadające o zakazanej miłości i złym strażniku, który postanowiła zgładzić piękną posiadaczkę książęcego serca. Wielu profesorów, w tym samego księcia, bardzo bawiły dzieła Kasonerian. Było to nie na miejscu, lecz czytając dzieła zapalonych uczniów, nie mogli powstrzymać uśmiechu. Jednak czas twórczy Kasonerian nie trwał długo, gdyż nauczyciele byli zmuszeni do rozproszenia zapalonych artystów. Nie chcieli, by ktoś uwierzył w opowiadane przez nich historię. Mysti jednak w tajemnicy i naginając troszkę zasady akademii, zachował sobie jeden z zarekwirowanych wierszy. Chciał mieć pamiątkę. Xesjanie natomiast tylko plotkowali, przekręcali i przekazywali słowa Mulian, Editów i Kasonerian dalej. Sami nie mieli jakieś dokładnej teorii na temat tego, co się wydarzyło w tamtej klasie. Filizjanie mieli chyba najbardziej racjonalną tezę, z wszystkich innych kadetów. Fakt, jakaś tam część, rozważała prawdomówność innych teorii, lecz zdecydowana większość sądziła, że Aoxis zraniła się zatrutą bronią. Wszyscy wiedzieli bowiem, że Mysti miał w swojej klasie sztylet z trucizną, której objawy były podobne do tych, które jak usłyszeli, miała Aoxis. Bardzo mała część kadetów, nie przejmowała się w ogóle tym wydarzeniem. Takie osoby zazwyczaj słuchały swoich podekscytowanych kolegów, lecz same, rzadko kiedy udzielały opinii na ten temat.

Aoxis leżała sama w wielkiej sali, z trzydziestką innych łóżek. Pomieszczenie było zamknięte. Tylko lekarz i nauczyciele mieli prawo do niego wchodzić. Celim wielokrotnie wykłócał się o to, jednak jego argumenty i groźby na nic się zdawały, odpowiedź zawsze była taka sama: „Nie wejdziesz!”. Chłopak był tylko uczniem i choć powoływał się na zasady placówki, to wiedział, że największą władzę mają tutaj nauczyciele i szlachta, a on do żadnej z tych grup nie należał.

Pracownicy szkoły obawiali się, że Aoxis cierpi na jakąś bardzo poważną chorobę i może zarazić innych, przez co nie byli chętni do monitorowania stanu dziewczyny. Jedynymi osobami, które nie wierzyły w domniemaną chorobę, była pielęgniarka, Mysti i Emerald. Ta trójka trzymała warte przy łóżku Aoxis i w przeciwieństwie do reszty, rzadko schodziła ze swojego posterunku. Zachowanie księcia nie podobało się muliańskim nauczycielom, pracownikom i uczniom, którzy martwiąc się o jego zdrowie, stawali na głowie, byle odciągnąć go od nieprzytomnej kadetki. Po wielu próbach wreszcie się im to udało i Mysti musiał odejść, by uzupełnić wysłane z pałacu papiery, które król chciał mieć jak najszybciej. Muliana bardzo to zirytowało, lecz jak na razie nie był na tyle potężny, by rywalizować z władzą swojego ojca.

Emerlad była przy Aoxis do ciszy nocnej, po tym pielęgniarka poprosiła ją o wyjście. Historyczka nie była co do tego bardzo przychylna, lecz jako nauczycielka, która nie miała żadnego wyższego statusu społecznego, zmuszona była przestrzegać reguł akademii. Jednak Emerald nie odchodziła z pustymi rękoma. Obserwowała Aoxis tak długo, że zauważyła parę rzeczy, które w jakiś sposób ją zaniepokoiły. Nie zamierzała jednak rozgłaszać tych faktów, bowiem nie chciała skrzywdzić uczennicy, gdyby jej przypuszczenia okazały się być niepoprawne.

Aoxis otworzyła oczy rankiem, następnego dnia. Wydawać by się mogło, że po tylu godzinach snu powinna być wypoczęta i pełna energii. Prawda była jednak inna. Filizjanka była osłabiona, a samo uniesienie dłoni do góry, sprawiało jej nie lada problem. Mięśnie dziewczyny zachowywały się tak, jakby były przez długi czas bardzo nadwyrężane. Aoxis jęknęła, chcąc usiąść. Zastanawiała się, gdzie jest i jakim cudem się tutaj znalazła. Nie pamiętała niczego, co mogłoby ją naprowadzić na odpowiedni trop. Ku jej nieszczęściu, w głowie miała istną pustkę. Jej wspomnienia kończyły się na tym, jak Celim poszedł na swoją drugą lekcje. Po tym wydarzeniu, nie było niczego innego. Przeklinała w głowie swoją bezsilność, gdy nagle do pomieszczenia ktoś wszedł. Aoxis przeniosła wzrok na białą tkaninę odgradzającą jej łóżko od całego świata. Doskonale słyszała czyjeś kroki. Ktoś szedł w jej kierunku z niebywałym spokojem. Materiał nagle zniknął z pola widzenia Aoxis, a światło słoneczne rozjaśniło jej najbliższe otoczenia. Nastolatka zamknęła oczy, sycząc.

— Cieszę się, że się obudziłaś. — rzekł ktoś, stojący obok. Po głosie, Aoxis wywnioskowała, że nieznajomy jest kobietą.

Filizjanka nawet po upływie kilku sekund, nie otworzyła ponownie oczu. Pielęgniarka obawiając się, że dziewczyna zasnęła, szybko zbliżyła się do niej i położyła na jej czole dłoń. Chłód spowodował, że Aoxis od razu zareagowała, unosząc powieki do góry i odsłaniając przed kobietą swoje dwukolorowe tęczówki. Ciemnowłosa pielęgniarka uśmiechnęła się, oddalając rękę od Aoxis.

— Gorączka ci spadła, a to dobry znak. — oznajmiła.

Aoxis zamrugała parę razy, patrząc udręczonym wzrokiem na kobietę. Filizjanka wyglądała strasznie. Nikt by nie powiedział, że jeszcze dzień wcześniej była pełna energii. Wory pod oczami i nienaturalnie blada skóra, sine usta. Na dodatek jej spojrzenie… Wszystko to sprawiało, że wyglądem przypominała trupa.

— Jestem pielęgniarką, lecz mów mi Rita. — Piegowata kobieta nachyliła się nad Aoxis, szepcząc pod nosem, jakieś niezrozumiałe dla dziewczyny, słowa. — Wygląda na to, że twoje ciało powoli wraca do formy. Trucizna z każdą chwilą jest neutralizowana.

W tęczówkach Aoxis błysnęły ogniki. Ze słów Rity zrozumiała, że ktoś chciał ją otruć, jednak nie rozumiała kto, ani po co, chciałby to zrobić. Na dodatek jak mogłoby do tego dojść? Nie jadła, ani nie piła niczego, oprócz posiłków zjedzonego podczas śniadania. Czyżby trucizna dostała się do jej organizmu w inny sposób? Jeśli tak, to w jaki? Nagle przez myśl Aoxis przeszło, że Celim maczał w tym palce. Chłopak był osobą, która wybrała dla niej jedzenie i picie. Na dodatek poczuła się gorzej, po tym jak poszedł na inną lekcję. Czyżby młodzieniec chciał ją zabić? Aoxis zacisnęła szczękę. Zaczynała lubić Celima, a teraz istniała możliwość, że ten chciał ją zabić albo w najlepszym wypadku unieruchomić na pewien czas.

— Zatrułaś się jednym ze składników eliksirów, który ważyłaś. Tak przynajmniej mówią twoje wyniki. — odparła Rita, widząc skupienie na twarzy nastolatki. Nie chciała, by ta zaprzątała swoją głowy sprawami, które można było w tak prostu sposób wyjaśnić. Aoxis była na ten moment zbyt słaba na takie rzeczy.

Filizjanka spróbowała się ponieść, co spotkało się z groźnym spojrzeniem pielęgniarki. Jej wzrok jednoznacznie wskazywało na to, że nakazuje Aoxis leżeć. Wizja siebie uwiezionej w łóżku, wcale nie odpowiadała dziewczynie. Musiała jednak słuchać kobiety obok siebie.

— Czy zatrucie się jednym ze składników eliksiru, jest czymś normalnym? — spytała Aoxis.

Aoxis w dalszym ciągu nie pamiętała, co się stało po opuszczeniu jej przez Celima. Pustka w głowie wcale się nie zapełniła, jak to zazwyczaj było. Najwyraźniej były to wspomnienia, których tak łatwo nie zdoła odzyskać.

Pielęgniarka wzięła leżący obok notatnik, po czym otworzyła go na pierwszej stronie. Jej wzrok utkwiony był w zawartości notesu, gdy nagle przeniosła go z powrotem na swoją pacjentkę. Wyglądała jakby rozważała coś bardzo ważnego, lecz w ostatnim momencie się zniechęciła.

— Jeśli mam być szczera, to akademia przewidywała, że coś takiego może się stać. Jednak nikt nie sądził, że może to być aż w taki sposób niebezpieczne. — przyznała Rita, ciężko wzdychając. — Najwyraźniej masz bardzo wrażliwy organizm, bowiem była tu jeszcze dwójka innych uczniów, którzy się zatruli. Ich stan jednak nie był tak poważny jak twój, a antidotum załatwiło całą sprawę.

Aoxis nie miała słabego organizmu. Sądzono nawet, że jest jej odporność jest wręcz nienaturalnie duża. Rodzice nieraz zachwycali się tym, że ich córka tak rzadko choruje. Aoxis nie sądziła, by było to kłamstwem. Nie chorowała przebywając w o wiele gorszych warunkach, w których rosną rośliny używane do robienia trucizn. Jednak w tym wszystkim było jedno, malutkie „ale”. Aoxis siedziała w domu, więc czy naprawdę jej odporność była tak duża jak sądzili jej rodziciele? Dziewczyna nie była tego pewna.

Rita roześmiała się, zakrywając usta swoim notatnikiem.

— Nie chodziło mi o twoją odporność, a o organizm! — zawołała Rita rozbawiona.

— Skąd pani…? — Aoxis nie rozumiała, dlaczego wszyscy wokół niej, wiedzą o czym myśli. Najpierw Celim, a teraz Rita… Czyżby wszyscy posiadali umiejętność czytania w myślach drugiej osoby?

— Najwyraźniej nie zauważyłaś, ale powiedziałaś część swoich rozmyśleń na głos. — odparła Rita, starając się powstrzymać śmiech.

Aoxis zaczerwieniła się, czując jak ogarnia ją wstyd. Jak mogła tego nie zauważyć?

— Masz wrażliwy organizm, lecz twoja odporność jest bardzo duża.

Aoxis zmarszczyła brwi, spoglądając na nauczycielkę z lekko zaczerwienioną twarzą.

— Nie rozumiem. — przyznała Filizjanka, odwracając wzrok.

— Twój organizm… Jak by to powiedzieć, by było jak najbardziej po młodzieżowemu… — Rita zamyśliła się. Milczała przez parę sekund, by później nagle klasnąć w dłonie. — Eureka! — zawołała zadowolona. — Twój organizm łapie wszystkie bakterię wokół siebie, przez co nazywam go wrażliwym. Natomiast twoja odporność sumiennie walczy z każdym „wrogiem”.

— Jeśli…! — Aoxis wtrąciła, lecz szybko została uciszona przez srogie spojrzenie Rity.

— Nie ładnie to tak komuś przerywać. — skarciła Aoxis pielęgniarka. Filizjanka jednak nie wzięła jej uwagi do serca. Obeszła ją. — Szkodliwa dla ciebie substancja, na pierwszy rzut oka nie była postrzegana przez twój organizm jako wróg. Dopiero później, kiedy elementy tej substancji trafiły do twojego krwiobiegu, zaczęła się walka. Można powiedzieć, że sposób w jaki zareagowało twoje ciało, był dość przewrażliwiony. — przyznała Rita, przykładając do czoła Aoxis białą chustkę. — Minder Anfi Ru.

Ciepło rozlało się po ciele nastolatki, lecz nie przejmowała się ona nim w choćby najmniejszym stopniu. Bardziej fascynowało ją zaklęcie, które rzuciła Rita. Nie pamiętała, by znajdowało się ono w jej starej książce, o zaklęciach podstawowych. Na dodatek w skład inkantacji, wchodziły trzy słowa. Czyżby kobieta przed nią mogła posługiwać się magią średniozaawansowaną, lub zaawansowaną? Na bogów! Jednym z pomniejszych marzeń Aoxis było spotkać osobę z takim poziomem wiedzy. Ludzie Mulio naprawdę muszą być bardzo utalentowani… Aoxis poczuła delikatne ukłucie w sercu. Była nieszczęśliwa, lecz szybko odgoniła negatywne myśli na bok. Znowu Filizjanie byli tymi najgorszymi.

Rita odczekała parę sekund, po czym przysunęła chustkę w swoją stronę. Aoxis zauważyła, że materiał zmienił kolor na niebieski. Pielęgniarka skrzywiła się, wyciągając z kieszeni fiolkę z jakąś miksturą.

— Niestety, najwyraźniej w twoim organizmie dalej jest substancja, która ci zaszkodziła. — przyznała Rita niepocieszona. — Będziesz musiała zażyć lekarstwo, które ci dam. Eliksir, który przekażę, brany musi być rano i wieczorem. Zalecana dawka to jedna łyżka. — Zmierzyła ją uważnym spojrzeniem, po czym pokręciła głową. — Zapewne jesteś bardzo odpowiedzialna, ale… Wybacz, ale nie ufam twojej pamięci.

Aoxis przekręciła oczyma, spodziewając się takiej odpowiedzi. Zapewne dadzą jej jakąś niańkę. Było to upokarzające. Filizjanka nie była dzieckiem, by potrzebować pomocy drugiej osoby, w czymś takim jak przyjmowanie leków. Aoxis mogła wynaleźć miliony argumentów na to, że dałaby sobie radę sama. Jednak było jedno „ale”, którego w żaden sposób nie mogła się pozbyć. Jej pamięć. Ta kwestia sprawiała, że dyskusja na temat samodzielności Aoxis w przyjmowaniu leków, od razu zostałaby skazana na porażkę.

— Rozumiem… — stęknęła Aoxis, krzywiąc się. — Skąd pani wie, że to coś dalej we mnie jest? — spytała, nie rozumiejąc, co dało tej kobiecie wypowiedziane zaklęcie. Pewnym było, że chusta zmieniła kolor, ale co to oznaczało? Czyżby niebieski kolor miał jakieś większe znaczenie w medycynie?

Rita wyprostowała się, obchodząc łóżko Aoxis na około. Nastolatka spostrzegła leżące na szafce obok książki z historii i eliksologia. Kusiło ją, by zapytać pielęgniarkę o błąd w podręcznikach, lecz powstrzymała się. Uznała, że spytała ją już o wystarczającą ilość rzeczy, a dalsze pytania mogłyby ją zirytować. Aoxis już wcześniej zauważyła, że Rita miała sińce pod oczyma, co mogło wskazywać na to, że nie spała całą noc. Czyżby przy niej czuwała?

— Im bledszy kolor niebieskiego pojawi się na białej chustce, tym mniej trucizny znajduje się w organizmie pacjenta — powiedziała Rita rzeczowo. Rozmasowała swoje czoło, ciężko wzdychając. — Twój przyjaciel czekał przed drzwiami całą noc.

Aoxis zmarszczyła brwi. Miała przyjaciela? Tutaj? Kto mógłby się za niego podać? Przecież nie znała… Nie, była jedna osoba, która mogłaby się tak nazwać. Celim, Filizjan półkrwi. Grantowowłosa uśmiechnęła się. Fakt, że miała w akademii kogoś takiego, bardzo ją radował.

— Biedaczek spał na krześle i nawet, kiedy dostał karę za nie przestrzeganie ciszy nocnej, nic nie zrobił. Czekał aż się obudzisz, a teraz — Rita jednym ruchem odsunęła zasłaniającą łóżko Aoxis zasłonę, pozwalając dziewczynie dostrzec jak wiele łóżek znajdowało się wokół — czujesz się lepiej, więc pozwolę twojemu przyjacielowi cię odwiedzić. Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko i czujesz się na siłach, by go przyjąć.

Aoxis jedynie skinęła głową, nie mogąc się już doczekać aż stąd wyjdzie i będzie mogła na spokojnie porozmawiać ze swoim przyjacielem. Przyjaciel — jak to ładnie brzmi — pomyślała Aoxis, uśmiechając się jeszcze szerzej.

Pielęgniarka odwróciła się do swojej podopiecznej plecami i zwróciła się w kierunku wyjścia. Nic nie mówiąc, wyszła z pokoju, by zawołać siedzącego pod pomieszczeniem Celima. Według Rity, upór chłopaka był godny podziwu. Większość zrezygnowałaby już po godzinie czekania. On jednak dalej siedział pod salą. Nie przestraszył się nawet gróźb nauczycieli. Został ukarany, a mimo to dalej czekał. Rita uważała, że Aoxis ma wspaniałego przyjaciela. Przeglądając akta Aoxis, natrafiła na informacje, że dziewczyna żyła na odludzi, nie mając kontaktu z rówieśnikami. Pielęgniarka sądziła, że coś takiego będzie równoznaczne z tym, że Aoxis nie będzie mieć żadnego bliższego znajomego. Wizerunek tak uparcie czekającego na wieści o zdrowiu nastolatki, Celima, był dla niej niemałym zaskoczeniem.

Rita stanęła przed pół Filizjanem, kładąc dłonie na biodrach i przyjmując srogi wyraz twarzy. Muliankę bawiło to, że musiała grać tak strasznie poważną. Lubiła luźną atmosferę i ludzi, którzy szanują siebie nawzajem. Trudno więc jej było udawać chłodną pracownice akademii. Jednak nie ważne jak bardzo Rita nie lubiła tej powagi, była dorosła i to w jej ręce powierzono zdrowie wszystkich obecnych w szkole kadetów. Musiała o nich dbać, być niczym matka.

— Jeśli chce pani powiedzieć, bym sobie poszedł, to z góry oznajmiam, że nigdzie się stąd nie ruszam. — odparł Celim, nie czekając na to, co chce mu powiedzieć pielęgniarka.

Rita w odpowiedzi zasłoniła usta dłonią, hamując śmiech. Chwilę zajęło jej uspokojenie się i sprawienie, by w jej masce nie było żadnej niedogodności.

— Zaprawdę? — spytała Rita, z nutą zarozumialstwa w głosie. — Jesteś pewien, że choćby nie wiadomo co, nie zejdziesz z tego krzesła?

Celim skinął głową, patrząc na pielęgniarkę ze zdeterminowaną miną. Ricie coraz trudniej było udawać poważną i surową. Nie mogła już dłużej powstrzymywać delikatnego uśmiechu. Filizjan zastanawiał się, co takiego knuje kobieta przed nim. Spodziewał się, że znalazła wreszcie sposób na to, by wysłać go do jego pokoju. Celim jednak postanowił, że choćby użyto na nim magii, postara się z tym walczyć. Chciał zobaczyć w jakim stanie jest Aoxis i żaden przeklęty przepis i człowiek w tej akademii go przed tym nie powstrzyma.

— Idź. — Rita ruchem dłoni wskazała na drzwi do pomieszczenia, w którym leżała Aoixs — Ona się obudziła.

Celim wystrzelił niczym z procy, wbiegając do wskazanego miejsca. Nie miał żadnych podstaw, by sądzić, że Rita go okłamała. Parę razy udało mu się zobaczyć wnętrze pokoju. Na dodatek to właśnie od tego miejsca, grono pedagogiczne kazało mu się trzymać z dala. Celim parę razy próbował wkraść się do środka, lecz zawsze ktoś go łapał, nim zdołał dostać się do swojej koleżanki.

— A mówiłeś, że nie ma szans, byś ruszył się z tego krzesła! — zawołała Rita, rozbawiona do granic możliwości.

Celim już jej nie słuchał. Nie obchodziło go, co powie pielęgniarką. Po tylu godzinach czekania wreszcie mógł zobaczyć Filizjankę. Nie minęło nawet dziesięć sekund, a Celim był już obok łóżka Aoxis. Patrzył na nią z troską na twarzy. Przez moment stał bez ruchu, a jego lisie uszka były lekko oklapnięte. Celim zastanawiał się, czy to, co widział nie było jakąś projekcją stworzoną przez magię. Skóra dziewczyny była taka blada, a sińce pod oczyma dodawały jej tylko upiorności. Na dodatek te rozczochrane włosy. Aoxis posłała mu delikatny uśmiech, a wtedy wszelkie wątpliwości Celima znikły. Nikt nie mógłby się tak uśmiechać, nikt oprócz jego koleżanki.

Rudowłosy ukląkł obok łóżka Aoxis i odetchnął z ulgą. Wyglądał tak, jakby po wielu godzinach życia w stresie wreszcie odnalazł chwilę spokoju. Ciemnowłosa roześmiała się, lecz po chwili syknęła, czując ból w głowie. Zaalarmowany tym dźwiękiem Celim, zmarszczył brwi.

— Mam zawołać…?

— Nie! — wtrąciła nagle Aoxis. — Nic mi nie jest, to tylko ból głowy. — dodała nieco spokojniej.

Celim nie wyglądał na przekonanego. Był gotowy pójść do Rity, nawet jeśli Aoxis by się na niego obraziła.

— Dlaczego nie wyszedłeś przed ciszą nocną? — spytała nagle Aoxis, wybijając tym samym Celima z rytmu. — Zostałeś ukarany z tego, co słyszałam. — to zdanie Aoxis wypowiedziała ze złością.

Celim skrzywił się, przypominając sobie, że za nieprzestrzeganie ciszy nocnej ma szlaban z panią Diur. Tak bardzo nie trawił tej kobiety. Dwudniowa kara z nią była dla niego czymś gorszym od dożywotnej służby u jednego z Mulian albo sprzątania stadnin. Wolałaby wszystko inne niż spędzenie o kilka godzin więcej z nauczycielką.

— Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele nie zostawiają drugiego na pastwę losu. — stwierdził Celim, po chwili ciszy. — Nie mogłem zostawić przyjaciółki na pastwę nauczycieli, a już na pewno nie po tym, co usłyszałem.

Aoxis zrobiło się głupio. Celim myślał o niej w tak pozytywny sposób, a ona? Kiedy tylko dowiedziała się o truciźnie, pomyślała, że to właśnie ją otruł. Z drugiej strony dziewczyna była zaskoczona tym jak szybko ze znajomych przeszli do przyjaciół. Celim był bardzo otwarty, ale dla Aoxis było to coś dziwnego. Sądziła, że mimo, iż chłopak nazywa ją „przyjaciółką” to minie jeszcze sporo czasu nim tak naprawdę nią będzie.

Druga część zdania Celima przykuła uwagę Aoxis. Dziewczyna przechyliła głowę nieznacznie na bok, tłumiąc w sobie ból. Nie mogła, co chwilę syczeć i jęczeć, bo coś ją bolało. Cierpienie minie i nie ma powodu, by teraz aż tak bardzo je eksponować.

— O czym mówisz?

Celim uniósł brwi. Dopiero po chwili zrozumiał, że powiedział coś, o czym nie powinien wspominać. Teraz miał dwa wyjścia, skłamać, że nic nie pamięta albo powiedzieć prawdę. Jednak czy ta druga opcja nie wpłynie negatywnie na zdrowie Aoxis? Celim martwił się, że jeśli powie prawdę, stan Filizjanki ulegnie pogorszeniu.

— To nic, nic ważnego! Tak tylko chlapnąłem! — zawołała Celim, nieco zbyt emocjonalnie. Jego gwałtowne zaprzeczenie było dla Aoxis sygnałem, że to coś poważnego.

— Naprawdę? — spytała Aoxis słodko. — Wierzę ci, jesteśmy przecież przyjaciółmi, a przyjaciele nigdy się nie okłamują. — pod koniec jej głos przeszedł w niemal szept.

Celim zagryzł wargę, zauważając do czego dąży jego koleżanka. Znał ten rodzaj zagrań, jego mama często je stosowała, kiedy nie chciał zrobić czegoś, co ona od niego wymagała. Celim sądził, że to zabawne. Jednak zarówno argument Aoxis jak i ten, który zawsze wytaczała jego rodzicielka, był bardzo mocny i przekonujący.

— Nie spodoba ci się to, co zaraz powiem… — wyznał Celim bardzo niechętnie.

Mózg Aoxis zaczął pracować na jeszcze wyższych obrotach niż wcześniej. Rozmyślała i szukała jakiejkolwiek wskazówki na to, co chce jej powiedzieć Celim. Co takie mogło się stać, że chłopak chciał to ukryć? Aoxis nie wpadła na żaden pomysł, a od tak intensywnego myślenia, ból głowy tylko się wzmógł.

— O tym, że zemdlałaś dowiedziałem się dopiero po lekcjach. Do momentu, w którym nie usłyszałem twojego imienia, staranie ignorowałem opowieści swoich znajomych z klasy. Po szkole krążą plotki, a Kasonerianie wpadli w ten swój twórczy trans. — oznajmił Celim.

Aoxis miała wrażenie, że krew w jej żyłach zaczęła wrzeć. Złapała Filizjana za ramię i mocno nim potrząsnęła. Jej źrenice były rozszerzone, kiedy w jej głowie pojawiła się wręcz przerażająca myśl.

— Plotki? O czym?! — Aoxis ponownie potrząsnęła Celimem. — Mów!

Dziewczyna była zdenerwowana, a mina Celima wcale nie poprawiała jej humoru. Błagała wszystko, co święte, żeby jej przypuszczenia nie okazały się być prawdziwe. Już sam fakt, że stała się obiektem rozmów większości osób w tej szkole napawał ją złością. Miała ochotę coś roztrzaskać.

— Jest wiele wersji, lecz jeśli by to tak uogólnić, to uczniowie twierdzą, że ty i profesor Mysti jesteście kochankami albo chciałaś go zabić — jeśli chodzi o to drugie, to jest, to opinia Mulian.

Aoxis puściła ramię towarzysza i zasłoniła twarz dłońmi. Jej życie w akademii właśnie zostało zniszczone. Chciała być niewidoczna, wtopić się w tłum. Co zamiast tego dostała? Nie minęła nawet dwa dni nauki, a ona już jest na językach innych. Na dodatek coś takiego… Jak w ogóle ktoś mógł pomyśleć, że ona i Mysti byli kochankami?! Mulian był księciem i na pewno ma już wybraną narzeczoną. Zresztą! Nawet gdyby jej nie miał, to nie związałby się z Aoxis. Ich różnice społeczne były niczym ziemia i niebo. Na dodatek Aoxis nie czuła do niego niczego specjalnego. Był tylko i wyłącznie jej nauczycielem jak i osobą, która często ją denerwowała.

— Moje życie właśnie się skończyło… — Aoxis wyszeptała upiornie.

Celima przeszły dreszcze, kiedy dotarł do niego głos Aoxis. Dziewczyna już wcześniej była dość zamknięta w sobie i do momentu, w którym nie spędził z nią nieco czasu, traktowała go dość chłodno, lecz teraz… Teraz wizerunek Filizjanki przywoływał na myśl jedynie smutek i wszechobecną rozpacz.

— Ej, plotki ucichną. Nauczyciele już zajęli się uciszaniem kadetów i rekwirowaniem dzieł Kasonerian.

Choć nieudolnie, Celim próbował pocieszyć Aoxis. Widząc, jednak, że dziewczyna nadal szepcze coś pod nosem, postanowił jak najszybciej zmienić temat ich rozmowy.

— Nie mówiłaś, że poza mną masz jeszcze jednego przyjaciela! — zawołała Celim, udając oburzonego.

Aoxis odsłoniła jedno oko i spojrzała na chłopaka z iskrami w oczach. Na chwilę przestała się przejmować tym, że była obiektem plotek, a zainteresowała się słowami Celima. Nie miała w akademii osób, które były by jej bliskie. Tego była pewna. Celim był jedynym człowiekiem, która nazywała się jej przyjacielem.

— O czym ty znowu mówisz? — głos Aoxis przybrał na ostrości.

Celim skrzywił się. Nie chciał znowu zaczynać jakiegoś tematu tabu, ale jeśli już zaczął, to należałoby skończyć.

— Oprócz mnie i pracowników szkoły, była tu jeszcze jedna osoba — odparł Celim, a Aoxis opuściła dłonie. — Nie wiem jak się nazywa, ale chyba była Editką. — Chłopak podrapał się po głowie. — Nie pamiętam jak dokładnie wyglądała. — przyznał zmieszany. — Ale była bardzo niziutka.

Źrenice Aoxis rozszerzyły się, kiedy zrozumiała, że oprócz Celima była tutaj jeszcze jakaś Editka. Ale kim ona mogła być? Nie znała żadnej przedstawicielki Edit, która mogłaby się o nią martwić. Jej współlokatorka może i była mieszkanką tego królestwa, a jej humorki i zachowania były często bardzo niezrozumiałe i nielogiczne, jednak Aoxis wątpiła, by Baleria martwiła się o nią aż tak bardzo. Nie! Wątpiła to, żeby Editka w ogóle się o nią martwiła.

— Dziewczyna, o której mówicie to Baleria Kurz — wtrąciła się Rita, która niezauważona weszła do pomieszczenia i przez przypadek usłyszała końcową wypowiedź Celima.

Filizjanie, jak jeden mąż, odwrócili się w stronę Mulianki i zmierzyli ją spojrzeniem. Ich synchronizacja rozbawiła Ritę. Aoxis natomiast, dokładnie analizowała słowa pielęgniarki. Nie mogła uwierzyć w to, że wspominaną przez Celima Editką, była jej współlokatorka. Filizjanka pokręciła głową. Baleria była taka nieprzewidywalna, a jej czyny tak często nie pasowały do słów, które wypowiadała.

— Z tego co wiem, jest ona twoją współlokatorką. Baleria obiecała przypilnować tego, byś sumiennie przyjmowała leki. — Rita pokręciła głową. — Najwyraźniej nawet Edici mogą się na coś przydać. — W słowach Rity można było wyczuć niechęć i odrobinę szyderstwa.

Aoxis odrzuciła okrywającą ją tkaninę na bok i spojrzała na Ritę jakby była nienormalna. Jej głowa zaczęła pulsować jeszcze bardziej, a mięśnie z całych sił pragnęły odmówić Aoxis posłuszeństwa. Celim wyprostował się, po czym zrobił krok do tyłu. Nie chciał być na linii ognia, a Aoxis była naprawdę wściekła. Może i była osłabiona, ale był pewien, że przyjaciółka jest wstanie dyskutować nawet w takim stanie.

— Baleria ma moje lekarstwa? Jak pani…! — Aoxis była bardzo oburzona, a jej duma urażona. Wcześniej, kiedy Rita wspomniała o tym, że ktoś inny będzie pilnować za nią lekarstw, Aoxis, można powiedzieć, to po prostu zignorowała.

Rita klasnęła w dłonie, a Aoxis od razu zamilkła. Posyłała kobiecie spojrzenie pełne negatywnych uczuć, lecz pielęgniarka nie wydawała się tym w ogóle dotknięta.

— Jak już wspomniałam wcześniej, pamięć Filizjan, a tym bardziej czysto krwistych Filizjan, nie jest najlepsza. Nie chcę, by przez to twój stan uległ pogorszeniu. Może i czujesz się lepiej, lecz to, co ci zaszkodziło w dalszym ciągu krąży w twoich żyłach. Pewnie skutki zatrucia odczuwać będziesz przez dwa-trzy dni. — oznajmiła surowo Rita.

Celim wolał się nie odzywać, ale w myślach przyznawał rację pielęgniarce. Nie ważne, z której strony na to by spojrzał, faktem jest, że Aoxis mogłaby zapomnieć o wzięciu lekarstwa, a tym spowolnić swój powrót do zdrowia.

Rita pokręciła głową, zauważając, że nie wytłumaczy tego Aoxis. Dziewczyna była zbyt uparta i dumna. Mulianka uważała, że upór jej pacjentki był dość dziecinny. Nie zamierzała jednak zwracać jej uwagi. Aoxis może i miała już te paręnaście lat, lecz wciąż była jeszcze dzieckiem, przynajmniej w jej oczach.

— Celimie, odprowadź, proszę, swoją przyjaciółkę do jej pokoju. Wydaję mi się, że przyda się jej pomoc.

Aoxis obrzuciła kobietę kolejnym spojrzeniem, które nie przywodziło na myśl, żadnych pozytywnych emocji.

Rozdział 10

Aoxis opierała się o ramie Celima, powoli idąc przed siebie. Leżąc w łóżku ból mięśni był zauważalny, lecz dopiero kiedy nastolatka wstała, zrozumiała jak wielki i uciążliwi on był. W momencie, w którym postawiła pierwszy rok po opuszczeniu gabinetu i zażyciu środków wzmacniających — których nie chciała w ogóle wziąć — zrozumiała jak słaba była. Gdyby nie szybka reakcja, Filizjanka zapewne upadłaby na podłogę. Aoxis była zła, bardzo zła. Z całego swojego serca zaczęła wręcz nienawidzić eliksologii. Nie chciała chodzić już nigdy więcej na te zajęcia. Aoxis nie przyznałaby się do tego, ale głównym powodem tego pragnienia, nie była jej niechęć do pomocy innych. Nie, najbardziej znaczącą przyczyną był strach. Ciemnowłosa obawiała się, że następnym razem może się dla niej to skończyć o wiele gorzej. Co gdyby nie dotarła do klasy Muliana, a zemdlałaby w jakimś kącie? Aoxis nie chciała nawet o tym myśleć. Wizja tego, że mogła umrzeć, przerażała ją. Ta reakcja jednak nie była niczym dziwnym. Każdy, kto cenił życie nie ważne jak okrutne było i jaki miał cel, bał się śmierci. Koniec egzystencji odbierał ludziom możliwości i sprowadzał na tych, którzy nas kochali wielki smutek.

Aoxis syknęła, po czym odruchowo rozejrzała się po pustym korytarzu. Dziękowała wszystkiemu, co święte za to, że trwały zajęcia. Nie chciała, by inni kadeci widzieli ją w takim stanie. Zresztą, już nawet pomijając fakt, że Celim trzymał ją w tali i był bardzo blisko niej, to uczniowie i tak zrobiliby wokół niej szum.

— Aoxis, wiem, że jesteś zmęczona, ale jeśli będziemy się co chwilę zatrzymywać to nie dojdziemy do twojego pokoju nawet za trzysta lat. — stwierdził gorzko Celim, poprawiając trzymane pod pachą podręczniki Aoxis. — Zresztą, trzymanie ciebie i tych książek jest bardziej niż niewygodne. — marudził.

Nastolatka zagryzła wargę. Nie wiedziała jak rozwiązać ten problem, a dokładniej mówiąc odrzucała jedyną na to możliwość. Celim mógłby wziąć ją na ręce, lecz Aoxis nie miała odwagi tego zaproponować. To byłoby dziwne. Trybiki w głowie Filizjanki pracowały na najwyższych obrotach, jednak w jej głowie nie pojawił się żaden inny pomysł. Zmęczona westchnęła, odbierając książki od Celima i spojrzała na niego z posępną miną.

— Mamy dwa wyjścia — uznała Aoxis, a uszy Celima gwałtownie uniosły się do góry. — Pierwsze, biorę książki i idziemy tak jak wcześniej. — Aoxis przełknęła ślinę, przygotowując się mentalnie na śmiech Celima, po usłyszeniu jej genialnego pomysłu. — Drugie, bierzesz mnie na ręce i niesiesz.

Celim roześmiał się, widząc jak Aoxis odwraca głos. Dziewczyna opacznie zrozumiała jego rozbawienie i skrzywiła się, mrużąc gniewnie oczy.

— Dziękuję ci za pomoc, ale dam sobie już radę sama! — fuknęła Aoxis, chcąc odsunąć się od Celima. Jej duma została urażona, podobnie jak podczas pierwszego spotkania z muliańskim księciem.

Niestety, wystarczył jeden krok postawiony do tyłu, by mięśnie Aoxis odmówiły posłuszeństwa, a kolana się pod nią ugięły. Celim złapał przyjaciółkę prawie, że natychmiast. Posłał jej uśmiech, po czym pomógł utrzymać równowagę.

— Czasami się zastanawiam, czy nie odbierasz każdego śmiechu jako ataku na siebie. — zażartował Celim, biorąc Aoxis na ręce. Zaskoczona Filizjanka zareagowała dopiero minutę później odbierając sobie tym samym możliwość na oswobodzenie się. — Faktycznie, tak jest o wiele wygodniej! — zawołał, szczerząc się. Aoxis uderzyła go w tors.

— Jesteś za głośno. Ktoś może zaraz wyjść na korytarz, a mi nie chcę się tłumaczyć, dlaczego kolega trzyma mnie na rękach.

Prawdę powiedziawszy, Aoxis wątpiła, by nauczyciel nie zrozumiał zaistniałej sytuacji. Uczniowie prawdopodobnie też by dojrzeli jaka jest prawda. Aoxis przekręciła oczyma. Pomyślała, że kadeci odrzuciliby te najbardziej racjonalne wyjaśnienie. Zamiast tego, zaczęliby rozpuszczać kolejne plotki. Kosmyki włosów zasłoniły nastolatce twarz, przez co Celim nie mógł zobaczyć jakie emocje są na niej widoczne. Aoxis nic nie mówiła, milczała jak zaklęta, myśląc. Dziewczyna o dziwo nie rozmyślała o bólu i tym, co ją spotkało. Głównym tematem jej myśli byli rodzice, których zostawiła w Fil. Nie minęły nawet dwa dni, a ona już tęskniła. Smutek i strach ściskały jej serce. Aoxis obawiała się, że Helen i Tamis już o niej zapomnieli. Wiedziała, że nie byłaby to ich wina, ale to i tak bolało. Czy taki był cel tej akademii? Osoby, której się w niej uczyły miały zapomnieć o swoich domach i w pełni oddać się służbie w wojsku? Aoxis nie chciała stać się marionetką, lalką czekająca na rozkazy. Po chwili Filizjanka odrzuciła swój wcześniejszy pomysł. Może i ludzie z Fil nie mieli zbyt dużo do powiedzenia, lecz co z resztą królestw? Ich mieszkańcy nie oddaliby swoich dzieci tylko po to, by te stały się żołnierzami Mulian. Edici byliby pierwszymi, którzy chwyciliby wtedy za broń.

— Celimie, słyszałam, że dostałeś jakąś karę. Czy mogę wiedzieć, czym ona jest i na czym polega? — spytała Aoxis, kiedy chłopak stanął przed drzwiami żeńskiego akademika.

Celim skrzywił się, przypominając sobie o tym dość nieprzyjemnym dla siebie wydarzeniu. Filizjan był pewien, że nigdy nie polubi nauczyciela biologii. W czasie, kiedy reszta profesorów rozumiała, dlaczego chłopak ciągle czekał pod salą, nauczyciel po prostu nakazał mu odejść, a gdy ten odmówił dał mu szlaban z tą przeklętą Emerald.

— Nie musisz się tym przejmować. Ten przeklęty muliański nauczyciel nie może zrobić mi nic poważnego, a to w jaki sposób mnie ukarał, nie jest aż tak złe. — stwierdził Celim ze zbyt dużym entuzjazmem, który oczywiście udawał.

Celim pomógł Aoxis stanąć na ziemi i pośpiesznie otworzył jedną ręką drzwi, a drugą przytrzymywał swoją towarzyszkę. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że rudowłosy coś ukrywa. Aoxis zagryzła wargę, rozumiejąc, że Celim przedstawił dość łagodny obraz kary jaką otrzymał. Zapewne nie chciał martwić przyjaciółki, lecz jego czyn tylko bardziej ją zdenerwował i zirytował. Aoxis chciała pomóc. Nie mogła może zrobić wiele, lecz chciała pomóc choćby w najmniejszym stopniu.

W momencie, kiedy para weszła do budynku, zauważyła ich kobieta pilnująca porządku w akademiku. Czarne oczy pracownicy wlepione były w Aoxis. Celima przeszły dreszcze i nie mógł wyjść z podziwu, że jego przyjaciółka jest wstanie patrzeć nieznajomej prosto w oczy.

— Aoxis Ender, widzę, że czujesz się już lepiej — oznajmiła kobieta, podchodząc do Filizjan i podtrzymując Aoxis. — Chłopcze, możesz już iść. Odprowadzę Aoxis do jej pokoju i w razie czego pomogę jej we wszystkim. — Widząc nieprzekonaną twarz nastolatka, pośpiesznie dodała: — To mój obowiązek jako pracownika akademii.

Celim nie miał żadnego wyboru. Powinien pozwolić kobiecie zaprowadzić Aoxis do jej pokoju i jak najszybciej ewakuować się z terenu tego akademika. Uczeń nieposiadający pozwolenia, nie powinien przebywać w takim miejscu. W wypadku, kiedy nieznajoma zaproponowała, że zaopiekuje się Aoxis, powinien jak najszybciej stąd uciec. Im dłużej przebywał w tym budynku tym bliższy jest otrzymania kolejnej kary. Celim nie chciał odchodzić. Pragnął upewnić się, że z jego przyjaciółką będzie wszystko dobrze, jednak widząc w czarnych oczach pracownicy iskry, poczuł potrzebę by jak najszybciej opuścić to miejsce. Filizjan złapał się za głowę, zaciskając szczękę.

— Ty…! — wystękał Celim, czując jak magia ciemnowłosej zaczyna przejmować nad nim kontrolę.

Aoxis zaniepokojona stanem Celima, postawiła krok do przodu, uciekając tym samym poza zasięg dłoni kobiety. Od razu tego pożałowała, kiedy kolana się pod nią delikatnie ugięły i miała problem z ustaniem o własnych siłach. Opiekunka akademika od razu ją pochwyciła, będąc bardzo zmartwiona.

— Celim, co ci jest? — spytała Aoxis, przyjmując pomoc kobiety.

Dziewczyna nie czuła magii, która napierała na umysł chłopaka. Nie mogła tego widzieć ani wyczuć, bowiem magia nieznajomej była bardzo mglista i delikatna. Niewykrywalna.

— To… Tylko ból głowy.

Celim nagle się wyprostowała, a kobieta uśmiechnęła się nieznacznie, widząc, że nastolatek wreszcie jej uległ. Nie bała się tego, że będzie pamiętać o tym zdarzeniu. Pamięć Filizjan była tak krucha, że z łatwością można było nią manipulować, a fakt, że o czymś zapomną nikogo nie dziwił. To było takie wygodne.

— Celim, jesteś pewny? Może powinieneś pójść do Rity? — Aoxis w dalszym ciągu nie dawała za wygraną. — Może też się zatrułeś czymś na Eliksologii.

Celim pokręcił głową, a czarnooka kobieta zazgrzytała zębami. Aoxis w jej mniemaniu nie powinna przejmować się takimi bzdetami jak ten chłopiec. On był nikim, a teraz zajmuje jej czas, czas, który pracownica chciała spożytkować w o wiele bardziej przydatny sposób.

— Do widzenia, pani Badis. — oznajmił Celim, po czym jego spojrzenie od razu przeskoczyło na ranną Filizjankę. — Do zobaczenia, Aoxis! Mam nadzieję, że jutro spotkamy się na stołówce.

Nikt oprócz Badis i Filizjana nie wiedział, jak ten, usilnie walczy z mocą kobiety. Celim miał ochotę krzyczeć i jak najszybciej zabrać od Badis, Aoxis. Błagał w myślach, by zapamiętałby choćby strzępek tej sytuacji, ale z każdym kolejno postawionym krokiem jego wspomnienia znikały.

Aoxis spojrzała na osobę, która zapragnęła się nią zaopiekować i zmrużyła oczy. Nazwisko kobiety bardzo się jej nie podobało. Miała, co do niego złe przeczucia. Zupełnie jakby znała jego znaczenie, chociaż tak naprawdę z niczym go nie kojarzyła.

— Aoxis, jak się w ogóle czujesz? Wszystko już dobrze?

Aoxis skinęła głową, nie czując się na siłach, by dyskutować z kobietą. W dalszym ciągu nie rozumiała, co stało się wtedy, kiedy przyjechała. Nie pamiętała może tej sytuacji dokładnie, lecz miałam przeczucie, że zrobiła wtedy coś bardzo istotnego. Coś, co mogło ją doprowadzić do bardzo niewygodnej sytuacji.

— Cieszy mnie to. — przyznała pracownica, idąc powoli w stronę pokoju nastolatki. — Tak w ogóle to jestem Minichri Badis, możesz do mnie mówić Nichri. Musimy się zaprzyjaźnić.

Aoxis nie podobało się to, że Minichri, aż tak chce się z nią spoufalać. W jej zachowaniu nie było uprzejmości, jak u Rity. Nie, Aoxis czuła, że powinna trzymać się od niej z daleka. Była niebezpieczna, przyprawiała ją o dreszcze.

— Wybaczy mi, pani, ale jestem pani podopieczną i…

Aoxis zamilkła, czując jak uścisk na jej ramieniu nabrał na sile. Spojrzała na uśmiechającą się Minichri i zaczęła się zastanawiać, dlaczego ta kobieta jest tak doskonałym aktorem. Patrząc na tę dwójkę z boku jedyne, co można by zobaczyć to starszą kobietę, która pomaga nastolatce.

— Nie musisz być tak oficjalna, Aoxis. Możesz mi zaufać. — zapewniała Minichri wciąż się uśmiechając. — Czy w ostatnim czasie wydarzyło się coś, co wprawiło cię w zakłopotanie? Mogę ci pomóc, pamiętaj o tym.

Filizjanka nie wiedziała czy ma się śmiać czy też płakać. Minichri sądziła, że nie zauważy tej jej wręcz chorej potrzeby zbliżenia się do niej? Aoxis uważała, że kobieta grała idealnie zatroskaną, jednak w niektórych momentach za bardzo przesadzała.

— Nie, dziękuję, proszę pa… Nichri — szybko się poprawiła, czując na sobie ostre spojrzenie ciemnowłosej. — Nie stało się nic, o czym chciałabym z kimś porozmawiać. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Aoxis kłamała jak z nut. Minichri także zdawała sobie z tego sprawę. Nie mogła jednak niczego zrobić. Nie była w stanie zmusić Aoxis do posłuszeństwa, zresztą takie coś, na pewno zostałoby przez nią zapamiętane.

— Rozumiem. Przez całą tą sytuację mogą ci się śnić koszmary. Nauczyciele chcieliby, byś relacjonowała mi każdy swój sen. Mam nadzieję, że nie będzie to dla ciebie żaden problem.

Słowa Minichri wstrząsnęły Aoxis. Miała mówić tej kobiecie o swoich snach? Cóż to za pomysł?! Filizjanka wolałaby już zostać żoną muliańskiego księcia niż mówić Minichri o swoich snach.

— Dlaczego? Nie sądzę, by istniała taka potrzeba. — Aoxis od razu chciała w jakikolwiek sposób pokazać, że nie ma zamiaru mówić o swoich snach. — Zresztą, sny to chyba bardzo osobista sprawa.

— Nauczyciele obawiają się, że po tym co się stało możesz mieć koszmary. — Minichri zatrzymała się, zauważając, że jest już przed drzwiami do pokoju nastolatki. — To ma ci pomóc. Takie wydarzenie w pierwszy dzień szkoły, musiało tobą wstrząsnąć i spowodować niechęć do akademii.

Aoxis nigdy wcześniej nie słyszała większych bzdur. To co mówiła Minichri nawet w najmniejszym stopniu nie było prawdą. Nie czuła strachu przed akademią, lekcjami czy innymi rzeczami. No może obawiała się trochę eliksologii, ale… Mimo wszystko! Wiedziała, że winę ponosił eliksir, a dokładniej jeden z jego składników. Aoxis była pewna, że pani Diur zadba o to, by więcej nie miała z nim do czynienia.

— Aoxis, jeśli jest to dla ciebie trudne, będę mogła użyć zaklęcia by sprawdzić twoje sny i…

Aoxis gwałtownie odepchnęła Minichri od siebie. Ból, osłabienie i uczucie przytłaczającego zmęczenia — wszystko to znikło. Granatowowłosa w żadnym stopniu nie przypominała siebie sprzed chwili. Promieniowała potęgą.

— San! — zawołała Aoxis głosem przepełnionym dumą. Jej spojrzenie było tak ostre, że mogłoby ciąć metal.

Minichri nie wiedziała, co powiedzieć. Znowu… To uczucie bezwładności ponownie się pojawiło, a Aoxis najwyraźniej straciła kontrolę nad samą sobą.

— Edra Nichri Badis, Empulso — dodała Aoxis, robiąc zarozumiałą minę. Nagle jej wzrok złagodniał, a usta zacisnęły się w wąską kreskę. — Jesteś… Kwiatem oszustwa… Trucizną…

O dziwo, wymówienie tych czterech słów w języku powszechnym było dla Aoxis nie lada problemem. Nagle Filizjanka odzyskała władzę nad własnym ciałem i zasłoniła usta dłonią. Pamiętała. Wiedziała, co powiedziała. Jednak skąd znała ten język? I skąd on pochodził?!

Minichri nie wiedziała, co zrobić. Wszystko działo się za szybko. Czas przeciekał jej przez palce, a w głowie nie pojawiał się żaden przydatny pomysł.

— Wybaczy pani, ale…

Aoxis nie skończyła nawet mówić, wbiegając do swojego pokoju i zamykając za sobą drzwi. Mimo, iż stan sprzed chwili minął, Aoxis czuła się wręcz doskonale. Dziewczyna złapała się za głowę i pociągnęła za swoje włosy. Co się działo? Dlaczego to wszystko przydarza się właśnie jej?! Aoxis była rozgoryczona. Chciała, by wszystko wróciło do swojego dawnego stanu. By nic nie zaburzało jej spokoju. Dłonie zaczęły się jej trząść, a w głowie pojawiać coraz to gorsze wizje. Filizjanka nie myśląc ani chwili, chwyciła za zrobiony przez siebie mechanizm i zaczęła coś przy nim kombinować. Przykręcała, rozkręcała, niszczyła i budowała. W jej obecnym stanie, tylko majsterkowanie było wstanie sprawić, że zaczęła odzyskiwać swój względy spokój. Nagle po pokoju rozniósł się odgłos głośniejszy niż te wcześniejsze. Jedna z zębatek pękła na pół, co normalne nie było. Aoxis ukryła twarz w dłoniach, czując coraz to mocniejszy ból głowy.

Rozdział 11

Aoxis stała obok osoby, która nakazywała reszcie uczniów biegać przez magiczny tor przeszkód. Wynalazki napędzane przez brin, latały wokół uczniów, przeszkadzając im, a trasa, co chwilę ulegała zmianą. Na twarzach kadetów widoczne było zmęczenie, a z ich ciał lał się pot. Niektórzy nawet pytali czy mogą ściągnąć swoje marynarki, lecz nauczyciel tylko mówił, że na wojnie nie ma czasu na wybrzydzanie, że każdy powinien być wstanie wytrzymać w otrzymanym mundurze każde warunki atmosferyczne. Aoxis na ten temat się nie udzielała, podziwiając wszystko wokół siebie.

— Aoxis!

Dziewczyna podskoczyła słysząc głos swojego profesora.

— Tak, proszę pana? — spytała Aoxis spięta.

Mężczyzna o ostrym spojrzeniu, podał jej jakieś tomiszcze i od razu wrócił wzrokiem do ćwiczących. Musiał pilnować, by nikt się nie ociągał.

— Podobno poprosiłaś bibliotekarkę o tę książkę. Kazała mi ją tobie przekazać, bowiem jako pierwszy mam z tobą lekcje w poniedziałek. — oznajmił chrapliwie. — Uważam jednak, że nie jestem twoim posłańcem i następnym razem sama masz załatwiać takie sprawy. Rozumiesz?! — spytał profesor typowym dla siebie tonem głosu.

Aoxis energicznie kiwnęła głową, przytulając do piersi książkę. Mężczyzna ją przerażał. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy, lecz jego wygląd i ton głosu do najłagodniejszych nie należał.

— Tak, proszę pana! — zawołała Aoxis, widząc jego tężejący wzrok.

Kadeci spoglądali w stronę tej dwójki, lecz po chwili wracali do swojego zadania. Plotki w dalszym ciągu obiegały akademię, a niektórzy uczniowie zaczepiali nawet Aoxis na korytarzu i próbowali potwierdzić swoje tezy. Filizjanka często nie mogła nawet dojść do słowa, zasypana pytaniami. W takich momentach do akcji wkraczał Celim, który odganiał nachalne osoby. Często robiąc to, był bardzo niegrzeczny.

Aoxis była zwolniona z zajęć, które wymagały większego wysiłku fizycznego do jutra. Od wtorku miała zacząć normalnie uczestniczyć w lekcjach. Chociaż w momencie, kiedy na początku postawione wymagania będą mniejsze, nie można nazwać tego normalnym uczestnictwem. Aoxis doceniała to, że pracownicy akademii tak bardzo się o nią troszczą, lecz czasami miała wrażenie, że jest traktowana jak niepełnosprawna bądź ciężko chora. Już od niedzieli czuła się lepiej i wydawać by się mogło, że normalnie będzie mogła brać udział w szermierce i lekcji nazywanej placem bojowym. Była jednak z nich zwolniona i choć rozumiała powód, niezbyt się jej to podobało.

Filizjanka odeszła na bok. W dalszym ciągu chciała obserwować otaczające ją wynalazki, lecz książka, którą miała w dłoniach była dla niej strasznie ważna. Sobotniego poranka Aoxis nagle przypomniała sobie, że chciała poczytać o Pierwszej Królowej i bardziej zagłębić się w konflikt pomiędzy królestwem Mulio i Edit. Ciekawiła ją ta persona, której pamiętnik miałbyś głównym powodem sporu. Aoxis chciała dowiedzieć się więcej, nawet jeśli miałaby później o tym zapomnieć. W tak momencie bycie zwolnionym z lekcji było niczym wybawienie.

Nauczyciel nie patrzył na Aoxis, mając na głowie innych, ćwiczących uczniów. Nie martwił się zbytnio o dziewczynę, bowiem nie sądził, by ta odstawiała teraz jakieś numery. Ludzie po przeżyciach są o wiele bardziej ostrożni i rozważni — tak właśnie uważał.

Aoxis usiadła po turecku na ziemi. Wybrała dość zacienione miejsce, lecz i takie, w którym czytanie nie sprawiłoby jej problemu. Odchrząknęła, otwierając książkę na spisie treści. W bibliotece była razem z Balerią, która uparcie twierdziła, że nauczyciele nakazali jej ciągle obserwować stan Aoxis. Editka nie oddalała się od swojej współlokatorki na więcej niż metr, wyjątkiem było, kiedy obydwie przebywały w swoim pokoju bądź miały inne lekcje. Aoxis bardzo to irytowało, jednak nigdy nie zwróciła Baleri uwagi. Wydawało się jej, że nastolatka w jakiś sposób, sama z siebie chciała strzec jej przed niebezpieczeństwami. Było to dziwne, zważywszy na to, że jasnowłosa ciągle miała na twarzy grymas. Aoxis jednak z każdym minionym dniem upewniała się w przekonaniu, że współlokatorka gra. Dowodów na to było od liku. Pierwszym chociażby to, że przypomniała jej o dzienniczku, drugim fakt, że przyszła tamtego dnia do przychodni. Kolejnym podarowane przez nią Aoxis notatki z lekcji, które Baleria zdobyła od Editów, z którymi Filizjanka miałaby w czwartek i piątek zajęcia. Czy osoba, którą nie obchodziłoby, co się z tobą stanie, naprawdę poświęcałaby się aż tak bardzo? Aoxis rozważała wiele opcji, lecz najbardziej prawdopodobne było to, że Baleria po prostu gra chłodną i bezuczuciową. Przynajmniej jeśli chodziło o Aoxis.

Odszukawszy w spisie treści temat, który ją interesował, Aoxis szybko otworzyła książkę na odpowiedniej stronie.

Prawdziwe imię Pierwszej Królowej nie jest znane. Nie wiadomo nawet z jakiego ludu pochodziła. Dokonała jednak wielu wspaniałych rzeczy.

Powiada się, że w jej pamiętnikach skryta była wiedza o mieszkańcach innego świata. Istotach, które stworzyły nasz świat i wszystkich ludzi.

Przez posiadaną przez siebie wiedzę nazywana również Królową Zwycięstwa. Za czasów jej władania rozegrało się wiele wojen, z których prowadzone przez nią wojska wychodziły zwycięsko.

To ona, po raz pierwszy spróbowała zjednoczyć wszystkie królestwa. Jej próby nic jednak nie dały. Królestwa w dalszym ciągu były podzielone. Często wspominała, że jeśli zjednoczenie nie nadejdzie, to świat będzie zagrożony i bardzo szybko upadnie.

Zmarła nagle. Powodem było zatrucie nieznaną dla medycyny substancją. Zakończyła swoją egzystencję na terenach Fil. Sądzi się, że klątwa, która dręczy Filizjan jest skutkiem tego wydarzeniem. „Zabito tam królową, którą uważano za boginię, więc spadł na nich gniew bogów.” — To słowa jednego z uczonych.

Pamiętniki, które zostały po wielkiej władczyni, zniknęły dziesięć lat po jej śmierci. Winą za to obarcza się Editów — grupka Editów wkradła się tej nocy do zamku królewskiego. To wydarzenie spowodowało wielki rozłam pomiędzy królestwami i wywołało wiele wystąpień zbrojnych.

„Edici nas okradli, a teraz odmawiają zwrócenia tak cennego skarbu. Chcąc wykorzystać wiedzę Pierwszej Królowej dla siebie!” — mówi oburzony polityk.

U dołu znajdowało się jeszcze parę mało istotnych informacji na temat tego, że była bezdzietna i nie miała męża. Mowa też o tym, że od czasu jej śmierci nie było żadnego władcy, który dorównywałby jej wiedzą i talentem strategicznym. Aoxis była oczarowana kobietą. Z każdym przeczytanym słowem, chciała wiedzieć więcej. Zirytowała się, widząc, że tekst tak szybko się skończył. Ciągłe opinie od Mulian były według Aoxis zbędne w tej książce. Lektura miała jej czegoś nauczyć, a nie przybliżyć zdanie obcych dla niej osób. Mulio chyba chciało rozszerzyć wśród uczniów swoją propagandę i przekonać, że to oni mają rację, jeśli chodzi o kradzież pamiętnika. Aoxis aż przeszły dreszcze, kiedy pomyślała o tym jak wielka wiedza mogła być w tym dzienniku.

Pierwsza Królowa była wspaniała, ale i jednocześnie bardzo tajemnicza. Nikt nie wiedział, z jakiego królestwa pochodziła albo jak miała na imię. Zupełnie jakby ta kobieta nie chciała, by ktoś o niej pamiętał. Było to dziwne zagranie, ale w jakiś sposób Aoxis je rozumiała. Możliwe, że władczyni uciekła z domu, zmieniła wygląd i gdyby powiedziała jak się nazywa… Z jakiej rasy jest… Wszystko nad czym pracowała mogłoby obrócić się w pył. Fakt, mogła zawsze kłamać, lecz najwyraźniej wolała zostać władcą widmo niż posunąć się do czegoś takiego.

— Dobra! Zbierajcie się! Koniec lekcji! — zawołała profesor, wyrywając Aoxis z jej rozmyśleń.

Kadeci ciężko dysząc rzucali zaklęcia odświeżające. Aoxis natomiast wyciągnęła z kieszeni swój dziennik i sprawdziła, co miała teraz mieć. KMDP. Dziewczyna zmarszczył brwi. Co to miało być? Aoxis nigdy wcześniej nie widziała takiego skrótu! O ile „PB” można było w po prostu się domyślić, to co miało oznaczać „KMDP”? !

Filizjanka oburzona zaczęła patrzeć na resztę zajęć i nagle miała wrażenie, że padnie i nie wstanie. Co to miało znaczyć?! Czyżby w jej dzienniczku był jakiś błąd?!

— Technologia… — wyszeptała Aoxis, przejeżdżając palcem po przeczytanym słowie.

W akademii mieli ich uczyć czegoś, co jest związane z wynalazkami? Na wszystko co święte! To była dla Aoxis wspaniała wiadomość! Jej pasja… Ona będzie mieć przynajmniej tę jedną godzinkę na to, by pogłębiać ją jeszcze bardziej. Tak dużego uśmiechu nie było na twarzy Aoxis od bardzo dawna. Była szczęśliwa, a jej radość była doskonale wyczuwalna.

Chcąc upewnić się, co do tego, że nie jest to zwykły błąd, Aoxis otworzyła dziennik na stronie z ocenami i wszystko to okazało się być prawdą. Technologia… Filizjanka już chyba wiedziała jaki przedmiot będzie jej ulubionym. Wreszcie nie będzie musiała jedynie przykręcać i odkręcać koła zębate, a będzie mogła zając się czymś lepszym. Nie wspominając już o tym, że jedna zębatka jej pękła na pół. Aoxis miała naprawdę duże oczekiwania względem lekcji technologii. Widziała już w głowie jak wiele maszyn będą tworzyć i ile się dowie na temat wynalazków.

Nagle rozmarzona Aoxis spostrzegła, że ma już jakąś ocenę z eliksologii. Była to niebieska czwórka. Zapewne była to nota za Sitrim. Dziwne, że w ogóle jej ją wstawili. Chociaż z drugiej strony… Gdyby tego nie zrobili, Aoxis musiałaby powtórzyć robienie eliksiru, a to znowu mogłoby sprawić, że znalazłaby się w niebezpieczeństwie. Mimo wszystko Aoxis nie zamierzała narzekać. Sądziła, że ta czwórka to bardzo dobra ocena.

Aoxis wstała ze swojego miejsca, po czym skurczyła wypożyczoną lekturę i przywróciła do jego normalnych rozmiarów podręcznik do KMDP. Przyciągnęła go do swojej piersi i szybko skierowała się w stronę sali, w której miała mieć zajęcia. Aoxis starała się unikać większych grup uczniów. Nie miała ani siły, ani chęci na rozmowę z plotkującymi nastolatkami.

Aoxis udawało się umknąć każdej grupce, osobie, która pragnęła z nią nawiązać jakikolwiek kontakt. Zazwyczaj ktoś ją wołał, lecz wtedy przyśpieszała i udawała, że nic nie usłyszała. Na korytarzach w akademii było wiele osób i fakt, że Aoxis zdołała wyminąć ich wszystkich był dość imponujący. Niestety, ale w momencie, kiedy była już praktycznie metr od drzwi prowadzących do klasy, zatrzymała ją trójka dziewcząt z charakterystycznym dla Mulio wyglądem. Jedna z nich nachyliła się nad Aoxis i przeleciała ja wzrokiem. Nagle się skrzywiła, a Aoxis przekręciła oczyma. Była pewna, że ma do czynienia z rozpieszczoną przez życie panienką.

— Przyznaj się. Udałaś omdlenie, by nasz drogi książę wziął cię na ręce, prawda? — powiedziała Mulianka, a jej przyjaciółki zmrużyły gniewnie oczy. — Wiedz jednak, że uczennicy… Nie, Filizjance, nie przystoi obmacywać Muliana jego statusu społecznego. On jest członkiem rodziny królewskiej i zapewniam cię, że nigdy…

— Nie interesuję mnie w taki sposób. — przerwała Aoxis, nie chcąc dłużej słuchać wygadywany przez Muliankę głupot. — Wierz mi, że nie marzy mi się korona Mulio.

Dziewczyna roześmiała się, jakby usłyszała najlepszy żart w swoim życiu.

— Koronę? Pff… — prychnęła Mulianka, a jej koleżanki zaczęły chichotać. — W najlepszym wypadku, ale to naprawdę na drodze wyjątku, mogłabyś zostać zaledwie służącą księcia. — Udała zamyśloną. — Ach, mylę się. Rodzina królewska nigdy nie wzięłaby na pracownika dzikusa, rozmawiającego ze zwierzętami i żyjącego jak małpa.

Aoxis zacisnęła dłonie w pięści. Najchętniej uderzyłaby dziewczynę, lecz coś takiego mogłoby przynieść za sobą bardzo poważne konsekwencje. Gdyby była bogatą szlachcianką albo osobą z większym statusem społecznym, to…! Jej znaczenie na arenie politycznej było… Ono w ogóle nie istniało. Ciemnowłosa zacisnęła usta. Zamierzała przeżyć całą tę sytuację bez podnoszenia ręki na uczennicę. Musiała ją ranić słowami, lecz nie w taki sposób, by można jej coś zarzucić.

Ludzie na korytarzu w większości ignorowali rozmowę Filizajnki i Mulianki. Były jednak osoby, które chichotały jak opętane. Oczywiście, próbowały one ukryć swoje zachowanie, zasłaniając twarz za pomocą podręcznika lub dłoni.

— Wybacz, że cię rozczaruję, ale nie jestem dzikusem. — zaprzeczyła Aoxis, trzymając nerwy na wodzy. — Jeśliby spojrzeć na to ze strony politycznej naszych krajów, to jestem tobie równa. W moich żyłach płynie czysta krew, krew, którą tak jak ty, odziedziczyłam po przodkach. — dodała Aoxis złośliwie.

Mulianka cofnęła się od Aoxis, zakrywając twarz obrzydzona. Słowa Filizjanki uderzyły w jej dumę, bowiem były prawdą. Jeśliby spojrzeć na status ich krwi to dziewczyny były takie same. Jednak Mulianka była bogata, jej ojciec zajmował wysokie stanowisko. Była ważniejsza. Chociaż… Nawet będąc czystokrwistą wieśniaczką mieszkającą w Mulio, byłaby cenniejsza niż jakaś Filizjanka z płynącą w żyłach krwią czystą od kilkunastu pokoleń.

— Dzikus ma rodowód, lecz w dalszym ciągu dzikusem pozostanie. — wysyczała Mulianka, a niektóre osoby stojące obok nie mogły powstrzymać parsknięcia. — Nie porównuj mnie do siebie, bowiem nawet twoja krew nie daje ci prawa sądzić, że jesteś taka jak ja. Jestem Mulianką, córką zamożnego rodu. A ty? Co możesz zaoferować oprócz tej twojej czystej krwi? — Piegowata nastolatka zadarła swój podbródek do góry. — Twoja krew jest tyle warta, co królestwo, do którego należysz — nic. Fil jest niczym.

Aoxis zacisnęła dłonie w pięści. Tchórze… Otaczali ją tchórze, którzy woleli korzystać z okazji taka jak ta, niż samemu powiedzieć ci w oczy, co o tobie myślą. Sądzili, że jeśli pochodzą z majętnego rodu to mają prawo dyrygować tobą jak lalką. Tacy ludzie… Aoxis uważała, że są obrzydliwi. Może i z wyglądu byli piękni, jednak od środka zżerało ich zepsucie.

— Dość! — nakazał ktoś stanowczo. — Nie wstyd ci, szlachetna pani? — spytała ta osoba z jadem w głosie.

Mulianka od razu przeniosła swoje spojrzenie na osobę, która ośmieliła się z niej kpić. Widząc jednak kto się na to odważył, miała ochotę się roześmiać. Ktoś tak mały, tak żałosny chciał z nią walczyć? Pomijając nawet wygląd, to osoba przed nią była Editką, złodziejką.

— Nie słyszałaś, co powiedziałam? — Głos Editki był ostry jak brzytwa.

Aoxis miała wrażenie, że temperatura spadła o parę stopni. Wszyscy zamilkli, obserwując starcie pomiędzy tymi zagorzałymi wrogami. Filizjanka podniosła wzrok, chcąc zobaczyć kto był na tyle odważny i mądry, by wstawić się za nią. Widząc znajomą twarz, uśmiechnęła się. Baleria była zaprawdę niesamowita i niezastąpiona.

— Editka i Filizjanka… — Mulianka odrzuciła swoje włosy na bok. — Widzę, że do końca się stoczyłaś. — powiedziała, kierując swoje słowa w stronę Baleri. — Nie wiedziałam, że…

— Prawdziwą hańbą jest obrażanie kogoś i dręczenie słabszych. Czyżby Mulianek twojego pochodzenia nie uczono manier? — syknęła Baleria.

Aoxis była pod wrażenie tego, jak ta niska dziewczyna z niebywałą gracją i opanowaniem daje sobie radę z wysoką Mulianką. Na dodatek Baleria w delikatny sposób ubliżyła kadetce. Chyba nie tylko Filizjanka to zauważyła, bo parę osób zasłoniła usta dłonią.

Mulianka, do której zwróciła się Baleria, skrzywiła się, obrzucając srogim spojrzeniem wszystkich wokół. Niektórzy zadrżeli, a reszta miała ją po prostu gdzieś. Mulianie natomiast pokręcili głowami.

— Jak się nazywasz? — spytała ostro Mulianka.

Baleria prychnęła, krzyżując dłonie na ramionach.

— Etykieta wymaga byś odpowiedziała na zadane ci pytanie. — dodała dumnie jasnowłosa.

Blaeria była w kropce. Musiała podać swoje imię, inaczej mogłaby wyjść na hipokrytkę. Editka już otwierała usta, by odpowiedzieć. Pogodziła się z tym, że później mogła zostać przeklęta przez nastolatkę przed nią. Zresztą, była pewna, że w razie czego da sobie radę z klątwą.

— Aoxis Ender! — zawołała Aoxis, odpowiadając zamiast Editki. Widząc zaskoczone spojrzenie wszystkich, dodała spokojnie: — Nie sprecyzowałaś do kogo się zwracasz, a jeśli dobrze wiem, rozmawiałaś z nami dwoma. Jeśli odpowiedziałam na twoje pytanie, to ona nie musi tego robić — wytłumaczyła Aoxis.

Jej zagranie mogłoby się wydawać bezsensowe. Mulianka mogła ponowić pytanie, a wtedy Baleria i tak jej odpowie. Nim jednak jasnowłosa w ogóle otworzyła usta, w stronę kadetów zaczął zmierzać nauczyciel KMDP.

— Co to za zamieszanie?! — zawołał profesor.

Wszyscy obserwowali mężczyznę, który miał ich nauczać KMDP. Wiele dziewcząt zamilkła z zachwytu. Profesor był piękny. Jego długie fioletowe włosy zostały związane za pomocą srebrnej wstążki w wysoki kucyk, co uwydatniły tylko jego rysy twarz. Zdawał się być tak delikatny, lecz nikt nie miał złudzeń, że mogłaby to być prawdą. Intensywnie fioletowe oczy i jasna skóra, upewniały tylko, że nauczyciel jest czystej krwi Kasonerem. Aoxis była zaskoczona, że ktoś pochodzący z Kasoner zechce uczyć w placówce tego typu. Osoby urodzone z w tym królestwie zawsze były mocno związane ze sztuką, a akademia nie była odpowiednim miejscem dla kogoś takiego. Już fakt, że Kasonerianie w ogóle nie zbuntowali się przeciwko decyzji o obowiązkowym uczęszczaniu do akademii, był czymś niezwykłym.

— Ech…

Profesor ciężko westchnął, zauważając, że powodem całego tego hałasu była Mulianka i Editka. Widok Aoxis troszkę go zdekoncentrował, lecz po chwili zaczął łączyć wszystkie fakty i zrozumiał, co musiało się stać. Nie miał jednak żadnego dowodu, zeznania, że jego teza była prawdziwa. W takiej sytuacji musiał skarcić obydwie nastolatki. W normalnych warunkach Aoxis także zostałaby ukarana, lecz teraz miał rozkaz z góry, by trochę pobłażać nastolatce.

— Widzę, że zarówno w Mulio jak i w Edit nie uczą dzieci, jak powinny się zachowywać. Wstyd. Jeszcze na dodatek obydwie jesteście z rodziny szlacheckiej — skarcił z arystokracką nutą w głosie. — Wasze zachowanie hańby wasze rody. — dodał profesor, a Mulianka zaczerwieniła się. Już drugi raz ktoś powiedział do niej, że jest źle wychowana.

Aoxis zacisnęła dłonie w pięści, po czym szybko je rozluźniła. Nie mogła milczeć. Nawet jeśli Mulianka mogła się na niej później mścić, to nie chciała by i Baleria została ukarana. Editka wstawiła się za nią, była inna niż ci wszyscy tchórze. Jeśli Aoxis teraz ją porzuci, będzie jak ludzie, którymi gardzi.

— Panie profesorze! — zawołała Aoxis, zdobywając tym samym uwagę mężczyzny. — Baleria nic złego nie zrobiła. — oznajmiła, patrząc wprost w te fioletowe tęczówki.

Uczniowie zaczęli szemrać między sobą, lecz nauczyciel uciszył ich jednym ruchem dłoni.

— Idźcie do klasy i przygotujcie się do lekcji, zaraz przyjdę.

Wszyscy, oprócz trójki kadetek zamieszanych w kłótnie, wykonali polecenie nauczyciela. Kasoner miał nadzieję, że Aoxis ma jakieś dowody na to, co powiedziała. Nie chciał karać Baleri, wiedział, że dziewczyna była przykładną szlachcianką. Damą o wielkim sercu, która często ukrywała to, że martwi się o innych.

— Aoxis, wiesz, że to co powiedziałaś to poważny zarzut. Musisz udowodnić, że mówisz prawdę — oznajmił Kasoner, a Mulianka zadarła głowę wysoko do góry.

Aoxis nie miała żadnego dowodu, ale jakby miałaby go zdobyć? Nie znała zaklęć tego typu, a Mulianka zaatakowała ją nagle. Nie mogła być przygotowana na coś takiego. Udowodnienie, że powiedziała prawdę, graniczyło z cudem, chyba, że… Było jedno wyjście. Chociaż ryzyko jakie za sobą niosło, było dość przerażające.

— Nie mam dowodu — przyznała z goryczą Aoxis.

Profesor ciężko westchnął, wiedząc, że w takim wypadku musi ukarać obydwie dziewczyny.

— Ale…! — Aoxis zawołała, decydując się na podjecie tego ryzyka. — Jestem gotowa pokazać panu swoje wspomnienia. One będą wystarczające, czyż nie?

Nikt nie spodziewał się tego, że Aoxis zaproponuje coś takiego. Zobaczenie czyiś wspomnień, nie należało do najprostszych i najprzyjemniejszych przeżyć dla osób, której głowę się sprawdzało. Wdarcie się do świadomości człowieka, równało się wielkiemu bólowi i ogólnie przyjęto tę praktykę za coś niezgodnego z prawem. Wyjątkiem byli skazańcy, a także ci, którzy sami to proponowali, by udowodnić swoją niewinność bądź słuszność własnej sprawy. Aoxis sama to zaproponowała i gdyby nauczyciel sprawdził jej wspomnienia, nie byłoby to postrzegane jako przestępstwo. Jednak… Kasoner nie chciał tego robić. Aoxis zbyt dużo przeżyła w ostatnim czasie i jeśli by teraz ktoś wdarł się jej do głowy… Skutki mogłyby być opłakane.

— Doceniam twoje chęci, wierzę, że mówisz prawdę Aoxis. — rzekł Kasoner po minucie ciszy.

Mulianka spojrzała na profesora zirytowana. Nie wierzyła w to, że dał wiarę słowom Filizjanki. Na dodatek nie miał żadnego dowodu.

— Nie ma pan prawa, mnie uka…!

— Jeśli nie mam prawa osądzić ciebie za kłótnie, to mogę dać ci karę za to w jaki sposób zwracasz się do nauczyciela! — wtrącił Kasoner ostrym tonem głosu. — Balerio, Aoxis, idźcie do klasy. — nakazał, nie spuszczając z oczu Mulianki.

Filizjanka była tak bardzo zaskoczona, że nie mogła się poruszyć. Uwierzył jej. Pierwszy raz Aoxis poczuła się dowartościowana i ważna. Jej słowo miało znaczenie. Było istotniejsze niż to należące do Mulianki. Czyżby na tym świecie naprawdę istnieli ludzie sprawiedliwi, którzy nie patrzą na to z jakiej rodziny i królestwa jesteś? Nauczyciel zdobył u Aoxis wielkiego plusa.

W momencie, kiedy dziewczęta weszły do środka klasy, spojrzenia wszystkich padły na nich. Niektórzy zerkali na nie potajemnie, a inni w choćby najmniejszym stopniu nie kryli się z tym. Wzrok tak wielu osób, palił skórę Aoxis. Filizjanka zaczynała czuć się coraz to bardziej zażenowana. Baleria natomiast szła, a wyraz jej twarzy wcale się nie zmienił. Była spokojna i opanowana. Wyglądała jak arystokratka, którą jakby nie patrzeć była. Aoxis była zdumiona tym, jak bardzo różni się szlachta z poszczególnego królestwa. Wiedziała, że nie każdy jest taki sam, ale mimo to dostrzegała, jak wiele różniło każde królestwo i jego mieszkańców.

Baleria usiadła w pustej ławce. Aoxis zastanawiała się przez moment, czy z nią nie usiąść, lecz po chwili rozmyśleń uznała, że Editka zapewne chciałaby zostać sama. Nim jednak minęła jej ławkę, jasnowłosa, chwyciła ją za dłoń i szarpnęła w swoją stronę. Aoxis z zaskoczeniem na twarzy skorzystała z zaproszenia Baleri.

— Dziękuję… — szepnęła Aoxis.

Baleria skinęła głową, po czym otworzyła swój podręcznik na jakiejś stronie.

— To ja powinnam to powiedzieć — przyznała Baleria, nie odrywając wzroku od czytanego tekstu. — Dzięki tobie nie zostałam ukarana.

Aoxis miała ochotę się roześmiać, lecz wiedziała, że coś takiego byłoby nie na miejscu. Jeszcze gdyby była z Celime, to może takie zachowanie byłoby postrzegane jako normalne — Filizjanie byli bowiem „dzikusami”. Jednak była z Balerią, arystokratką z Edit, która w jej obronie stanęła naprzeciw Mulianki. Aoxis nie chciała robić współlokatorce wstydu, więc postanowiła po prostu zachowywać się jak najlepiej potrafiła.

— Stanęłaś w mojej obronie, więc tylko ci się odwdzięczyłam — rzekła Aoxis, także otwierając książkę od KMDP.

Baleria zmarszczyła brwi, zmieniając swój dotychczasowy wyraz twarzy. Moment, w którym pozbyła się swojej maski nie trwał długo. Już po kilkudziesięciu sekundach po zaskoczeniu nie było nawet najmniejszego śladu.

— To nie dlatego, że cię lubię. — burknęła Baleria, jakby chciała przekonać bardziej siebie niż Aoxis. — Nie jestem obrończynią chorych i sierot. Po prostu nienawidzę siedzieć w koncie i użalać się nad sobą lub myśleć „Co by było gdyby…?”. Wolę działać i przed chwilą po prostu to zrobiłam. Wiedziałam, że mogę ponieść konsekwencje, lecz mimo to podjęłam to ryzyko. Koniec tematu. — ucięła cierpko Baleria, widząc jak usta Aoxis formują się w delikatny uśmiech.

— Jak chcesz Balerio. — powiedziała Aoxis, nie chcąc dręczyć koleżanki.

Editka tylko skinęła głową, potwierdzając, że cisza to, to czego w obecnym momencie najbardziej pragnęła. Uwaga Baleri jak i Aoxis w pełni skupiła się na otwartej lekturze. Podręcznik był napisany w bardzo prostym języki i został podzielony na dwanaście rozdziałów. Pierwszy, na którym obecnie byli, opowiadał o podstawach magii i był bardzo krótki, liczył zaledwie trzy strony. Aoxis zastanawiała się, dlaczego rozdział zatytułowany „Zastosowania magii” liczył aż trzydzieści kartek. Filizjanka nie sądziła, by w dziale o tym, do czego używa się zaklęć nauczyła się czegoś więcej niż to, co już wiedziała. Chyba każdy wiedział do czego służą zaklęcia i jak trudne są niektóre z nich.

Ostatnio przybyłe kadetki w choćby minimalnym stopniu nie przejmowały się już palącymi spojrzeniami innych. Reszta klasy widząc to, powoli odwracała wzrok, wracając do swoich poprzednich czynności. Niektórzy rozmawiali, inni coś pisali na kawałku kartki, reszta tak jak Aoxis miała oczy utkwione w podręczniku. W ławce obok współlokatorek, siedziała dziewczyna o bardzo jasnych fioletowych oczach. Kasonerianka ani na moment nie spuściła wzroku z czytającej Aoxis. Obserwowała ją z takim skupieniem, że siedzący obok niej Mulian, uderzył ją łokciem w bok.

— Przestań, tak nie przystoi. — pouczył chłopak, a nastolatka spojrzała na niego z półprzymkniętych powiek.

— Nie jesteś ciekawy? Ta dziewczyna jest Filizjanką, a my bękartami znanych rodów. Nasza krew jest brudna. Czy nie sądzisz, że moglibyśmy się z nią dogadać? — spytała słodko swojego towarzysza.

Mulian ciężko westchnął, kręcąc głową.

— Po co nam to? Kontakty z nią nie przyniosą nam niczego dobrego.

— Ona rozmawiała z księciem… Twoim księciem. — przypomniała Kasonierianka, po czym znowu przyjrzała się Aoxis. — Masz rację… — przyznała nagle. — Nie powinniśmy się mieszać, to może być niebezpieczne.

Mulian cicho pochwalił nastolatkę, po czym wrócił do czytania. Mimo, że Kasonierianka powiedziała coś takiego i rozumiała, jak niebezpieczne byłyby kontakty z Aoxis, całym sercem pragnęła z nią porozmawiać.

Huk, który towarzyszył otwarciu się drzwi, sprawił, że Aoxis podskoczyła, w ogóle się go nie spodziewając. Siedząca obok niej Editka nie okazała zaskoczenia i po prostu uniosła głowę do góry i spojrzała na Kasonera, który zamierzał rozpocząć swoją lekcje. Nikomu nie umknął fakt, że wraz z nauczycielem nie przyszła Mulianka, która przed klasą zaczepiła Aoxis. Niektórzy zaczęli szeptać, niedowierzając w to, że słowo Filizjanki i Editki było ważniejsze niż Mulianki. W szkole Mulian panowała sprawiedliwość? — niedowierzali.

— Dobrze, dobrze! — zawołał Kasoner, klaszcząc w dłonie. — Czas przejść do naszych zajęć.

Niektórzy wydali z siebie jęk, udręczeni tym, że znowu będą musieli się czegoś uczyć.

— Pomijając nieprzyjemne wydarzenia z wcześniej, mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić na mojej lekcji. — Odchrząknął. — Witam wszystkich na kontroli magii dla początkujących. Od razu powiem, że jeśli ktoś czuję się na siłach, może przenieść się na zajęcia średniozaawansowane. — Kasoner zmrużył oczy. — Oczywiście wymaga to zdania testu, ale dla chcącego nic trudnego.

Aoxis była zafascynowana tym, jak bardzo przemyślany był podział na zajęciach. Każdy chodził na lekcje, które odpowiadały jego umiejętnością. Nie był jednak do nich ograniczonych. W każdym momencie mógł zmienić poziom trudności nauczanego przedmiotu bądź w pełni zrezygnować z jego nauki. Jedynym warunkiem było to, że musiał zdać każdy test i odrobić każde zadanie. Wizerunek dłuższej drzemki i samowolki kusił, jednak Aoxis wiedziała, że ona w odróżnieniu od innych, nie może zrezygnować z jakiejkolwiek lekcji. Jednak Baleria mogłaby opuścić parę zajęć. Na pewno miała już dość dużą wiedzę na temat kilku ze swoich przedmiotów. Mimo to, Aoxis nie wydawało się, żeby skorzystała z takiej możliwości. Na dodatek Baleria najwyraźniej chodziła na wszystkie zajęcia, na poziomie podstawowym.

— Nie myślcie, że etap dla początkujących jest prosty! — ostrzegł nauczyciel. — Parę osób napisało już egzamin i żadna z nich go nie zdała. — poinformował z rozbawieniem.

Nikt nie zdał egzaminu z kontroli magii i nie przeszedł na etap średniozaawansowany. Aoxia nie mogła dać temu wiarę. Jak skomplikowany był przedmiot tego Kasonera?! Filizjankę przeszły zimne dreszcze. Aoxis była pełna obaw. Nie wiedziała czy da sobie radę na testach z tych zajęć.

— Na początkowych lekcjach opowiem wam o magii. Zapewne wielu z was, wie o niej już dość wiele, ale czy ktokolwiek ją widział? — spytał Kasoner.

Magia była niewidoczna, więc niemożliwym było ją dostrzec. Aoxis zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, co myśleć o słowach profesora. Większość kadetów czuła się podobnie do Aoxis. Mieli mętlik w głowie.

— Ach! I tutaj jest właśnie pies pogrzebany! — zawołał boleśnie nauczyciel. — Magia będzie waszą główną i najbardziej pewną bronią na polu walki. Jak chcecie wygrać z wrogiem, jeśli nie znacie samych siebie? — spytał ostro.

Ktoś siedzący z tyłu klasy, podniósł dłoń do góry. Kasoner od razu przeniósł na tę osobę wzrok i skinął dłonią, udzielając jej pozwolenia na wypowiedzenie swojego pytania.

— Z jakim wrogiem niby mamy walczyć? — spytał uczeń. — Wszystkie pięć królestw i ich mieszkańcy biorą udział w przygotowaniach do walki. Jednak z czym mamy się mierzyć?

W klasie zapanowała cisza. Wzrok wszystkich utkwiony był w nauczycielu. Każdy czekał na jego odpowiedź. Aoxis sama była ciekawa. Już od dawna zastanawiała się, z czym miałaby walczyć. Jedyne do czego doszła to, to, że mieszkańcy wyspy, musieli być niebezpieczni.

— Informacja ta nie została ujawniona nawet kadrze nauczycielskiej. — przyznał cierpko Kasoner. — Musicie być jednak pewni, że nad nami wiszą burzowe chmury i jeśli nie weźmiecie nauki w akademii na poważnie, szybko zginiecie, a wraz z wami wszyscy, których kochacie.

Słowa profesora w bolesny sposób dotarły do każdego z klasy. Uczniowie wreszcie wyryli w swoich głowach to, że w każdym momencie mogli umrzeć. Aoxis wiedziała, że istnieje takie ryzyko, lecz dopiero teraz uzmysłowiła sobie, jak wielkie ono jest.

— Koniec! Wasza uwaga ma być skupiona na mnie i kontroli magii, a nie nad tym, co może się zdarzyć w przyszłości! — zawołał Kasoner, po czym odchrząknął. — Nie każdy może widzieć magię. Jednak mamy niepodważalne dowody na to, że pierwsza Królowa posiadała tę zdolność. Mam nadzieję, że chociaż kilku z was posiądzie tę umiejętności.

Nawet wizerunek uzyskania na wartości, nie poprawił humoru kadetom, którzy mimo, że ciałami byli na sali, to tak naprawdę duszami byli w całkiem innym miejscu. Zaledwie parę osób odgoniła od siebie myśli dotyczące własnej śmierci, a jeszcze mniej w ogóle o niej nie rozmyślała.

— Magia jest niczym instrument w rękach początkującego muzyka.

Aoxis uśmiechnęła się. Mieszkańcy Kasoner chyba zawsze będą porównywać sztukę do wszystkiego, co kiedykolwiek zobaczą. Ci ludzie byli urodzonym artystami, a fakt, że tak wielu młodych wspaniałych Kasonerian chodziło do tej akademii, był dość oburzający. Chociaż… Ludzie z tego królestwa są długowieczni, a ich obrona nie ma sobie równych. Nikt nigdy by nie podejrzewał, że miasto sztuki i piękna, będzie tak potężną twierdzą — nigdy nikt go nie zdobył ani nie zostało ono uszkodzone.

— Słowa to piosenka, którą śpiewamy do wygrywanej melodii. Jeśli zbyt bardzo skupimy się na słowach, melodia nam nie wyjdzie. Musimy zachować umiar, podzielić swoją uwagę, a w kwestii zaklęć wyższego poziomu, jest to bardziej skomplikowane. Łatwo jest zaśpiewać jeden wers, lecz o wiele trudnej połowę piosenki. — oznajmił Kasoner. — Im więcej słów ma zaklęcie, tym większego skupienia wymaga, a jego rzucenie bardziej porusza naszą duszę. Zupełnie jakbyśmy napisali poemat, porównywalny z dziełami Samira Edeniura.

Kim był Samir Edeniur? — spytała samą siebie Aoxis. Nigdy nie słyszała tego nazwiska, jednak widząc twarze innych w tym samego nauczyciela, Aoxis zrozumiała, że musiał być to ktoś bardzo ważny i znany. Filizjanka spuściła wzrok. Czy możliwym było, że zapomniała o tym człowieku? W obecnej sytuacji było to bardzo prawdopodobne. Aoxis uważała to za dziwne. Zapomniała o różnych rzeczach, tych ważniejszych i mniej ważnych, jednak tamta rozmowa z Minichri ciągle była dla niej bardzo wyrazistym wspomnieniem. Słowa, które wtedy wypowiedziała, także zachowały się w jej pamięci. Było to niezwykłe, ale i też bardzo przerażające. Aoxis w dalszym ciągu nie rozumiała skąd zna tę mowę.

— Pamiętacie poemat naszego wielkiego artysty, Samira Edeniura, który nosił dość dziwny i niezrozumiały nikomu tytuł „Empulso”?

Kasoner mówił dalej o dokonaniach swojego krajana. Opowiadał o tym, że jego dzieła poruszały ludzką duszę, i że magia działa w bardzo podobny sposób. Uznał, że osoba, która nie zna samego siebie nie będzie mogła opanować nawet tych najprostszych zaklęć. Powiedział nawet, że istnieli niegdyś Filizjanie, choć było ich naprawdę niewiele, którzy potrafili władać magią zaawansowaną. Było to nie lada zaskoczenie, ale Aoxis w ogóle się tym nie przejęła. Myślała tylko o tym, co powiedział nauczyciel wcześniej. Dzieło pod tytułem „Empuslo”. Aoxis rozumiała, co oznaczała ta nazwa. Trucizna…

Rozdział 12

Aoxis wręcz tanecznym krokiem kierowała się w stronę klasy, w której miała mieć lekcje technologii. Była uśmiechnięta od ucha do ucha i wątpiła, by cokolwiek zdołało zepsuć jej humor. Tak wielkiego szczęścia nie czuła już dawno. Oczyma wyobraźni widziała to jak na lekcji tworzy rozmaite maszyny, jak poznaje świat wynalazków od wewnątrz. Planowała już stworzenie jakiegoś wspaniałego urządzenia i wymyślała jakie mogłoby mieć ono zastosowanie. W głowie Filizjanki było miliony pomysłów, pomysłów, które ta planowała zrealizować.

Celim rozbawiony kręcił głową na zachowanie swojej przyjaciółki. Nie żeby sam się nie cieszył, ale sądził, że Aoxis nie powinna się aż tak nakręcać. Nikt nie wiedział przecież, jak będą wyglądać te lekcje. Na dodatek nie wydawało się mu, by osoby takie jak Kasonerianie czy Mulianie chcieliby mieć przedmiot poświęcony wynalazkom. Ludzie z Kasoner i Mulio nienawidzili technologii. Liczyła się dla nich tylko i wyłącznie magia.

— Co zrobisz jak na technologii będziemy jedynie uczyć się z podręczników? — spytał Celim z nutką złośliwości w głosie.

Aoxis posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, idąc w dalszym ciągu przed siebie.

— Mulianie nie będą chętni do grzebania w maszynach, a o Kasonerianach już nawet nie wspomnę. — kontynuował Celim, drążąc ciągle temat i jednocześnie coraz bardziej irytowując Aoxis.

— Ponure pomysły nie wniosą do życia żadnego szczęścia, więc natychmiast przestań! — syknęła, okręcając się na pięcie i zadzierając głowę do góry, by spojrzeć w oczy Celima. — Jeśli nie przestaniesz uderzę cię pierwszym kółkiem zębatym, jakie mi się napatoczy. — zagroziła, a w jej dwukolorowych tęczówkach błysnęło coś niebezpiecznego.

Celim podniósł dłonie do góry w geście kapitulacji, a Aoxis ponownie się uśmiechnęła i wznowiła swój marsz. Na jej twarzy nie było już ani jednego śladu niedawnej irytacji. Znowu była bardzo spokojna i wręcz promieniowała radością. Nic by nie powiedział, że jeszcze chwilę temu groziła swojemu przyjacielowi. Celim oczywiście wiedział, że Aoxis tak naprawdę nic by mu nie zrobiła, ale i tak był zaskoczony. Taka niepozorna dziewczyna, a potrafi być czasami aż tak straszna.

Reszta drogi minęła przyjaciołom w milczeniu. Aoxis dalej rozmyślała i planowała, a Xesjan obserwował ją i myślał, co dziewczyna zrobi, kiedy lekcja, na którą tak się cieszy, okaże się być całkiem inna niż to, czego się po niej spodziewała. Celim osobiście także był bardzo szczęśliwy, lecz nie miał złudzeń, co do tego, że będą na niej coś konstruować. Bardziej prawdopodobne było dla niego to, że będą po prostu przerabiać materiał dotyczący wynalazków. Chociaż sam fakt, że w akademii Mulian był taki przedmiot, przyprawiał Celima o utratę tchu, spowodowanego niedowierzaniem.

— Celim? Celim?! — wołała Aoxis, machając dłonią przed twarzą przyjaciela.

Celim zmarszczył brwi. Nie wiedział, w którym momencie Aoxis się zatrzymała i kiedy zaczęła do niego mówić. Był nieco zdekoncentrowany.

— Mogłabyś powtórzyć? — spytał Celim, śmiejąc się delikatnie.

Aoxis zmierzyła swojego rozmówce wzrokiem, po czym ciężko westchnęła. Dziewczyna uznała, że chłopak po prostu zapomniał o zadanym mu pytaniu. Nie była, więc na niego zła. Sama bowiem często zapominała o temacie prowadzonej przez siebie rozmowy.

— Pytałam się o twoje zainteresowania. Ty już wiesz, że lubię wynalazki i próbuje sama coś konstruować. — Aoxis nerwowo się zaśmiała. — Chociaż jak już ci mówiłam, często moje wynalazki kończą w kawałkach.

Celim uśmiechnął się, chcąc ukryć fakt, że nie pamięta niczego takiego. Aoxis podzieliła się z nim faktami ze swojego życia, a on tak po prostu o nich zapomniał. Troszkę go to zirytowało, lecz nie pokazał tego po sobie. Kroczył obok Aoxis, dotrzymując jej tempa.

— Nasze hobby się łączą, lecz jednak ja nie konstruuję, a tworzę… — Celim szukał odpowiedniego słowa — sztukę.

— Sztukę? Jesteś artystą? — spytała zaaferowana Aoxis. Nigdy nie spodziewałaby się, że uzyska od Celima taką odpowiedź. Filizjanka rozważała nawet, że chłopak sobie z niej żartuje i sztuką nazywa to, co ona uważa za zwykłe tworzenie wynalazków.

Celim roześmiał się. Mina jego przyjaciółki była bezcenna. To zaskoczenie i niedowierzanie na jej twarzy… Celim przystanął, a Aoxis zauważywszy to, także się zatrzymała. Posłała chłopakowi ponaglające spojrzenie. Mimo wszystko nie chciała spóźnić się na technologię. Nie wybaczyłaby sobie tego. Nawet jeśli Celim miał jej powiedzieć bądź pokazać coś ciekawego.

— Zrobiłem to sam. — pochwalił się Celim, ściągając z szyi rzemyk, z wisiorkiem. Była to dość niecodzienna ozdoba. Była wykonana z małych śrubek, kółka zębatego i czegoś jeszcze, czegoś, co Aoxis nie rozpoznawała.

Celim przybliżył przedmiot w stronę Aoxis, a ta stanęła na palcach, chcąc widzieć go dokładniej. Chłopak pokręcił głową, dając wisiorek do rąk przyjaciółki. Filizjanka dokładnie obejrzała ozdobę, a kiedy dotarło do niej czym jest przedmiot, którego na początku nie potrafiła rozpoznać, poczuła wielką ekscytację. Uczucie to zostało podjudzone przez radość, którą czuła.

— To brin… — wyszeptała Aoxis, przybliżając do siebie kawałek czerwonego kryształu. — Jak… Scaliłeś go z…!

Aoxis nie potrafiła się wysłowić. Połączenie magicznego silnika, a nawet jego kawałka, było czymś nieprawdopodobnym. Brin… Kryształ, który powstawał w Edit. Jedna z dum Editów. Celim zrobił z jego odłamka, śrubek i zębatki przepiękny wisiorek. To była biżuteria godna wspaniałego wynalazcy.

Celim wypiął pierś do przodu, dumny ze swojego osiągnięcia i zachwytu Aoxis. Biżuteria i inne ozdoby, które tworzył były dość kontrowersyjne. Wiele osób uważało je za coś niewłaściwego. Nikt nie mógł pojąć, że spod rąk pół Xesjana i pół Filizjana, wychodziły takie rzeczy, rzeczy, które niejednokrotnie przyprawiały innych o szybsze bicie serca i dreszcze.

— Tak, mówiąc szczerze zrobiłem go w niedzielę. Rodzice przesłali mi kilka moich rzeczy. — odparł Celim.

— To jest wspaniałe! — zawołała Aoxis, całkowicie ignorując słowa swojego przyjaciela. Była oczarowana wisiorkiem. Bardzo się jej podobał.

— Cieszy mnie to… — wyszeptał Celim bardziej do siebie niż do swojej przyjaciółki.

Aoxis chciała zasypać chłopaka kolejnymi komplementami, gdy nagle zobaczyła, że w ich stronę zmierza wysoki mężczyzna, trzymający w dłoniach książę zatytułowaną „Technologia dla początkujących”. Dziewczyna chwyciła przyjaciela za dłoń i trzymając w drugiej ręce własność chłopaka, zaczęła biec przed siebie. Celim nie protestował w ogóle nieprzygotowany na to, co zrobiła Aoxis. Nie rozumiał, co mogłoby ją podburzyć do tak nagłego i dziwnego zachowania.

— A…!

Tempo biegu było tak szybkie, że Celim nie był wstanie powiedzieć czegokolwiek. Aoxis pędziła jak szalona. Nie przejmowała się tym, że potrąciła bądź popchnęła delikatnie parę osób. Po prostu parła do przodu niczym lwica, która chciała za wszelką cenę dostać się do swojego młodego. Xesjan posyłał mijanym kadetką przepraszające uśmiechy, lecz nikogo one nie obchodziły. Filizjanka zatrzymała się dopiero pod klasą od technologii, a jej oddech był bardzo płytki. Pierś Aoxis unosiła się w zastraszająco szybkim tempie, a jej ciało odrobinę drżało. Celim także był zmęczony, lecz w jego przypadku było to ledwie widoczne. Aoxis jednak wyglądała tak jakby zaraz miała paść z wycieńczenia.

— Nie chcesz przejść się do pielęgniarki? — spytał Celim, lecz Aoxis tylko posłała mu ostrzegawcze spojrzenie. Był to znak, że nie zamierzała iść do Rity. — Jeśli ci się pogorszy to zatargam cię tam, choćbyś miałabyś mnie za to znienawidzić. — ostrzegł Celim.

Aoxis przekręciła oczyma, po czym zwróciła przyjacielowi jego wisiorek.

— Nie… ma… martw… się… o… o… mnie — wydyszała Aoxis.

Aoxis nie chciała, by ktoś jeszcze patrzył na nią jak na jakąś niepełnosprawną. Rozumiała, że przez ostatnie wydarzenie była słabsza, lecz nie oznaczało to, że choćby minimalny wysiłek fizyczny ją zabije. Fakt, była zmęczona jak nigdy, lecz nie było to niczym znaczącym! Każdy może dostać zadyszki po biegu!

— Aoxis, jesteś moją przyjaciółką, więc chyba logicznym jest, że będę się o ciebie martwić. — wyjaśnił zirytowany Celim. Nie rozumiał dlaczego jego koleżanka, była aż tak uparta.

Aoxis przekręciła oczyma, lecz nic nie powiedziała. Celim był zaskoczony, że Filizjanka zostawiła jego słowa bez żadnego komentarz, lecz po chwili zrozumiał, co było powodem jej milczenia. Obok nich przeszedł wyższy od Celima mężczyzna, który swoim wyglądem przywodził na myśl jakiegoś kata. Nawet rysy jego twarzy były ostre, a spojrzenie chłodne tak bardzo, że mogłoby zamrozić płomienie.

— Wchodźcie! — zawołał profesor, poprawiając trzymaną przez siebie książkę.

Aoxis nawet nie czekała na Celima. Jeszcze odrobinę zdyszana, biegiem skierowała się do wnętrza klasy. Nie liczyło się dla niej nic, jak tylko przedmiot, który zdołała już bezwarunkowo pokochać. Wszyscy przepuszczali ją, nie chcąc wejść w drogę rozweselonej nastolatce. Wiele osób nie rozumiało jej szczęścia. Nie wiedzieli co takiego mają w sobie wynalazki, że ktoś aż tak bardzo się ciszył na lekcję z nimi związaną.

Wystrój klasy przyprawił Aoxis o szybsze bicie serca. Miała wrażenie, że zaraz zemdleję z zachwytu. Filizjanka przystanęła, chłonąc wzrokiem wszystko wokół. Ławki były wykonane z metalu i znajdowały się jakieś osiem metrów od biurka nauczyciela, obok którego stał zasłonięty przez białą płachtę przedmiot. Na ścianach wisiały rozmaite mechanizmy, a w żelaznych gablotach obok drzwi, było wiele przedmiotów. W tym niezliczona ilość magicznych silników. Aoxis odruchowo przypomniała sobie o wisiorku wykonanym przez Celima, by chwilę później zawiesić wzrok na gablocie za biurkiem nauczyciela. Przedmioty w szafce, były ukryte pod stertą magicznych zaklęć. Dziewczynę przeszły dreszcze, a dłonie zaczęły nieprzyjemnie mrowić, chcąc zmusić Aoxis do działania. Pragnęła odkryć, co kryje się pod tą magią i chociaż przez moment coś poskręcać. To było niczym uzależnienie. Zniecierpliwiona nastolatka usiadła w pierwszej ławce i zaczęła nerwowo przebierać nogami. Jej zachowanie było zabawne, lecz wreszcie mogła uczyć się o czymś, co szczerze kochała. Aoxis pomyślała nawet, że ta akademia może nie będzie aż tak zła.

Celim usiadł obok Aoxis i zobaczywszy jak wygląda klasa, był bardzo zaskoczony. Nie spodziewał się ujrzeć czegoś takiego. Bardziej obstawiał, że będzie to zwykły pokój z kilkoma rzędami ławek. Jednak… Coś było nie tak. W pomieszczeniu było bardzo mało uczniów, a nawet pośród tej grupki, Celim nie był wstanie dostrzec żadnego Muliana i Kasoneriana.

— Witam wszystkich na pierwszych zajęciach z technologii. Mam nadzieję, że z przyjemnością będziecie uczęszczać na moje lekcje! — zawołał profesor, rzucając książkę od technologii na swoje biurko.

Aoxis jakby tylko mogła, to wykrzyczałaby jak szczęśliwa jest. Nie chciała jednak wyjść przed Xesjanem na bardziej nienormalną niż dotąd. Była pewna, że nauczyciel zauważył jej dziwne zachowanie na korytarzu, kiedy wręcz przed nim uciekła.

— Zacznijmy od tego prostego pytania. Kto z was próbował samemu lub przyglądał się jak ktoś inny konstruuje maszynę? — spytał profesor, oczekując aż kadeci uniosą ręce do góry.

Niestety, ale mniej niż połowa uczniów zgłosiła to, że widziała bądź posiadała większą wiedzę na temat wynalazków.

— Rozumiem i jakoś ten widok mnie to nie dziwi. W waszej grupie jest bardzo mało Editów i Xesjan. Większość to Filizjanie, Mulianie i Kasonerianie — uznał nauczyciel cierpko. — Nie oznacza to jednak, że w jakikolwiek sposób was to dyskryminuje. Wręcz przeciwnie. Wasze osiągnięcia będą o wiele bardziej wspaniałe niż te należące do Xesjan i Editów. Możecie pokazać, że Filizjanie nie są osobami niepełnosprawnymi, że też jesteście wstanie stać się wielcy.

Wielu uczniów nie wyglądało na przekonanych. Myśleli, że nauczyciel tak tylko sobie gada. W oczach Aoxis natomiast widoczne były iskierki radości i podziwu. Słowa nauczyciela uwiodły ją, mimo, że w głębi serca wiedziała, że zdobycie sławy było dla Filizjana strasznie trudne.

Nauczyciel podparł się dłońmi o blat swego biurka i zmierzył wszystkich uczniów srogim spojrzeniem. Niektóre osoby spuściły wzrok, a drugie zaczęły się kręcić na swoich miejscach, byle uniknąć oczu profesora.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 69.39