Ridero

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero
Utwórz swoją książkę bezpłatnie!

Sześć Rozdań

Antologia

Diamante

Autor książki

O książce

Różne historie sześciu indywidualności, które łączy tylko jeden szczegół. 6 opowiadań pokazujących, jak życie potrafi się zmieć w przeciągu krótkiej chwili, gdy w życiu pojawia się nieoczekiwany przedmiot. Dzięki czemuś, co wydaje się normalne, a jednak może mieć w sobie ukrytą moc.

O autorze

3

O książce

Przed Państwem rozwija się piętnastostronicowa opinia o książce „Sześć rozdań”! Jest ona skierowana głównie do autorek – Ty, czytelniku, nie zaglądaj tu, gdyż pełna jest spojlerów :) Dziewczęta, grupa złożona z moderatorów portali pisarskich, pisarzy we własnej osobie, blogerów, wokalistki, rysowników (artystów i pochodnych) postanowiła wesprzeć Was w pracy nad warsztatem pisarskim! W poniższych słowach poznacie myśli czytelnika towarzyszące mu podczas czytania poszczególnych fragmentów tekstu. Całość była spisywana w trakcie czytania, aby luźną refleksję pozostawić na koniec, a oddać uczucia towarzyszące czytelnikowi, gdy akcja się toczy. Dla uproszczenia tekst pisany jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej, w żadnym momencie nie zdradzając płci, ponieważ poszczególne partie tekstu były oceniane przez zespół w różnym składzie (jednak zawsze zespół). Trzeba przyznać, że w samym wstępie do opowiadań udało nam się wyłapać sporo potknięć - niemniej, niech to Was nie zniechęci. Jeśli będziecie chciały się z nami skontaktować podajemy adres e-mail – acantha.art@gmail.com Mamy nadzieję, że podzielicie się naszą opinią z polonistką i wspólnie ją omówicie! Od nas macie kilka głosów, a teraz zapraszamy do lektury  O książce „Różne historie sześciu indywidualności, które łączy tylko jeden szczegół. 6 opowiadań pokazujących, jak życie potrafi się zmieć w przeciągu krótkiej chwili, gdy w życiu pojawia się nieoczekiwany przedmiot. Dzięki czemuś, co wydaje się normalne, a jednak może mieć w sobie ukrytą moc.” Jeśli indywidualności, to wiadomo, że są różne – to wynika z definicji tego słowa. Sześć opowiadań powinno być zapisane liczebnikiem, nie cyfrą. Sześć opowiadań ich nie łączy – każda napisała swoje i zostały umieszczone w jednym zbiorze – gdzie cecha wspólna? Powtórzenie – życie, życiu. Nie można powiedzieć, że pojawia się nieoczekiwany przedmiot. Jeśli już, to nieoczekiwanie się pojawia. Inaczej nie brzmi to najlepiej - niekorzystnie zastosowany epitet. Ostatnie zdanie jest powrotem do początku, czyli gdybania odnośnie tego, jak życie potrafi się zmienić, a to jest już rozwinięte słowami „pojawia się nieoczekiwany przedmiot”. Niby nic nie jest źle, ale przez to tekst brzmi bardzo niezgrabnie. Podkreślam - jesteśmy na opisie. *** O autorze „Grupa z VIII LO w Gdańsku, która złączyła sześć odmiennych charakterów. Tajemnicza Maria Krawiec (I klasa, profil humanistyczny), która razem z Kafką wojuje przeciwko niecierpliwości, opieszałości i portretuje, jak Schiele, ale w literaturze. Marta Krawczyńska (I klasa, profil humanistyczny) osnuta cieniem zagadek z książek Arthura Conan Doyle’a podsuwa swojemu czytelnikowi enigmę własnego autorstwa. Justyna Karczmarczyk (II klasa, profil matematyczno — fizyczny) — twórca ilustracji na okładce urzeka swoim talentem, niczym jej ulubiony malarz Picasso. Lubujące się w Ricku Riordanie Agata Karbowska (I klasa, profil humanistyczny) i Kornelia Bandura (I klasa, profil biologiczno — chemiczny) oświetlają błyskawicami talentu, odmiennie niż Alicja Szada (III klasa, profil matematyczno — fizyczny), która skryta niczym anioł w cieniu swojej ulubionej autorki Cassandry Clare wplata romantyczną duszę w opowieści. Zespół zamyka Nadia Tracz (III klasa, profil matematyczno — fizyczny) opiekująca się stroną techniczną książki i jej redagowaniem, a na pożegnanie mówi razem z Szekspirem: „Reszta jest milczeniem”.” Tajemnicza Maria Krawiec – czemu Maria jest tajemnicza i dlaczego tak to podkreślamy, a nie rozwijamy tej kwestii? „Która razem z Kafką wojuje przeciwko niecierpliwości, opieszałości i portretuje, jak Schiele, ale w literaturze” - w momencie, w którym mamy wymienione, przeciwko czemu wojuje Maria, nagle znienacka pojawia się zwrot „i portretuje”, co całkowicie burzy porządek zdania. Marta Krawczyńska – jej już nie damy epitetu? Wywołuje to u czytelnika pewną dezorientację. „osnuta cieniem zagadek z książek Arthura Conan Doyle’a podsuwa swojemu czytelnikowi enigmę własnego autorstwa” – brak przecinka (może ja się czasami czepiam, ale to już kurczę boli). Zdanie samo w sobie bardzo niezgrabne i niejasne. Tłumaczenie dlaczego jest chyba zbędne. „Justyna Karczmarczyk (II klasa, profil matematyczno — fizyczny) — twórca ilustracji na okładce urzeka swoim talentem, niczym jej ulubiony malarz Picasso.” – zdanie ładne i zgrabne – idziemy w dobrą stronę? „Lubujące się w Ricku Riordanie Agata Karbowska (I klasa, profil humanistyczny) i Kornelia Bandura (I klasa, profil biologiczno — chemiczny) oświetlają błyskawicami talentu, odmiennie niż Alicja Szada (III klasa, profil matematyczno — fizyczny), która skryta niczym anioł w cieniu swojej ulubionej autorki Cassandry Clare wplata romantyczną duszę w opowieści.” – Oświetlają błyskawicami talentu? Tj. zdarza im się napisać zdania, które, niczym chwilowe przebłyski, są oznakami talentu, a poza tym Panie krążą w mroku, jeśli chodzi o warsztat pisarski? Czy to nie zbyt duży pocisk na same siebie? Odmiennie niż Alicja Szada? Ona nie miewa nawet przebłysków? Czy też „odmiennie” niż koleżanki jej talent jest stały i jego oznakami nie są pojedyncze zwroty? Chyba nie, ponieważ dalej mowa jest o… skrywaniu się w cieniu..? Związek frazeologiczny „być w czyimś cieniu” oznacza być nieustannie niekorzystnie porównywanym do kogoś, mniej ważnym od tej osoby – zwrot ten jest zabarwiony bardzo negatywnie. Wnioskuję z tego, że owa Alicja ma problemy z dowartościowaniem. Jest przyćmiona przez ulubioną autorkę. Domyślam się, że zamiar był inny, ale ta metafora jest bardzo nieudana. Anioły z natury chyba nie są skryte w cieniu. Ja, jako czytelnik, nie mam obowiązku znać twórczości Cassandry Clare i przyznam, że ta przenośnia jest dla mnie bardzo niejasna. I oczywiście przecinki. „Zespół zamyka Nadia Tracz (III klasa, profil matematyczno — fizyczny) opiekująca się stroną techniczną książki i jej redagowaniem, a na pożegnanie mówi razem z Szekspirem: „Reszta jest milczeniem”.” - brzmi źle, ale zostawmy to zdanie. Powiedzmy, że dużych błędów nie ma. *** Podziękowania Szczególne podziękowania należą się pani Ewie Bomerskiej, która była naszym głównym doradcą przy korekcie opowiadań i prowadziła drużynę bez strachu przez sztormy literackie, a także pani Lidii Niedorezo za cierpliwą korektę naszych prac i okazaną pomoc. A także wszystkim, którzy stykają się z nami codziennie i inspirują nas świadomie i podświadomie… Nie jest źle, poza fragmentem „inspirują nas świadomie i podświadomie”. Podświadomość – część psychiki. Czy to, że Was inspirują, jest w ich psychice? Raczej robią to po prostu nieświadomie. Przeszliśmy przez wstęp. Opowiadań nie będę poprawiać/komentować po zdaniu, ze względu na to, że zajęłoby to znacznie więcej czasu, niż oczekiwane od Was przemyślenia na temat moich słów. *** Wstęp „Przedstawiamy naszym Czytelnikom antologię opowiadań Sześć rozdań — efekt pracy Grupy Twórczej Diamante z VIII LO w Gdańsku. Grupa skrzyknęła się zwabiona perspektywą udziału w konkursie Misja Książka. Znalazły się w niej osoby z klas matematycznych, biologicznych i humanistycznych. Łączy je niewątpliwie indywidualizm i kreatywność, co właśnie odzwierciedlają zamieszczone w przedstawionym zbiorze opowiadania. Dość szybko i jednogłośnie Grupa postanowiła, że inspiracją dla przyszłych utworów będą karty do gry. Myli się ten, kto pomyślał, że opowiadania plotą się wokół wróżbiarstwa bądź hazardu. Powstały teksty bardzo różnorodne. Znajdziemy w nich echa ważkich problemów, z którymi zmaga się dziś młodzież. Uwikłanie w narkobiznes, terapia osób nazbyt przytłoczonych rzeczywistością, ale także fascynacja światem fantasy oraz tęsknota za bajkową, romantyczną miłością — znalazły się w tych króciutkich formach, ograniczonych wymogami konkursu. Dziś nie wiemy, czy grupa będzie trwała i tworzyła dalej, czy jest wśród jej członków przyszła pisarka a może znakomita ilustratorka książek? W każdym razie kartom tych pytań nie zadawaliśmy. Ewa Bomerska” Tekst jest bezbłędny. Zdania są poprawne, podmiot jest zawsze na swoim miejscu, nie brakuje przecinków, nic nie brzmi niezgranie. Wstęp jest bardzo kwiecisty i rozbudowany – to się może podobać, lub nie. Moim zdaniem jest pompatyczny, ale technicznie nie ma się do czego przyczepić. *** Departament Ludzkich Osobliwości Nadia Tracz Nadio, po samym początku widać, że masz problem z pełnym wczuciem się w świat przez ciebie kreowany. Opisy są nie plastyczne i mało dokładne. Ogólnie pierwsze zdania nieco odstraszają. Dalej opisujesz relację między wróżbitką, a handlarzami. Przypadło mi do gustu, iż jest ona na swój sposób złożona. To znaczy – pomimo tego, że uważają ją za oszustkę, darzą ją swego rodzaju sympatią. Dodaje to opowiadaniu barwności i realności (mam wrażenie, że nie ma takich słów, ale idealnie mi tu pasują). Plus dla Ciebie Nadio :) Dalej – bezszelestnie po chyboczących schodach? Mało prawdopodobne. Zwrot do czytelnika jest bez wyrazu. Tj. nie ma tak naprawdę nic na celu. Gdy stosuje się apostrofę, należy mieć w głowie pewien zamiar - omamić czytelnika, rozbawić, zaciekawić, owinąć wokół palca. Tutaj to nie wyszło. Rok wcześniej Najpierw odsłania się przed nami niezbyt trafne i bardzo przesadne porównanie. Może nie jest rozbudowane do rozmiarów epizodu, jednak śmiało mogę je nazwać homeryckim :) Jednak dalej przedstawiasz nam bardzo naturalną sytuację życiową, do tego zgrabnie opisaną. Nie wiem tylko, czy było to celowym zabiegiem, ale można było odnieść wrażenie, że bohaterka jest nieco cyniczna, bądź bezmyślna. „Nie mamy co jeść, więc handlujemy narkotykami, ale wiadomo, zabijamy przy tym mnóstwo ludzi.” Misza ma w sobie swoisty urok typowego podrywacza, mam jednak wrażenie, że nie o to Ci chodziło. Plan ze sprzedażą takiej ilości kokainy w dwa tygodnie wydaje się mało realny, ale nie niemożliwy. U mnie pierwszą reakcją było „KOKA TO NIE ZIEMNIAKI”. Porównanie niepokoju do węża jest bardzo niezgrabne. Ani wąż, ani niepokój nie oplatają serca (niepokój może w nie ewentualnie „włazić”, ale to bardzo potoczne powiedzenie). Poza tym najpierw jesteśmy na plecach, a potem nagle znajdujmy się we wnętrzu ciała, co w teorii jest metaforą, ale bardzo toporną. Cały fragment od „Spóźnia się już 15 minut” jest dość nierealistyczny. Przykładowo – wyobraź sobie, że dwie osoby na raz rozglądają się, a następnie spinają mięśnie. Ludzie różnie reagują na stres, a ta dwójka postaci, nie dość, że zachowała się identycznie, to jeszcze idealnie synchronicznie. Potem już totalnie się zgubiłaś. Jest ekstremalnie nielogicznie. Zagrozili Miszy, że odbiorą mu siostrę – chwila, dlaczego policja ma zabierać siostrę? Kazali chłopakowi wydać Dianę, po czym puścili go wolno, a ten, zamiast uciec i ostrzec wspólniczkę (karalne jest wyłącznie udowodnione posiadanie narkotyków), rzeczywiście ją wydał. Ponadto, jeśli policja już wie, że on miał w posiadaniu narkotyki, to raczej i tak pójdzie do więzienia – po co wciągać w to kolejną osobę? No cóż – być może kwestia siostry w końcu się wyjaśni i okaże trafnym argumentem. Brakuje też interpunkcji. Misza nie ma emocji i tłumacząc się przed Dianą, jest dziwnie obojętny (każde jego zdanie jest spójne, logiczne i zakończone kropką). Ponadto, skoro postawiony był w tak ciężkiej sytuacji, to skąd zwrot „wydaje się dziwnie odprężony”? Dwa dni później Dalszy fragment mocno mnie razi. Dlaczego Diana bez namysłu chowa w kieszeń świecącą na zielono talię kart? To wyjątkowo nienaturalne, tym bardziej, że nie mamy opisu jakiegoś szczególnego odziaływania tego przedmiotu. Obawiam się wsiąść do autobusu, żeby mnie nie złapali. – ma sens, ale przewodzi na myśl „jakiś diler jedzie bez biletu”. Dlaczego Diana w nocy włącza radio? Dlaczego, pomimo stresu, od razu zasypia? Rozumiem, że jest zmęczona, ale przecież może niebawem trafić do więzienia! Nie odpływa w objęciach Morfeusza, a w OBJĘCIA Morfeusza. Tak poprawnie brzmi ten zwrot. Dalsze zdania większych błędów nie posiadają, aż do momentu: „Ma niski i chropowaty głos, jakby kiedyś zaśpiewał zbyt wysoki dźwięk i pękły mu struny głosowe.”. Wokalistka z ośmioletnim doświadczeniem wypowiedziała się na ten temat. Struny głosowe, gdy pękną, całkowicie uniemożliwiają mówienie. Ponadto taka sytuacja nie może zaistnieć z przyczyny wydania z siebie zbyt wysokiego dźwięku. Jeśli chodzi o samo porównanie (pomijając, że fizycznie jest to niemożliwe) zupełnie do mnie nie trafia – głos chropowaty = pęknięte struny głosowe? To zestawienie boleśnie mi tu nie pasuje. „Patrzę bezmyślnie, w głowie mam nieznośną pustkę, która pożera moje istnienie. Trzęsę się ze strachu, więc nie zważając na nieproszonego gościa wchodzę do kuchni i nastawiam wodę na herbatę.” – W moim odczuciu porównanie bardzo żenujące. Jednak dalszy fragment obiektywnie można uznać za skrajnie nierealny. Nadio, zastanów się proszę sama, co może z nim być nie tak :) Jak wcześniej zostało wspomniane, ludzie różnie reagują na trudne sytuacje, ale chyba się ze mną zgodzisz, raczej mało kto parzy herbatkę, gdy obca, groźnie wyglądająca osoba wchodzi Ci w progi i zaczyna gadać o jakichś świecących kartach. Zmienność nastawienia bohaterów jest nienaturalna. Pomysł z Talią Dantego jest całkiem niezły, jednak niestety nie widzę w nim nic nowatorskiego. Dalej jest całkiem nieźle, reakcje bohaterki są naturalne i zgodne z tym, co w głowie ma czytelnik. Później w czasie odczuwanym przez bohaterów, ale o wiele wcześniej w czasie rzeczywistym. Brakuje przecinka już w pierwszym zdaniu. Fragment jest ładnie opisany, dialogi są naturalne i bardzo przyjemnie się go czytało. Tworzy się pewien klimat (trochę szkoda, że dopiero teraz), prosty, ale konkretny. Teraźniejszość Zakończenie przepiękne! Bardzo ładnie opisane! Idealnie zamyka nieco burzliwą całość i ukazuje puentę. Nadio, jestem pod dużym wrażeniem! *** Karta z kalendarza Agata Karbowska Zaczyna się słabo. Kto wpatruje się w sufit z szeroko otwartymi oczami? Chyba tylko postacie z anime. Co ta Gabriela tam widzi? :) „Jestem głodna” to raczej nie myśl, a stan. On dopiero może wywoływać myśli takie jak „w lodówce został chyba kawałek ciasta…” lub „jak ja bym teraz zjadł te naleśniki co wczoraj”. Człowiek bardzo prymitywny może myśleć wyłącznie „jestem głodna”. Poza tym, po wielokropku należy kliknąć magiczną spację. „Przymknęła niebieskie oczy” – a jednak. „Alina Jasnorzewska — mama Gabrieli przyłożyła ucho do drzwi (…)” – jeśli już tak, to myślnik po „mama Gabrieli”. Dalej powtórzenie wyrazu „bardziej”. Co takie się stało po śmierci męża, że jej policzki zapadły się jeszcze bardziej? Schudła, zaczęła ćpać? To należałoby wyjaśnić w tekście, bo inaczej wynika z tego, że policzki zapadają się same z siebie po śmierci współmałżonka. Smutek nie wywołuje takich zmian w ludzkim ciele, bo zakładam, że o to właśnie Ci chodziło. Jak to czytam mam przed oczami akcję rodem z anime. Jeśli to zamierzone – wielkie brawa. „— Witam, nazywam się Beata Pawlak, jestem umówioną terapeutką z poradni psychologicznej. — Jej dłoń była ciepła, a uścisk mocny. — Dzień dobry, Alina Jasnorzewska, mama Gabrieli. — Mogę wejść? Omówimy wszystko, najlepiej przy herbacie. Zaskoczona tą bezpośredniością Alina drgnęła, zaraz jednak zaprosiła gestem panią Beatę do domu. Gospodyni posadziła gościa w salonie, by samej pospieszyć do kuchni po herbatę.” Mi osobiście nie pasuje to, że kobiety przedstawiły się z imienia i nazwiska, a jednak nawet nie podały sobie rąk, co przy tak oficjalnym powitaniu jest wręcz wymogiem. „Gabriela podniosła głowę, słysząc obcy głos w domu. Brudne, mysiego koloru włosy, opadły jej na oczy. Odgarnęła je niecierpliwie i ze złością z powrotem ułożyła się na łóżku.,,Pewnie matka znowu kogoś sprowadziła...Nie jestem przecież szalona!””-Wściekła myśl przemknęła jej przez głowę. Czuła w piersi łomotanie serca, jak szarpało się w ciele. Miała ochotę coś rozbić… Zaraz jednak złość przeszła w obojętność. Zagryzła wargę, aż do krwi i przekręciła się na łóżku, plecami do drzwi. Zacisnęła oczy i oddała się ponurym myślom, już bez cienia złości. Jej obojętność na wszystko nabierała nowego znaczenia. Nie myślała już nawet o samobójstwie, było jej po prostu wszystko jedno…” – Między kropką a cudzysłowem ponownie brakuje jakże czarodziejskiej spacji (ja jestem w stanie zrozumieć wiele, ale tekst w którym brakuje spacji?!). Potem podwójny cudzysłów. Opis uczuć bohaterki klasyfikuje ją jako chorą na jeszcze nieznane odchylenie psychiczne. Swoją drogą, uważam, że warto poszerzyć swoją wiedzę w dziedzinie psychologii – na pewno jeszcze wielokrotnie Ci się to przyda. Złość zbyt topornie przechodzi w obojętność. Dalej jest coś, co już boleśnie mnie razi. Jeśli zakładamy, że samobójstwo nie może się łączyć z obojętnością, to moja matka nie popełniła samobójstwa. Osobiste doświadczenia nie pozwalają mi pozostawić tego bez komentarza. Agato, czy zakładasz, że tylko w sytuacji skrajnego załamania można myśleć o skończeniu z własnym życiem? Czy może to wyłącznie bohaterka, która jest bardziej stereotypową nastolatką, niż kimś faktycznie mającym problemy? Może po prostu w ten sposób ją wykreowałaś? Jeśli tak, to jest to logiczne, ale głęboko ukryte w tekście. „W odróżnieniu od córki, Alina przejęła się bardzo na wieść o tym, że Gabriela może cierpieć na depresję.” – Depresja? Jest smutna, obojętna, nic nie je, całymi dniami leży na łóżku nie poruszając się – kochana, to są fizyczne objawy wielu różnych rzeczy, nawet miesiączki. Co do samej depresji. Smutek – powiedzmy. Obojętność – nie w takiej formie. Nic nie je – albo nic nie je, bo ma ilość problemów sprawia, że o tym zapomina, albo je bardzo dużo, aby stłumić swoje uczucia. Brak aktywności – pewnie, ale osoba skrajnie załamana psychicznie raczej nie leży godzinami nieruchomo. Spacje… Gdy Alina odwodziła panią psycholog od zajrzenia do pokoju córki, moją myślą było „Gabriela zaraz zmieni się w Ghoul’a!” – klimat anime sto procent  „(…)że sprowadziła tutaj kogoś, kto nie ma o niczym pojęcia i tylko udaje, że chce pomóc.” – Protagonistka przedstawia się jak bardzo typowa nastolatka, prezentując swoje problemy jako inne od wszystkich i niezrozumiałe dla kogoś wykwalikowanego. Wielki podziw dla autorki, bo jest to bardzo naturalne w tym wieku i dodaje realizmu całej sytuacji. Agato, naprawdę wielkie brawa! Jednak Gabriela ma 20 lat. To burzy moje przemyślenia. Mimo to, nie jest wykluczone, że taki ma charakter, bądź nie przeszła tego w poprzednich latach życia. „Nie bez powodu tak ceniono jej metody nawiązywania kontaktów z pacjentami. Energicznym ruchem otworzyła drzwi do pokoju i z satysfakcją stwierdziła, że nie były one zamknięte na klucz.” – Z tego wynika, że jej klienci lubią być traktowani brutalnie i bez poszanowania prywatności. Czy to był sarkazm? Jak dla mnie to niejasne. Wściekłość u osoby z depresją? Podsuwa to czytelnikowi myśl, że interpretacja stanu dziewczyny była błędna. Niestety, nie sprecyzowałaś, kto jej dokonał. Polecam książkę „Agresja” autorstwa Barbary Krahe – wiele tłumaczy, jeśli chodzi o sposoby wywoływania złości, więc mogłabyś dowiedzieć się, co tutaj nie styka :) Psycholog jest bardzo nieprofesjonalna i bezczelna. Odnośnie Gabrieli – jest ona wykreowana na typową małą dziewczynkę. Można to zauważyć chociażby po jej reakcji na wygraną w karty. Trzeba przyznać, że miałaś pomysł na tą postać. Cieszę się, że zostało wspominanie, iż Gabriela wcale nie ma depresji – to wiele wyjaśnia. Jednak naprawdę radzę poczytać o tej chorobie. Jest o wiele bardziej złożona, niż to przedstawiasz. Agato, na koniec kolosalne potknięcie! Psycholog nie ma prawa opowiadać komukolwiek o problemach pacjentów, zwłaszcza wymieniając ich z imienia i nazwiska. To karalne. Druga sprawa to reakcja Gabrieli na wieść, że tak się stało. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Na sam koniec jeszcze coś, co dotyczy dosłownie całego tekstu: nie posiadasz lekkości w pisaniu. Jest to najważniejsza rzecz w kwestii warsztatu pisarskiego. Fragmenty opowiadania nie są lekkie, płynne i zgrabnie dobrane. Przeciwnie, przypominają ludzi w windzie – wszyscy czują się lekko niezręcznie, usiłują nie zwracać uwagi na innych, a ze względu na małą ilość miejsca, każdemu brakuje powietrza. Tak najlepiej można opisać zdania, które budujesz. *** Tama Maria Krawiec Najpierw mamy totalny bałagan w tekście, który może się zaraz wyjaśnić i stworzyć coś oryginalnego, a może jest zwykłym pierwotnym chaosem. Poza tym „palce dygoczą jak po parogodzinnej robocie” – to porównanie jest dla mnie nieco niejasne. O jakim rodzaju „roboty” mówisz? Dajmy na to pracownikom budowlanym, po tej wspomnianej parogodzinnej robicie, ręce się nie trzęsą, to na pewno. A jest to ich główne narzędzie pracy. Skojarzenia z trzęsącymi się rękami to – stres; przemęczenie (raczej psychiczne); starość; choroba Parkinsona; silne emocje; uzależnienie. Jak dla mnie porównanie nietrafne. „Mógłbym zrobić coś z śmietniskiem, w którym tkwię. Powinienem to zrobić.” – nie „z”, lecz „ze”. Inaczej nawet nie da się tego wymówić. „Drzwi, w nich zamek, nie ma klucza. Śmieję się głośno — nie ma klucza! Jestem zamknięty, nie wyjdę stąd nigdy!” – niezbyt ciekawie przedstawiony chaos. Nie czuję w tym nic nowatorskiego, zastanawiającego, pomysłowego. Czyta się to ciężko, bez fascynacji, czy zaintrygowania. Ten zabieg (o ile to nie po prostu brak wprawy w pisaniu) zdecydowanie do mnie nie trafia. W dalszej części tekstu nic się jednak nie wyjaśnia, jedynie robi się coraz gorzej. Widać wyraźnie, jaki był w tym zamysł, niestety równie wyraźnie widać, że nie udało Ci się tutaj osiągnąć celu. Wybacz mi mocne słowa, ale tekst mocno sprawia wrażenie przerostu formy nad treścią, czytelnik odnosi wrażenie, że autor sili się na głębię i złożoność. Wychodzi jednak z tego jednak wielka mieszanka nieskładnych, nieudolnych metafor, zdania nie pasują do siebie, przekaz zaś zalicza się do gatunku „Lody są zimne – Paulo Coelho”. Można powiedzieć, że masz bogate słownictwo. Jednak jako pisarka porwałaś się na coś, co stanowczo przerasta posiadane przez Ciebie umiejętności. Mógłby to być udany zabieg, w przypadku kogoś, kto ma nieco bardziej rozbudowany warsztat. „Odczepcie się wszyscy! Jak w mej najskrytszej fantazji zaczyna się występ orkiestry.” – brak myślnika po „wszyscy”. Dalej ponownie brak myślnika. Nie potrafisz oddać szaleństwa tak, aby stało się czymś więcej niż bałaganem. Ale nie odbieraj tego zbyt personalnie – podkreślam, po prostu zabrałaś się do czegoś, na co twój warsztat jeszcze nie pozwala. „— Kurwa mać! — gwałtownie poderwałem się na trzęsące się nogi. Nie mam w nich czucia, tak samo jak w dłoniach i ramionach. — Kurwa mać! — ręce samowolnie druzgoczą krzesło o ścianę. — Jasna cholera! — przejmujący ból zawzięcie próbuje przejąć każdy wdech. — Odczepcie się wszyscy! Jak w mej najskrytszej fantazji zaczyna się występ orkiestry. Instrumenty brzmią jak tłuczone szkło. Z pasją zrzucam najdroższe kieliszki, szybka mej ulubionej witryny zamienia się w latające kryształki i groźne ostrza. Nagle poczułem insekty pełzające po mej skórze, czeredę mrówek, much, pająków, żuków i szczypaw, naciskających małymi odnóżami na pojedyncze nerwy, wywołujące lawinę zimnych dreszczy. -Ty durny…! Ledwo nabyty stolik z hukiem uderzył o ziemię, książki wyleciały z półek. Gorąco, lodowato, duszno, wilgotno, pot leje się z każdej pory, najpierw mrozi, potem gwałtownie parzy, by po chwili szybko zamarznąć i równie błyskawicznie się stopić. — DOSYĆ, DOSYĆ!!! Nawet nie dostrzegłem nowych dziur w ścianie i karmazynowej cieczy pokrywającej me dłonie. Wichura w kruchej czaszce, czy muszę ją rozbić, by uwolnić morderczy żywioł? Obraz jest rozmazany, lecz jeden przedmiot potrafię rozpoznać.” – Kompletny bałagan z zapisem monologu. Sama końcówka ma już swój klimat, jednak nie poprawiło się to co zostało wskazane wyżej. W porównaniu do koleżanek, miałaś jakiś bardziej oryginalny zamysł, nieco upośledzony, mimo wszystko da się go wyleczyć i nadać pożądany przez Ciebie wydźwięk. Jeśli chodzi o to co próbowałaś stworzyć, to prezentuję techniczny majstersztyk, który kiedyś wpadł w moje ręce. Autor idealnie zbudował klimat i atmosferę niepokoju, stosując szereg złożonych zabiegów literackich. Ten niepełnosprawny umysłowo w stopniu lekkim amator kwaśnych jabłek umieścił go na jakiś pierwszym lepszym portalu ze strasznymi historiami, zamiast ubiegać się o nagrodę Brama Stokera - http://straszne-historie.pl/story/13633-FFFFFF-RGB-0255-255-255-255 *** Szept Marta Krawczyńska Zaczyna się niezgrabnie, ale nawet intrygująco. Marto, zapowiada się naprawdę ciekawie! Bardzo ładnie napisane, tworzy się klimat... – „Koperty szepczą. Listy mamroczą. Jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało. Mężczyzna słyszy to ciche skrobanie, które dochodzi z czeluści szafki, choć twardo próbuje udawać, że nie dociera do niego żaden dźwięk.” Dalej zdania już bardzo ładnie przechodzą z jednego w drugie. Marto, jestem pod dużym wrażeniem! Pojawia się efekt „wow” przy fragmencie z powiekami, jednak akapit, w którym się znajduje ta perełka jest zbyt chaotyczny i klimat nieco się ulatnia. Bardzo krótkie zdania są przemieszane z długimi, co nie brzmi najlepiej. Kolejny akapit - bałagan w zapisie. „Cóż… Rodzimy się egoistami i takimi umieramy, czyż nie tak? Te listy wcale nie chcą znaleźć się w tej kopercie. Wręcz przeciwnie, każdy z nich marzy o tym, aby znaleźć się w tym jednym, wyjątkowym opakowaniu samotnie. Mają dość swojej wzajemnej obecności. Często darzą się nienawiścią. Ciebie zresztą też „nagradzają” tym uczuciem. Wedle ich logiki, to ty (!) skazujesz je na to wieczne potępienie. Bo czymże może być kawałek pergaminu z odrobiną atramentu przy drogiej papeterii wysłanej w porządnej, eleganckiej kopercie ku uciesze odpowiedniej osoby. Hmm, inną sprawą jest to, że większość tych listów nie byłaby oczekiwana… Ale wcale nie zmniejsza to twojej winy w ich oczach” – fragment śliczny! Wszystko jest bardzo płynne, porównani są trafne i plastyczne. Umiejętnie korzystasz z interpunkcji, czego nie robiły twoje koleżanki, a to duży błąd z ich strony (!). Jednak ilość wyrazów w cudzysłowie jest zbyt duża. Korzystasz z ironii, jednak nie trzeba tego tak podkreślać: po pierwsze to męczy czytelnika; po drugie sprawia wrażenie, jakbyś nie potrafiła znaleźć odpowiedniego słowa i zastępowała je antonimem, ale w cudzysłowie. Na koniec tylko zabrakło kropeczki :) „Czterdzieści siedem minut po pierwszej.” – często w filmach/książkach, gdy bohater sprawdza godzinę, dziwnym zbiegiem okoliczności ma ona na końcu 00 lub 30. U Ciebie ta różnica nadaje naturalności, a do tego ubrałaś ją w ładne słowa. „Rozedrzeć do końca byłoby lepszym wyrażeniem, gdyż już w tym momencie rogi są częściowo zdarte, tak, że widać zawartość, której tak naprawdę nie chce znać.” – zdanie okropnie niezdarne, bardzo mało plastyczne. „Obawiacie się opinii znajomych, sąsiadów (w tym tej starej jędzy z naprzeciwka, no wiesz, tej „nadaktywnej społecznie”, która wzięła na siebie obowiązki dyżurującego dwadzieścia cztery godziny na dobę i naczelnego podglądacza cudzego życia) listonosza, ogrodnika i szeregu innych ludzi, którzy tak naprawdę stosunkowo niewiele dla Was znaczą.” – wychodzi na to, że mówisz o „sąsiadach listonosza” - za nawiasem brakuje przecinka. „(…) że żeby być musi pisać (…)” – brak przecinka po „być”. PODSUMOWANIE: ciekawy pomysł, dobrze zrealizowany; płynnie przechodzące zdania; momentami wkrada się chaos; w połowie tekst robi się nieco nużący; motyw kart wydaje się umieszczony tu na siłę; wyjątkowo (!) udane metafory. Obviously. *** As Kier Alicja Szada Początek nasuwa skojarzenia z telenowelą. „Pamiętam jak to się zaczęło.” – brakuje przecinka przed „jak”. „Ma denerwujący zwyczaj zwracania się do kogoś na ty zaraz po tym jak pozna imię rozmówcy. Zaczęłam mu się przyglądać. Wcześniej zauważyłam, że jest wysoki, umięśniony, ale nie w taki przesadny sposób. Ma ciemne włosy do ramion spięte z tyłu w kitka oraz błękitne jak niebo oczy. Cały czas się uśmiechał i wpatrywał się we mnie, więc poczułam się nieswojo.” – w tym momencie pojawia się bałagan w czasie narracji. W opowiadaniu używasz czasu teraźniejszego, aż do zdania „Cały czas się uśmiechał i wpatrywał się we mnie, więc poczułam się nieswojo”. Rozumiem zatem, że uśmiechanie i wpatrywanie nastąpiło wcześniej, nie zaś podczas rozmowy przy stoliku. A przecież mamy wyraźnie wspomniane, że gdy tylko kobieta się rozejrzała, zobaczyła Michała, który się do niej dosiadł („Rozglądam się i widzę mężczyznę, który kieruje się w moją stronę z dziwnym uśmieszkiem na twarzy i siada na krześle na wprost mnie.”). Jest to jeden z elementarnych błędów, jeśli chodzi o pisanie. Natrafiając na coś takiego, czytelnik natychmiast traci przekonanie co do opowiadania. „— Byłoby to trudne nie sądzisz?” – brakuje przecinka przed „nie sądzisz?”. Chowanie karty do rękawa chyba nie jest jakoś specjalnie skomplikowane. Ma bluzkę z krótkim rękawkiem? Jeśli tak, należy o tym wspomnieć. „— Po co rozkładałeś te karty skoro teraz je znowu składasz?” – Alicjo, ewidentnie nie lubisz przecinków. Tutaj zabrakło go przed „skoro”. Słowo stos jest tu użyte niewłaściwie. Wg. Słownika języka polskiego PWN: stos - wiele rzeczy ułożonych jedna na drugiej. Jeśli te karty znajdują się jedna na drugiej, to Łucja nie jest w stanie zobaczyć tej swojej, o ile ona nie leży się na samej górze. Wiem o co Ci chodziło, jednak to słowo tu nie pasuje. Dalej coś bardzo nierealnego. Bohaterce ktoś właśnie pokazuje sztuczkę karcianą, a ona się nagle odwraca. W tej sytuacji człowiek, o ile nie jest znudzony, śledzi ruchy „iluzjonisty”. Nic w zachowaniu bohaterki nie wskazywało na znużenie. Jednak ten fragment przeanalizuję pod jeszcze jednym kątem. „Krzyczeli na siebie dopóki chłopak nie uklęknął na jedno kolano i wyciągnął coś z kieszeni. Z reakcji dziewczyny mogłam się domyślać, że to był pierścionek zaręczynowy. Dziewczyna wściekle pokiwała głową na tak i rzuciła się towarzyszowi na szyję. Uśmiechnęłam się na tę scenę która rozgrywała się przede mną, zapominając o Michale.” – brakuje przecinka przed „dopóki”. Jeśli piszesz „nie uklęknął” powinnaś napisać też „nie wyciągnął” i w tym przypadku „coś” zamienia się na „czegoś”. Przecinka zabrakło też przed „która” w ostatnim zdaniu. Nie będę już wskazywać wszystkich miejsc, gdzie brakuje przecinków. Jest ich bardzo dużo. Sugeruję usiąść z polonistką, przeanalizować cały tekst i znaleźć je samodzielnie :) „Michał tylko uśmiechnął się do mnie i schował kartę z powrotem do talii i kieszeni.” – nie schował karty jednocześnie do talii i kieszeni. Zdanie powinno brzmieć „Michał tylko uśmiechnął się do mnie i schował kartę z powrotem do talii, a talię zaś do kieszeni”. Puenta bardzo romantyczna, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jednak zachowania postaci wielokrotnie były bardzo nienaturalne, podobnie jak ich wypowiedzi. Zakończenie łatwe do przewidzenia. Styl pisania bardzo prosty, pozbawiony ozdobników, niczym u dziecka piszącego wypracowanie – jednak plusem jest, że nie próbujesz go ubogacać na siłę, na przykład poprzez nieudolne zabiegi literackie. Zdecydowanie musisz dużo ćwiczyć, ale masz to, co najważniejsze, czyli zapał i pomysłowość! :) Ale zakończenia naprawdę cudowne! *** Kryształowa Komnata Kornelia Bandura Początek nie wywiera żadnego wrażenia – ani pozytywnego, ani negatywnego. Poczekajmy. „Nagle kot odwrócił się a jego wielkie jak piłki golfowe oczy, rozjarzyły się.” – wśród przecinków panuje anarchia. Ten, który powinien znaleźć się przed „a”, powędrował przed „rozjarzyły się”, gdzie jest bardzo niechciany. „Ferro odrzucił głowę do tyłu i zmierzwił opadające na czoło włosy” – Marek przeszedł szybką reinkarnację? Poznajemy jego nazwisko? Może pseudonim? Może tak nazywa się ludzi, którzy są więźniami, w twoim opowiadaniu? Nie jestem w stanie stwierdzić co, kto, czemu tak jest. https://www.google.pl/search?q=ferro&client=firefox-b&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwic5-6ItojRAhXLBSwKHVwCBNUQ_AUICCgB&biw=1525&bih=707 ? „Na korytarzu pełzało i latało mnóstwo najróżniejszych demonów.” – to zdanie stało się częścią składową braku klimatu i ocieka nonszalancją. Rozbawiło mnie. „Wszystkie czarne, bezpostaciowe, z wieloma odnóżami bądź dodatkowymi parami oczu, zmierzały w jedną stronę.” – zdanie nielogiczne. Jeśli ciała demonów były bezpostaciowe, nie mogły mieć wielu odnóży, licznych par oczu itd. Wg. Słownika internetowego: bezpostaciowy: amorficzny; Nieposiadający określonych, ustalonych kształtów. Jest to naprawdę duży błąd logiczny, tym bardziej rażący, że ta sprzeczność została zawarta w jednym zdaniu. W tym fragmencie niejasnym jest, dlaczego Marek aka Ferro nagle nie ma najmniejszych problemów z wydostaniem się z celi (?), chociaż przed chwilą zaciekle o to walczył. „Przyspieszył kroku a gdy dotarł na skraj jaskini, o mało nie wpadł do krystalicznej wody jeziorka.” – brakuje przecinka przed „a”. „(…) na zacienioną postać (…)” – Kornelio, postać niespecjalnie może być „zacieniona”. To słowo brzmi tu bardzo dziwnie, nielogicznie i niezgrabnie. Zacieniony oznacza nienasłoneczniony, pokryty cieniem (na przykład czyimś, lub należącym do przedmiotu). To zdanie nie działa na wyobraźnię, wręcz przeciwnie – wywołuje u czytelnika dezorientację i wątpliwości, czy właściwie chciałaś przez to powiedzieć, że postać znajduje się w jakimś cieniu…? Cień ją otacza? Pada na nią? Postać składa się z cienia…? „— Hola, hola, nie tak szybko — drugi chłopiec uśmiechnął się szeroko i założył wilgotną koszulkę przez głowę. „ – Chwila, skąd się wzięła jakaś koszulka? Chłopiec miał ją wcześniej w ręku? Towarzysz mu ją dał? Niespodziewanie się zmaterializowała, niczym w kreskówce? Wcześniej nie było o niej żadnych wzmianek. Do wizji czytelnika nagle wpada koszulka, co wywołuje kolejny moment dezorientacji. Przez cały czas, kiedy czytam Twoje opowiadanie, przestrzeń, w jakiej się znajdujemy, jest bardzo niejasna i nieokreślona. Niby jakieś opisy są, ale na tyle nieprecyzyjne, że ciężko jest zrozumieć, co gdzie jest, jak dokładnie wygląda, skąd da się wyjść, skąd nie. „Dostrzegł ruch na po drugiej stronie jeziorka, lecz od razu odwrócił wzrok, dostając w międzyczasie kopniaka w piszczel.” – Na widok zwrotu „na po drugiej stronie” pojawiło się w mojej głowie wielkie „Oj”.”O” w tym wyrazie przedłużyło się, kiedy do tego niezręcznego wyrażenia dołączyła dalsza część zdania. Zawierająca owo nieszczęsne, niezgrabnie użyte „w międzyczasie”. Określenie to oznacza bliżej nieokreślony czas pomiędzy różnymi czynnościami, tutaj natomiast pojawia się zaraz po opisie wyraźnie szybko następujących po sobie działań (o czym świadczy „od razu”). Zatem niejasnym się staje, kiedy chłopiec otrzymał kopniaka – już po odwróceniu wzroku…? Nie jest to znaczne potknięcie, jednak nadaje tekstowi pewnej „ciężkości”. „Przez chwilę stali w ciszy. Daniel z wielkim uśmiechem na twarzy a Ferro z grymasem obrzydzenia, zmieszanego z rozbawieniem. Wcale nie jestem zadowolony z siebie. No, w każdym razie nie bardziej niż zwykle — dopowiedział zmieszany.” – niepoprawny zapis dialogu. „Mówisz w ten sposób, żebym się zamknął? — zapytał Daniel.” – brakuje myślnika na początku. „Murzynka jęknęła cicho i zasnęła, z twarzą wtuloną w nogi Daniela.” – okej, pojawia się murzynka. I jęczy. W gruncie rzeczy jest dość zrozumiałe, że chodzi o Gabrielę, ale ekipa sprawdzająca tekst wybuchła śmiechem :) Tak całkiem poważnie – nie zostało wcześniej wspomniane, że dziewczyna jest czarnoskóra. Opisywanie wyglądu postaci w innych partiach tekstu niż przedstawienie postaci jest jak najbardziej na miejscu, ale nieumiejętnie przeprowadzone prowadzi do jęczącej murzynki znikąd. Opowiadanie jest na bardzo niskim poziomie. Zbyt długo można by wymieniać, co w nim nie zagrało. Największe jego wady to potknięcia logiczne, niejasne opisy miejsc i postaci, oraz – nade wszystko – całkowity brak jakiegokolwiek wyjaśnienia, co się właściwie dzieje, w tekście. Informacje, jakie dostaje czytelnik, są niepełne i nieprecyzyjne. Nie wiemy, skąd postacie się znają, co to za karta, skąd się wzięła, dlaczego muszą ratować świat, gdzie się znajdują i dlaczego – całość brzmi bardziej jak wyrwany pojedynczy rozdział książki. Niemniej, pisz dalej! Jeszcze wiele pracy przed tobą, nie ukrywam. Jak już zostało wspomniane, najważniejsze to pomysł i zapał. Zatem – nie traktuj moich uwag zbyt osobiście, a wyciągnij z nich jak najwięcej :) *** Ilustracje w książce są zjawiskowe. Estetyczne, sugestywne, nieprzesadne – cuda! Jeśli chodzi o pisarki, to każda została już poinstruowana, a więc niech padnie tylko to jedno ostatnie zdanie – DON’T GIVE UP! 

Podziękowania

Szczególne podziękowania należą się pani Ewie Bomerskiej, która była naszym głównym doradcą przy korekcie opowiadań i prowadziła drużynę bez strachu przez sztormy literackie, a także pani Lidii Niedorezo za cierpliwą korektę naszych prac i okazaną pomoc. A także wszystkim, którzy stykają się z nami codziennie i inspirują nas świadomie i podświadomie…

Poleć znajomym

Twoi znajomi mogą rozpowszechnić informację o Twojej książce,
bo jest to łatwe a Tobie sprawi przyjemność